Afrykańscy żołnierze w europejskich armiach? Kontrowersyjny pomysł na rekrutację Afrykanów do wojsk UE

2026-02-18 9:59

W obliczu zapaści demograficznej i rosnących trudności z rekrutacją do wojska, Europa staje przed bezprecedensowym wyzwaniem dla swojego bezpieczeństwa. Jednocześnie Afryka Subsaharyjska przeżywa eksplozję demograficzną, tworząc ogromny potencjał ludzki. W odpowiedzi na te skrajnie różne trendy, południowoafrykański think tank, Instytut Studiów nad Bezpieczeństwem (ISS), wysunął nowatorską propozycję: sformalizowany werbunek młodych Afrykanów do europejskich sił zbrojnych.

  • Think tank ISS proponuje sformalizowany werbunek młodych Afrykanów do europejskich wojsk w odpowiedzi na starzejące się społeczeństwo Europy i problemy z uzupełnieniem kadr w armii.
  • W ciągu 25 lat liczba osób aktywnych zawodowo w UE ma się zmniejszyć o 24 mln, podczas gdy w Afryce Subsaharyjskiej przybędzie 541 mln nowych obywateli.
  • ISS sugeruje, by Europa wzorowała się na porozumieniu Australii z Papuą-Nową Gwineą, szkoląc afrykańskie brygady, które mogłyby wspierać bezpieczeństwo w Europie i Afryce.
  • Propozycja ta nawiązuje do umów o migracji zarobkowej, jak np. ta między Kenią a Niemcami, umożliwiająca Kenijczykom pracę w Niemczech i zdobycie doświadczenia.

Różnice demograficzne między Europą a Afryką Subsaharyjską są uderzające i stanowią oś, wokół której obraca się cała dyskusja. Z jednej strony mamy starzejącą się Europę, gdzie według prognoz Banku Światowego liczba osób aktywnych zawodowo w Unii Europejskiej ma się zmniejszyć o około 24 miliony w ciągu najbliższych 25 lat. Proces ten prowadzi do spowolnienia gospodarczego, wyludniania się obszarów wiejskich i wzrostu kosztów pracy. Z drugiej strony, Afryka Subsaharyjska doświadcza demograficznego boomu – w tym samym okresie przybędzie tam aż 541 milionów nowych obywateli. Populacja kontynentu ma się podwoić do 2050 roku, osiągając 2,5 miliarda.

Ta "dywidenda demograficzna" Afryki jest jednak mieczem obosiecznym. Afrykański Bank Rozwoju szacuje, że rocznie na rynek pracy wkracza 10-12 milionów młodych ludzi, podczas gdy tworzone są zaledwie 3 miliony formalnych miejsc pracy. Generuje to ogromną presję społeczną, wysokie bezrobocie i staje się zarzewiem niestabilności. W tym samym czasie europejskie armie, rozpaczliwie potrzebujące młodych rekrutów, zmagają się z brakami kadrowymi, które w wielu krajach sięgają ponad 20% nieobsadzonych stanowisk.

Australijski precedens i niemiecki pragmatyzm

Pomysł czerpania z zagranicznych zasobów ludzkich w celu wzmocnienia sił zbrojnych nie jest nowy. Najświeższym i najbardziej zbliżonym przykładem jest traktat o wzajemnej obronie podpisany w październiku 2025 roku między Australią a Papuą-Nową Gwineą. Porozumienie to, nazwane "Traktatem Pukpuk", tworzy formalną ścieżkę rekrutacji dla obywateli Papui-Nowej Gwinei do Australijskich Sił Obronnych (ADF). Potencjalnie nawet 10 000 rekrutów z tego kraju może zasilić szeregi australijskiej armii, co stanowiłoby ponad 10% jej całkowitego stanu. Profil demograficzny Papui-Nowej Gwinei, z dużą i rosnącą populacją młodych ludzi oraz wysokim bezrobociem, jest bardzo podobny do realiów afrykańskich.

Innym modelem, na który powołuje się Instytut Studiów nad Bezpieczeństwem, jest niedawno zawarta umowa o migracji zarobkowej między Kenią a Niemcami. Podpisane we wrześniu 2024 roku porozumienie ma na celu ułatwienie legalnej rekrutacji tysięcy wykwalifikowanych i częściowo wykwalifikowanych pracowników na niemiecki rynek pracy, cierpiący na dotkliwe braki kadrowe. W ramach umowy Kenijczycy mogą uzyskać pozwolenie na pobyt, aby studiować i pracować, a zdobyte doświadczenie i wiedzę mają później transferować z powrotem do swojej ojczyzny.

Afrykańskie brygady w służbie Europy: Jak miałoby to działać?

Propozycja ISS idzie o krok dalej niż model australijski, sugerując bardziej zintegrowane i obustronnie korzystne rozwiązanie. Zamiast indywidualnej rekrutacji, państwa europejskie mogłyby zawierać formalne umowy z krajami afrykańskimi na szkolenie i wyposażenie całych brygad. Takie jednostki, złożone z afrykańskich ochotników, mogłyby pełnić służbę w ramach europejskich systemów obronnych, pomagając rozwiązać problem braków kadrowych.

Kluczowym elementem tej koncepcji jest cykliczność i transfer umiejętności. Po zakończeniu misji w Europie, wyszkoleni i doświadczeni żołnierze wracaliby do swoich ojczyzn. Tam mogliby stanowić trzon profesjonalnych sił zbrojnych, przyczyniając się do stabilizacji w regionach często trapionych przez konflikty. Afryka Subsaharyjska jest obecnie uważana za jeden z najbardziej niestabilnych regionów świata, częściowo z powodu niedoinwestowania sektora bezpieczeństwa przez lokalne rządy. Utworzenie takich profesjonalnych kadr mogłoby więc przynieść wymierne korzyści również stronie afrykańskiej.

Korzyści, wyzwania i historyczne echa

Potencjalne korzyści płynące z takiego rozwiązania wydają się oczywiste:

  • Dla Europy: Szybkie uzupełnienie braków kadrowych w armiach, wzmocnienie potencjału obronnego w obliczu zagrożeń geopolitycznych i dostęp do zmotywowanych, młodych rekrutów.
  • Dla Afryki: Stworzenie tysięcy miejsc pracy dla młodzieży, transfer nowoczesnych technologii wojskowych i know-how, a także budowa profesjonalnych sił zdolnych do zapewnienia bezpieczeństwa na poziomie krajowym i regionalnym.

Jednak projekt ten niesie ze sobą również poważne wyzwania. Musiałby on zostać starannie opracowany, aby uniknąć oskarżeń o tworzenie "nowoczesnych najemników" czy neokolonialny wyzysk. Konieczne byłoby zapewnienie afrykańskim żołnierzom takich samych praw, wynagrodzenia i świadczeń, jakie przysługują ich europejskim odpowiednikom. Pozostają także kwestie integracji kulturowej, barier językowych oraz ryzyka "drenażu mózgów" (a w tym przypadku "drenażu mięśni") z krajów afrykańskich.

Armia nie jest korporacją, w której liczy się tylko „siła robocza”. Wymaga absolutnej lojalności wobec państwa i gotowości do oddania życia za jego interesy. Rekruci z Afryki Subsaharyjskiej regionu o zupełnie innej kulturze, religii, strukturze społecznej i często silnych powiązaniach plemiennych czy islamistycznych będą mieli naturalne trudności z pełną identyfikacją z europejskimi wartościami i celami strategicznymi. Historia już to pokazała. Podczas I wojny światowej Francja rzuciła do walki w Europie setki tysięcy żołnierzy z Afryki (tirailleurs sénégalais i inni). Europejczycy obawiali się, że po powrocie „zrewolucjonizowani” Afrykanie użyją zdobytego doświadczenia i pewności siebie przeciwko kolonizatorom i mieli rację. Wielu weteranów stało się liderami ruchów niepodległościowych.

Dziś ryzyko jest większe, Rosja i Chiny aktywnie działają w Afryce, werbując najemników (ponad 1400 Afrykanów walczyło już po stronie Rosji w Ukrainie w 2025 r., często oszukanych i traktowanych jak mięso armatnie. Kto zagwarantuje, że afrykański żołnierz w niemieckim czy francuskim mundurze nie będzie miał sympatii dla narracji „antyimperialistycznej” Moskwy lub Pekinu? Albo że w razie konfliktu etnicznego w swoim kraju nie wybierze lojalności plemiennej?

Nie możemy także zapominać, że Afryka Subsaharyjska to najniestabilniejszy region świata - konflikty etniczne, terroryzm (Boko Haram, Al-Shabaab, dżihadyści Sahelu), korupcja, zamachy stanu. Propozycja ISS przyznaje, że region „niedoinwestowane w bezpieczeństwo”, ale jednocześnie chce wysłać tam z powrotem tysiące młodych mężczyzn przeszkolonych w nowoczesnej wojnie. To klasyczna recepta na destabilizację, wracający weterani z PTSD, bronią i wiedzą taktyczną często zasilają grupy rebelianckie lub przestępcze. Porównanie do Papui-Nowej Gwinei jest całkowicie chybione. PNG to jeden mały kraj (ok. 10 mln mieszkańców), stabilniejszy, bez masowego terroryzmu islamistycznego. Skala afrykańska to setki tysięcy rekrutów, to już nie „wzmocnienie”, tylko demograficzna i kulturowa zmiana Europy. Umowa Kenia–Niemcy dotyczy cywilnych pracowników wykwalifikowanych, nie żołnierzy, których zadaniem jest zabijanie i bycie zabitym.

Poza tym badania nad rekrutacją obcokrajowców (tzw. legionistów) pokazują wyraźny wzorzec: lokalni żołnierze odczuwają to jako konkurencję o miejsca, awanse i zasoby, co prowadzi do napięć, obniżenia spójności. Francuska Legia Cudzoziemska to wyjątek, a nie reguła i nawet tam problemy z dyscypliną i lojalnością są chroniczne. W masowej skali w regularnych armiach narodowych (Bundeswehra, Armée française, Wojsko Polskie) efekt byłby katastrofalny, poczucie „obcy bronią naszej ojczyzny”, oskarżenia o rasizm (przy odrzucaniu kandydatów), konflikty kulturowe w koszarach.

Pomysł ISS to nie pomysł na naprawę armii europejskich, tylko ucieczka od odpowiedzialności i stworzenie chaosu w Europie. Zamiast naprawiać własne społeczeństwa, Europa miałaby importować problemy cudzego kontynentu z nadzieją, że tym razem „się uda”. Historia uczy, że takie eksperymenty kończą się źle zarówno dla werbujących, jak i werbowanych. To nie rozwiązanie kryzysu demograficznego i bezpieczeństwa, to przepis na nowy, znacznie poważniejszy kryzys tożsamości, spójności i bezpieczeństwa wewnętrznego. Już lepiej sięgnąć po nowe technologie, jak automatyzacja armii, drony, roboty, egzoszkielety itp. które by zmniejszyły potrzebę posiadania armii złożonej z ludzi, a jeśli już potrzeba żołnierzy z krwi i kości, to w pełni chronionych przez wszelkiej maści ochrony.  

Garda: Badania genetyczne i Wojsko Polskie
Portal Obronny SE Google News