W czasie Warszawskich Targów Obronnych 19 czerwca w Expo XXI odbył się panel pt: "Odporne społeczeństwo, silne państwo: rola zdrowia publicznego w systemie bezpieczeństwa" w którym wzieli udział:
- Krzysztof Kępiński, Dyrektor Relacji Zewnętrznych, Członek Zarządu GSK.
- Płk dr n. med. Arkadiusz Kosowski, Dyrektor Departamentu Wojskowej Służby Zdrowia.
- Gen. broni prof. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak, Dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego
Moderatorem była Natalia Miller, Warszawski Uniwersytet Medyczny.
Debatę otworzyło pytanie moderatorki, Natalii Miller, czy w obecnych realiach geopolitycznych nadszedł już moment na porzucenie myślenia o „architekturze pokoju” na rzecz „architektury wojny”. Gen. Grzegorz Gielerak jednoznacznie potwierdził tę tezę, wskazując na opóźnienia w przygotowaniach.
„Uzupełnię ją jedynie o stwierdzenie takie krótkie, że nie do końca dobrze wykorzystaliśmy minione cztery lata. Od 2022 roku już powinniśmy tę lekcję odrabiać znacznie szybciej niż to miało miejsce do tej pory.”
Generał podkreślił, że kluczem do odporności państwa jest całkowite zatarcia barier między strukturami cywilnymi a wojskowymi.
"Przede wszystkim z mojej perspektywy to jest dążenie do tego, aby wszelkie zasoby, zarówno systemu cywilnego i wojskowego, aby były one wspólne, aby one były podporządkowane realizacji celu, jakim jest odporność medyczna państwa".
Zwrócił również uwagę na potężne ograniczenia systemowe:
„Mamy dwie zmienne, które nas mocno limitują. Jedno jest czas, na który wpływu nie mamy. Ten drugi jest w jakimś stopniu czynnikiem podlegającym naszym oddziaływaniom, to jest mianowicie środki finansowe. Ale ich tych akurat generalnie brakuje.”
Płk Arkadiusz Kosowski odniósł się do kwestii budowania odporności, podając za przykład doświadczenia z pandemii COVID-19, która stanowiła realny sprawdzian dla państwa. Przestrzegał przed krótkotrwałym zapałem, który znika wraz z końcem kryzysu:
„W dniu, kiedy minister zdrowia ogłosił koniec pandemii, to nasza wrażliwość na tym obszarze przestała istnieć. Przestaliśmy się martwić o zabezpieczenie epidemiczne kraju, o zdolność do reagowania i przestaliśmy wyciągać z tego wnioski.”
Podkreślił, że medycyna w obliczu zagrożenia nie dzieli ludzi ze względu na status społeczny:
„My medycy, jeżeli podejmujemy interwencję medyczną, to nie dzielimy pacjenta na tego, który nosi mundur i nosi ubranie cywilne, ale kwalifikujemy go pod względem stanu klinicznego i tej nadziei, że mu uratujemy życie.”
Zasugerował także potrzebę rewizji roli Narodowego Funduszu Zdrowia:
„Dzisiaj powinniśmy sobie odpowiedzieć na pytanie, jaką rolę narodowy płatnik, Narodowy Fundusz Zdrowia, czy on w okresie kryzysu, wojen powinien istnieć czy nie, czy ma nałożone zadania, bo to ta instytucja lub ją zastępująca instytucja powinna przygotowywać potencjał i system ochrony zdrowia.”
Krzysztof Kępiński przeniósł punkt ciężkości na kwestię odporności populacyjnej, przypominając historyczne przykłady, gdzie to nie walka, a epidemie dziesiątkowały armie. Odniósł się do lekcji z przeszłości.
„Historia świata to nie tylko historia wojen, ale też wojen z chorobami zakaźnymi, a bardzo często zdarzało się tak, że więcej żołnierzy ginęło poprzez choroby zakaźne, niż w wyniku ran odniesionych w trakcie walk.”
Wskazał, że współczesne budowanie odporności powinno dziać się tu i teraz, m.in. poprzez wykorzystanie potencjału rozproszonej infrastruktury, jak np. apteki:
„Ta odporność, którą my możemy zbudować już teraz w sobie, szczepiąc się, jest też niezwykle kluczowa z punktu widzenia silnego społeczeństwa i silnej armii (...). Dzisiaj możemy się szczepić przeciwko około 30 chorobom zakaźnym i dzisiaj sobie możemy stworzyć tą tarczę obronną”.
Jak dodał potem: "ponad milion osób tylko w czwartym kwartale zaszczepiło się między innymi w aptekach. (...) i to przeniesienie tych kompetencji do apteki, czyli mamy kilkanaście tysięcy aptek, ponad 2000 aptek, które już dzisiaj mogą szczepić. Czemu nie przenieść kolejnych kompetencji?”
Jak dodał:
"Z drugiej strony, czemu też nie kierować kampanii takich edukacyjnych do społeczeństwa? Teraz w trakcie no może niepokoju, ale jednak sytuacji, w której nie mamy konfliktów tutaj na naszej ziemi. Koleżanka wczoraj przysyłała mi z Argentyny, na przykład, że rząd w Argentynie wysłał do wszystkich obywateli indywidualną informację, żeby poszli szczepili się, żeby sprawdzili swoją odporność, czy nie potrzebują się jeszcze na coś zaszczepić. To są proste rozwiązania. Dostajemy informację o tym, że będzie za chwilę burza, no to inwestujemy też w tą odporność".
Jednym z najbardziej poruszających i technicznych elementów dyskusji była wypowiedź gen. Gieleraka dotycząca drastycznych zmian w charakterze współczesnych konfliktów zbrojnych na przykładzie wojny w Ukrainie, wywołanych masowym użyciem dronów uderzeniowych.
„Od 2022 roku użycie dronów, tych zwłaszcza dronów uderzeniowych, zmieniło całkowicie obraz obrażeń pola walki. Dzisiaj na Ukrainie, drodzy państwo, rany postrzałowe to jest wyłącznie 11% tych ran, które eliminują żołnierza, 70-80% to są obrażenia spowodowane przez drony.”
Generał opisał całkowite przeformowanie struktury obrażeń z tradycyjnej na „biegunową”:
„Charakter obrażeń pola walki stał się biegunowy. Mamy albo obrażenia lekkie, albo te bardzo ciężkie, które eliminują żołnierza albo inaczej te, które odpowiadają za to, że jeśli nie udzielimy temu żołnierzowi bezpośrednio pomocy na polu walki, on zginie.”
Ta zmiana wymusza całkowite odwrócenie dotychczasowej logiki ewakuacji medycznej:
„Mówiąc inaczej, do tej do tej pory wieźliśmy rannego do szpitala. Dzisiaj mówimy, że strategia zabezpieczenia medycznego uległa dokładnie odwróceniu. To szpital musi dotrzeć do rannego. Oczywiście nie będziemy przenosić szpitali w strefę walk, ale musimy przenieść kompetencje, które mają ratować życie żołnierzy możliwie najbliżej linii styczności, bo jeśli nie uratujemy tego człowieka w trakcie pierwszych 10 minut, to ne trafi żywy do szpitala.”
W konsekwencji, konieczne staje się masowe szkolenie zaawansowane dla każdego liniowego żołnierza:
„Mówi się otwarcie, że tak zwane TC-3, czyli kompetencje, które dziś przypisywaliśmy wyłącznie ratownikom medycznym, powinno stać się udziałem każdego żołnierza.”
Głównym wnioskiem płynącym z panelu jest konieczność natychmiastowego porzucenia resortowości na rzecz zintegrowanego i skoordynowanego systemu, który spaja siły cywilne i wojskowe pod wspólnym przywództwem strategicznym.
Jak mówił płk Kosowski:
"Chciałem zwrócić uwagę na to, że bronimy się w zdrowiu całymi zasobami. Ale na różnych forach mówimy, że wojsko w okresie konfliktu zabiera z cywila, zaciąga do swoich struktur ludzi, którzy stają się żołnierzami, w tym również żołnierzami medykami. Nie zapominajmy, że siła to siła wynikająca z przygotowania społeczeństwa. Chory społeczeństwo z kiepskim zdrowiem, z kiepskimi warunkami, z kiepską świadomością dotyczącą szczepień będzie słabym wsparciem dla armii. I z drugiej strony przemysł. Przecież my bardzo niewiele produkujemy sprzętu medycznego takiej jakości i w w takim wymiarze, żebyśmy mogli powiedzieć, że w sferze zdrowotnej jesteśmy samowystarczalni. O lekach również mówimy, bo nie mamy tej samodzielności w tym zakresie. Unia Europejska to podejmuje, ale to jest znów proces budowania zdolności do tego, żeby być gotowym do realizowania świadczeń. Legion medyczny to jest taka inicjatywa działań wojska ze środowiskiem cywilnym po to, żeby zapraszać środowisko cywilne.
Pułkownik zwrócił też uwagę na kluczowy dylemat związany z mobilizacją kadr w czasie wojny, zauważając, że państwo musi funkcjonować jako całość:
"Chciałem państwu zwrócić uwagę na jedną prostą rzecz. Wszyscy mówią w Polsce, że są gotowi wspierać państwo. Tylko ja na wielu spotkaniach spotykam się z taką informacją. No ale moja bieżąca działalność jest działalnością na rzecz państwa i jest działalnością zabezpieczającą armię. W związku z tym jeżeli zabierzecie państwo mi techników z produkcji, na przykład leków, to ja wam nie będę robił leków, to proszę ich wyłączyć z swojej misji wobec armii. Jeżeli państwo zabierzecie mi producentów na linii produkcji żywności, to ja nie będę mógł żywić wojska i społeczeństwa. Jeżeli państwo nam zabierzecie kierowców, to my wam tego wszystkiego nie dowieziemy. No to jeżeli my wszystkich wyłączymy. To kogo my do armii weźmiemy i jakimi zasobami będziemy bronić tego kraju? Zarówno w sferze wojskowej, medycznej, bo szpitale też mówią, kadra medyczna musi pozostać. Obrona kraju zarówno ta siłami ciężkimi, jak i zdrowotna, jest zależna od nas, a nie od wojska. I dlatego ta współpraca wojskowo-cywilna i wspólne zaangażowanie i wspólne myślenie o tym, jak to skonfigurować, żeby to zagrało, jest ważne. A wszystkie kryzysowe zdarzenia od epidemii przez powodzie i temu podobne są nieodzowne. Dlaczego nie stworzy prawa, które pozwoli, żebyśmy w takich kryzysowych sytuacjach, a to przeżyliśmy przy powodzi na Dolnym Śląsku. Potrzebne są apteki mobilne, żeby można było dojechać. Wojskowa Służba Zdrowia w tym okresie świadczyła pomoc w terenie. Apteki mobilne i inne tego typu rozwiązania są pewną pomocą i doświadczeniem, jak poprawiać, jak koordynować i jak reformować nasze przygotowanie".
Jak podsumował gen. Gielerak, kluczem do sukcesu odpornego państwa jest zbalansowanie odgórnego planowania i lokalnych możliwości działania:
"Mamy tak zwane centralne przywództwo, ale jednocześnie lokalną sprawczość. (...) To są te elementy, które gwarantują, jeżeli się je umiejętnie ze sobą zepnie, gwarantują sukces, ale to jest bardzo trudne, ale jednocześnie najbardziej efektywne.”