• Rosja czy Zachód? Gruzińskie społeczeństwo i władze patrzą w różnych kierunkach.
• Czy okupowane regiony definitywnie blokują gruzińskie ambicje euroatlantyckie?
• Niewielka armia, trudne położenie i wielka geopolityka Kaukazu.
• Śladami historii: od niemieckiej ofensywy na Kaukaz po dzisiejszą Gruzję.
• Co zobaczyć w Kutaisi i czego wojskowe muzeum uczy o gruzińskiej historii?
Formalnie ujmując, Gruzja nadal aspiruje do NATO i UE
Wykład o tym, dlaczego rządzące dziś siły przymilają się do Rosji, do tej, która w dwóch wojnach okroiła terytorium Gruzji o jedną piątą, byłby bardzo długi. Zatem w wielkim skrócie… A propos gruzińskiego członkostwa w NATO: Gruzja wielokrotnie i oficjalnie zgłaszała akces do Sojuszu. Ba, ma nawet ten cel wpisany w konstytucję! Akcesja jest „zamrożona”, niemożliwa do realizacji w obecnych geopolitycznych realiach. Rządząca partia uważa, że nie stać państwa na konfrontację z wielką Rosją, a NATO jest zbyt daleko, by „w razie potrzeby” mogło pomóc Gruzji.
To już nie chodzi wyłącznie o to, że Tbilisi bardziej od Brukseli podoba się Moskwa. NATO również nie wykreśla Gruzji z kolejki chętnych do członkostwa. Wskazuje, że bez rozwiązania kwestii okupowanych terytoriów nie ma szansy na akcesję. Pod faktyczną okupacją rosyjską jest Autonomiczna Republika Abchazji i Region Cchinwali (Osetia Południowa). Z moskiewską pomocą te regiony oderwały się od Gruzji. W 2008 r. prezydent Dmitrij Miedwiediew oficjalnie uznał „niepodległość” obu republik. Oczywiście wyraziły one zgodę na stacjonowanie wojsk rosyjskich. NATO nie kryje, że nadto z obecnym rządem nie ma szans, by pochylono się nad wnioskiem Gruzji. Ujmując krótko: w dającej się przewidzieć perspektywie Gruzja nie będzie w NATO (podobnie jak w UE).
Z militarnego punktu widzenia wojskowy potencjał Gruzji jawi się jako, delikatnie to nazywając, niewielki. Global Firepower (2026) klasyfikuje obecnie gruzińskie siły zbrojne na 95. miejscu (na 145 państw ujętych w rankingu). Dla porównania sąsiadująca Turcja jest na 9. miejscu, Azerbejdżan zajmuje 60. pozycję. Nieznacznie mniejszy od gruzińskiego potencjał ma Armenia - sklasyfikowana w tym roku na 101. pozycji.
Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Zatem kiedy przeznacza się na finansowanie obronności ok. 700 mln USD, to trudno oczekiwać, by starczyło to na budowę armii większej niż obecna. Gruzja ma 37 tys. zawodowych żołnierzy. Więcej mieć nie może, bo takie są wewnętrzne, prawne limity. Do tego dochodzi nieco ponad 200 tys. rezerwistów, z których rozwijany jest odpowiednik naszych Wojsk Obrony Terytorialnej. Trzonem sił zbrojnych jest armia lądowa. Lotnictwo jest słabe. Nie ma na stanie choćby myśliwców przechwytujących. Ba, choć jest to państwo z dostępem do Morza Czarnego, to de facto nie dysponuje marynarką wojenną. Pod banderą ma tylko jednostkę patrolową i bodaj cztery wiekowe trałowce.
Wehrmacht nie dotarł do Gruzji. Ty możesz uczynić to bez problemów
Strategia obronna Tbilisi na 2026 r. opiera się na „kalkulowanym pragmatyzmie”. Kraj stawia na politykę defensywną, skrojoną pod kątem górskiego charakteru Gruzji. Nie zapominajmy, że jest to państwo leżące na ważnym szlaku handlowym biegnącym od Morza Kaspijskiego w kierunku Rosji, Turcji i Europy.
A skoro już o tym mowa, to przypomnę, że celem numer jeden Niemców (jak to dziś poprawność polityczna nakazuje: nazistów) w wojnie z ZSRR było dotarcie do pól naftowych Morza Kaspijskiego. Droga do nich wiodła przez Gruzję. Wehrmachtowi najdalej udało się dojść w okolice dzisiejszej granicy rosyjsko-gruzińskiej. Tam została zatrzymana niemiecka ofensywa (lipiec-listopad 1942 r.).
Kaukazu Wehrmacht nie sforsował, za to jego strzelcy górscy zdobyli (i zatknęli flagę z hakenkreuzem) 21 sierpnia Elbrus, najwyższy szczyt Kaukazu. Tak na marginesie: w polskich encyklopediach z lat 60. uznawany był za najwyższy w… Europie. Niemcom udało się zdobyć kilka ważnych przełęczy. Widzieli doliny prowadzące do Suchumi, Kutaisi i ostatecznie do Tbilisi. Dalej jednak nie przeszli. Zatrzymał ich twardy opór Armii Czerwonej i zwały śniegu zalegające na planowanym kierunku natarcia.
Niemcy nie dotarli, a wyżej podpisany - a i owszem. W Kutaisi (polecam) jest Narodowe Muzeum Chwały Wojskowej. Kameralne, ale dobrze dokumentujące militarną historię regionu oraz zaangażowanie Gruzinów w konflikty XX i XXI w. Wielka Wojna Ojczyźniana jest w jego prezentacji priorytetowo traktowana, jednak bez topornej, sowieckiej propagandy. A i portrety Józefa Stalina również są (w Gori, mieście rodzinnym wąsatego zbrodniarza, zdarzy się, że jego zdjęcie można zobaczyć w samochodach).
Muzeum Chwały pokazuje historię w dokumentach z wojny w Abchazji (1992-1993), konfliktu wewnętrznego po rozpadzie ZSRR i walki o integralność terytorialną Gruzji. Najnowsza część ekspozycji pokazuje przebieg wojny pięciodniowej (7-12 sierpnia 2008 r.) z Rosją. Jest tu też wystawa poświęcona współczesnym gruzińskim odznaczeniom państwowym, stopniom wojskowym oraz ewolucji narodowych formacji zbrojnych. Sumując: muzeum skromne, ale warte odwiedzenia. Tak samo jak Gruzja!
Polecany artykuł: