Grenlandia będzie amerykańska czy duńska? A może ogłosi niepodległość?

2026-01-18 15:15

Obecnie jest częścią Królestwa Danii, ale Donald Trump nie rezygnuje z przejęcia największej wyspy na świecie pod gwieździsty sztandar. Albo na drodze transakcyjnej. Albo też – czego nie wyklucza – metodami militarnymi. Z obecnym statusem Grenlandii stoi praktycznie cała UE. Nawet Moskwa krytykuje zamiary Białego Domu. Nie z troski o integralność terytorialną Danii, ale o własne interesy. Państwom broniącym Grenlandii Trump grozi nałożeniem „karnych” ceł. Unia, z niewielkimi wyjątkami, poddaje krytyce zamiary USA. Między zainteresowanymi stronami toczą się pertraktacje. Na razie bez przełomowych decyzji. Jednym zdaniem: w Arktyce (na razie) bez zmian.

flagi_USA_Grenlandia_Dania

i

Autor: Pixabay.com

• Czy Stany Zjednoczone mają prawo naciskać gospodarczo na sojuszników w celu zmiany statusu terytorialnego Grenlandii?

• Jakie skutki dla NATO i bezpieczeństwa transatlantyckiego może mieć amerykanizacja wyspy?

• Czy Europa powinna stosować podobną presję handlową wobec USA w odpowiedzi na groźby ceł?

Europa murem za Grenlandią – Waszyngton wystrzeli w nią cłami

Na razie – bo Grenlandia stała się jednym z najbardziej jaskrawych przykładów tego, jak Donald Trump postrzega politykę zagraniczną. Dla niego ma charakter transakcyjny, wręcz biznesowy. Między dyplomacją a presją gospodarczą, groźbami militarnymi i ultymatywną narracją stawia znak równości. Z ceł, które zasadniczo są instrumentem ochrony rynku, uczynił narzędzie nacisku politycznego. Dotychczas, trzeba to przyznać, były one dość skutecznym środkiem perswazji…

Prezydenta USA – jak się wydaje – mocno zirytowała postawa Unii Europejskiej, a szczególnie tych jej członków, którzy postawili na symboliczną obecność ich żołnierzy na Grenlandii. Zapowiedź nałożenia ceł – na Danię, Norwegię, Szwecję, Francję, Niemcy, Holandię, Finlandię i Wielką Brytanię – została przez prezydenta USA powiązana wprost z ich zaangażowaniem na Grenlandii. Od 1 lutego 2026 r. taryfy mają wynosić 10 proc., a od 1 czerwca wzrosnąć do 25 proc. i obowiązywać, jak donoszą agencje prasowe w tym i nasza PAP, aż do momentu zawarcia umowy o „całkowitym i totalnym zakupie Grenlandii”.

Co USA chcą oclić? Nie bardzo wiadomo, bo prezydent USA nie skonkretyzował listy tego, co ma podlegać cłom. Mowa jest o cłach generalnych, liczonych od wartości importu z danego kraju. Do końca stycznia jest jeszcze nieco czasu, więc Biały Dom może jeszcze (co jest prawdopodobne) zmienić decyzje celne.

Trump przedstawia obecność europejskich wojsk na wyspie – w ramach kierowanych przez Danię ćwiczeń „Arctic Endurance” – jako działanie nieuzasadnione i groźne dla globalnego bezpieczeństwa. To mocno kontrowersyjna ocena, bo owe manewry prowadzą państwa członkowskie NATO. Tym bardziej, że Biały Dom doskonale wiedział już wcześniej o takich ćwiczeniach. Że przypadły w czasie gorącej debaty nad przyszłością Grenlandii, to już inna sprawa. To mogło zirytować Trumpa. Mógł ocenić tę inicjatywę nie tyle państwowo, co ze swojego punktu widzenia. A ten względem Grenlandii pozostaje niezmieniony.

Garda: Rafał Dutkiewicz - Platforma Bezpieczeństwa i Obronności
Portal Obronny SE Google News

Tylko 17 proc. Amerykanów popiera grenlandzkie plany Białego Domu

Trump często podkreśla, że Grenlandia jest dla USA strategiczna w sensie czysto geopolitycznym. Twierdzi, że brak amerykańskiej kontroli nad wyspą otworzy drogę Chinom lub Rosji do jej przejęcia. Biały Dom (na razie) odrzuca wszystkie propozycje pośrednie: wzmocnienie obecności NATO, zwiększenie roli USA w ramach istniejących porozumień czy rozbudowę infrastruktury wojskowej bez zmiany statusu politycznego wyspy.

Donald Trump z tym przejęciem Grenlandii ma problemy. Raz – mógł być zaskoczony reakcją Unii, jej państw członkowskich i tych, które w UE nie są, ale są członkami NATO. Dwa – jego koncepcja amerykanizacji wyspy nie ma pełnego poparcia w USA. A raczej ma szczątkowe. Tak przynajmniej wynika ze styczniowych badań Ipsos/Reuters.

17 proc. Amerykanów popiera politykę Białego Domu względem Grenlandii, ale tylko 4 proc. dopuszcza użycia siły militarnej w tzw. celu przejęcia wyspy. 47 proc. neguje plany Trumpa. Większość badanych uważa, że taka polityka Waszyngtonu jest niekorzystna dla NATO.

Takiej dezaprobaty nie widać w Izbie Reprezentantów i Senacie. Co nie znaczy, że przeciwni polityce Trumpa są wyłącznie demokraci. Senatorowie Lisa Murkowski (republikanin) i Chris Coons (demokrata) przewodniczyli delegacji odwiedzającej Danię i Grenlandię. Otwarcie sprzeciwiają się planom inkorporacji Grenlandii do USA. Proponują legislację blokującą jakiekolwiek fundusze na siłowe działania. Poza tym taka wizyta jest sygnałem wysłanym do Białego Domu: używanie ceł wobec najbliższych sojuszników NATO uderza w fundamenty amerykańskiej pozycji w świecie.

Senatorowie zwrócili uwagę na coś, co w trumpowskiej narracji niemal nie istnieje: długofalową współpracę sojuszniczą, wspólne operacje wojskowe, realne ofiary poniesione przez europejskie państwa w imię bezpieczeństwa transatlantyckiego. Podkreślili też, że Dania i Grenlandia nie odrzucają współpracy z USA. Przeciwnie: deklarują gotowość do wspólnych działań w Arktyce, również dotyczących eksploatacji surowców strategicznych, bez potrzeby zmiany statusu wyspy.

Czyżby relacje transatlantyckie zmierzały na równię pochyłą?

Europa błyskwicznie zareagowała na amerykańskie reprymendy. Wielka Brytania, Niemcy, państwa nordyckie i Dania same podkreślają, że ich obecność na Grenlandii ma charakter defensywny i sojuszniczy. Z państw europejskich płyną głosy dezaprobaty wobec zamiarów USA.

Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer mówił wprost o błędzie polegającym na karaniu sojuszników za wspólne działania na rzecz bezpieczeństwa. Berlin zapowiedział odpowiedź skoordynowaną z partnerami unijnymi, unikając jednak natychmiastowej konfrontacji.

Niewielka Dania znalazła się w szczególnie trudnej sytuacji. Jako formalny suweren Grenlandii zależy od sojuszy i międzynarodowego prawa. Duńska dyplomacja podkreśla, że zwiększona obecność wojskowa na wyspie nie jest prowokacją, lecz reakcją na pogarszające się środowisko bezpieczeństwa w Arktyce.

Nie bez znaczenia są też głosy instytucji unijnych. Komisja Europejska i Rada UE ostrzegają przed wejściem relacji transatlantyckich na równię pochyłą. Kaja Kallas (Wysoka Przedstawicielka Unii do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa) wprost wskazuje, kto zyskuje na podziałach wśród sojuszników. Oczywiście, że beneficjentami byłaby Rosja i Chiny. Jednocześnie w Brukseli narasta przekonanie, że dalsze ustępstwa wobec presji Waszyngtonu mogą jedynie zachęcać do kolejnych żądań.

Komentarze francuskiego „Le Monde” są jasne: Grenlandia stała się testem nie tylko dla relacji USA–UE, lecz także dla samej europejskiej solidarności. Trump uderza bowiem w poszczególne państwa, a nie w Unię jako całość. Zdaniem komentatora: licząc na rozbicie wspólnego frontu i bilateralne negocjacje z pozycji siły.

W tym kontekście nieprzypadkowe są doniesienia Bloomberga o rozważaniach w Parlamencie Europejskim, by powiązać zatwierdzenie umowy handlowej z USA z odstąpieniem Waszyngtonu od roszczeń wobec Grenlandii. To sygnał, że część UE jest gotowa odpowiedzieć tą samą logiką: jeśli USA używają handlu jako narzędzia nacisku politycznego, Europa może zrobić to samo. Czyli, trawestując pewne porzekadło: jak Stany Zjednoczone Unii Europejskiej, tak Unia Europejska Stanom Zjednoczonym. Co z tych zamierzeń wyjdzie, to już jest „inna inszość”.

Polska polityka – między młotem a kowadłem?

W tle wielkiej „arktycznej” geopolityki pojawił się też wątek polski – skromny, ale znaczący. Nasz MSZ wydelegował na Grenlandię chargé d’affaires ambasady RP w Danii, Ewę Dębską. Zadanie: zorientować się w sytuacji, jak to określił minister Radosław Sikorski, i sprawdzić m.in. czy nie ma potrzeby utworzenia tam konsulatu honorowego RP. Na wyspie konsulaty honorowe (i generalne) ma kilkanaście państw. M.in. Czechy, Niemcy, Wielka Brytania, Szwecja, Francja, Kanada i – rzecz jasna – USA.

Taka misja dyplomatyczna wpisuje się w ostrożną politykę zagraniczną rządu Donalda Tuska.

„Nie mamy planów wysyłania polskich żołnierzy na Grenlandię” – mówił premier, podkreślając, że ewentualna interwencja USA przeciwko sojusznikowi NATO byłaby katastrofą i „końcem świata, jaki znamy”. Polska nie wspiera żadnej próby zmiany statusu terytorialnego Grenlandii ani siłowej ingerencji. Rząd akcentuje poszanowanie suwerenności Grenlandii i prawa międzynarodowego oraz zasadę, że tylko Grenlandczycy i Dania mogą decydować o przyszłości wyspy.

A co z ewentualnym ogłoszeniem niepodległości przez Grenlandię? Plany jej amerykanizacji (tym czy innym sposobem)… odsunęły tę kwestię na tzw. przyszłość i tylko wzmocniły więzi z Danią. Acz należy pamiętać, że z pięciu głównych partii aż cztery opowiadają się, że uzyskanie niepodległości jest ich celem długoterminowym. Dopuszcza to Akt o Samorządzie Grenlandii z 2009 r. Wymagana jest jednak zgoda duńskiego parlamentu. A nie zanosi się, by siły polityczne Grenlandii w najbliższym czasie miały o taką wystąpić…

Sonda
Grenlandia zdecyduje się na niepodległość?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki