Jaka jest kondycja psychiczna polskich żołnierzy?

2026-01-14 8:16

Medycy szacują, że w wielu armiach od 1/3 do 2/3 żołnierzy funkcjonuje w warunkach wyraźnie podwyższonego stresu zawodowego. W uproszczeniu: żołnierz w jednostce bojowej ma istotnie wyższe obciążenie stresem niż przeciętny pracownik cywilny. Natomiast część personelu pomocniczego funkcjonuje pod względem stresu bliżej „górnej granicy” zawodów wysoko obciążonych (ratownictwo medyczne, policja, służby ratunkowe). Można założyć, że w naszej armii jest podobnie. Konkretnych danych nie ma, bo Polskie Siły Zbrojne nie prowadzą regularnego monitoringu stanu zdrowia psychicznego personelu. I nie ma się temu co dziwić, skoro w wojsku pracuje 255 psychologów i… 13 psychiatrów!

wojsko, żołnierze, marsz, defilada, musztra

i

Autor: Andrzej Bęben

• Czy 13 etatowych psychiatrów w armii liczącej ponad 200 tys. żołnierzy to jeszcze niedobór kadr, czy już systemowa fikcja?

• Jak realnie wdrożyć standardy NATO (FMHT), skoro brakuje specjalistów nawet do podstawowej opieki psychiatrycznej?

• Czy Legion Medyczny faktycznie wypełni luki kadrowe w Wojskowej Służbie Zdrowia, czy będzie raczej rozwiązaniem mało skutecznym?

• Czy dla personelu medycznego praca w cywilu nie jest dziś po prostu atrakcyjniejsza niż służba w wojsku?

Legion Medyczny otwiera się na cywilnych medyków

Może przybędzie tych specjalistów, gdy cywilni przekonają się do związania z nowo powstałym Legionem Medycznym. Przypomnijmy: jest on jednym z elementów dużych zmian w tym, jak państwo przygotowuje się na sytuacje, gdy zdrowie i życie wielu ludzi jest zagrożone. Tak podczas wojny, czy wielkiej katastrofy, czy epidemii. We wrześniu 2025 r. powołano do życia Wojska Medyczne, z dowództwem w Krakowie. Armia liczy, że z Legionem – mniej lub bardziej formalnie – będzie się wiązał cywilny personel medyczny. Legion ma zbudować most – między tym, co wojskowe, a tym, co cywilne. Po to, by w krytycznej chwili wszyscy wiedzieli, co robić i jak współpracować. Nim jednak cywilne kadry medyczne zmniejszą braki kadrowe w wojskowym białym personelu, trochę wody w Wiśle upłynie.

A na razie jest jak jest, czyli nie za dobrze. Portal Obronny nieraz informował o problemach Wojskowej Służby Zdrowia, programach zmierzających do ich przezwyciężenia i zadaniach stojących przed medykami w mundurach.

GARDA: płk Marek Pietrzak

Forward Mental Health Team w Wojsku Polskim – jeszcze nie teraz

Zawód żołnierza jest stresogenny. Jedni ze stresem radzą sobie sami, a inni potrzebują wyspecjalizowanej pomocy. Tymczasem w Wojsku Polskim jest 255 psychologów pierwszej linii. Przy liczebności Sił Zbrojnych RP wynoszącej ok. 216 tys. żołnierzy oznacza to, że na jednego psychologa przypada średnio 825 żołnierzy.

W innych armiach NATO jeden psycholog ma pod opieką od 300 do 500 potencjalnych pacjentów. Jeszcze mniej mamy w armii psychiatrów. Teraz w Siłach Zbrojnych RP pracuje ich 13, a 20 jest w trakcie specjalizowania się. W NATO odnośnie liczebności kadr wojskowych psychiatrów nie ma sprecyzowanych normatywów. Nie trzeba być wielkim specjalistą, by stwierdzić, że nawet 33 psychiatrów to za mało, by w Wojsku Polskim można było wprowadzić standardy opieki obowiązujące w innych armiach NATO.

Choć NATO nie precyzuje, ilu psychiatrów ma przypadać na tylu a tylu żołnierzy, to są normatywy określające ramy pomocy psychiatrycznej. Zakładają one, że w teatrze działań powinien działać Forward Mental Health Team z dostępem do psychiatry.

FMHT to po prostu wysunięty zespół zdrowia psychicznego działający blisko żołnierzy na misji, a nie gdzieś daleko „w kraju”. Tworzą go psychiatra, psychologowie, pielęgniarki psychiatryczne i inni profesjonaliści zdrowia psychicznego. W modelu brytyjskim trzon FMHT to 5 pielęgniarek psychiatrycznych i 1 psychiatra, obsługujących brygadę ok. 6000 żołnierzy. T

aka ekipa jest mobilna. Jeździ po jednostkach, odwiedza pododdziały w rejonie operacji, zamiast czekać, aż żołnierz sam się zgłosi o pomoc. To są standardy bojowe. A jak się mają one w czasie pokoju? FMHT funkcjonuje de facto jako wojskowy zespół zdrowia psychicznego. Zalecenia NATO są takie, by poziom opieki nad zdrowiem psychicznym żołnierza w systemie wojskowym nie był gorszy niż ten, który ma cywil.

Jaka jest kondycja psychiczna Wojska Polskiego, tego jeszcze… nie wiadomo

„Nie gorszy…”. Otóż warto wiedzieć, że w Polsce mamy 5,2 tys. czynnych psychiatrów (w tym 563 ze specjalizacją z psychiatrii dzieci i młodzieży). Wychodzi, że na statystycznego psychiatrę przypada 7275 potencjalnych pacjentów. Zakładając, że dziś mielibyśmy w armii 33 psychiatrów, to statystycznie pod opieką jednego specjalisty byłoby 6455 żołnierzy. Czyli: lepiej niż „w cywilu”.

Jeśli jednak odliczy się tych, którzy są w trakcie specjalizacji (20), to na jednego etatowego wojskowego psychiatrę przypadnie… 16 385 podopiecznych! Coś komentować? Lepiej oddać głos specjaliście z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, wypowiadającego się dla agencji Newseria:

– Kondycja psychiczna to czasami dużo ważniejszy czynnik niż amunicja – ocenia płk dr n. med. Radosław Tworus, kierownik Kliniki Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii WIM-PIB. – Abyśmy mogli mówić o realnych problemach zdrowia psychicznego w siłach zbrojnych, to musielibyśmy prowadzić regularny monitoring stanu zdrowia psychicznego polskiej armii, a on nie jest prowadzony. Nie mieliśmy żadnych badań, które określałyby kondycję psychiczną polskiej armii, w tym żołnierzy, którzy realizują konkretne zadania na konkretnych odcinkach. Jest to istotny problem, który ułatwiałby i działania interwencyjne, i działania profilaktyczne. Nie można opierać wniosków wynikających z pojedynczych przypadków, które są przypadkami klinicznymi, bo one nie oddają rzeczywistego charakteru problemu.

Brak badań populacyjnych jest jedną z największych luk systemowych w zakresie zdrowia psychicznego personelu wojskowego. Oznacza to, że siły zbrojne nie dysponują wiedzą o skali ani strukturze problemów psychicznych, ich dynamice ani czynnikach ryzyka, co uniemożliwia planowanie profilaktyki i odpowiednich działań systemowych.

WIM przymierza się do rozpoczęcia badań dotyczących oceny kondycji psychicznej Wojska Polskiego.

– Od dłuższego czasu taki problem był zgłaszany. Już w 2012 r. na jednej z sejmowych Komisji Obrony Narodowej prof. Stanisław Ilnicki, nieżyjący już założyciel i poprzedni szef Kliniki, wnioskował o to, że takie badania są niezbędne, natomiast z różnych względów to nie zaistniało do dzisiaj. Przygotowanie psychologów jest w dużej mierze uzależnione od tego, czy mamy badania dotyczące stanu zdrowia psychicznego polskiej armii. Gdybyśmy takie badania mieli, moglibyśmy z pomocą psychologów tworzyć odpowiednie programy profilaktyczne, jak również programy przeciwdziałania różnym zdarzeniom, które w zwiększonym stopniu występują w populacji żołnierzy – ocenia płk Tworus.

Raporty WIM wskazują, że Wojsko Polskie zmaga się z najpoważniejszym deficytem kadr medycznych wśród głównych kontrybutorów NATO. Jeden lekarz ma statystycznie pod opieką średnio 260–270 żołnierzy. Standard NATO zakłada proporcję 1:100.

Kilka zdań komentarza

Raporty o brakach kadrowych w Wojskowej Służbie Zdrowia i rekomendacje opracowane przez specjalistów z WIM pod kierownictwem jego dyrektora – gen. broni prof. Grzegorza Gieleraka – będą pomocne w rozwiązywaniu problemu pn. „deficyt kadr medycznych w Siłach Zbrojnych RP”. Rzecz w tym, w jakim stopniu zostanie on rozwiązany? Bo, z całym szacunkiem dla Generała, nie widać szans na to, by ów problem miał być, w najbliższej dekadzie, rozwiązany w 100 procentach.

Zakładam, że taką świadomość ma również dyrektor WIM. Zresztą widoczne jest to w jego wypowiedziach. Również podzielam jego opinię (wynikającą z zawodowych doświadczeń): pieniądze są jednym z kluczowych hamulców pozyskiwania cywilnych lekarzy do Wojskowej Służby Zdrowia, bo rynek cywilny płaci wyraźnie lepiej. Co gorsza – gdy jest taka możliwość, to wojskowi doktorzy „wypisują się” z armii i w cywilu kontynuują praktykę, niekoniecznie w jednym miejscu.

Prawda jest taka, że dziś za 20 tys. zł w publicznej ochronie zdrowia pracują zasadniczo tylko rezydenci, czyli lekarze będący w trakcie specjalizowania się. A gdy już uzyska się specjalizację, to można pracować w wielu miejscach albo etatowo, albo w formule B2B. Można prowadzić prywatną praktykę. Wojskowy także może, ale…

Po pierwsze: musi się na to zgodzić przełożony. Po drugie: prywatna praktyka nie może kolidować z obowiązkami służbowymi. Żołnierz zawodowy co do zasady nie może prowadzić działalności gospodarczej, chyba że uzyska pisemną zgodę dowódcy jednostki, w której pełni służbę. A z tym różnie bywa, a poza tym…

Ameryki nie odkryję, gdy stwierdzę, że wojskowa i publiczna służba zdrowia tworzą w praktyce system naczyń połączonych. Skoro ta druga boryka się z poważnymi brakami, pierwsza nie ma szans funkcjonować trwale „in plus” (wobec publicznego systemu ochrony zdrowia). Podobno za dekadę na rynku pracy będzie zbyt… wielu lekarzy. Taka nadprodukcja. To efekt tego, że kierunki lekarskie prowadzą uczelnie również o profilu niemedycznym. A wówczas wielu lekarzy będzie wolało założyć mundur i mieć gwarancję pracy niż zmieniać zawód!

Sonda
Będąc medykiem zamieniłbyś.zamieniłabyś pracę w cywilu na pracę w wojsku?