Sturmpistole, czyli jak z rakietnicy uzyskano wielozadaniowy granatnik

2026-06-10 13:35

Ludzka pomysłowość nie zna granic. W konstruowaniu tzw. techniki militarnej również. Powstały i będą powstawać takie bronie strzeleckie, które można nazwać mianem nadzwyczaj oryginalnych. Ich unikatowość czasem kończy się na prototypach. Czasem jest ślepą ścieżką w rozwoju broni strzeleckiej. Bywa, że są produkowane, ale w niewielkich seriach, przeznaczonych do tzw. specjalnego użytku. Zdarza się, że teoria a praktyka to dwa stany rzeczywistości. Dotyczy to między innymi niemieckiego Sturmpistole. Ten przypadek wskazuje, że rozwiązania pomostowe bywają chybione, ale stają się pierwowzorem dla zdecydowanie lepszych konstrukcji.

Sturmpistole

i

Autor: Wikimedia/ CC0 4.0

• „Pistolet szturmowy” strzelał flarami, granatami dymnymi, przeciwpancernymi i odłamkowymi.

• Miał zwiększyć siłę ognia pojedynczego żołnierza bez tworzenia nowej broni od podstaw.

• Sturmpistole pokazuje, że nie każda innowacja prowadzi do sukcesu na polu walki.

„Pistolet szturmowy” był próbą załatania dziury w systemie broni ppanc

Koncepcja była słuszna. Chodziło o przystosowanie standardowej rakietnicy do miotania granatów. Dobrze wyszkolony żołnierz mógł rzucić granatem obronnym góra na 40 m. Przeciwpancernym znacznie bliżej. Nad modernizacją rakietnicy Walther 27 mm Leuchtpistole 34 na Kampfpistole zaczęto pracować jeszcze przed 1939 r. Przebieg wojny, szczególnie na froncie rosyjskim, wykazał, że piechota potrzebuje poręcznej, dystansowej broni przeciwpancernej.

W 1942 r. modernizacji poddano także nowszą rakietnicę Walther 27 mm Leuchtpistole 42. I tak powstał Sturmpistole. Wówczas nie było jeszcze Panzerfaustów. Niemcy mieli na wyposażeniu rusznice przeciwpancerne Panzerbüchse 38 i 39. Były przestarzałe. Nijak nie można było z nich zatrzymać rosyjskiego czołgu. Zresztą nowsze modele zaczęto przerabiać na… miotacze granatów. Prace nad uzyskaniem tego samego efektu przez różne środki bojowe były charakterystyczne dla wielkoniemieckiej zbrojeniówki.

Wróćmy jednak do Sturmpistole, znacznie poręczniejszego (przynajmniej teoretycznie) w użytkowaniu od rusznicy przerobionej na Granatbüchse 39.

„Pistolet szturmowy” był próbą załatania dziury w systemie lekkiej broni przeciwpancernej. Zamiast tworzyć coś od podstaw, niemieccy inżynierowie z Walthera do Leuchtpistole dodali gwintowaną wkładkę do lufy oraz kolbę i celowniki uwzględniające różne typy nabojów do miotania różnego rodzaju granatów.

Miał to być lekki, tani i dostępny dla zwykłego żołnierza środek rażenia na bliski dystans. Do 1942 r. Wehrmacht nie miał granatów stricte przeciwpancernych. Czołgi likwidowano, a raczej usiłowano likwidować, wiązkami granatów. Co było dla żołnierza niebezpieczne i w efekcie mało skuteczne. Sturmpistole miał zmienić ten stan rzeczy. Ale...

Tylko go skomplikował. Tak samo jak Granatbüchse 39 strzelał dedykowanymi granatami. A to oznaczało ograniczoną podaż specjalnej amunicji, więc nie było mowy, by Sturmpistole stał się powszechną bronią przeciwpancerną. Prace nad tą bronią (oraz innymi tego rodzaju dziwolągami) i jednocześnie nad granatnikami bezodrzutowymi pokazują, że zaplecze naukowe i niemiecka zbrojeniówka marnowały siły i środki, zamiast je koncentrować w pracach nad skuteczniejszymi rozwiązaniami.

Szpejowisko 2.0: Karabinek GROT A3
Portal Obronny SE Google News

Miał być pomostem między rusznicami ppanc i granatnikami bezodrzutowymi

Był raczej „kładką” niż „pomostem”. Do czasu wprowadzenia panzerfaustów tym „przeciwczołgowym” pistoletem niemieccy żołnierze mieli zatrzymywać rosyjskie tanki, gdy nie mieli do dyspozycji skuteczniejszej broni.

T-34 i lżejsze czołgi miał zatrzymywać Panzerwurfkörper 42, granat kumulacyjny o masie ok. 600 g. Mógł przebić (a raczej przepalić) 80 mm jednorodnej stali pancernej przy trafieniu pod kątem prostym. Teoretycznie wystarczyło to do spenetrowania nawet przedniego pancerza T-34. W praktyce przebijał maksymalnie 50-milimetrowy pancerz, czyli boczny lub tylny radzieckich czołgów. Sturmpistole miotał granaty na ok. 60 m. Bardzo daleko w porównaniu do rzucania wiązkami granatów (lub przykładania do pancerzy magnetycznych granatów kumulacyjnych). I zbyt blisko, by zapewnić żołnierzowi bezpieczeństwo od wrogiego ognia porównywalne z tym, które dane było obsługującemu rusznicę.

Bezapelacyjnie atutem „pistoletu szturmowego” były jego waga i prostota obsługi. 2,5-kilogramową broń przełamywało się jak rakietnicę. Żołnierz wkładał do komory zamkowej nabój miotający. Granat wraz z „trzpieniem”, odpowiadającym kalibrowi lufy, ładował od przodu. Trzon wkręcano w gwintowaną łuskę ładunku miotającego. Teraz wystarczyło tylko zamknąć broń, napiąć kurek, wycelować i oddać strzał.

Bardziej efektywne było strzelanie do tzw. siły żywej niż czołgów. Do rażenia piechoty ze Sturmpistole był przeznaczony granat Wurfkörper 361. Była to wersja Eierhandgranate 39 (granatu jajowego) przystosowana do tej broni. Mógł on być wystrzelony na odległość ok. 76 m. To prawie dwa razy dalej, niż można było rzucić ręcznie granatem…

Sturmpistole był inspiracją dla konstruktorów granatników podlufowych

Już pod koniec wojny, gdy od pistoletów szturmowych efektywniejsze były granatniki bezodrzutowe, alianci i Sowieci wzięli pod lupę, z grubsza opisane w tym materiale, to strzeleckie kuriozum. Stwierdzili, że samo w sobie nie jest wiele warte, ale daje asumpt do skonstruowania indywidualnego, lekkiego miotacza granatów.

W czasie zimnej wojny powstały granatniki podlufowe. Inspiracją do skonstruowania amerykańskiego M203 i radzieckiego GP-25 były Sturmpistole. Tak jak niemiecki uczynił z pistoletu sygnałowego wielozadaniowy wyrzutnik granatów, tak powojenne rozwiązania zwiększyły możliwości bojowe karabinów szturmowych. A te, warto pamiętać, również wywodzą się z konstrukcji niemieckiej: Sturmgewehr 44 (StG 44).

Rozwój bardziej efektywnych środków przeciwpancernych, zwłaszcza Panzerfausta i Panzerschrecka, szybko zepchnął Sturmpistole na dalszy plan. Mimo to pozostaje ciekawym przykładem niemieckiej improwizacji uzbrojeniowej i tego, jak często brnęła w ślepe zaułki...