Kiedy czołg może zamienić się w „okręt” podwodny? Wczoraj i dziś

2026-02-18 12:12

Wojsko ćwiczy. Piechota z pancerniakami. Natarcie „niebieskich” na „czerwonych” zahamowała tzw. przeszkoda wodna. W języku cywilnym: rzeka. Koreańskie K2 zaczęto przygotowywać do przeprawy pod nią, czyli pod wodą. Amerykańskie Abramsy czekają na mosty postawione przez saperów. Uznawane za najlepsze czołgi na świecie nie mogą być „podwodnymi”... A wiedzieliście, że pierwszy „chrzest wodny” na świecie zaliczyły czołgi FT-17? Było to pokonanie w bród rzeki Wołczanki w czasie bitwy pod Bobrujskiem 28 VIII 1919 r. Tego historycznego wyczynu dokonała 2. Kompania Czołgów 1. Polskiego Pułku Czołgów...

czołgi, przeprawa, rzeka

i

Autor: 18. Dywizja Zmechanizowana/Wikipedia/ Materiały prasowe

• Czy zdolność głębokiego brodzenia czołgów ma dziś realne znaczenie bojowe?

• Na ile pierwsze przeprawy FT-17 w 1919 r. wpłynęły na dalsze myślenie o czołgach zdolnych do pokonywania przeszkód wodnych?

• Filmowe sceny „czołgów jadących pod wodą” są zgodne rzeczywistymi procedurami?

• Dlaczego konstruktorzy Abramsa nie przystosowali go do głębokiej przeprawy po dnie?

• T-14 Armata bez zdolności do głębokiego brodzenia byłby świadomym zerwaniem z radziecką tradycją pancerną?

Forsowanie, przeprawa, pokonanie przeszkody – czołgi i woda

To był pierwszy krok ku przystosowaniu czołgów do wykonywania przepraw po dnie. Tak uważa Jacek Lasota w artykule „Pokonanie przeszkody wodnej pod wodą przez pododdziały czołgów – aspekt taktyczny”, opublikowanym w „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Historica” nr 99/2017. Nim przez krótki rys historyczny dojdziemy do możliwości współczesnych czołgów w kontrolowanym zanurzeniu w śródlądowym środowisku wodnym, wyjaśnijmy kilka pojęć wiążących czołgi z… wodą.

Wymieniony historyk wojskowości wprowadził rozróżnienie między „forsowaniem”, „przeprawą” a „pokonaniem” przeszkody wodnej. W popularnej narracji pojęcia te bywają mylone.

„Forsowanie” definiuje jako natarcie połączone z pokonaniem przeszkody wodnej, której przeciwległy brzeg jest broniony przez przeciwnika; klasycznie wymagało zdobycia, poszerzania i umacniania przyczółka, choć współcześnie – wobec nowoczesnych środków ogniowych i przeprawowych – nie musi już znacząco hamować tempa natarcia.

„Przeprawa” to pokonanie przeszkody wodnej niebronionej przez przeciwnika; obejmuje różne formy (desantowe, promowe, mostowe, w bród, po lodzie oraz – w sprzyjających warunkach – przeprawy czołgów pod wodą), przy czym przewiduje się przeprawy główne, zapasowe, pozorne i demonstracyjne.

„Pokonanie przeszkody” w ścisłym znaczeniu występuje wtedy, gdy przeciwległy brzeg nie jest już w rękach przeciwnika, lecz zajmują go własne wojska (efekt wcześniejszego forsowania i uchwycenia przyczółków).

W tym materiale koncentrujemy się na przeprawach – po dnie (w pełnym zanurzeniu), wychodząc z założenia, że jest to najbardziej zaawansowany technicznie sposób pokonywania przeszkody wodnej.

Znowu produkujemy w Polsce czołgi | GARDA
Portal Obronny SE Google News

Czy T-34 „Rudy” mógł jeździć „w zanurzeniu” – tak, jak Tygrysy?

Po tym, gdy czołgi nabyły zdolności do przeprawy przez brody (najczęściej do 1,5 m głębokości) i gdy przybierały na wadze (czego nie znosiły nie tylko drewniane mosty), konstruktorzy zaczęli główkować nad przystosowaniem czołgów do jazdy pod wodą. Przed II wojną światową prace te miały charakter stricte koncepcyjny. Konstruktorzy musieli udowodnić konieczność swego istnienia, by zarobić na „bułkę z szynką”. Dopiero wojna sprawiła, że prace nabrały priorytetu. A to za sprawą planowanej inwazji III Rzeszy na Wielką Brytanię w ramach operacji „Seelöwe” (Lew Morski).

Nie, nie chodziło o to, by Panzery III i IV przejechały do Anglii po dnie Kanału La Manche. Chodziło o to, żeby zjeżdżając z barek desantowych, nie potonęły, tylko ruszyły po dnie w kierunku desantowanych plaż. Jak wiadomo, „Lew Morski” na Wyspy nie popłynął. Operację odwołano. Mniejsza z tym, że – jak twierdzą niektórzy – i tak nie miało do niej dojść, bo był to straszak Adolfa na Winstona. Faktem jest, że powstały czołgi Tauchpanzer III i IV, przystosowane do podwodnej jazdy.

Kadłub i wieżę uszczelniono (włazy, jarzmo działa, peryskopy, wszelkie szczeliny), tak aby czołg mógł pracować całkowicie zanurzony. I to nie jakimś tam towotem, jak to było w przypadku T-34 zwanego „Rudym” w serialu o wiadomym tytule. Powietrze doprowadzano przez rurę, tzw. snorkel, połączony z pływakiem na powierzchni, który niósł też antenę radiową. Spaliny wypuszczano przez układ z zaworami zapobiegającymi wlewaniu się wody.

Można rzec, upraszczając, że takie czołgi były podobne do U-bootów wyposażonych w chrapy. I podobnie jak w okręcie podwodnym kierowanie takim czołgiem, będącym w zanurzeniu, nie odbywało się wzrokowo, ale za pomocą przyrządów – przede wszystkim żyroskopu.

Niemcy mieli ok. 200 takich spec-czołgów. Wykorzystali je w innej operacji: „Barbarossa”. Z powodzeniem. Ponad 80 czołgów 18. Dywizji Pancernej przejechało (22 czerwca 1941 r.) po dnie Bugu.

Być może to zdarzenie wykorzystali twórcy (ostatnio głośnego w Niemczech, mniej – w Polsce) filmu „Der Tiger” (u nas: „Czołg”). Jego bohaterami jest załoga czołgu Panzerkampfwagen VI Tiger Ausf. E (Sd.Kfz. 181). Ów czołg, goniony przez sowieckich pancerniaków, znalazł sobie schronienie na... dnie rzeki. Praktycznie wjechał do niej z marszu. To oczywiste bajki. Podobne do tej z przeprawą po dnie zalanego tunelu berlińskiego metra przez Janusza Gajosa vel Janka Kosa z resztą załogi i psem w „Rudym”. Nie było jakichkolwiek możliwości, by T-34 mógł jechać w całkowitym zanurzeniu.

Inaczej rzecz miała się z pierwszymi wersjami Tygrysa. On fabrycznie był przystosowany do takich działań, bo ważył 56 t, a mosty miały znacznie mniejszą nośność. Taki wóz był uszczelniony niczym profesjonalny aparat fotograficzny. Mógł pozostawać pod wodą, jak wykazały testy, do 2,5 godziny. Długi snorkel oraz uszczelnienia pozwalały mu na przeprawę pod wodą na głębokości do 5 m.

W filmie przesadzono z natychmiastową gotowością transformacji czołgu „naziemnego” w „podwodny”. W praktyce trwało to ok. 30 minut. Wedle instrukcji przygotowanie powinna wykonać sama załoga. Lepiej jednak (i szybciej) było, gdy czołg do przeprawy sposobiły specjalne zespoły techniczne. A poza tym: ani wówczas, ani później, ani teraz czegoś takiego nie da się wykonać pod ogniem przeciwnika!

Radzieckie czołgi były przystosowane do głębokiej przeprawy po dnie

A zatem: funkcjonalność czołgu umożliwiająca mu jazdę po dnie nie służyła temu, by zaskoczyć przeciwnika albo ukryć się przed nim. Pomagała w kontynuowaniu marszu w warunkach, gdy nie było odpowiednich mostów albo wojska inżynieryjne nie zorganizowały przeprawy promowej lub mostowej. I jeszcze jedno: jakąkolwiek przeprawę organizuje się dopiero po przejęciu kontroli nad drugim brzegiem przeszkody wodnej i spełnieniu istotnych warunków do jej pokonania (nachylenie brzegów, szybkość prądu, twardość dna itd.).

Skończyła się wojna światowa, zaczęła się zimna. Czołgi w strategii sowieckiej miały zasadnicze znaczenie w prognozowanej wojnie z Zachodem. Zgodnie z doktryną Lenina o wojnie obronnej, taką Sowiety i ich sojusznicy miały toczyć na terytorium przeciwnika. I do jej realizacji trzeba było mieć dużo szybkich czołgów, zdolnych do przekraczania rzek bez konieczności oczekiwania na postawienie mostów.

Każdy radziecki czołg był przystosowany do jazdy po dnie (najczęściej) rzeki. Ba, Układ Warszawski dysponował lekkimi czołgami pływającymi PT-76. Zachód nie miał ich odpowiednika. PT-76 był przeznaczony do transportu desantu. Jego zadaniem było także opanowanie drugiego brzegu przeszkody wodnej w celu zabezpieczenia czołgów w ich przeprawie po dnie.

Już wtedy, a dziś tym bardziej, przygotowanie do „podwodnej jazdy” wymagało zorganizowanej akcji logistycznej. M.in. procedury nakazują zbudowanie systemu bezpieczeństwa dla przeprawiających się. Trzeba wyznaczyć grupę ratunkowo-ewakuacyjną z pododdziałem nurków, łodzią ewakuacyjną i sprzętem do wyciągania uszkodzonych wozów. Jest ona – co podkreśla się w opracowaniu Lasoty – odpowiedzialna za ratowanie załóg i ewakuację czołgów w razie zatrzymania, awarii lub zatopienia.

Autor tego wielece interesującego tekstu podkreśla, że pokonanie przeszkody wodnej po dnie przez pododdziały czołgów należy do najbardziej złożonych zadań bojowych. Wymaga wysokiego poziomu wyszkolenia pancerniaków oraz ścisłego współdziałania z wojskami inżynieryjnymi i innymi rodzajami wojsk. O tym dokładnie stanowi publikacja Dowództwa Wojsk Lądowych (z 2000 r.) „Pokonywanie przeszkody wodnej pod wodą i ewakuacja załogi z zatopionego czołgu”.

Dlaczego najlepsze czołgi na świecie nie mogą zejść pod wodę?

W Wojsku Polskim tylko Abramsy nie potrafią przejechać rzeki po jej dnie, w pełnym zanurzeniu. Bo do głębokości ok. 1,5 m to bród, który pokona nawet samochód terenowy z prawdziwego zdarzenia. T-72 i wywodzące się z nich PT-91 (jeśli jeszcze takie są na stanie WP) – wiadomo. Podwodna jazda nie jest im straszna. Tak samo jak niemieckim Leopardom 2 i koreańskiemu K2 Black Panther. W jakim zanurzeniu mogą te czołgi pokonywać rzeki?

„Niemiec” i „koreańczyk” pojadą po dnie na głębokości do 4 m. To znaczy, że woda znajduje się metr nad najwyższymi punktami ich wież. Operacja przygotowania ich do wykonania takiego zadania trwa, według procedur, ok. 30 minut. Im więcej rąk zaangażowanych jest w tę operację, tym krócej ona trwa, ale i tak nie da się jej przeprowadzić w tzw. pięć minut.

A co z Abramsem? Taki super, hiper, ekstra czołg, a nie przejedzie pod wodą kilkudziesięciu metrów? Dlaczego? Po odpowiednim przygotowaniu (Deep Water Fording Kit) da radę „głęboko brodzić” – na maksymalnie 2-metrowej głębokości. Uwaga: taką zdolność miały tylko wczesne wersje M1 Abrams. „Podwodnym” czołgiem nie był i nie będzie, bo tak postanowili konstruktorzy.

Abrams ma turbinę gazową. Jest ona bardzo wrażliwa na zanieczyszczenia, wodę, błoto, piasek – nie to co klasyczny silnik Diesla. Poza tym maszyna jest tak naszpikowana elektroniką, że konstruktorzy stwierdzili, iż taniej i bezpieczniej jest położyć most, niż ryzykować utratę Abramsa w rzece.

A na koniec – co z rosyjskim T-14 Armatą, który jest albo raczej ma być jeszcze nowocześniejszym czołgiem od wszystkich innych najnowocześniejszych? Czy utrzymano w nim radziecko-rosyjską tradycję „podwodnego” pancerniactwa? Z dostępnych danych wynika, że Armata jej już nie kontynuuje. Może konstruktorzy przewidzieli do niej jakieś „kity” zwiększające funkcjonalność – możliwe. Jednak obecnie trzeba traktować T-14 jako czołg bez potwierdzonej operacyjnie zdolności pełnego, głębokiego brodzenia...

Sonda
Czy Niemcy popełniły błąd stawiając na ciężkie czołgi jakim były Tiger I i II?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki