- Niemcy opracowują tajny plan logistyczny NATO na wypadek wojny z Rosją, przygotowując się na przerzut 800 tys. żołnierzy.
- Zaniedbania infrastrukturalne i biurokracja utrudniają szybki transport wojsk, stwarzając wyzwania dla efektywnej obrony wschodniej flanki.
- Manewry w Hamburgu ujawniły problemy, od protestów pacyfistów po uszkodzenia kluczowych linii kolejowych, co budzi pytania o gotowość.
- Czy Bundeswehra, borykająca się z brakami kadrowymi i sprzętowymi, będzie w stanie sprostać tym logistycznym wyzwaniom?
Rosja będzie przygotowana do pełnoskalowej wojny w 2029 roku?
Nie ma w tej konstrukcji większego znaczenia, czy wojna wybuchnie w państwach bałtyckich, na Przesmyku Suwalskim czy na południowej flance w okolicach Bramy Brzeskiej, bo w każdym z tych wariantów centrum logistycznym NATO będą Niemcy. Rosja, zdaniem niemieckich wojskowych, z którymi rozmawiali dziennikarze, będzie przygotowana do pełnoskalowej wojny w 2029 roku.
Jednak nasilenie aktów dywersji, naruszeń przestrzeni powietrznej państw frontowych czy rosnąca aktywność wywiadowcza nakazują spodziewać się zaostrzenia jeszcze przed tą datą, stąd często pojawiający się w wypowiedziach publicznych wojskowych rok 2028 jako cezura, kiedy NATO powinno być przygotowane. Jeden ze scenariuszy, który poważanie jest brany pod uwagę przez sztabowców, przewiduje, iż wraz z zawieszeniem broni i pokojem na Ukrainie Rosja uwolni część swoich zasobów, co pozwoli jej przyspieszyć przygotowania do starcia z Paktem.
Długoletnia polityka oszczędzania na bezpieczeństwie w Niemczech
Niemieccy wojskowi muszą mierzyć się z problemami, które nawarstwiły się w związku z prowadzoną przez lata polityką oszczędzania na bezpieczeństwie. Jednym z jej źródeł była podjęta w 2009 roku decyzja o zaniechaniu budowy „drogowych pasów startowych”, wydzielonych i przygotowanych części autostrad, które mogły zostać w razie potrzeby szybko przekształcone w zapasowe lotniska polowe. Na to nakładają się zaniedbania w zakresie remontów infrastruktury komunikacyjnej. Oficjalne dane wskazują, że ok. 25 proc. mostów i wiaduktów autostradowych wymaga remontów, a w przypadku 20 proc. dróg, którymi miałoby przemieszczać się wojsko w razie konfliktu, niezbędne są pilne naprawy czy wręcz ich odbudowa. Podobne zaniedbana jest infrastruktura portowa, na którą w najbliższych latach trzeba wydać co najmniej 15 mld euro.
Na to nakłada się nieokreślona liczba „wąskich gardeł”. W całej Unii Europejskiej takich miejsc, w których stan infrastruktury będzie utrudniał przemieszczanie się wojsk, jest 2,8 tys., a wymagających pilnych inwestycji ponad 500. Co to w praktyce może oznaczać, dobrze widać na przykładzie mostu kolejowego na rzece Hunte w północno-zachodnich Niemczech. 25 lutego 2024 roku uderzyła weń holenderska barka rzeczna Rapida. Efektem tego zdarzenia było unieruchomienie ruchu kolejowego na linii mającej strategiczne znaczenie w czasie ewentualnego konfliktu.
Dwukrotnie uszkodzona linia kolejowa w północno-zachodnich Niemczech
Niemiecka kolej potrzebowała dwóch miesięcy na budowę prowizorycznego mostu zastępczego, ale nie funkcjonował on długo, bo po kilku tygodniach uderzył weń kolejny statek, powodując przerwę w ruchu kolejowym na kolejny miesiąc. Incydenty te nie były szeroko nagłaśniane, ale warto zwrócić uwagę na fakt, że dwukrotnie uszkadzana linia kolejowa łączy port Nordenham nad Morzem Północnym, który jako jedyny w Europie Północnej ma licencję na rozładunek amunicji przesyłanej na Ukrainę.
W tym konkretnym przypadku dowództwo NATO, odpowiadające za koordynację dostaw dla Kijowa, musiało przesunąć dostawy amunicji do jednego z polskich portów, ale nie zmienia to faktu, że niemiecka infrastruktura komunikacyjna jest słabo przygotowana zarówno na wypadek konfliktu, jak i większej aktywności dywersantów.
Wiele portów ma tylko jedną trasę kolejową w głębi lądu” – powiedział Holger Banik, prezes Niedersachsen Ports, właściciela kilku portów w Dolnej Saksonii. - To słabość.
Warto mieć świadomość o jakiej skali wyzwań mowa. Generał Maik Keller, dowódca NSATU, czyli NATO-wskiej struktury z siedzibą w Wiesbaden, która zajmuje się wyłącznie koordynowaniem pomocy wojskowej dla Ukrainy, mówi, iż miesięcznie przez Polskę i Rumunię trafia do naszego wschodniego sąsiada 18 tys. ton sprzętu i zaopatrzenia wojskowego, a od początku wojny Pakt zrealizował 65 tys. „ruchów logistycznych”, wykorzystując zarówno transport kolejowy, drogowy, jak i lotniczy. Koordynacją dostaw zajmuje się 350 specjalistów z różnych krajów, ale trzeba pamiętać, że pomoc dla Ukrainy to zaledwie wycinek wsparcia dla wschodniej flanki NATO, która byłaby niezbędna, gdyby wojna wybuchła.
Ograniczenia biurokratyczne uniemożliwiają szybki transport wojska
Kilkanaście dni temu dziennik "The Financial Times" informował, że po wybuchu wojny na Ukrainie, Francuzi, którzy chcieli wysłać czołgi do Rumunii - gdzie są „państwem ramowym” w ramach wysuniętej obecności Paktu - musieli użyć transportu morskiego, bo przez Niemcy trwałby on 45 dni. Niewiele się od tego czasu zmieniło – ograniczenia biurokratyczne uniemożliwiają szybki transport wojska, zrujnowana i zaniedbana infrastruktura uniemożliwia też wykorzystanie najkrótszych tras.
Francuskie czołgi Leclerc, zdaniem niemieckiej administracji, okazały się zbyt ciężkie, aby transportować je najkrótszą drogą, czyli trasami kolejowymi przez Niemcy. W rezultacie trzeba było wybrać okrężną drogę morską do Grecji, a stamtąd koleją dotarły one do Rumunii. Oczywiście w czasie wojny biurokratyczne ograniczenia tracą moc, ale w tym wypadku znacznie ważniejszy jest czas przed wybuchem konfliktu tzw. warning time (czas ostrzegania), kiedy sojusznicy z Paktu - w odpowiedzi np. na koncentrację przez Rosjan sił nad naszą granicą - powinni odpowiedzieć szybkim i demonstracyjnym zwiększeniem własnego potencjału.
NATO preferuje dokumenty papierowe, nie cyfrowe
Nie będzie to łatwe, bo jak zauważył w rozmowie z dziennikarzami brytyjskiej gazety François Kalfon, francuski parlamentarzysta zajmujący się transportem wojskowym, „dla tego samego konwoju ciężarówek” w każdym kraju będą obowiązywać różne zestawy wymagań. Dokumentacja raczej nie stanie się cyfrowa – NATO preferuje wersje papierowe, z obawy przed cyberatakami. I to wszystko długie lata po tym, jak politycy z państw europejskich w deklaracjach akcentowali potrzebę stworzenie „militarnego Schengen”. A Holandia, Niemcy i Polska podpisały nawet stosowne porozumienie, mające przyspieszyć transport sprzętu wojskowego i żołnierzy.
Transport jednaj lekkiej dywizji wymagać będzie ok. 200 pociągów
Na razie umowa ta niczego nie przyspieszyła. CER, europejska unia zrzeszająca firmy transportu kolejowego i odpowiadające za infrastrukturę komunikacyjną, w specjalnym raporcie, który opublikowała 25 października tego roku, zwraca uwagę, że: transport jednaj lekkiej dywizji (zakładając, że liczyć ona będzie 15 000 żołnierzy i 7500 pojazdów), „wymagać będzie do 200 pociągów, każdy z maksymalnie 42 wagonami, co odpowiadałoby 8400 wagonom z ładunkiem".
60 proc. wagonów w tej fazie winno służyć transportowi sprzętu i pojazdów, 35 proc. to kontenery a do 5 proc. artykuły masowe i płynne (paliwa). Po tym, jak wojsko dotrze w swój rejon przeznaczenia, zmienia się zapotrzebowanie na środki transportu, bo w tej fazie dominuje zaopatrzenie.
"Zapewnienie codziennego wsparcia może wymagać cyklicznego ruchu"
I tak, jak argumentują specjaliści CER:
Zapewnienie codziennego wsparcia może wymagać cyklicznego ruchu obejmującego cztery pociągi kursujące z pełnym obciążeniem przez 3 lub 4 dni (w oczekiwaniu na miejsce przeznaczenia) i powracające puste w tym samym cyklu. Zatem te cztery pociągi kursujące w obie strony przez 3 lub 4 dni przewoziłyby ładunek odpowiadający 1000–1300 wagonom w tej pętli. W tej fazie dominują ładunki w kontenerach (szacunkowo 70 proc. w wagonach kontenerowych), a następnie transport pojazdów (25 proc.) i materiałów sypkich lub paliw (5 proc.).
A pamiętajmy, że mowa jedynie o jednej dywizji. W sytuacji, kiedy plany operacyjne NATO zakładają przerzucenie w ciągu do 30 dni 300 tys. żołnierzy na wschodnią flankę, te wymagania transportowe należy pomnożyć przez 20.
Red Storm Bravo. Jak wypadły ćwiczenia NATO w Hamburgu?
Wyzwania transportowe, związane ze stanem infrastruktury kolejowej i drogowej, także brak odpowiedniej liczby platform do przewozu sprzętu - to dopiero cześć problemów logistycznych, z którymi będzie mierzyło się NATO. Piszą o tym dziennikarze "The Wall Street Journal", relacjonujący tegoroczne ćwiczenia Red Storm Bravo, które miały miejsce tej jesieni w Hamburgu. Ich scenariusz, przygotowany przez niemieckie dowództwo operacyjne, miał „w miniaturze” sprawdzić, jak radzą sobie z wyzwaniami w zakresie logistyki, ale również współpracy z siłami obrony cywilnej, strażakami czy policją oddziały (liczące w tym wypadku 500 żołnierzy) NATO, które wylądowały w porcie w Hamburgu.
Scenariusz manewrów przewidywał sformowanie konwoju 65 pojazdów wojskowych, który miał szybko przemieścić się na wschód. Zaraz po opuszczeniu portu konwój musiał się jednak zatrzymać - ze względu na protest pacyfistów. Wojsko nie ma możliwości interweniowania w takiej sytuacji i musi czekać na siły policyjne. W tym konkretnym przypadku „przestój” trwał dwie godziny, a ćwiczony scenariusz nie jest wcale nieprawdopodobny.
Niemiecki rząd uchwali nowelizację ustawy o poborze?
Lewicowe organizacje młodzieżowe w Niemczech zapowiedziały w najbliższym czasie demonstracje, wzywają też młodzież do organizacji „strajku szkolnego”. Chodzi o planowane na 5 grudnia uchwalenie nowelizacji ustawy o poborze, która jest - nota bene - krytykowana przez ekspertów za połowiczne i niewystarczające zmiany. Przewiduje się w niej obowiązkowe składanie przez młodych ludzi (po 18. roku życia) rozbudowanego kwestionariusza osobowego, co mogłoby pozwolić Bundeswehrze na lepsze adresowanie swej polityki rekrutacyjnej, a także planowane jest wprowadzenie obowiązkowych badań lekarskich.
Koalicja rządząca uznała, że na przywrócenie poboru jest w Niemczech jeszcze zbyt wcześnie, ale i tak proponowane zmiany budzą sprzeciw lewicy. Zdaniem jej przedstawicieli, nowelizacja ustawowy może prowadzić do przywrócenie poboru „tylnymi drzwiami” jako że przewiduje ona możliwość podjęcia takiej decyzji przez Bundestag w razie, gdyby liczba ochotników okazała się mniejsza niż to zakładają władze.
"Dziś Bundeswehra jest dużo lepiej przygotowana do swoich zadań"
Niemieccy oficerowie zaangażowani w przygotowanie planów operacyjnych powiedzieli dziennikarzom, że „biorąc pod uwagę punkt startu”, czyli całkowity brak gotowości w 2022 roku, dziś Bundeswehra jest dużo lepiej przygotowana do swoich zadań związanych z logistyką. Ale czy tak samo do innych? Budżet na przyszły rok znajdujący się już w niemieckim parlamencie przewiduje wzrost liczby etatów o 1 750, trudno zatem mówić o masowej rozbudowie potencjału kadrowego niemieckich sił zbrojnych.
Komentator dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zwrócił też uwagę, że w świetle decyzji o zakupie 118 tys. karabinków szturmowych G95, których producent Heckler&Koch był w stanie lub miał prawo dostarczyć jedynie około 400, ale 20 000 ma pojawić się w przyszłym roku, deklaracje polityków o budowie sił zbrojnych na poziomie 460 tys. żołnierzy (armia zawodowa plus aktywna rezerwa) nie brzmią zbyt wiarygodnie. Może nie ma zatem powodu przejmować się kwestiami logistyki, bo nasi sojusznicy nie będą mieli kogo transportować na wschodnią flankę w razie zagrożenia, nie mówiąc już o konflikcie?