Strzelająca walizka „Desperado”. Tajny gadżet GROM-u

2026-06-14 14:38

Ponieważ wcześniej nie było w Polsce takiej formacji wojskowej, więc nie było procedur dotyczących organizacji oddziału, pozyskiwania broni i wyposażenia, logistyki, programów szkolenia. Ze wszystkim trzeba było eksperymentować i tworzyć od podstaw. Dlatego pierwszy magazyn broni GROM-u przypominał bardziej kolekcję pasjonata strzelających militariów, a nie zbrojownię jednostki wojskowej.

  • W pierwszym magazynie broni GROM-u znajdowało się sporo niespotykanej w Polsce broni.
  • Jednostka pozyskiwała broń podczas zakupów lub ze służb specjalnych.
  • Czy jednak operatorzy mogli „indywidualnie dobierać broń”?

Oficjalnie GROM powołano 13 lipca 1990 r. Już po dwóch latach, 13 czerwca 1992 r., ogłoszono, że jednostka osiągnęła gotowość bojową.

– Pierwsze egzemplarze broni wypożyczano z Urzędu Ochrony Państwa. Dzięki temu dostaliśmy rewolwery Smith&Wesson, czeskie pistolety CZ i polskie P-83. Dopiero potem przyszedł czas na własne zakupy – wspomina st. chor. sztab. rez. Mieczysław Kopacz, który do GROM-u trafił z 62. Kompanii Specjalnej z Bolesławca.

Ze względu na niestandardowe zadania, jakie – w różnych regionach globu - mieli wykonywać komandosi, w jednostce starano się zapoznawać ich z najróżniejszymi typami broni.

„Pustynny Orzeł” do przestrzeliwania kamizelek kuloodpornych

Dlatego w magazynach zgromadzono kolekcjonerskie okazy broni. Jednym z nich był izraelski Desert Eagle, pistolet kal. 12,7 mm o długości prawie 30 centymetrów. Taka armata ledwo mieściła się w dłoni strzelca. Ważyła ponad dwa kilogramy. Strzelając z „Pustynnego Orła” operatorzy sprawdzali, jak broń radzi sobie z niektórymi typami kamizelek kuloodpornych i szyb pancernych.

Inną ciekawostką był egzemplarz CZ-75 Automatic – pistolet, z którego można było prowadzić ogień automatyczny. Mocowanie zapasowego magazynka zaprojektowano tak, aby stanowił on jednocześnie przedni uchwyt pozwalający na zwiększenie celności.

GROM-owcy korzystali również z całej rodziny pistoletów MP-5. Dziś to może już nie robić wielkiego wrażenia, ale ponad 30 lat temu MP5SD (z wyciszoną lufą, zamkiem o zmniejszonej masie oraz tłumikiem dźwięku i celownikiem holograficzny) można było zobaczyć tylko na filmach akcji.

Walizka jak z filmu „Desperado”

W arsenale specjednostki znalazł się również MP5KA4 ze specjalną teczką-dyplomatka. Zestaw przypominał konstrukcję z filmu „Desperado”, w którym Antonio Banderas montował broń w futerale na instrumenty muzyczne.

Z zewnątrz teczka z tworzywa sztucznego niczym nie różniła się o tych, z jakimi tysiące ludzi chodzi codziennie do pracy. Dopiero po otwarciu widać, że w środku zamontowano niewielki, bo mierzący zaledwie 32 cm, pistolet maszynowy.

W uchwycie walizki zamontowano bezpiecznik oraz spust. Ta broń służyła do zainicjowania ataku. Strzały odciągały bowiem na moment uwagę od innych uczestników operacji. Komandosi zyskiwali więc bezcenny czas na wyciągnięcie ukrytej broni.

Ten zestaw wykorzystywano m.in. w czasie misji w Iraku.

Colty M1911 przywiezione z Haiti

W jednostce używano też jedynego, dostępnego w kraju, egzemplarza karabinu snajperskiego kal. .50 cala PGM Hecate II. Dzięki niemu trenowano m. in. przestrzeliwanie szyb pancernych, silników samochodowych czy likwidowanie przeciwnika ukrywającego się niewielkimi przeszkodami.

W GROM-ie posiadano też co najmniej kilkadziesiąt egzemplarzy amerykańskich Coltów M1911. Operatorzy otrzymali je od Amerykanów w czasie misji na Haiti.

Dlaczego? Ponieważ ponad 50 żołnierzy wysłano na tę misję błyskawicznie po politycznej decyzji o udziale w amerykańskiej operacji na Haiti. Z powodu problemów logistycznych, żołnierze pojawili się więc tam szybciej niż ich broń. Żeby nie byli bezbronni, każdy otrzymał po egzemplarzu Colta M1911.

Jedyne używane Carle Gustafy

Jeśli chodzi o „ciężką artylerię”, to ze zlikwidowanych Nadwiślańskich Jednostek wojskowych do GROM-u trafiły szwedzkie działa bezodrzutowe Carl Gustaf M3.

– Gdy przyjechał przedstawiciel producenta na standardowy przegląd stwierdził, że „Gustawy” są na wyposażeniu kilku polskich jednostek. Ale wszędzie są fabrycznie nowe. Tylko my z nich strzelamy – uśmiecha się Mieczysław Kopacz.

Przez pewien czas na wyposażeniu operatorów były polskie karabinki wz. 88 Tantal.

Ale w 2002 r. na misje do Afganistanu i w rejon Zatoki Perskiej operatorów wysłano z wystandaryzowanym uzbrojeniem. Jego podstawą były amerykańskie karabinki M-4 i niemieckie pistolety maszynowe MP-5.

Mit o „indywidualnym doborze broni”?

Choć w GROM-ie typów broni było sporo, to mitem są – niekiedy opisane w mediach czy na forach dyskusyjnych - informacje, że komandosi według własnych upodobań wybierali sobie broń.

- Te opowieści o „indywidualnym doborze broni” zaczęły się, gdy koledzy wrócili z jednego z pierwszych wyjazdów do USA. Jankesi mówili o tym, że właśnie w ten sposób należy wyposażać komandosów najbardziej elitarnych specjednostek. Ale nie chodziło im o to, że każdemu żołnierzowi kupuje się broń według jego zachcianek. „Indywidualizacja” polegała na tym, że człowiek sam decydował np. o liczbie szyn do montażu oprzyrządowania. Według własnej wygody zakładał na nie celowniki, wskaźniki, latarki, urządzenia noktowizyjne – kończy Mieczysław Kopacz.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki