Norweska armia zatrudni cywilnych pracowników. Polacy mogą aplikować

2026-05-02 13:13

Praca czeka na wyspie Jan Mayen, leżącej na Atlantyku - 950 km od kontynentalnej Norwegii. Od 1959 r. funkcjonuje tam NATO-owski system radionawigacyjny LORAN, a od 1941 r. działa stacja meteorologiczna. Do obsługi tej arktycznej placówki potrzebni są nie tylko wojskowi. Armia oferuje także cywilom z określonych zawodów półroczne kontrakty. Wynagrodzenia są zbliżone do dolnych i średnich stawek norweskich. Norwegia należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Polska również, dlatego obywatele RP mogą aplikować o pracę na Jan Mayen. Z góry należy zaznaczyć, że pracodawca stawia kandydatom ponadprzeciętne wymagania.

wyspa Jan Mayen

i

Autor: Siły Zbrojne Norwegii/ Materiały prasowe

• Czy praca na Jan Mayen jest bardziej misją operacyjną czy standardowym kontraktem?

• Jakie znaczenie ma selekcja psychologiczna, której podlegają kandydaci?

• Na ile praca w tej stacji wymaga wykonywania zadań spoza własnej specjalizacji?

Armia preferuje wielozadaniowych pracowników

Ogłoszenie zamieszczone na internetowej stronie Forsvaret (Norweskich Sił Zbrojnych) zachęca do aplikowania: „Jeśli jesteś wszechstronny i potrafisz rozwiązywać pojawiające się wyzwania, potrafisz współpracować i podejmować inicjatywę, to możesz być dokładnie tym, kogo poszukują Siły Zbrojne”. A szukają „kandydatów w każdym wieku i obu płci – od inżynierów, inżynierów działowych, mechaników, kierowników działów elektronicznych, szefów kuchni, asystentów szefów kuchni i pracowników kuchni, pracowników utrzymania ruchu, mechaników i pielęgniarki oddziałowej”.

Z poprzednich rekrutacji wynika, że specjalizacje specjalizacjami, ale promowana jest przede wszystkim zdolność do pracy w małym, zamkniętym środowisku, gdzie każdy musi umieć zrobić trochę wszystkiego. W teorii stanowiska są określone. Praktyka wymaga od kandydatów, by jednego dnia mogli zajmować się systemami technicznymi, a drugiego prowadzić samochód lub wypełniać zadania operatora łączności, a nawet organizatora życia pozasłużbowego na stacji. Taki schemat wynika z logiki miejsca. Kilkunastoosobowa załoga musi wykazywać się elastycznością w działaniu. Innymi słowy: wojsko stawia na wielozadaniowość pracowników bazy na Jan Mayen.

W obecnej sytuacji geopolitycznej, w której obszar Arktyki — a wyspa (377 km kw. powierzchni) leży w jego szerokim sąsiedztwie, w tym około 500 km od Grenlandii — znajduje się w polu zainteresowania Rosji, Chin oraz Stanów Zjednoczonych, znaczenie wyspy i funkcjonujących tam instalacji wyraźnie rośnie. Po wojnie Jan Mayen został włączony w system zimnowojennej infrastruktury obserwacyjno-łącznościowej. Przez kolejne dekady jego rola była ograniczona, jednak dziś ponownie zyskuje znaczenie jako punkt techniczny w północnym Atlantyku.

Jan Mayen to coś więcej niż tylko piękna przyroda

Stacja na wyspie odpowiada za obserwacje pogodowe, elementy europejskiego systemu nawigacji satelitarnej Galileo, pomiary sejsmiczne (na wyspie dochodzi do niewielkich wstrząsów). Odpowiada także za wsparcie łączności morskiej i systemów ratowniczych.

W obecnych geopolitycznych uwarunkowaniach Jan Mayen pozostaje niewielkim punktem na mapie światowej infrastruktury bezpieczeństwa, ale o znaczeniu większym, niż sugerowałyby jego rozmiary i odległość od lądu.

Pracujący na wyspie Jan Mayen mogą więc mieć satysfakcję z tego, że wykonują ważne zadania. Co mówią o swojej pracy? Posłużę się cytatem z materiału opublikowanego na stronie Norweskie Siły Zbrojne.

– Załoga na wyspie to mieszanka zupełnie nowych twarzy i doświadczonych mieszkańców Arktyki, którzy pracują tu od kilku sezonów. Ciągłość pracy zapewniają kierownicy operacyjni i elektrycy, którzy zmieniają się co trzy lata, a także osoby ze wszystkich działów, które aplikują o powrót – mówi kierownik stacji na wyspie Stig Mikkelsen. – Załogi są starannie dobierane, aby wzajemnie się uzupełniały, zarówno zawodowo, jak i społecznie. Ludzie są zazwyczaj samodzielni i jest miejsce dla różnych typów ludzi i środowisk. To jeden z powodów, dla których pobyt na Jan Mayen to coś więcej niż tylko piękna przyroda. Pełni się wiele ról zarówno w pracy, jak i poza nią.

A więc potencjalni kandydaci muszą mieć na uwadze to, że mogą konkurować o etaty z tymi, którzy już pracowali w stacji Forsvaret. Przede wszystkim muszą odrzucić jakąś romantyczną wizję tej pracy. Skłonieni do aplikowania z uwagi na piękno przyrody czy inne atrybuty natury przygodowej nie mają szans w tym konkursie. Weryfikacji podlegają nie tylko kwalifikacje zawodowe. Kandydat staje oko w oko z lekarzem i psychologiem.

Taka selekcja jest konieczna. W małej społeczności izolowanej od świata każdy konflikt, problem natury zdrowotnej generuje konsekwencje zakłócające działanie mikrospołeczności. Odporność na izolację i zdolność do współpracy w ekstremalnym środowisku są tej samej wagi, co najlepsze kwalifikacje zawodowe. Dla jednych będzie to epizod zawodowy w nietypowych warunkach. Dla innych – doświadczenie, które trudno powtórzyć gdziekolwiek indziej.

Garda: Raport Fundacji Pułaskiego Sivis pacem, para bellum
Portal Obronny SE Google News

Niemal nic z miesięcznego wynagrodzenia nie wyda na wyspie

Pytacie więc, ile można zarobić miesięcznie podczas tego półrocznego kontraktu? Nie są to jakieś gigantyczne pieniądze. To nie praca na platformie wiertniczej. Cywilni pracownicy stacji wynagradzani są według taryfikatora dla sektora publicznego. W przeliczeniu na złotówki pensja, w zależności od stanowiska, mieści się w widełkach od kilkunastu do dwudziestu kilku tysięcy złotych brutto. Do tego dochodzą specjalne dodatki.

Od wszystkiego płaci się mniejszy 8-proc. podatek i 7,6 proc. wynagrodzenia potrącane jest na ubezpieczenie społeczne (składka emerytalna, zdrowotna itd.). Pracując w Norwegii kontynentalnej pracownik miałby potrącane co najmniej 30 proc. zarobków. Jako, że armia wyżywi i zakwateruje za darmo, to jeśli pracownik nie ma zewnętrznych zobowiązań, to niemal nic z miesięcznego wynagrodzenia nie wyda na wyspie. To tak w ogólnym skrócie. A teraz dla skonkretyzowania jeden przykład.

W Norwegii technik rocznie zarabia od 532 200 – 615 700 NOK (ok. 202 000 – 234 000 zł). Jeśli otrzyma etat na wulkanicznej wyspie (Beerenbergnadal jest czynny, ostatni raz do erupcji doszło w 1985 r.) to dostanie jeszcze dodatek polarny: ok. 186 NOK dziennie (ok. 2000 zł miesięcznie). Prawdopodobnie pracując w Norwegii zarobiłby nieco więcej, ale i więcej by wydał. A na wyspie praktycznie nie ma na co i gdzie wydawać zarobionych pieniędzy.

Wojsko podkreśla, że nie samą praca człowiek żyje. „Mimo że stacja znajduje się na wyspie daleko na Morzu Norweskim, pracownicy mają do dyspozycji różnorodną i bogatą ofertę rekreacyjną. Na terenie stacji znajduje się warsztat stolarski, sala gimnastyczna, sala ćwiczeń, ścianka wspinaczkowa, bilard, ekran kinowy, pracownia krawiecka, biblioteka, sale telewizyjne, sauna i basen”.

Pewne jest, że pracując w tym miejscu, nudzić nikt się nie będzie. Ktoś jest zainteresowany pracą na wsypce leżącej między Grenlandią a Norwegią?

Sonda
Czy uważasz, że zasadnicza służba wojskowa powinna powrócić?