Spis treści
W sobotę nad ranem siły specjalne USA przeprowadziły serię precyzyjnych uderzeń w stolicy Wenezueli. Celem ataków były kluczowe obiekty strategiczne, w tym Fort Tiuna w Caracas, gdzie mieści się siedziba ministerstwa obrony, a także port w La Guaira i lotnisko Higuerote. W trakcie błyskawicznej akcji ujęto prezydenta Nicolasa Maduro oraz jego żonę, Cilię Flores. Para została natychmiast przetransportowana do Stanów Zjednoczonych, gdzie w Metropolitan Detention Center w Nowym Jorku oczekuje na postawienie zarzutów. Amerykański wymiar sprawiedliwości oskarża ich między innymi o udział w zmowie narkoterroryzmu i przemyt kokainy. Maduro grozi kara od 30 lat pozbawienia wolności do dożywocia.
Interwencja zbrojna spotkała się ze skrajnie różnymi ocenami na arenie międzynarodowej, prowadząc do głębokich podziałów nawet wśród tradycyjnych sojuszników. Rosja i Chiny, główni sojusznicy reżimu Maduro, ostro potępiły działania USA, żądając natychmiastowego uwolnienia prezydenta. Moskwa nazwała operację „bezprawną”, a Pekin oskarżył Waszyngton o „rażące naruszenie prawa międzynarodowego oraz Karty Narodów Zjednoczonych”. Również Korea Północna określiła incydent jako potwierdzenie „zbójeckiej natury” Stanów Zjednoczonych. Sekretarz Generalny ONZ Antonio Guterres wyraził głęboki niepokój, nazywając akcję „niebezpiecznym precedensem”. Wielu ekspertów prawa międzynarodowego podkreśla, że interwencja była sprzeczna z Kartą ONZ, która nakazuje pokojowe rozwiązywanie sporów.
Poparcie dla USA i nadzieja na zmianę
Zupełnie inaczej zareagowały niektóre państwa Ameryki Łacińskiej oraz Izrael. Prezydent Argentyny Javier Milei ocenił, że akcja oznacza powrót „wolności dla mieszkańców Wenezueli”. Z kolei prezydent Ekwadoru Gabriel Noboa stwierdził, że to „początek końca narkokryminalistów” na kontynencie. Poparcie wyraził również Izrael, z radością przyjmując wiadomość o obaleniu dyktatora.
Europa wzywa do dialogu i poszanowania prawa
Państwa europejskie zajęły bardziej wyważone stanowisko. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas podkreśliły, że choć reżim Maduro nie miał legitymacji, to każda transformacja musi odbywać się w sposób pokojowy i z poszanowaniem prawa międzynarodowego. Hiszpania, wraz z kilkoma krajami Ameryki Południowej, zaoferowała mediację, jednocześnie krytykując plany Waszyngtonu dotyczące zarządzania zasobami Wenezueli.
Jaka przyszłość czeka Wenezuelę?
Po ujęciu Maduro władzę w kraju, zgodnie z decyzją Sądu Najwyższego Wenezueli, przejęła dotychczasowa wiceprezydent Delcy Rodriguez. Jej pozycja jest jednak niepewna. Prezydent Trump sugerował, że Rodriguez zgodziła się na współpracę, jednocześnie grożąc jej, że zapłaci „cenę wyższą niż Maduro”, jeśli nie spełni oczekiwań USA.
Sam Donald Trump zapowiedział dalsze, zdecydowane działania w regionie. Zagroził interwencją w Kolumbii i Meksyku, oskarżając ich przywódców o bierność wobec karteli narkotykowych. Stwierdził również, że bez wsparcia z Caracas reżim na Kubie jest „gotowy, by upaść”. Te wypowiedzi budzą obawy o eskalację napięcia i dalszą destabilizację Ameryki Łacińskiej.
Przyszłość Wenezueli pozostaje niejasna. Waszyngton zapowiada okres przejściowy i „odbudowę” kraju, jednak stawia twarde warunki, domagając się przede wszystkim dostępu do surowców i zerwania współpracy z wrogami USA. Społeczność międzynarodowa z niepokojem obserwuje, czy zuchwała operacja przyniesie Wenezueli upragnioną demokrację, czy też pogrąży ją w jeszcze większym chaosie pod zewnętrzną kontrolą.
Polecany artykuł: