Spis treści
Sobotnia noc wstrząsnęła stolicą Wenezueli. Około godziny 2:00 czasu lokalnego (7:00 w Polsce) mieszkańcami Caracas targnęła seria potężnych eksplozji. Jak wynika z relacji w mediach społecznościowych oraz doniesień agencyjnych, nad miastem słychać było nisko przelatujące samoloty i wojskowe śmigłowce, zidentyfikowane przez niektórych jako amerykańskie maszyny CH-47 Chinook.
Analiza dostępnych materiałów wideo i zdjęć, częściowo zweryfikowanych przez międzynarodowe media jak CNN, wskazuje, że celem ataków były strategiczne punkty na mapie stolicy i jej okolic. Wybuchy i pożary odnotowano między innymi na terenie Fortu Tiuna – głównego kompleksu wojskowego w kraju, gdzie mieszczą się siedziby ministerstwa obrony i dowództwa generalnego armii. Dym unoszący się nad fortem był widoczny z wielu części miasta. Inne prawdopodobne cele to:
- Baza lotnicza La Carlota w Caracas.
- Lotnisko w Higuerote, położone około 85 km na wschód od stolicy.
- Szkoła wojskowa w nadmorskim mieście La Guaira.
W wielu dzielnicach, szczególnie w pobliżu obiektów wojskowych, nastąpiły przerwy w dostawie prądu, co dodatkowo spotęgowało panikę wśród ludności.
Trump potwierdza operację. Maduro pojmany.
Kilkanaście godzin po pierwszych doniesieniach z Caracas, prezydent USA Donald Trump osobiście potwierdził przeprowadzenie operacji. W oświadczeniu opublikowanym na portalu Truth Social napisał: „Stany Zjednoczone przeprowadziły z powodzeniem zakrojony na szeroką skalę atak na Wenezuelę”. Co więcej, Trump ogłosił, że jej przywódca, Nicolas Maduro, który wraz z żoną został pojmany i wywieziony z kraju.
Informacje te niemal natychmiast znalazły potwierdzenie w największych amerykańskich mediach. Stacja CBS News oraz agencja Reutera, powołując się na wysokich rangą urzędników administracji USA, podały, że prezydent Trump osobiście wydał rozkaz do przeprowadzenia ataków na cele w Wenezueli. W odpowiedzi na „trwające działania wojskowe” Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) wydała zakaz wykonywania amerykańskich lotów komercyjnych w wenezuelskiej przestrzeni powietrznej.
Polecany artykuł:
Reakcja rządu Wenezueli: Stan wyjątkowy i oskarżenia o imperializm
Rząd w Caracas w oficjalnym oświadczeniu potępił działania Stanów Zjednoczonych, określając je jako atak na instalacje cywilne i wojskowe. W odpowiedzi na kryzys ogłoszono wprowadzenie stanu wyjątkowego na terenie całego kraju. Władze wenezuelskie stwierdziły, że prawdziwym celem amerykańskiej agresji są ogromne złoża ropy naftowej i minerałów, które posiada Wenezuela.
W komunikacie wezwano również do natychmiastowej mobilizacji. „Ludzie na ulice!” – apelowano. „Rząd Boliwariański wzywa wszystkie siły społeczne i polityczne w kraju do uruchomienia planów mobilizacyjnych i odrzucenia tego imperialistycznego ataku”.
"Szansa na zmiany" – głosy mieszkańców w cieniu eksplozji
Podczas gdy władze wzywają do oporu, reakcje zwykłych Wenezuelczyków są podzielone. W rozmowie z Polską Agencją Prasową 30-letnia mieszkanka Caracas, żyjąca w pobliżu zaatakowanego Fortu Tiuna, opisała chaos i strach, jaki zapanował na ulicach.
„Ludzie w mojej gęsto zaludnionej dzielnicy zaczęli wychodzić na ulice z dziećmi, torbami i zwierzętami, bojąc się zostać w domach” – relacjonowała.
Jednocześnie kobieta przyznała, że po raz pierwszy od dawna czuje nadzieję. „Szczerze mówiąc po raz pierwszy od bardzo dawna czuję, że jest szansa na zmiany” – powiedziała, dodając, że w „narkodyktaturze nie ma miejsca na negocjacje”, a dotychczasowe wybory były farsą. Podobne głosy, wyrażające poparcie dla interwencji jako jedynej szansy na poprawę katastrofalnej sytuacji w kraju, pojawiały się również w innych relacjach, choć wielu rozmówców ze względów bezpieczeństwa prosiło o anonimowość.
Międzynarodowe potępienie i kontekst operacji
Atak spotkał się z natychmiastową reakcją na arenie międzynarodowej. Prezydent Kolumbii Gustavo Petro potępił operację i wezwał do zwołania pilnego posiedzenia Organizacji Państw Amerykańskich (OPA) oraz Rady Bezpieczeństwa ONZ w celu oceny legalności amerykańskich działań.
Sobotnia operacja nie była wydarzeniem nagłym. Od wielu miesięcy Stany Zjednoczone systematycznie wzmacniały presję na reżim Maduro. Działania te obejmowały m.in. ataki na łodzie podejrzane o przemyt narkotyków, w których zginęło ponad 110 osób. Sam prezydent Trump w niedawnym wywiadzie stwierdził, że dni Nicolasa Maduro „są policzone”, nie wykluczając przy tym możliwości przeprowadzenia inwazji lądowej. Najnowsze wydarzenia stanowią kulminację tej długofalowej strategii, otwierając zupełnie nowy i nieprzewidywalny rozdział w historii Wenezueli.