Nieznana historia najsłynniejszej polskiej specjednostki. GROM walczył z gangsterami w Warszawie i chronił Jana Pawła II

2026-06-14 12:05

Między 1990 a 1999 r. Jednostka specjalna GROM podlegała pod resort spraw wewnętrznych, a nie Ministerstwo Obrony Narodowej. Dlatego komandosi mogli prowadzić operacje specjalne na terenie Polski. Dlatego GROM-owców kierowano do walki z gangsterami.

  • Między 1990 a 1999 r. komandosi GROM-u mogli prowadzić operacje specjalne na terenie Polski.
  • GROM-owcy walczyli z gangami z Polski i z zza wschodniej granicy.
  • Komandosi tropili m.in. przemytników ludzi.

GROM był głęboko zakamuflowany w strukturach Ministerstwa Obrony Narodowej. Tak głęboko, że zdarzało się, iż komandosi dostawali rozkazy, ale ich wykonania nie uzgadniano z innymi formacjami mundurowymi było sporo.

W czasie walki z gangami – które w latach 90. XX wieku były powszechnym problemem w naszych miastach - generowało bardzo niebezpieczne sytuacje.

– W centrum stolicy mieliśmy zawinąć grupę pół-Rosjan, pół-Polaków. Zdjęliśmy ich, ale byliśmy w cywilnych ubraniach. Więc świadkowie potraktowali to jak wojnę gangów. Zanotowali numery rejestracyjne samochodów i zawiadomili policję. My zatrzymanych przekazaliśmy do Urzędu Ochrony Państwa. Chwilę później, na jednym ze skrzyżowań w centrum Warszawy, policjanci zatrzymali nasz samochód i mierząc w nas z pistoletów, kazali wysiadać – wspomina mł. chor. sztab. rez. K. F., w środowisku znany jako „Mła”. To człowiek, który zaliczył pierwszą selekcję i pod koniec 1991 r. dostał przydział do GROM-u.

Interwencja po strzelaninie w Żyrardowie?

W 1992 r. do dramatycznych wypadków doszło w Żyrardowie. 12 maja tego roku policjanci próbowali zatrzymać złodziei samochodów. Czterej niebezpieczni przestępcy zaczęli ostrzeliwać się z broni maszynowej. Podczas ucieczki zabili przypadkowego taksówkarza, ranili dwóch policjantów oraz dwóch obcokrajowców. Jeżdżąc po ruchliwych drogach ówczesnego województwa skierniewickiego, w stronę policjantów wystrzelili ponad 1500 pocisków. Mieli duże ilości amunicji, gdyż w kwietniu 1992 r. ukradli ją z magazynów jednostki wojskowej pod Krakowem.

„Nigdy dotąd po wojnie przestępcy nie użyli broni palnej na taką skalę” – opisywała te zdarzenia „Gazeta Wyborcza”.

Policja rozpoczęła obławę na wielką skalę. Przestępców szukano w całej Polsce. Pierwszego zatrzymano w Radomiu. Wielkie obławy urządzono w okolicach tego miasta oraz Rawy Mazowieckiej. Tropienie przestępców trwało kilka tygodni. Pod koniec czerwca 1992 r. 150 policjantów oraz 40 antyterrorystów policyjnych uczestniczyło w obławie na 25-letniego Pawła G. – jednego z bandytów. Zaskoczonego aresztowano w domu, w okolicach Skierniewic. Sąd skazał go za zabójstwo na 14 lat więzienia.

– Po strzelaninie w Żyrardowie zostaliśmy postawieni w stan gotowości bojowej. Więc w jednostce opracowywaliśmy różne warianty zneutralizowania przestępców. Począwszy od zatrzymania pędzącego samochodu, po szturm pomieszczeń, w których się ukrywali – wspomina „Buziak”, uczestnik zdarzeń z 1992 r.

Zatrzymania w centrum Warszawy?

Jedno z kolejnych zadań polegało na zatrzymaniu dwóch grup bandytów. Pierwszą, liczącą czterech ludzi, GROM-owcy – ubrani w cywilne rzeczy, w kominiarkach na głowach – wyciągnęli z kawiarenki na piętrze dużej wypożyczalni kaset wideo w centrum Warszawy.

– W tym czasie my czekaliśmy na drugą grupę. Przez kilka godzin siedzieliśmy we wnętrzu blaszanej półciężarówki. Było strasznie zimno, a nie można się było poruszyć, bo wtedy z ulicy widać było, że kołysze się „pusty” samochód. Na sygnał ruszyliśmy do mieszkania, które znajdowało się w pobliżu wypożyczalni – wspomina „Brian”.

Sprawnie wysadzono drzwi, ale mieszkanie okazało się puste.

Po jakimś czasie zwiadowcy przekazali sygnał, że przestępcy zbliżają się do domu. Nie mogli wrócić do mieszkania, w którym nie było drzwi.

– Więc dwoma samochodami zablokowaliśmy ich mercedesa. Była godz. 11 przed południem, centrum Warszawy. Wyciągnęliśmy ich z samochodu. Jeden z kolegów siadł za kierownicą mercedesa i błyskawicznie odjechaliśmy. Potem policja odebrała kilka telefonów o pojedynku mafii – kontynuuje GROM-owiec.

GROM-owcy tropili przemytników ludzi

Około 1995 r., gdy specjednostką dowodził gen. Marian Sowiński, jego ludzie działali na wschodniej granicy Polski. Podczas tej – jednej z dłuższych i poważniejszych operacji prowadzonych na terenie kraju – zajmowali się tropieniem przemytników wyspecjalizowanych w szmuglowaniu ludzi. W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych ktoś doszedł bowiem do wniosku, że Straż Graniczna sama z tym sobie nie poradzi. Więc w Komendzie Głównej SG o akcji wiedziało zaledwie kilku ludzi.

Zadanie polegało głównie na skrytej obserwacji wyznaczonego odcinka granicy.

– Przygotowania na miejscu trwały kilka tygodni. Jako turyści rozpoznawaliśmy teren. Po misternie przygotowanej „legendzie” do jednej ze strażnic granicznych udało się wprowadzić dwóch naszych ludzi. Dlatego mieliśmy dopływ informacji o ruchach pograniczników – wspomina uczestniczący w operacji „Witek”.

W terenie obserwowali, jak prowadzone są patrole przy granicy oraz dokumentowali wykryte przykłady „enpegie” – jak w slangu pograniczników nazywano „nielegalne przekroczenia granicy”.

Jeden z lokalnych, ważnych oficerów dostał informacje, że na jego odcinku dzieje się coś dziwnego.

– Postanowił przeciwdziałać. Okoliczne placówki Straży Granicznej i policja dowiedziały się, że najprawdopodobniej szykuje się duża kontrabanda ze Wschodu, a transport ochrania „warszawska mafia”. Ze stolicy ściągnięto nawet śmigłowiec z kamerą termowizyjną, dzięki której poszukiwano ludzi – wspomina uczestnik tej operacji.

Dopiero po interwencji dowódcy GROM-u w MSW, dosyć szybko śmigłowiec przekierowano w inny region Polski.

GROM chronił papieża Jana Pawła II

GROM-owcy ze ścigających stali się ściganymi. Natomiast policjanci i pogranicznicy byli przekonali, że poszukują ludzi z mafii… Mimo stałego przeczesywania terenu, intensywnych kontroli samochodów o zamiejscowych rejestracjach, legitymowania ludzi przez dwa tygodnie trwania operacji nie wykryto ani jednego komandosa.

Natomiast kolejna „publiczna” robota GROM-u nie budziła już takich emocji.

Wtedy, w czerwcu 1997 r., w czasie wizyty papieża Jana Pawła II, dwie sekcje specjalne wsparły Biuro Ochrony Rządu.

– Nasz śmigłowiec towarzyszył maszynie, którą latał Jan Paweł II – mówią „Magda” i „Rotmistrz”.

Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki