Czy oficer może zostać posłem lub kierować resortem obrony?

Powszechnie wiadomo, że nie tylko duchowni, ale i wojskowi winni być apolityczni. Dajecie wiarę, że oficerowie, co tam oni, że żołnierze mogą być wolni od politykowania? Od chęci uczestniczenia w życiu politycznym? Dajecie wiarę, że normy prawne regulujące tę sferę obywatelskiej aktywności są przestrzegane? Jak to powiadał, nieodżałowanej pamięci, ks. Józef Tischner „święta prawda, tyż prawda i gówno prawda”. Zatem jak to jest z tą apolitycznością wojskowych?

Mężczyzna w garniturze z czapką wojskową na biurku i logo PKW obok. O polityce wojskowych na SE Portal Obronny.
Autor: Wygenerowane przez AI

• Przepisy nakładają na żołnierzy zawodowych wymóg neutralności politycznej i zakaz członkostwa w partiach, jednak wojskowi posiadają swoje poglądy…

• W Polsce kontrola cywilna nad wojskiem obowiązuje od 1990 r. i jest zakorzeniona w doświadczeniach z PRL…

• W USA też obowiązuje nadzór cywilny nad wojskiem, a od 1991 r. stanowisko sekretarza Departamentu Obrony pełniło siedmiu byłych wojskowych...

Manewr wyborczy z mundurem na piątym miejscu

Skąd to zainteresowanie „apolitycznością wojskowych”? Można je zawdzięczać Grzegorzowi Braunowi, który zapowiedział, że „funkcjonariusze służb mundurowych” będą zajmować piąte miejsca na listach wyborczych Konfederacji Korony Polskiej.

Trzeba przyznać, że pan Braun wykazał się sprytem, puszczając takie wici w tzw. przestrzeń informacyjną. Cel, domniemywam, jaki postawił sobie lider KK, jest prosty: niech mówią, niech komentują, niech chwalą, niech złorzeczą! Byleby nie przekręcili nazwy partii i personaliów jej lidera.

Wojsko ma być apolityczne! - alarmują media. Ośmielam się przypomnieć, że dziennikarze również winni być apolityczni (patrz Kodeks etyki dziennikarskiej) i w przypadku tej grupy zawodowej też należałoby zacytować słowa ks. Józefa Tischnera.

Wszelako jednak skoro już temat został wywołany przez polityka aspirującego do współudziału w zarządzaniu Polską (po 2027 r.), to warto przyjrzeć się, jak kwestię apolityczności wojska (wojskowych) reguluje polskie prawo i jak ją rozwiązują w innych państwach. A więc ad rem i allez!

Garda: Szczyt NATO w Ankarze – Portal Obronny
Portal Obronny SE Google News

Co prawo stanowi o udziale wojskowych w życiu politycznym?

Jakby nie patrzeć, to dla polityków żołnierze (pozostanę przy tej składowej szerokiego pojęcia określającego „funkcjonariuszy służb mundurowych”) jawią się jako liczny zbiór potencjalnych wyborców. Wiadomo, że pewne kręgi zawodowe najchętniej głosują na koleżanki i kolegów „po fachu”.

Jeśli więc na liście wyborczej partii Alfa i Omega (proszę, bez konkretyzowania skojarzeń) jest taka persona, to łatwiej pozyskać głosy z kręgów tych samych lub bliskich kandydatowi. Czy jednak żołnierz Wojska Polskiego, niebędący emerytem lub będący poza jego strukturami, może „iść w politykę”?

Art. 26 ust. 2 Konstytucji stanowi:

„Siły Zbrojne zachowują neutralność w sprawach politycznych oraz podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli”.

Przyznacie – zapis tak ogólnikowy, że można go interpretować na wszelkie możliwe sposoby. Jednak ustawa o obronie Ojczyzny już jasno określa, czym jest ta neutralność wymieniona w ustawie zasadniczej. Art. 341 tak to precyzuje:

„1. W czasie pełnienia zawodowej służby wojskowej żołnierzowi zawodowemu nie wolno:

1). być członkiem partii politycznej ani stowarzyszenia, organizacji lub ruchu obywatelskiego, stawiających sobie cele polityczne;

2). brać udziału w zgromadzeniach o charakterze politycznym;

3). prowadzić działalności politycznej.

2. Zastrzeżenie, o którym mowa w ust. 1 pkt 2, nie dotyczy zgromadzeń związanych z wyborami władz państwowych i samorządowych. Żołnierzom zawodowym uczestniczącym w takich zgromadzeniach nie wolno nosić umundurowania oraz odznak i oznak wojskowych.

3. Z dniem rozpoczęcia pełnienia zawodowej służby wojskowej ustaje dotychczasowe członkostwo żołnierza zawodowego w partii politycznej, stowarzyszeniu, organizacji lub ruchu obywatelskim, o których mowa w ust. 1 pkt 1.”.

OK. A co z żołnierzami-ochotnikami Wojsk Obrony Terytorialnej? Formalnie nie są zawodowymi. Im dedykowany jest art. 328 ustawy o obronie ojczyzny. Długi to tekst, ale trzeba go zacytować:

„1. W okresie odbywania służby wojskowej członkostwo żołnierzy niebędących żołnierzami zawodowymi w partiach politycznych ulega zawieszeniu.

2. W okresie odbywania służby wojskowej żołnierze niebędący żołnierzami zawodowymi nie mogą brać udziału w działalności ruchów obywatelskich i innych ugrupowań obywateli o charakterze politycznym ani prowadzić działalności politycznej na terenie jednostki (instytucji) wojskowej, w tym rozpowszechniać publikacji dotyczących zagadnień politycznych.

3. Żołnierze niebędący żołnierzami zawodowymi, biorąc udział w zgromadzeniach o charakterze politycznym, nie mogą występować w umundurowaniu oraz odznakach i oznakach wojskowych.

4. Przepisu ust. 2 nie stosuje się w przypadku kandydowania żołnierza niebędącego żołnierzem zawodowym do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej lub Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, Parlamentu Europejskiego lub organów samorządu terytorialnego.

5. Żołnierze niebędący żołnierzami zawodowymi nie mogą tworzyć związków zawodowych i wstępować do nich ani brać udziału w działalności związków zawodowych, których byli członkami w chwili powołania do służby.

6. Zakaz wstępowania do związków zawodowych oraz brania udziału w działalności związków zawodowych nie dotyczy żołnierzy OT pełniących terytorialną służbę wojskową dyspozycyjnie, z wyjątkiem sytuacji, w której działalność związkowa miałaby związek z pełnieniem tej służby”.

Czyli jedno już mamy wyjaśnione: jeśli jesteś w WOT, możesz widnieć na liście Alfy i Omegi. Czy ze stopniem przed nazwiskiem, to Bóg raczy wiedzieć, ale w wyjaśnieniu z pewnością podane będzie, kim jesteś. Jeśli jesteś żołnierzem zawodowym, bez znaczenia czy szeregowcem, czy czterogwiazdkowym generałem, to… też możesz stanąć do wyścigu o miejsce w ławach sejmowych lub senackich.

Jest tylko jeden warunek: musisz na czas kampanii wyborczej otrzymać urlop bezpłatny. A gdy ci wyborcy powierzą mandat, to zostaniesz zwolniony(a) z zawodowej służby wojskowej. I tyle w temacie. Naprawdę, tyle?

Nie dostrzegacie, Szanowni Państwo, logicznego zgrzytu w tym, że żołnierz może zostać posłem z partyjnej listy, ale nie może być członkiem partii? Nie może występować w mundurze, ale może być przedstawiany jako generał… No właśnie, jak miałby być przedstawiany? Jako generał będący na urlopie bezpłatnym udzielonym przez tego i tego na czas kampanii wyborczej? I znów można byłoby zacytować słowa świętej pamięci ks. Tischnera.

Czy w Polsce mamy słabą kontrolę cywilną nad wojskiem?

Pamiętać należy – we wszelkich dyskusjach o (a)polityczności wojska – że nad nim w Polsce, od 1990 r. – kontrolę cywilną sprawuje rząd, prezydent i parlament. To fundament demokracji, dodatkowo w Polsce wzmocniony doświadczeniami z PRL, gdy wojsko było także siłą polityczną. Wyjaśniać tego nie trzeba.

Skoro zawodowy żołnierz może – po spełnieniu wymienionych wyżej warunków – realizować się w polityce, jako b. żołnierz, to dlaczego nie może stanąć… na czele Ministerstwa Obrony Narodowej? Poddajmy wiwisekcji tę kwestię, która dziś wydaje się być li tylko akademicką, a – zważywszy na sytuację geopolityczną – wcale taką nie musi pozostać.

Mechanizm cywilnej kontroli nad wojskiem nie wyklucza takiej możliwości. Czego przykładem są USA, państwo, o którym największy jego wróg nie może powiedzieć, że jest autokratycznym.

Od czasów, gdy Związek Sowiecki uległ samorozwiązaniu, stanowisko sekretarza Departamentu Obrony (od niedawna – Wojny) siedmiu b. wojskowych . Pomijam b. szefów CIA, bo choć Agencja jest ściśle związana z obronnością Stanów, to jej pracowników trudno zaliczyć do „funkcjonariuszy służb mundurowych”. Wszystkich ex-wojskowych nie będę wymieniał. Parę nazwisk, dla porządku, trzeba podać.

Obecny sekretarz wojny Pete Hegseth był majorem Gwardii Narodowej (odpowiednik naszych WOT). Przed nim urząd pełnił emerytowany czterogwiazdkowy generał Lloyd Austin. Resortem kierował (w latach 2013–2015) nawet ex-sierżant, Chuck Hagel.

Jest jeden warunek prawny: resortem może kierować b. wojskowy, który w Siłach Zbrojnych USA nie jest na etacie od 7 lat. Chociaż i od tego jest wyjątek. Kandydat musi zyskać od obu izb Kongresu (Izby Reprezentantów i Senatu) specjalne uchylenie tego zakazu.

Tym wyjątkiem po 1991 r. zostało objętych dwóch generałów. W 2017 r. James Mattis został powołany przez Donalda Trumpa na szefa resortu, choć w cywilu był od 3 lat. W 2021 r. Joe Biden powołał na urząd Lloyda Austina, będącego w dniu nominacji od 4 lat poza armią.

Dlaczego przywołuję porządek ustrojowy obowiązujący w USA, a nie we Francji, RFN czy Wielkiej Brytanii? A dlatego, że w tych trzech państwach resortami obrony od trzech dekad kierują cywile. Jak w Polsce. Przy czym trzeba pamiętać, że w naszym systemie dwukrotnie (1990–1991, 1992–1993) wojskowy był ministrem obrony narodowej. Chodzi oczywiście o adm. Piotra Kołodziejczyka.

To teraz po raz drugi stawiam pytanie: skoro nawet zawodowy oficer może zostać posłem (nie wspominając już o będącym w stanie spoczynku), to dlaczego ministrem obrony narodowej RP nie mógłby zostać b. wojskowy? Może warto zastanowić się nad transformacją amerykańskiego modelu do polskiego systemu zarządzania obronnością?

Czy powinniśmy wzorować się na amerykańskim rozwiązaniu prawnym?

Dlaczego stawiam takie prowokacyjnie brzmiące pytanie? Wyjaśniam w skrócie, zatem proszę mieć na to baczenie. Pełny wywód mógłby być nużący. To jest kwestia do dyskusji, a nie do jej automatycznego negowania....

Skoro USA są sojusznikiem numer jeden Polski, a zagrożenie potencjalną agresją ze strony Federacji Rosyjskiej jest głośno artykułowane (nie tylko) przez rząd, to warto byłoby zastanowić się, czy ministrem obrony narodowej, w rządzie wyłonionym w wyborach w 2027 r., musi koniecznie być cywil?

Powtarzam po raz kolejny: mamy ustabilizowaną kontrolę cywilną nad wojskiem. Wydarzenia polityczne z udziałem wojska (zamach majowy, rządy pułkowników, czas PRL) to już historia, która na 99,99 proc. nie powtórzy się.

Ciekawe, jakie byłyby wyniki sondażu z pytaniem:

„Uważasz, że ministrem obrony narodowej RP może zostać były wojskowy?”.

Wynik? Niewiadomy. Nawet nie można zgadywać. Można wyłącznie spekulować.

MON zarządza dziś gigantycznym programem modernizacji Wojska Polskiego. Dziś wysocy oficerowie mają ukończone szkoły cywilne, studia ekonomiczne, różne embieje itd. To nie są wyłącznie „inżynierowie pola walki”. Mają kompetencje do zarządzania i jednocześnie wiedzą, w co należy wyposażać wojsko. Cywile, po studiach historycznych, lekarskich i politycznej akademii na Wiejskiej, tego drugiego waloru nie mają.

Minister z doświadczeniem wojskowym zna armię z życia, a cywilny z opinii ekspertów i wizyt na poligonach. Minister obrony narodowej, emerytowany generał, z czynną kadrą generalską rozmawia jak równy z równymi. Wie, o czym rozmawiać. Ma wiedzę, bez sięgania po opinie ekspertów, do oceny przedstawianych mu analiz, koncepcji i innych planów dotyczących funkcjonowania sił zbrojnych.

Oto niektóre z pozytywów hipotetycznej zmiany. A negatywy?

Przede wszystkim istnieć może obawa, że b. wojskowy, będąc ministrem obrony narodowej, będzie koncentrował się na pracy nad wzmocnieniem potencjału militarnego armii. Tymczasem na tym stanowisku trzeba mieć baczenie także na implikacje podejmowanych decyzji w sferze politycznej, społecznej i ekonomicznej.

Jako wywodzący się z armii może – niekoniecznie świadomie – preferować swoje dawne środowisko zawodowe. Może przenieść stare nawyki w zakresie zarządzania ze sfery wojskowej na cywilną. Wprowadzanie drylu stricte wojskowego do instytucji, w której pracują również cywile, niekoniecznie może poprawić jej funkcjonowanie (delikatnie to określając).

Oczywiście „plusów” i „minusów” sprawowania urzędu szefa MON jest znacznie, znacznie więcej. I wszystko ostatecznie sprowadzałoby się do dokonania odpowiedniego wyboru. Generalizując: koncepcja „cywil szefem MON” ma mniej więcej tyle samo pozytywów i negatywów co idea „b. wojskowy szefem MON”.

Gdyby doszło do realizacji tej drugiej, to wywołałoby wiele implikacji. Wymienię tylko jedną: reakcję Federacji Rosyjskiej. Tę łatwo przewidzieć. Z Kremla dochodziłyby głosy o tym, że Polska jeszcze bardziej militaryzuje się, że utracona została cywilna kontrola nad wojskiem i takie tam różne propagandowe ble, ble, ble. Sądzę, że nie należałoby się przejmować opiniami Moskwy, skoro od trzech dekad Polska nie jest w jej strefie wpływów.

Reasumując: o zmianie lub utrzymaniu istniejącego porządku będą decydować politycy. Kto wie, czy wśród nich nie będzie ten, który chce umieszczać (na mało znaczących miejscach) „funkcjonariuszy służb mundurowych”. I na koniec: to jak to jest z tą apolitycznością wojskowych? Na to pytanie sami Państwo sobie odpowiecie. Nie potrzebujecie pomocy publicysty. Dziękuję za uwagę.