Spis treści
W sobotę (3 stycznia) prezydent Donald Trump poinformował świat o przeprowadzeniu operacji wojskowej w Caracas, w wyniku której schwytano prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro i jego żonę. Oboje zostali przetransportowani do Nowego Jorku, gdzie mają stanąć przed sądem pod zarzutem terroryzmu i handlu narkotykami. Działanie to zostało przez większość społeczności międzynarodowej, w tym przez ekspertów prawnych, uznane za rażące naruszenie prawa międzynarodowego i Karty Narodów Zjednoczonych.
Pekin niemal natychmiast potępił atak, określając go jako „otwarte zachowanie hegemoniczne” i zażądał uwolnienia Maduro. Chińska agencja Xinhua stwierdziła, że tzw. „oparty na zasadach porządek międzynarodowy” w ustach USA jest w rzeczywistości „drapieżnym porządkiem bazującym na interesach USA”.
Chińska reakcja: „tania amunicja” i kwestia Tajwanu
Analitycy, z którymi rozmawiała agencja Reuters, są zgodni, że interwencja w Wenezueli daje Chinom nieoczekiwaną przewagę wizerunkową. Waszyngton, który od lat krytykował Pekin za łamanie prawa międzynarodowego w kontekście Morza Południowochińskiego czy Tajwanu, sam podważył swoją wiarygodność.
Analitycy, jak William Yang z International Crisis Group, wskazują, że Waszyngton traci moralną wyższość, a Pekin zyskuje „tanią amunicję” do odpierania przyszłej krytyki. Istnieje także scenariusz, że Chiny mogą wykorzystać przykład Wenezueli do usprawiedliwiania swoich działań wobec Tajwanu, Tybetu i spornych wysp, argumentując, że działają w swojej strefie wpływów, podobnie jak USA w Ameryce Łacińskiej.
Czy Chiny zaatakują Tajwan?
Pomimo zaostrzenia retoryki, eksperci nie spodziewają się, aby atak USA na Wenezuelę bezpośrednio przyspieszył chińską inwazję na Tajwan. Zdaniem prof. Shi Yinhonga z Uniwersytetu Renmin w Pekinie, harmonogram działań Chin wobec Tajwanu zależy od ich własnych, wciąż rozwijanych zdolności militarnych, a nie od tego, co Trump zrobił na innym kontynencie. Pekin konsekwentnie traktuje Tajwan jako swoją zbuntowaną prowincję, a więc sprawę wewnętrzną. Powoływanie się na amerykańską interwencję w suwerennym państwie byłoby sprzeczne z tą narracją. Neil Thomas z Asia Society uważa, że Xi Jinping będzie chciał budować wizerunek Chin jako mocarstwa pokojowego, w kontrze do agresywnej polityki Waszyngtonu. Mimo to, niektórzy obserwatorzy, jak prof. Lev Nachman z Narodowego Uniwersytetu Tajwańskiego, ostrzegają, że działania Trumpa mogą w przyszłości posłużyć Xi do legitymizacji ewentualnej agresji na wyspę.
Według Bloomberga władze Tajwanu postrzegają schwytanie przywódcy Wenezueli przez Donalda Trumpa jako potężny środek odstraszający potencjalnej agresji Pekinu i aktualne przypomnienie o zdolności Stanów Zjednoczonych. Według jednego z wysokich rangą urzędników z kręgów bezpieczeństwa w Tajpej, atak, który doprowadziły do obalenia dyktatora Nicolasa Maduro, były sygnałem dla autorytarnych przywódców, w tym chińskiego przywódcy Xi Jinpinga, że Trump jest gotów użyć siły militarnej w sprawach międzynarodowych mających kluczowe znaczenie dla interesów USA. Jak twierdzi ta osoba, uspokoiło to światowe centrum produkcji chipów.
Tajpej odrzucił również pomysł, że jawne naruszenie prawa międzynarodowego przez Trumpa mogłoby ośmielić Pekin, według urzędnika. Chiny uważają Tajwan za część swojego terytorium, więc prawo międzynarodowe nie ma wpływu na ich kalkulacje, powiedział urzędnik. Pekinowi brakuje zdolności, a nie precedensów, dodał urzędnik.
Polecany artykuł:
Grenlandia na celowniku Trumpa
Operacja w Wenezueli wywołała nie mniejsze zaniepokojenie po drugiej stronie Atlantyku, w Danii. Odżyły bowiem obawy związane z wielokrotnie powtarzanymi przez Donalda Trumpa zapowiedziami przejęcia kontroli nad Grenlandią.
W niedzielnym wywiadzie dla „The Atlantic” Trump podtrzymał swoje stanowisko, twierdząc, że USA „absolutnie potrzebują” Grenlandii dla celów obronnych, wskazując na obecność chińskich i rosyjskich statków w Arktyce. Napięcie podsyciła Katie Miller, żona kluczowego doradcy prezydenta, publikując w mediach społecznościowych mapę Grenlandii w amerykańskich barwach z podpisem „wkrótce”.
Stanowcza odpowiedź Danii i Grenlandii
Reakcja Kopenhagi i Nuuk była natychmiastowa i jednoznaczna. Premier Danii Mette Frederiksen wezwała USA do zaprzestania gróźb wobec sojusznika i podkreśliła, że Grenlandia nie jest na sprzedaż. Przypomniała, że wyspa jest częścią NATO i jest objęta gwarancjami bezpieczeństwa Sojuszu. Grenlandzcy politycy, w tym minister finansów Mute B. Egede, oświadczyli, że będą bronić suwerenności swojego kraju.
Ambasador Danii w USA, Jesper Moeller Soerensen, zaapelował o pełne poszanowanie integralności terytorialnej Królestwa Danii. Już pod koniec grudnia 2025 r. duńskie MSZ wezwało ambasadora USA na rozmowę po tym, jak Trump mianował specjalnego wysłannika ds. Grenlandii, który otwarcie mówił o jej „włączeniu do USA”.
Dalsze groźby w Ameryce Łacińskiej
Agresywna postawa administracji Trumpa nie ogranicza się do Wenezueli. Prezydent USA w rozmowach z dziennikarzami zagroził również Kolumbii i Meksykowi, oskarżając ich rządy o bierność wobec karteli narkotykowych i nie wykluczając interwencji wojskowej. Stwierdził także, że po upadku Maduro reżim na Kubie jest „gotowy, by upaść”, co potwierdził sekretarz stanu Marco Rubio, zapowiadając, że Kuba będzie kolejnym celem działań USA.
Działania te, zdaniem wielu komentatorów, tworzą obraz świata, w którym siła znów staje się ważniejsza od prawa, a decyzje podejmowane w Waszyngtonie mogą mieć nieprzewidywalne skutki w najdalszych zakątkach globu.
Polecany artykuł: