Szyje świetne worki strzeleckie. Dlaczego Haitański Krawiec ograniczył działalność?

2026-03-26 10:50

Jego worki i poduszki strzeleckie uchodziły w środowisku za jedne z najlepszych w Polsce, a według wielu zawodników – po prostu za światowy top. Korzystali z nich mistrzowie, instruktorzy i czołowi zawodnicy PRS. A jednak Damian Liphardt, znany jako Haitański Krawiec, musiał ograniczyć działalność do, jak mówi, „dorywczego” modelu biznesowego. Jego historia pokazuje, jak trudno w Polsce przetrwać rzemieślnikom tworzącym specjalistyczny sprzęt dla wąskiej, wymagającej branży.

  • Damian Liphardt, znany jako Haitański Krawiec, tworzył jedne z najlepszych worków i poduszek strzeleckich w Polsce, doceniane przez mistrzów i instruktorów PRS.
  • Pomimo światowej klasy produktów, musiał ograniczyć działalność do „dorywczego” modelu biznesowego.
  • Jego historia pokazuje wyzwania, z jakimi mierzą się rzemieślnicy w Polsce, tworzący specjalistyczny sprzęt dla wąskiej branży.
  • Dowiedz się, dlaczego sukces rzemieślnika bywa pułapką i jakie czynniki doprowadziły do tej trudnej decyzji.

Do rodzinnej tradycji doszła druga pasja: strzelectwo

Bo u Damiana wszystko zaczęło się od prawdziwego rzemiosła.

Moja babcia uczyła mnie szyć i wykonywałem jakieś proste rzeczy. Gdzieś to we mnie zostało – opowiada.

Potem do rodzinnej tradycji doszła druga pasja: strzelectwo. Dziadek był związany z bronią od czasów wojny, ojciec był myśliwym, a on sam od lat coraz mocniej wchodził w strzelectwo sportowe.

Przełomem okazał się PRS, czyli Practical Rifle Shooting. To właśnie uprawiając tę dyscyplinę odkrył, że sprzęt musi być zupełnie inny niż do łowiectwa czy zastosowań wojskowych.

Na polskim rynku praktycznie go nie było. Poważnych dostawców mieliśmy tylko z zagranicy – Norwegia albo Stany Zjednoczone – mówi.

Damian Liphardt najpierw zaczął szyć dla siebie

To wtedy zaczął szyć dla siebie, a potem dla kolegów pierwsze prototypy. Tak narodziła się marka Haitański Krawiec, później przekształcona w TX7. Jej siłą nie była masowość, lecz bezkompromisowa jakość.

Mnie nie interesowała średnia jakość. Mnie interesowała najwyższa jakość. Najlepsze materiały, najlepsze parametry – podkreśla Damian Liphardt.

Każdy produkt przechodził długie testy na zawodach, u instruktorów i zawodników. Jednego modelu worka dorobił się aż w jedenastu wersjach rozwojowych. Efekt? Renoma, o jakiej wielu małych producentów może tylko marzyć.

Przez tyle lat działalności miałem bodajże cztery reklamacje – mówi.

Haitański Krawiec. Rzemieślnik szyjący worki strzeleckie

W środowisku krążyła nawet opinia, że strzelcy dzielą się na dwie kategorie: tych, którzy mają worek od Haitańskiego Krawca, i tych, którzy dopiero będą go mieli.

Brzmi jak historia sukcesu. Problem w tym, że w tej branży sukces rzemieślnika bywa pułapką. Produkty Liphardta okazały się tak trwałe, że klienci nie wracali po kolejne. Strzelec kupuje to raz i praktycznie ma to na wiele lat. Ale to nie to było największym problemem.

Rzemieślnik mający niskie koszty towarowe, a wysokie koszty robocizny, pracuje na ryczałcie, a rozwój zakładu można realizować tylko przez zwiększenie sprzedaży, co wiąże się ze sprzedażą hurtową dystrybutorom, ale jest tu pułapka, bo dystrybutor musi już naliczyć inny podatek i doliczyć VAT, a to podnosi cenę produktu i niszczy konkurencyjność z dużymi markami bazującymi na niskich kosztach produkcyjnych – opowiada Liphard.

Najtrudniejszy okazał się moment przejścia od rzemiosła do większej produkcji.

Nie chciałem przekroczyć tego progu z rzemieślnictwa do przedsiębiorstwa – mówi wprost. - Bo to nie oznacza zatrudnienia jednej osoby więcej, lecz całkowitą zmianę modelu działania: nowe podatki, VAT, droższą księgowość, większe zapasy materiałów, większe ryzyko. Z ceny około 300 zł za produkt nagle robi mi się 550 zł – wylicza.

Warszawskie Targi Obronne

Od rzemiosła do większej produkcji

Do tego doszedł problem, z którym mierzy się dziś wielu polskich producentów tekstyliów: koszty i dostępność surowców. Cordura bardzo mocno podrożała, podrożały akcesoria. Ogólnie surowce bardzo mocno podrożały – wylicza. A najlepszych tkanin często nie da się kupić w Polsce. Trzeba je sprowadzać z Anglii, Francji, Irlandii albo wręcz ze Stanów, tylko że ilości zamówień są horrendalne.

Liphardt nie ukrywa, że przez pewien czas dało się z tego żyć.

Był taki moment. Osiem albo dziewięć miesięcy żyłem z tego na całkiem niezłym poziomie. Ale to był krótki okres. Potem wróciła codzienność człowieka-orkiestry: szycie, pakowanie, sklep internetowy, księgowość, prototypowanie. Dochodziłem do momentu, że pracowałem po 17 godzin – wspomina.

W międzyczasie pojawiła się też konkurencja, nierzadko kopiująca cudze pomysły.

Trzykrotnie spotkałem się z tym, że mój produkt został skopiowany – mówi.

Haitański Krawiec o pracy małego rzemieślnika

Ale nie brzmi jak człowiek rozgoryczony. Raczej jak ktoś, kto zrozumiał reguły rynku szybciej niż inni. Jego diagnoza jest brutalna: w tej niszy albo pozostaje się małym rzemieślnikiem dorabiającym z pasji, albo trzeba od razu budować pełnoprawne przedsiębiorstwo. Pomiędzy tymi światami jest przepaść. I właśnie w tę przepaść wpada dziś wielu fachowców.

Większość ma swój własny zawód, a to robi z doskoku – mówi o podobnych twórcach.

Sam także szyje już tylko okazjonalnie, dla znajomych. Część wzorów przekazał dalej, żeby produkty nie zniknęły całkiem z rynku. Bez tantiem, bez licencji, bardziej z potrzeby zachowania dorobku niż z biznesu.

Chciałem, żeby ten produkt żył – tłumaczy.

Znowu produkujemy w Polsce czołgi | GARDA
Portal Obronny SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki