Bliski Wschód na krawędzi wojny. Czy Donald Trump zaatakuje Iran?

W obliczu narastającego napięcia na Bliskim Wschodzie, Stany Zjednoczone, pod przewodnictwem prezydenta Donalda Trumpa, intensyfikują swoje działania militarne, co budzi obawy o potencjalny konflikt z Iranem. Pentagon tymczasowo przenosi część personelu wojskowego z regionu do Europy i USA, przygotowując się na różne scenariusze, w tym na możliwy atak na Iran i ewentualny odwet ze strony Teheranu. Chociaż Trump nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, czołowi doradcy ds. bezpieczeństwa sygnalizują gotowość do uderzenia. Czy dyplomacja jeszcze ma szansę, czy też świat stoi znowu u progu konfliktu podobnego jak w zeszłym roku?

Trump i Iran

i

Autor: Shutterstock; Alex Brandon Donald Trump z mapą Iranu z czerwoną pinezką i lotniskowcem z myśliwcami na tle morskiej wody. Symbolika napięć na Bliskim Wschodzie i zagrożenia konfliktem, które wpływają na ceny ropy, jak informuje Super Biznes.
  • Pentagon przenosi część personelu z Bliskiego Wschodu do Europy i USA w związku z możliwym atakiem USA na Iran i potencjalnym odwetem Teheranu.
  • Doradcy prezydenta Trumpa informują o gotowości wojska do potencjalnych uderzeń na Iran w sobotę, ale ostateczna decyzja nie została jeszcze podjęta, a rozmowy trwają.
  • USA i Iran prowadzą rozmowy na temat programu nuklearnego Teheranu, ale stanowiska stron są nadal rozbieżne, mimo pewnego postępu.
  • Trwa koncentracja wojsk USA na Bliskim Wschodzie, w tym przerzut myśliwców i okrętów, co wskazuje na przygotowania do potencjalnej kampanii przeciwko Iranowi.
  • Izrael przygotowuje się na wybuch wojny z Iranem w ciągu kilku dni, a władze izraelskie opowiadają się za operacją zakrojoną na szeroką skalę.
  • W Zatoce Omańskiej odbędą się wspólne manewry marynarek wojennych Iranu, Rosji i Chin, co dodatkowo zaognia napiętą sytuację w regionie.

Sytuacja na Bliskim Wschodzie staje się coraz bardziej napięta, a w centrum uwagi znajduje się potencjalny konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Informacje przekazane przez stację CBS News, powołującą się na anonimowe źródła, wskazują na tymczasowe przeniesienie części personelu Pentagonu z Bliskiego Wschodu do Europy i USA. Ten ruch, choć standardowy w przypadku przygotowań do operacji wojskowych, jest interpretowany jako sygnał możliwego amerykańskiego ataku na Iran lub przygotowania na irańskie kontrataki. Jak podała Karoline Leavitt, rzeczniczka Białego Domu, „mimo pewnego postępu stanowiska USA i Iranu są wciąż bardzo rozbieżne”, a prezydent Donald Trump ma podjąć kluczową decyzję w sprawie ewentualnego uderzenia.

Portal Axios w swoich publikacjach wielokrotnie podkreślał, że USA i Iran stoją na krawędzi wojny, a Donald Trump coraz bardziej skłania się ku atakowi na dużą skalę przeciwko Iranowi. Izrael, opowiadający się za taką opcją, przygotowuje się na wybuch wojny w ciągu kilku dni. Prawdopodobieństwo konfliktu jest oceniane przez jednego z doradców Trumpa na 90 proc., co świadczy o powadze sytuacji. Intensyfikacja działań militarnych, gromadzenie sił i retoryka obydwu stron wskazują na to, że region może znaleźć się w punkcie zwrotnym.

Premier Donald Tusk zaapelował w czwartek (19 lutego) do Polaków przebywających w Iranie o pilne opuszczenie tego państwa oraz zaniechanie wyjazdów do niego. Możliwość gorącego konfliktu jest realna, ewentualność ewakuacji nie będzie wkrótce wchodziła w rachubę - podkreślił.

"Proszę natychmiast opuścić (...) Iran i w żadnym wypadku nie wybierać się do tego kraju - zawrócił się szef rządu do Polaków przebywających w tym państwie lub planujących wyjazd tam".

Zaznaczył, że nie chce nikogo straszyć, ale możliwość „gorącego konfliktu” w tym kraju jest bardzo realna. Dodał, że za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin „ewentualność ewakuacji nie będzie wchodziła w rachubę”.

Premier zaapelował o poważne potraktowanie tej prośby i ponownie podkreślił, że w sytuacji „gorącego konfliktu” nikt nie będzie w stanie zagwarantować polskim obywatelom możliwości ewakuacyjnych.

Eskalacja napięć i gromadzenie sił

W ciągu ostatnich tygodni Stany Zjednoczone znacząco wzmocniły swoją obecność militarną na Bliskim Wschodzie. Jak wynika z obserwacji portalu ItaMilRadar, śledzącego ruch samolotów i okrętów wojennych, do regionu skierowano największą z dotychczasowych flotę samolotów. Wśród nich znajdują się m.in. kilkanaście myśliwców F-22 Raptor, około 36 samolotów F-16 Fighting Falcon, sześć samolotów wczesnego ostrzegania Boeing E-3 Sentry oraz samolot szpiegowski U-2 Dragon Lady. ItaMilRadar skomentował to jako „bezprecedensową koncentrację amerykańskiej floty powietrznej na Bliskim Wschodzie”.

Dodatkowo, 18 myśliwców stealth F-35A Lightning II wystartowało z bazy lotniczej Lakenheath w Wielkiej Brytanii i skierowało się do Muwaffak Salti w środkowej Jordanii. Ta baza, obok Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej, stała się głównym centrum logistycznym dla amerykańskich samolotów taktycznych, pomimo zapewnień Ammanu, że nie zezwoli na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej do ataku na Iran. Te działania są najintensywniejszą fazą wzmacniania sił, która rozpoczęła się po tym, jak prezydent USA Donald Trump zaczął grozić reżimowi irańskiemu atakiem za brutalne traktowanie demonstrantów antyrządowych.

Na wodach Zatoki Perskiej marynarka wojenna USA również zwiększa swoją obecność. Portal TheWarZone (TWZ), powołując się na przedstawiciela amerykańskiej marynarki, wyliczył, że w regionie znajduje się obecnie 12 okrętów nawodnych, w tym Grupę Uderzeniową Lotniskowca Abraham Lincoln (CSG), siedem niszczycieli klasy Arleigh Burke oraz trzy okręty Littoral Combat Ships (LCS). W drodze jest również kolejny lotniskowiec USS Gerald R. Ford z własną eskortą. W regionie stacjonuje także kilka atomowych okrętów podwodnych, których liczby i lokalizacji Stany Zjednoczone tradycyjnie nie ujawniają. TWZ ocenił, że łączne siły gromadzące się na Bliskim Wschodzie, w połączeniu z potencjałem sił powietrznych Izraela, „wystarczyłyby do przeprowadzenia dużej operacji, która mogłaby trwać tygodnie, a nie dni”, dodając, że USA „jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa i prawdopodobnie rozmieszczą w najbliższych dniach dodatkowe siły”.

Irańska odpowiedź i manewry wojskowe

Iran nie pozostaje bierny w obliczu rosnącego zagrożenia. Władze w Teheranie rozmieściły na wodach Zatoki Perskiej ponad 20 miniaturowych okrętów podwodnych typu Ghadir, aby zagrozić amerykańskiej grupie lotniskowców. Portal ArmyRecognition ocenił, że Iran dysponuje około 28–30 okrętami podwodnymi, z czego większość to jednostki miniaturowe, zaprojektowane z myślą o płytkich wodach Zatoki Perskiej. Jak zaznaczył ArmyRecognition, Ghadir „został zaprojektowany specjalnie do działań, które można określić jako ekstremalną wojnę przybrzeżną”. Jednostki te, przy wyporności około 117 ton na powierzchni i 125 ton w zanurzeniu, są idealnie dostosowane do płytkich, usianych wysepkami i zatłoczonych wód Zatoki Perskiej, gdzie większe okręty podwodne mogłyby łatwo osiąść na mieliźnie.

Chociaż Iran nie może dorównać dziesiątkom okrętów zgromadzonym przez Stany Zjednoczone, jego miniaturowe okręty podwodne mogą „znacznie utrudnić im poruszanie się po tym akwenie”. Teheran celowo nie informuje o dokładnej liczbie posiadanych okrętów podwodnych, jednak dla amerykańskich planistów dokładna liczba ma mniejsze znaczenie niż „zabójcze możliwości tych „kieszonkowych okrętów”, które - unieruchamiając w zaplanowanym wcześniej miejscu jedną lub dwie znacznie większe jednostki wroga - mogą skutecznie zablokować całą flotę, wystawiając ją na atak innej broni”.

Dodatkowo, w czwartek (19 lutego) w Zatoce Omańskiej mają rozpocząć się wspólne manewry marynarek wojennych Iranu, Rosji i Chin. Jak podała irańska półoficjalna agencja Fars, „tworzenie spójności i koordynacji wspólnych działań mających na celu przeciwdziałanie aktywnościom zagrażającym bezpieczeństwu na morzu (...), a także zwalczanie terroryzmu morskiego należą do głównych celów wspólnych ćwiczeń”. Dane opublikowane przez United States Naval Institute sugerują, że amerykański lotniskowiec USS Lincoln może znajdować się w pobliżu ćwiczeń, co dodatkowo podnosi stawkę. Te manewry, wraz z wcześniejszymi ćwiczeniami Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej oraz wspólnymi manewrami Iranu, Chin i Rosji w cieśninie Ormuz, pokazują, że Teheran aktywnie demonstruje swoją siłę i gotowość do obrony.

Dyplomacja na krawędzi?

Mimo rosnących napięć, dyplomacja wciąż próbuje znaleźć rozwiązanie. We wtorek (17 lutego) w Genewie odbyła się druga runda rozmów pośrednich w sprawie irańskiego programu nuklearnego między Iranem a USA. Wysłannicy prezydenta Jared Kushner i Steve Witkoff spotkali się z irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Aragczim. Obie strony mówiły o „postępach”, jednak według źródeł Axiosa dzielące je różnice pozostają duże, a amerykańscy urzędnicy nie są optymistycznie nastawieni co do ich pokonania.

Wiceprezydent J.D. Vance w wywiadzie dla Fox News ocenił, że rozmowy „były w pewnym sensie dobre”, ale jednocześnie dodał, że „było jasne, że prezydent wyznaczył pewne czerwone linie, których Irańczycy nie są jeszcze gotowi zaakceptować”. Vance zaznaczył, że choć Trump chce porozumienia, może uznać, iż dyplomacja „osiągnęła swój naturalny kres”. Biały Dom dał Iranowi dwa tygodnie na przedstawienie szczegółowej propozycji, jednak jak zauważa portal, analogiczna sytuacja miała miejsce 19 czerwca 2025 roku, gdy prezydent Trump zapowiedział decyzję w ciągu dwóch tygodni, po czym w ciągu kilkudziesięciu godzin rozpoczęły się izraelskie ataki, a po trzech dniach rozkazał rozpoczęcie operacji Midnight Hammer.

Prezydent Iranu Masud Pezeszkian zadeklarował, że Iran nie porzuci programu jądrowego, choć jest otwarty na jego weryfikację. Kwestią sporną od początku pozostaje zakres rozmów: USA żądają od Teheranu ustępstw w sprawie programu rozwoju rakiet balistycznych i zaprzestania wspierania zbrojnych ugrupowań na Bliskim Wschodzie, podczas gdy Iran nalega, by rozmowy dotyczyły tylko kwestii jądrowych. Pierwsza runda rozmów Iran-USA przeprowadzona została w Omanie 6 lutego.

Wypowiedzi Karoline Leavitt, rzeczniczki Białego Domu, podczas briefingu w Białym Domu, potwierdziły, że choć dyplomacja jest dla prezydenta Trumpa „zawsze pierwszą opcją” i podczas rozmów „poczyniono trochę postępów”, to stanowiska stron wciąż znacząco się od siebie różnią. Leavitt podkreśliła, że „Iran postąpiłby bardzo mądrze, gdyby zawarł umowę”, ale jednocześnie nie odpowiedziała na pytania o czas, kiedy Trump może podjąć decyzję o możliwym ataku na Iran.

„Prezydent ma decyzję do podjęcia w sprawie Iranu i ją podejmie. Nie będę ogłaszać z wyprzedzeniem, co to będzie za decyzja” – zaznaczyła.

Czynniki napędzające konflikt

Portal Axios wymienił sześć okoliczności, które świadczą o tym, że USA i Iran stoją na krawędzi wojny. Po pierwsze, USA i Iran od miesięcy prowadzą z przerwami rozmowy na temat zawarcia umowy ws. programu nuklearnego Teheranu. Kolejne amerykańskie administracje od lat deklarują, że powstrzymają Iran przed zdobyciem broni jądrowej. Trump wielokrotnie powtarzał, że chce nowego porozumienia atomowego z Teheranem, ale prezydent i jego sojusznicy niekiedy sugerowali też, że chcieliby zmiany reżimu.

Po drugie, Trump był bliski uderzenia w Iran na początku stycznia w związku z zabiciem przez reżim tysięcy protestujących. Decyzję opóźnił częściowo dlatego, że Stany Zjednoczone nie dysponowały w regionie takimi zasobami wojskowymi, jak podczas 12-dniowej wojny w ubiegłym roku. Prezydent wznowił w styczniu rozmowy nuklearne z Iranem oraz - jednocześnie - wysłał okręty wojenne i myśliwce do Zatoki Perskiej.

Po trzecie, po wielokrotnych groźbach wobec irańskiego reżimu i wysłaniu dwóch lotniskowców do tego regionu, Trump wzbudził na całym świecie ogromne oczekiwania, że zaatakuje Iran, jeśli nie uda mu się szybko doprowadzić do porozumienia. Nie ma oznak, że porozumienie jest bliskie, a wycofanie się teraz nie wpisuje się w charakter Trumpa.

Czwartym czynnikiem jest presja ze strony Izraela. Izraelskie władze przygotowują się do wybuchu wojny nawet w ciągu kilku dni i opowiadają się za operacją zakrojoną na szeroką skalę.

Piątym aspektem jest obecna sytuacja na rynku ropy naftowej, która może okazać się dla Trumpa strategiczną okazją do zaatakowania Iranu. Jak zauważył serwis, rynki są dobrze zaopatrzone, ceny - stosunkowo niskie, wzrost popytu - umiarkowany, a możliwości Iranu w zakresie interwencji - osłabione. W przypadku ataku ceny znacząco wzrosną, lecz wzrost ten byłby prawdopodobnie ograniczony.

Ostatnim czynnikiem wymienionym przez Axios jest przeświadczenie o słabości reżimu w Teheranie w związku z masowymi protestami oraz uderzeniami izraelskimi i amerykańskimi na ten kraj, do których doszło w ubiegłym roku. Iran z pewnością odpowiedziałby na atak, jednak przedstawiciele władz Izraela i USA mogą uważać, że odpowiedź będzie teraz bardziej ograniczona niż za kilka miesięcy lub lat.

Wszystkie te czynniki wskazują na to, że region Bliskiego Wschodu stoi w obliczu potencjalnie wyniszczającego konfliktu. Decyzje, które zostaną podjęte w najbliższych dniach i tygodniach, będą miały dalekosiężne konsekwencje dla całego świata.

TRUMP WCIĄGNĄŁ USA W WOJNĘ Z IRANEM
Portal Obronny SE Google News