• Czy operacja USA przeciwko Wenezueli była rzeczywiście wymierzona w narkobiznes, czy raczej w geopolityczne i surowcowe interesy Waszyngtonu?
• Jak daleko Rosja i Chiny są gotowe pójść w realnym wsparciu Caracas, poza ostrą retoryką dyplomatyczną?
• Czy zatrzymanie Nicolasa Maduro przez siły USA oznacza faktyczny koniec dotychczasowego reżimu w Wenezueli?
• Jakie konsekwencje dla stabilności regionu przyniesie możliwa fala uchodźców do Brazylii i Kolumbii?
• Czy amerykańska „specjalna operacja wojskowa” stanie się precedensem, który inne mocarstwa wykorzystają jako usprawiedliwienie własnych działań?
Moskwa solidaryzuje się z Wenezuelą i głosi konieczność utrzymania pokoju
„Dziś rano Stany Zjednoczone dopuściły się aktu zbrojnej agresji na Wenezuelę. Jest to głęboko niepokojące i godne potępienia” – oświadczyło Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej. „Preteksty użyte do uzasadnienia takich działań są bezpodstawne. Wrogość ideologiczna zwyciężyła nad biznesowym pragmatyzmem i chęcią budowania relacji opartych na zaufaniu i przewidywalności. Uważamy, że wszyscy partnerzy, którzy mogą mieć do siebie pretensje, powinni szukać rozwiązań problemów poprzez dialog. Jesteśmy gotowi ich w tym wspierać…”.
Rosja zdecydowanie potępia użycie przez Stany Zjednoczone „nadmiernej siły militarnej” na Karaibach pod pretekstem walki z handlem narkotykami. Moskwa solidaryzuje się z Wenezuelą i głosi konieczność utrzymania pokoju poprzez poszanowanie prawa międzynarodowego.
„Ameryka Łacińska musi pozostać strefą pokoju, którą ogłosiła w 2014 r. Wenezuela musi mieć zagwarantowane prawo do decydowania o swoim losie bez jakiejkolwiek destrukcyjnej, a tym bardziej militarnej, interwencji zewnętrznej” – podał resort rosyjskiej dyplomacji.
Ministerialne oświadczenia są ostre, ale wyważone. Takich ograniczeń nie mają komentatorzy, którzy – jak to się mówi – nie zostawiają suchej nitki na Trumpie i USA. Brylują w tym czołowe ośrodki medialnej propagandy Moskwy. Superprorządowy portal Sputnik, uważany na Zachodzie za tubę informacyjną Kremla, cytuje opinię argentyńskiego eksperta ds. stosunków międzynarodowych. Tadeo Casteglione w wywiadzie stwierdził, że:
„Agresja USA skutecznie potwierdziła wiele ostrzeżeń wyrażanych przez nieżyjącego już Hugo Cháveza i obecnego prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro dotyczących ingerencji USA w sprawy Wenezueli, wojny gospodarczej, sankcji i wszelkiego cierpienia narodu wenezuelskiego”. Jego zdaniem „eskalacja konfliktu w Wenezueli wpisuje się w typowy schemat ingerencji USA w sprawy państw Ameryki Łacińskiej”.
W sprawie, jak na razie, dyplomatyczne milczenie zachowuje Kancelaria Prezydenta Federacji Rosyjskiej. Na jej stronie internetowej nie ma nic o amerykańskiej operacji wojskowej.
ChRL wzywa USA do zaangażowania się w normalną współpracę w egzekwowaniu prawa
Chiny już wcześniej wyraziły swoją opinię dotyczącą interwencji USA. Prawdopodobnie nie była ona zaskoczeniem dla wywiadu Chińskiej Republiki Ludowej. Już w środę – po tym, gdy Donald Trump poinformował o ataku na wenezuelski statek przewożący narkotyki – rzecznik resortu spraw zagranicznych Lin Jian oświadczył:
„Chiny sprzeciwiają się groźbom użycia siły w stosunkach międzynarodowych i sprzeciwiają się zewnętrznej ingerencji w wewnętrzne sprawy Wenezueli pod jakimkolwiek pretekstem. Chiny popierają wysiłki na rzecz zwalczania przestępczości transgranicznej poprzez zacieśnienie współpracy międzynarodowej, sprzeciwiają się jednostronnym i nadmiernym działaniom egzekucyjnym USA wobec innych krajów i statków oraz, oczywiście, wzywają USA do zaangażowania się w normalną współpracę w zakresie egzekwowania prawa i wymiaru sprawiedliwości poprzez dwustronne i wielostronne ramy prawne…”.
Nie ma jeszcze (sobota, południe) oficjalnego stanowiska Pekinu. Zwykle wyrażane jest ono w ciągu 24 godzin lub później po zaistniałym wydarzeniu. Warto wiedzieć, że tuż przed amerykańską operacją (w piątek) wenezuelski prezydent przyjął w swojej siedzibie przedstawiciela chińskiego rządu ds. Ameryki Łacińskiej, Qiu Xiaoqi. Za pośrednictwem kanału komunikatora Telegram (najpopularniejszego w Rosji – tak na marginesie) Maduro poinformował:
„Miałem miłe spotkanie z Qiu Xiaoqi, Specjalnym Wysłannikiem Prezydenta Xi Jinpinga. Potwierdziliśmy nasze zaangażowanie w strategiczną współpracę, która rozwija się i umacnia w różnych obszarach, budując wielobiegunowy świat rozwoju i pokoju”.
Akcja wojskowa USA mocno zaniepokoiła latynoską Amerykę
Szczególnie Brazylię, która graniczy z Wenezuelą i nie kryje swoich aspiracji przywódczych w tej części świata. Podobnie jak Chiny, tak i Brazylia już wcześnie ostrzegała, że militarna interwencja USA w Wenezueli byłaby „katastrofą humanitarną” i niebezpiecznym precedensem dla regionu.
Prezydent Luiz Inácio Lula da Silva wielokrotnie oferował swoje usługi jako mediator. Z pewnością podtrzyma te deklaracje, gdy brazylijski rząd zanalizuje bieżącą sytuację w Wenezueli. Brazylijskie media podkreślają, że rząd jest głęboko zaniepokojony wpływem, jaki amerykański atak na terytorium Wenezueli mógłby mieć na granice Brazylii i Kolumbii. „Mamy potencjalny kryzys na naszych granicach” – alarmują komentatorzy.
Nie bez przyczyny. Brazylia, granicząca z Wenezuelą na 2000 km, może zmierzyć się z kolejną falą uchodźców. Obecnie w Brazylii żyje pół miliona Wenezuelczyków, w większości uchodźców. Obserwatorium Diaspory Wenezueli szacuje, że od 2014 r. kraj opuściło 9,1 mln osób.
Kolumbia również jest zaniepokojona tym, co może przynieść tzw. rozwój sytuacji. Jej prezydent Gustavo Petro w długim oświadczeniu o amerykańskiej operacji napisał m.in.:
„Akt ten stanowi rażące naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych, a w szczególności jej artykułów 1 i 2, które gwarantują poszanowanie suwerenności, równość prawną państw oraz zakaz użycia siły. Taka agresja zagraża międzynarodowemu pokojowi i stabilności, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach, i naraża życie milionów ludzi na poważne ryzyko”.
Wenezuela już zapowiedziała, że będzie wnosiła o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jest pewne, że Chiny i Rosja staną po stronie Caracas.
Kilka zdań komentarza
Nie jest dobrze. Banalne stwierdzenie, ale słuszne. Donald Trump występujący w roli rozjemcy, światowego strażaka gaszącego wojny, sam sięgnął po pozadyplomatyczne środki i metody realizacji polityki względem Wenezueli, państwa od lat pod rządami marksistowskiej lewicy. Państwa, które dwukrotnie znacjonalizowało sektor naftowy. A dominującą pozycję w nim miały koncerny amerykańskie.
Po raz pierwszy nastąpiło to w 1976 r. I ta decyzja nie naruszyła względnej poprawności stosunków Caracas–Waszyngton, bo w tym czasie do takich aktów w świecie dochodziło. A koncerny amerykańskie dostały odpowiedniej wysokości odszkodowanie. Ponadto wówczas (nielewicowa) Wenezuela wprowadziła politykę „otwarcia naftowego” (apertura petrolera), dopuszczając zagraniczne firmy do wspólnych przedsięwzięć w sektorze ropy i gazu.
W 1999 do władzy doszła lewica. Państwo pod rządami Hugo Cháveza (był prezydentem w latach 1999–2013) zwiększyło kontrolę nad sektorem naftowym. Wbrew wcześniejszym umowom z zagranicznymi koncernami, głównie amerykańskimi, które działały w Wenezueli po pierwotnej nacjonalizacji z 1976 r., w latach 2006–2007 z sektora wyparto amerykańskie koncerny. Straciły one setki miliardów dolarów na tej re-nacjonalizacji. I to stało się fundamentem dzisiejszej wrogości między Wenezuelą i USA.
Obecnie Caracas twierdzi, że akcja USA związana jest z chęcią powrotu amerykańskich koncernów do eksploracji wenezuelskich zasobów ropy naftowej. A te są największymi w świecie. I choć tak jest, to obecnie Wenezuela jest… importerem produktów ropopochodnych.
Od września 2025 r. Waszyngton zaostrzył diametralnie politykę względem Wenezueli. USA wysłały na Morze Karaibskie grupę uderzeniową okrętów, w skład której wchodzi m.in. największy na świecie lotniskowiec USS „Gerald R. Ford”, samoloty i ponad 15 tys. żołnierzy.
Od września Amerykanie zatopili na Karaibach i wschodnim Pacyfiku ponad 20 statków, powołując się na ich powiązania z handlem narkotykami. Bowiem oficjalna wykładnia Białego Domu stanowi, że celem zwiększenia obecności i akcji militarnej w regionie jest powstrzymanie przemytu fentanylu i kokainy do USA.
Oczywiście, że można dać wiarę tym argumentom. Trudno jednak uwierzyć, że likwidacja narkotykowych karteli (Biały Dom uważa, że jest z nimi powiązany Maduro, ten z kolei temu zaprzecza) jest jedynym celem wojskowej operacji Stanów Zjednoczonych. I na koniec, bo to już jest temat na inną analizę, można zaryzykować tezę, że działania USA wykorzysta Kreml. Bo skoro Amerykanie przeprowadzają specjalną operację militarną, to im wolno, a Rosji jest to zakazane?