- Wiceszef Pentagonu, Elbridge Colby, proponuje przekształcenie NATO w "NATO 3.0", z Niemcami wiodącymi prym w europejskiej architekturze bezpieczeństwa, co ma wzmocnić Sojusz.
- Wizja ta budzi obawy ekspertów, m.in. prof. Andrew A. Michty, dotyczące dominacji Niemiec i potencjalnej niestabilności w Europie, zwłaszcza w kontekście ich rosnących wydatków na obronność.
- Historyczne obawy przed dominacją Niemiec i ewentualnym przejęciem władzy przez skrajnie prawicową partię AfD, która mogłaby wykorzystać siłę militarną do "zastraszania" sąsiadów, są powodem do niepokoju.
- Liana Fix sugeruje, aby Niemcy przyjęły koncepcję "złotych kajdanek", czyli większej integracji wojskowej i finansowej z europejskimi sąsiadami, aby zapewnić stabilność i uniknąć podziałów.
Opublikowana przez Niemcy pierwsza w historii stratega wojskowa Bundeswehry „Gesamtkonzeption militärische Verteidigung” (Ogólna koncepcja obrony wojskowej) wzbudziła spore zainteresowanie nie tylko w Europie, ale także w Stanach Zjednoczonych. Po dekadach pacyfistycznej polityki i cięć w budżecie obronnym, Niemcy przechodzą transformację znaną jako Zeitenwende (przełom). W 2025 roku Berlin wydał na obronę więcej niż jakikolwiek inny kraj europejski w wartościach bezwzględnych, a jego budżet wojskowy stał się czwartym co do wielkości na świecie. Prognozy na 2029 rok mówią o wydatkach rzędu 189 miliardów dolarów.
Jedni takie podejście zachwalają i zwracają uwagę na przebudzenie Niemiec po latach pacyfistycznej postawy, inni wręcz albo nie wierzą w niemieckie deklaracje, zwracają uwagę, że Berlin dużo mówi, ale realnie mało robi, albo przywołuje się niebezpieczną przeszłość Niemiec, które już dwa razy zniszczyły ład europejski, zbrojąc się na potęgę.
NATO 3.0 pod niemieckim przywództwem
Wiceszef Pentagonu, Elbridge Colby, w 2025 roku jasno zarysował kierunek, w jakim administracja prezydenta Donalda Trumpa zamierza poprowadzić Sojusz. Koncepcja NATO 3.0 to odpowiedź na lata apeli o zwiększenie europejskich wydatków na obronność. Jak stwierdził Colby, „prezydent Trump słusznie stwierdził, że Europa musi się zmobilizować, a NATO nie może dłużej być papierowym tygrysem”. Nowa wizja ma być powrotem do „elastycznego realizmu” i podejścia zorientowanego na wyniki, przypominającego pierwotne założenia Sojuszu z czasów zimnej wojny (NATO 1.0).
Elbridge Colby, wiceszef Pentagonu, wyraził przekonanie, że Europa musi się zmobilizować, a NATO nie może dłużej być postrzegane jako "papierowy tygrys". W swoim wpisie w serwisie X (dawniej Twitter) podkreślił, że Niemcy odgrywają kluczową rolę w tym procesie, aktywnie mobilizując się po latach rozbrojenia.
"Prezydent (Donald) Trump słusznie stwierdził, że Europa musi się zmobilizować, a NATO nie może dłużej być papierowym tygrysem. Dzięki historycznym zobowiązaniom z Hagi Europa zaczęła to robić" – napisał Colby.
„Teraz kluczowe są, tak jak powiedział sekretarz generalny (NATO Mark) Rutte, działania zamiast słów. Tak jak powiedział w tym tygodniu Rutte: "systemy obrony powietrznej, drony, amunicja, radary, zdolności kosmiczne, to zapewni nam bezpieczeństwo” - dodał w piątkowym wpisie.
Jak podkreślił, „Niemcy obecnie przejmują wiodącą rolę w tej kwestii”. „Po latach rozbrojenia Berlin mobilizuje się. Ministerstwo wojny (USA) już blisko współpracuje z europejskimi sojusznikami, zwłaszcza z Niemcami, by przyspieszyć to przekształcenie w NATO 3.0” - napisał Colby.
„Nowa strategia wojskowa Berlina pokazuje wyraźną ścieżkę naprzód i liczymy na bliską współpracę z Niemcami nad jej implementacją” - kontynuował wiceszef Pentagonu.
Zacytował generała Carstena Breuera, który we stępie do niemieckiej strategii napisał: „Strategia wojskowa odzwierciedla ideę, według której jako największa gospodarka w Europie (...) Niemcy muszą objąć wiodącą rolę w NATO i zrobią to, również na szczeblu wojskowym (...)”.
Colby dodał, że w strategii potwierdzono też, iż Niemcy „wezmą na siebie dodatkowe obciążenia, w tym ukierunkowaną strategiczną odpowiedzialność za Europę na poziomie strategicznym (...) Bundeswehra stanie się w ten sposób najsilniejszą konwencjonalną armią w Europie”.
W strategii napisano, że Niemcy muszą „stać się jeszcze silniejszym sojusznikiem wojskowym Stanów Zjednoczonych, jednocześnie współpracując z innymi sojusznikami, aby wziąć na siebie większą odpowiedzialność za wspólne bezpieczeństwo euroatlantyckie”.
„Zdolność projekcji krajowej i europejskiej wzmocniłaby odstraszanie i obronę zbiorową, zmniejszyłaby obciążenie Stanów Zjednoczonych i zwiększyła zdolność Europy do podejmowania działań” - głosi strategia.
Jak napisał dalej: „Innymi słowy, silniejsza Europa będzie w stanie wkładać więcej w krytyczne misje, tak jak podkreślał prezydent” - napisał Colby.
„Strategia wojskowa Niemiec przedstawia jasną i wiarygodną drogę ku NATO 3.0: NATO, w którym Europa i Kanada zmobilizują się, by wypełniać swoje zobowiązania w ramach Sojuszu i przekształcą go z papierowego tygrysa w silny środek odstraszania i obrony” - kontynuował wiceszef Pentagonu.
„Prezydent Trump przedstawił jasny i spójny przekaz, który Europa i Kanada muszą usłyszeć. Departament wojny jest gotowy, by zaangażować się i pomóc tym, którzy stosują się do jego przesłania i podejmują realne działania w tempie, jakiego wymaga sytuacja” - podsumował Colby.
Wiceszef Pentagonu już wcześniej zapowiadał, że administracja Trumpa dąży do przedefiniowania postzimnowojennego „NATO 2.0” na „NATO 3.0”. "Zakłada to elastyczny realizm, praktyczne podejście zorientowane na wyniki, w pewnym sensie powrót do tego, co można nazwać NATO 1.0" - wyjaśniał Colby na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, odnosząc się do modelu Sojuszu z czasów zimnej wojny.
Nie wszyscy wyrażają entuzjazm z wizji amerykańskiej
Jednakże, wizja Colby'ego spotyka się z krytyką. Profesor Andrew A. Michta na portalu X skrytykował założenia amerykańskiego podsekretarza stanu, twierdząc, że powtarzają one "dziedziczne założenia dotyczące wiodącej roli Niemiec w sojuszu amerykańsko-europejskim, nie biorąc pod uwagę nowych realiów geopolitycznych w Europie".
Michta podkreślił, że Niemcy Zachodnie były kluczowym sojusznikiem w NATO ze względu na swoje położenie geograficzne i niepodważalny interes narodowy w opieraniu się sowieckiemu ekspansjonizmowi. Obecnie sytuacja jest inna:
"Dzisiejsze Niemcy są mocarstwem Europy Środkowej, geograficznie chronionym przed Rosją przez sojuszników NATO na Północy, Wschodzie i Południu".
Jego zdaniem, dzisiejsze Niemcy, w przeciwieństwie do RFN z czasów zimnej wojny, są geograficznie osłonięte przed Rosją i nie postrzegają rosyjskiego zagrożenia jako egzystencjalnego. Michta argumentuje, że sojusze opierają się na wspólnych zagrożeniach, a odstraszanie na wiarygodności i zdolnościach. Choć Niemcy mają potencjał gospodarczy, ich wola do realnego przeciwstawienia się Rosji jest, zdaniem krytyków, kwestionowana przez dekady polityki zbliżenia z Moskwą, zwłaszcza w erze kanclerz Angeli Merkel.
"Kraje wschodniej flanki NATO zwłaszcza w nordycko/bałtyckim korytarzu północno-wschodnim, postrzegają neokolonialne ambicje Moskwy jako egzystencjalne zagrożenie dla swojego przetrwania. Zbyt dobrze rozumieją, co by oznaczał dla nich powrót pod rosyjskie panowanie".
Zdaniem Michty, trudno uwierzyć, że – jak zasugerował Colby – Niemcy mogłyby przewodzić europejskiemu bezpieczeństwu w NATO 3.0, ponieważ ich poziomy zagrożenia po prostu nie pasują do siebie.
"Niemcy są największą potęgą na kontynencie, zarówno pod względem populacji, jak i gospodarki. Jednak sojusze opierają się głównie na wspólnych zagrożeniach i interesach, podczas gdy odstraszanie zależy od zdolności i wiarygodności. Zdolność bez wiarygodnego zamiaru to za mało. Rzeczywiście, Niemcy są kluczową potęgą, ale nie odgrywają już roli, jaką kiedyś pełniły. Jeśli NATO 3.0 ma odnieść sukces, najwyższym priorytetem USA powinien być nordycko/bałtycki korytarz północno-wschodni, nowy środek ciężkości, który spełnia te kluczowe warunki. My mu nadajemy priorytet".
Historia a przyszłość: Czy Niemcy mogą przewodzić Europie?
Również Liana Fix, autorka nadchodzącej książki "Germany Rearmed: The Return of War and the End of Illusions", ostrzega na łamach Foreign Affairs, że ponowne uzbrojenie Niemiec może w dłuższej perspektywie sprawić, że Europa będzie mniej stabilna.
Jak przypomina autorka, historia Europy XX wieku jest naznaczona obawami przed niemiecką potęgą militarną. Francuski marszałek Ferdinand Foch już w 1921 roku ostrzegał, że pobłażliwość wobec rozbrajających się Niemiec doprowadzi do kolejnej wojny. Podobne obawy wyrażała brytyjska premier Margaret Thatcher w przededniu zjednoczenia Niemiec, bojąc się naruszenia równowagi sił w Europie. Dziś, paradoksalnie, problemem przez lata była niemiecka bezczynność, a nie siła. Jednak gwałtowny wzrost potęgi militarnej Berlina na nowo ożywia historyczne lęki.
Według niej, mimo że Niemcy zobowiązały się do wykorzystania swojej siły zbrojnej dla dobra całej Europy, dominacja militarna może prowadzić do podziałów. Francja, obawiając się utraty swojej roli wiodącej potęgi militarnej, może podjąć próbę zrównoważenia Niemiec. Podobnie Polska, pomimo wcześniejszych pozytywnych nastrojów, może odczuwać niepokój związany z potencjalną marginalizacją roli. W najgorszym scenariuszu, konkurencja może powrócić, odwracając uwagę od Rosji i pozostawiając Europę podzieloną i bezbronną.
Szczególnie niebezpiecznym scenariuszem, na który zwraca uwagę Liana Fix, jest ewentualne przejęcie władzy w Niemczech przez skrajnie prawicową partię Alternatywa dla Niemiec (AfD). Partia ta, intensywnie nacjonalistyczna i eurosceptyczna, jest krytyczna wobec Unii Europejskiej i NATO, a niektórzy z jej członków wysuwali twierdzenia na temat zmian terytorialnych wobec sąsiednich krajów. Przejęcie przez nią władzy w militarnie potężnych Niemczech mogłoby doprowadzić do rewizjonistycznej polityki zagranicznej, podważenia jedności UE i NATO, a w skrajnym scenariuszu nawet do roszczeń terytorialnych wobec sąsiadów. Kontrolowane przez AfD Niemcy mogłyby wykorzystać swoją władzę do "zastraszania lub zmuszania innych krajów, co prowadzi do napięć i konfliktów". W takiej sytuacji, jak obawiała się Thatcher, niemiecka potęga militarna mogłaby zostać wykorzystana do "projekcji władzy przeciwko sąsiadom Niemiec".
„Złote kajdanki” – jak zintegrować niemiecką potęgę dla wspólnego dobra?
W odpowiedzi na te obawy, Fix proponuje, aby Niemcy przyjęły koncepcję "złotych kajdanek", czyli trwałe osadzenie niemieckiej siły militarnej w zintegrowanych strukturach europejskich. Takie podejście ograniczyłoby suwerenność Berlina w kwestiach obronnych, ale jednocześnie wzmocniłoby całą Europę i rozwiało obawy sąsiadów. Historyk Timothy Garton Ash opisał tę ideę jako sposób na zapewnienie stabilności w Europie. Poprzedni niemieccy przywódcy, tacy jak Konrad Adenauer i Helmut Kohl, stosowali podobne podejście, integrując Bundeswehrę z NATO i wprowadzając euro.
Obecni liderzy Niemiec powinni podążać za tymi przykładami. Fix sugeruje, że Niemcy powinny zaakceptować wspólny europejski dług na dużą skalę dla obrony, co pozwoliłoby innym krajom na hojne wydatki na obronę bez dalszego zadłużania się. "Takie postępowanie byłoby dokładniej osadzone w Europie niemieckiej potęgi militarnej i przemysłowej, zmuszając Berlin do wzięcia na siebie odpowiedzialności finansowej za uzbrojenie kontynentu" – tłumaczy Fix. Ponadto, Niemcy powinny dążyć do silniejszej integracji europejskich krajowych gałęzi przemysłu obronnego i przyjmować europejskie firmy obronne, podobne do Airbusa.
Najbardziej ambitnym krokiem, według Liany Fix, jest głębsza integracja militarna w Europie. W obliczu wycofywania się Stanów Zjednoczonych, Europa będzie musiała znaleźć własne formaty i struktury wojskowe poza NATO. Chociaż europejska armia pozostaje mało prawdopodobna, kraje kontynentu będą musiały stworzyć większe wielonarodowe formacje wojskowe, aby powstrzymać Rosję. Istnieją już małe przykłady takich prób, takie jak brygada francusko-niemiecka. Ponadto, kontynent powinien ustanowić europejskie struktury dowodzenia, które ściśle integrują Bundeswehrę z innymi siłami zbrojnymi i oferują alternatywę dla struktur NATO w czasach napięć transatlantyckich.
Głębsza integracja wojskowa ograniczyłaby władzę Niemiec, poddając je zbiorowemu podejmowaniu decyzji. Zabezpieczyłoby to Europę nawet przed rządem kierowanym przez AfD, praktycznie uniemożliwiając wydobycie Bundeswehry ze wspólnych inicjatyw bez podejmowania drastycznych i niepopularnych środków, takich jak opuszczenie UE. Fix podkreśla, że "Ryzyko rozłamu na kontynencie powinno skłonić Waszyngton do zastanowienia się nad wycofaniem się – a zwłaszcza nad poparciem dla AfD. Jeśli Europa powróci do rywalizacji między mocarstwami, Waszyngton może ostatecznie być zmuszony przeznaczyć na ten kontynent więcej środków niż w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, aby zapobiec pogrążeniu się Europy w konflikcie. Jest to właśnie scenariusz, którego Biały Dom chce uniknąć".
Europa ma jednak szansę na uniknięcie dylematu bezpieczeństwa skupionego na dominujących Niemczech. Agresja Rosji spowodowała, że "zgoda kontynentalna jest teraz większa niż w jakimkolwiek momencie historii". Ten pozytywny wynik będzie wymagał "powściągliwości, dalekowzroczności i odrobiny szczęścia", ale przywódcy kontynentu muszą ciężko pracować, aby to osiągnąć. Stawka jest zbyt wysoka, a alternatywa "niewyobrażalna" - podsumowuje autorka.
Remilitaryzacja Niemiec a Polska
Koncepcja NATO 3.0 stawia Europę na rozdrożu. Remilitaryzacja Niemiec jest odpowiedzią na realne zagrożenie ze strony Rosji, ale bez mądrego zarządzania i głębszej integracji, może otworzyć puszkę Pandory, prowadząc do podziałów i niestabilności, których kontynent starał się unikać przez ostatnie 80 lat.
Pomimo odważnych deklaracji, droga Niemiec do roli wiarygodnego lidera jest pełna przeszkód. Raporty z początku 2026 roku malują ponury obraz armii zmagającej się z głębokimi problemami strukturalnymi. Mimo reformy z 2026 roku, która ma za zadanie zwiększyć liczbę rekrutów, armia cierpi na „kadrowy paraliż”. Co piąty ochotnik rezygnuje ze służby w ciągu pierwszych sześciu miesięcy, a struktura jest nieefektywna, z niemal jednym oficerem przypadającym na jednego szeregowca.
Przez lata niedoinwestowania Bundeswehra boryka się z chronicznymi brakami podstawowego wyposażenia, a procesy modernizacyjne są hamowane przez skostniałą biurokrację, co prawda to ma się wszystko zmienić dzięki reformom ministra Pistoriusa.
Dla Polski i państw bałtyckich nowa polityka Niemiec jest złożona. Z jednej strony, z zadowoleniem przyjmujemy zwiększone zaangażowanie Niemiec na wschodniej flance, jak np. stałe rozmieszczenie niemieckiej brygady na Litwie. Z drugiej strony, głęboko zakorzeniona jest nieufność, wynikająca z historii oraz z pobłażliwej polityki Niemiec wobec Rosji przed 2022 rokiem. Nie możemy także zapominać, że niemieckie deklaracje często nie przekładają się na realne działania, a Berlin w kwestiach bezpieczeństwa woli chować się za plecami USA. Co także ważne, niemal wszystkie gry wojenne, które są organizowane, pokazują, że przy potencjalnym ataku Rosji, na któreś z państw NATO, Berlin zawsze zachowuje postawę wstrzemięźliwą.
Być może to się zmieni, bo są to tylko symulacje, i mam nadzieje (oby tak było) w realnej sytuacji Niemcy naprawdę przyjdą Polsce czy Bałtom na pomoc. Jednak na ten moment, osobiście Berlinowi nie ufam do końca, bo ich postawa wobec Rosji i pomocy Ukrainie zwłaszcza na początku pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę pokazała, że nie jest to sojusznik pewny, który chciałby się angażować w militarną pomoc.
Istotnym hamulcem dla aspiracji przywódczych są również problemy wewnętrzne. Sondaż z 2025 roku pokazał, że zaledwie co szósty Niemiec byłby gotów bez wahania walczyć w obronie kraju, to postawa diametralnie różna od tej w Polsce, gdzie gotowość deklaruje ponad 80% obywateli. Oczywiście deklaracje to tylko deklaracje, deklarować można wszystko gorzej potem z realnym działaniem. Dodatkowo, rosnąca siła skrajnie prawicowej, prorosyjskiej partii AfD budzi obawy o przyszłą wiarygodność Niemiec i spójność NATO.
Czy Niemcy powinny przewodzić NATO 3.0? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z jednej strony, jako gospodarcza potęga w sercu Europy, Niemcy są naturalnym kandydatem do wzięcia na siebie większej odpowiedzialności w ramach nowej koncepcji Sojuszu, czego oczekują Stany Zjednoczone. Deklaracje polityczne i nowa strategia wojskowa wskazują, że Berlin przynajmniej na papierze jest gotów podjąć to wyzwanie.
Z drugiej strony, Niemcy mogą nie być w stanie sprostać własnym ambicjom. Fatalny na razie stan Bundeswehry, brak społecznego poparcia dla obronności, a także sceptycyzm i rozbieżne interesy kluczowych sojuszników, takich jak Francja i Polska, stanowią istotne bariery. Niemcy mogą stać się liderem europejskiej obronności raczej z geopolitycznej konieczności niż z realnej siły i jednomyślnej akceptacji partnerów. Aby ich przywództwo stało się faktem, Berlin musi najpierw dokonać rewolucji we własnych siłach zbrojnych i odbudować zaufanie, które przez lata było nadwyrężane. Bez tego niemieckie przewodnictwo w NATO 3.0 pozostanie jedynie pustą deklaracją.
Istotne będzie, by Berlin w tej kwestii wyciągnął rękę w kierunku Polski i na partnerskich warunkach budował sojusz obrony. Bo Polska, jak i Niemcy mogą stać się w przyszłości największymi armiami konwencjonalnymi w Europie. A jeśli do tego sojuszu dodamy Francję i Wielką Brytanię jako państwa nuklearne, to tworzy nam się bardzo istotny sojusz w Europie. Niedawny sondaż Portalu Obronnego przeprowadzony przez Instytut Badań Pollster pokazał, że aż 76% Polaków (90% po odrzuceniu niezdecydowanych) uważa, że Polska powinna przygotowywać się na scenariusz ograniczenia zobowiązań USA wobec NATO. Dlatego my nie możemy w imię politycznych przepychanek postawić tylko na jedną kartę, nie w naszym położeniu geopolitycznym. Inny sondaż pokazał, że 64% Polaków popiera budowę autonomii strategicznej Europy, nawet kosztem zmniejszenia zależności militarnej od USA. Jest więc przyzwolenie społeczeństwa, by budować z Europą mocniejsze relacje obronne.
Wracając, bez tej współpracy na partnerskich warunkach, Niemiecka próba dominacji zostanie odebrana bardzo krytycznie. Berlin nawet z obowiązku historycznego i politycznego musi rozmawiać z Polską o koncepcji bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO, nie może nas pominąć czy marginalizować i budować to tylko z Francją, czy innymi krajami. Wiadomo, będzie to trudne, by my opieramy się dużo mocnej na gwarancjach amerykańskich, jednak sytuacja prawdopodobnie zmusi nas do tego by z Europą, a przede wszystkim Niemcami rozmawiać, bo w razie czego Niemcy są najbliżej by nam pomóc. Nie możemy traktować Berlina wrogo, a Niemcy nie mogą nas pomijać i traktować niepoważnie. Tutaj obydwie strony muszą traktować siebie na równi, bo od tego zależy bezpieczeństwo Europy. Jeśli to się uda zbudować, możemy zagwarantować naszemu kontynentowi bezpieczeństwo, przy okazji zakopać pewne animozje.