- Rosyjskie społeczeństwo, zwłaszcza w Moskwie i Petersburgu, wykazuje rekordowe zmęczenie wojną, czego dowodem są masowe wyszukiwania internetowe o jej zakończeniu w czerwcu 2026.
- Ukraińskie ataki dronów w maju i czerwcu 2026 wywołały dotkliwy kryzys paliwowy w całej Rosji, prowadząc do kolejek na stacjach i niedoborów, co budzi duże niezadowolenie społeczne.
- Zaufanie do Władimira Putina spadło do 69% (sondaż FOM, czerwiec), co jest najniższym poziomem od początku wojny, a także odnotowano spadek zaufania do rosyjskiej armii.
- Władimir Putin świadomie przedstawia fałszywe dane o rzekomych sukcesach militarnych, aby ukryć rzeczywiste porażki na froncie i rosnące obciążenia wynikające z wojny.
Pod koniec czerwca 2026 roku rosyjska opozycyjna redakcja Meduza, powołując się na dane z narzędzia Yandex Wordstat, poinformowała o bezprecedensowym wzroście zainteresowania tematem końca wojny. W tygodniu od 22 do 28 czerwca frazę "kiedy zakończy się wojna" (lub jej odpowiednik "kiedy zakończy się SVO") wyszukano ponad 137 000 razy. Jest to rekordowy poziom zapytań od początku pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 roku. Co znamienne, większość tych wyszukiwań pochodziła z obwodu moskiewskiego i petersburskiego – regionów, które Kreml starał się izolować od bezpośrednich skutków konfliktu. Meduza poinformowała, że są to regiony, w których Kreml priorytetowo potraktował instalację systemów obrony powietrznej, ale w dużej mierze nie zdołał obronić się przed dalekosiężnymi atakami Ukrainy
Trend ten utrzymuje się od kilku tygodni. Poprzedni szczyt zainteresowania odnotowano na początku czerwca, kiedy siły ukraińskie przeprowadziły ataki na Sankt Petersburg podczas trwania Międzynarodowego Forum Ekonomicznego. Rosjanie coraz częściej szukają w internecie nie tylko informacji o dacie zakończenia konfliktu, ale także o lokalizacji schronów przeciwbombowych.
Putin zamierza kontynuowac wojnę
Prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił 28 czerwca, że zamierza kontynuować działania wojenne na Ukrainie. „Nasze wojska zrobią wszystko, aby osiągnąć cele specjalnej operacji wojskowej ” – powiedział.
W kwietniu mówił zaś tak:
"Wiemy, jak to się skończy, ale nie będziemy o tym publicznie mówić. Będziemy po prostu realizować i dążyć do celów, które sobie wyznaczyliśmy, i osiągać wyznaczone cele. Jestem przekonany, że zostaną one osiągnięte".
Ataki Ukrainy i ich wpływ na rosyjskie metropolie
Wzrost zapytań o koniec wojny nie jest przypadkowy. Jest on bezpośrednio powiązany z coraz dotkliwszymi skutkami konfliktu, które odczuwają mieszkańcy Rosji. W maju i czerwcu 2026 roku Ukraina zintensyfikowała ataki dronów na rosyjskie miasta i infrastrukturę krytyczną, w szczególności na rafinerie i magazyny paliw. Skutkiem tych działań jest kryzys paliwowy, który objął już niemal cały kraj, wliczając w to Moskwę i Petersburg.
Polecany artykuł:
W mediach społecznościowych i lokalnych serwisach informacyjnych pojawiają się liczne relacje o gigantycznych kolejkach na stacjach benzynowych, limitach sprzedaży paliwa (nawet do 20 litrów na pojazd) oraz o całkowitym braku benzyny w niektórych miejscowościach. Problemy te, które wcześniej dotykały głównie regiony przygraniczne, dziś stały się codziennością dla mieszkańców centralnej Rosji, co burzy kremlowską narrację o "specjalnej operacji wojskowej" toczącej się daleko od ich domów.
Meduza poprosiła swoich czytelników o podzielenie się swoimi przemyśleniami na temat zmian w ich codziennym życiu spowodowanych niedoborem paliwa i o to, co myślą o reakcji rosyjskiego rządu na ten kryzys. Według opisanych relacji niezadowolenie Rosjan jest ogromne. Czytelnik o imieniu Jurij z Moskwy napisał:
"Teraz nawet najbardziej „oświeceni” muszą zrozumieć, że „nie interesuje mnie wasza polityka” to złe stanowisko. Decyzje grupy rządzącej będą miały bezpośredni wpływ na wszystkich (...) Natychmiast powróciły wspomnienia z dzieciństwa z końca ery sowieckiej – godziny spędzone na czekaniu na stacjach benzynowych, kanistry zaśmiecające bagażnik dachowy. Fani lodów za 20 kopiejek powinni być zadowoleni. Nie czuję złości wobec Ukraińców – wręcz przeciwnie, chcę im życzyć powodzenia".
Czytelnik Michał napisał z kolei tak:
"Pierwszą wiadomość o niedoborze benzyny przyjąłem ze spokojem. Gdybym wiedział, co mnie czeka, kupiłbym 200 litrów. Bez samochodu członek rodziny nie przetrwa w naszym mieście. Wszyscy są teraz w szoku; niektórzy całkowicie zrezygnowali z transportu, ponieważ większość mieszkańców Czyty nigdy nie korzystała z naszych okropnych minibusów (autobusów prawie nie ma). Nie da się zawieźć dziecka do przedszkola, na zajęcia dodatkowe ani do lekarza. Cukier zniknął ze sklepów".
Yana z Lipieck napisała:
"Zdałem sobie sprawę, że niedobór w centralnej Rosji jest nieunikniony, gdy 18 czerwca wybuchła rafineria w Kapotni . Tego samego dnia zaczęły tworzyć się kolejki na stacjach benzynowych, a następnego dnia, gdy jechałem na daczę, nie mogłem zatankować na żadnej z czterech stacji po drodze. Wtedy sytuacja stała się naprawdę alarmująca (...) Jeśli chodzi o reakcję naszego rządu na tę sytuację, nie spodziewałem się niczego innego. Te niejasne stwierdzenia – „wszystko jest pod kontrolą”, „szukamy rozwiązań”, „obecnie obserwujemy wzrost popytu i entuzjazmu”, „niedobór nie jest aż tak dotkliwy” – doprowadzają do szału. Problem jest tak oczywisty, że nie sposób go zaprzeczyć, a jednak rząd wciąż próbuje to robić. Naprawdę chciałbym złapać Putina za klapy, potrząsnąć nim i powiedzieć: „Patrz, co do cholery zrobiłeś!”. Dotyczy to nie tylko benzyny, ale wszystkiego, co dzieje się teraz".
Rusłan z Dagestanu skomentował braki paliwa tak:
"Planowany zakup domu będę musiał odłożyć o rok: będę musiał zadowolić się rosnącymi cenami wszystkiego.Putinowi dobrze by zrobiło, gdyby wyszedł z próżni informacyjnej. Zamiast czytać dokumenty, które mu przynoszą, powinien przyjrzeć się prawdziwemu życiu ludzi bez internetu, gazu i przyszłości".
Podobnego niezadowolenia jest oczywiście więcej. To pokazuje, że wojna, która rzekomo miała niedosięgnać życia przecietnego rosjaniana wpływa coraz bardziej na ich życie, a niezadowolenie tylko rośnie. Bo zakończenia wojny nie widać, a wojna coraz bardziej wkrada się w życie rosjan.
Pęka bańka informacyjna? Spadek zaufania do Władimira Putina
Konsekwencje wojny odbijają się nie tylko na komforcie życia, ale również na nastrojach politycznych. Sondaż przeprowadzony przez powiązany z Kremlem Ośrodek Badania Opinii Publicznej (FOM) w dniach 19-21 czerwca wykazał, że wskaźnik zaufania do Władimira Putina spadł do 69%. Jest to spadek o pięć punktów procentowych w ciągu zaledwie tygodnia i najniższy wynik odnotowany przez FOM od początku wojny. Nawet w okresach takich jak ogłoszenie mobilizacji we wrześniu 2022 roku czy bunt Jewgienija Prigożyna w czerwcu 2023 roku, poparcie dla prezydenta nie spadało poniżej 74-76%. Jednocześnie odsetek Rosjan deklarujących nieufność wobec Putina wzrósł w tym samym czasie z 15% do 18%.
Gospodarcze skutki wojny odczuwalne w portfelach Rosjan
Badanie FOM ujawniło również rosnące zaniepokojenie sytuacją ekonomiczną. Aż 48% respondentów przyznało, że w ostatnim tygodniu odczuło wzrost cen benzyny, co stanowi wzrost o 10 punktów procentowych w porównaniu z poprzednim badaniem. To pokazuje, że ataki na rosyjskie rafinerie mają bezpośrednie przełożenie na codzienne życie i finanse obywateli. Sam Władimir Putin po raz pierwszy publicznie przyznał, że istnieją problemy na rynku paliw, choć określił je jako "niekrytyczne". Mimo to, w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych, rosnące ceny i braki w zaopatrzeniu stają się poważnym wyzwaniem politycznym dla Kremla.
Jak przekazał Instytut Gallupa, 60 proc. uczestników ich sondażu jest zdania, że pogarsza się sytuacja gospodarcza w ich mieście lub regionie, 27 proc. sądzi, że ulega ona poprawie, a 9 proc. nie dostrzega żadnych zmian. 56 proc. rosyjskich respondentów poproszonych o ocenę poziomu życia odnotowuje jego spadek, 29 proc. jest przeciwnego zdania, a 14 proc. nie zauważyło żadnych zmian.
Badanie telefoniczne przeprowadzono wśród 1 tys. Rosjan między 14 marca a 6 maja, jeszcze przed gwałtownym załamaniem się dostaw paliw na rynek. Spadło także zaufanie ludności do rosyjskiej armii. W 2022 r., kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, ufało jej 80 proc. rosyjskich respondentów, obecnie 66 proc.
Gallup opublikował również wyniki sondażu przeprowadzonego w Ukrainie. Wynika z nich, że aprobata dla „wyników pracy przywódców Stanów Zjednoczonych” spadła w ciągu ostatnich czterech lat o 59 punktów procentowych - do 7 proc. Biuro badania opinii publicznej podkreśliło, że żaden inny badany kraj nie odnotował w ciągu pięciu lat większego spadku aprobaty dla USA.
Sprzeczne dane sondażowe: Kreml próbuje kontrolować narrację
Warto jednak zaznaczyć, że obraz nastrojów społecznych w Rosji nie jest jednoznaczny. W tym samym okresie, w którym sondażownia FOM odnotowała gwałtowny spadek zaufania do Putina, inna państwowa agencja, Wszechrosyjskie Centrum Badania Opinii Publicznej (WTsIOM), opublikowała dane wskazujące na... wzrost poparcia dla prezydenta. Według WTsIOM aprobata dla działalności Putina wzrosła z 67,7% do 70,4%. Te sprzeczne dane sondażowe mogą świadczyć o próbach manipulacji i kontrolowania oficjalnej narracji przez Kreml, który stara się umniejszyć skalę społecznego niezadowolenia. Niezależne badania, takie jak te prowadzone przez kijowski Instytut Studiów i Analiz Konfliktów Rosji (IKAR), pokazują jeszcze wyraźniejszy trend – według ich majowych danych aż 81% Rosjan popiera jak najszybsze zakończenie wojny.
Jak zauważa "Instytut nad Wojną" "
"Kreml prawdopodobnie utrzymuje polityczny wpływ na dane sondażowe rosyjskich państwowych organizacji sondażowych i godne uwagi jest to, że FOM przyznaje, że po ponad czterech latach wojny rośnie wewnętrzne niezadowolenie z Putina. Putin podejmował wszelkie możliwe wysiłki, aby uchronić duże miasta, takie jak Moskwa i Petersburg, przed skutkami wojny na Ukrainie. Jednak najnowsze statystyki wskazują, że społeczeństwo rosyjskie jest coraz bardziej znużone działaniami wojennymi Rosji, prawdopodobnie dlatego, że Kremlowi nie udało się w dużej mierze odizolować swoich obywateli od skutków wojny prowadzonej przez Rosję".
Na początku tego tygodnia prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że ukraiński wywiad uzyskał tajne dokumenty, które są dostarczane bezpośrednio Putinowi. Według Zełenskiego, dokumenty zawierają wewnętrzne oceny poparcia dla Putina i niezadowolenia opinii publicznej z jego przywództwa. Zauważył, że chociaż Putin rzadko otrzymuje prawdziwe informacje, nawet raporty trafiające na jego biurko ujawniają istotne trendy.
RBC-Ukraina informowała wcześniej, że według doniesień rosyjskich mediów funkcjonariusze służb bezpieczeństwa wzywają Putina do przełożenia wyborów do Dumy Państwowej z powodu spadającej popularności rządzącej partii Jedna Rosja, trudności gospodarczych i niedawnych ukraińskich ataków na Moskwę.
Polecany artykuł:
Władimir Putin przedstawia fałszywe dane o wojnie w Ukrainie. Dlaczego Kreml zniekształca obraz frontu?
W poniedziałek (29 czerwca) amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW) ocenił, że Władimir Putin, w wywiadzie udzielonym w niedzielę, przedstawił nieprawdziwe dane o rzekomych sukcesach wojskowych Rosji, które są sprzeczne z realiami na froncie w Ukrainie. Unijni analitycy również potwierdzili, że Kreml świadomie ukrywa swoje porażki militarne. Eksperci z ISW jasno stwierdzili, że Putin „wciąż wysuwa mocno przesadzone twierdzenia o rosyjskich postępach, co nie odpowiada realiom pola bitwy, aby zbudować narrację o wszechobecnym rosyjskim sukcesie militarnym”. Ta dezinformacyjna strategia ma na celu wprowadzenie w błąd zarówno opinię publiczną w Rosji, jak i międzynarodową.
Władimir Putin w swoim wywiadzie przytoczył szereg twierdzeń dotyczących operacji prowadzonych w obwodzie donieckim, które zostały natychmiast zweryfikowane i zdementowane przez ISW. Według rosyjskiego przywódcy, rosyjska armia miała zająć większość miejscowości Łyman, dotrzeć do Mikołajiwki i znajdować się zaledwie około 4 km od Kramatorska. Rzeczywistość przedstawiona przez Instytut Studiów nad Wojną jest jednak diametralnie inna. Z ustaleń ISW wynika, że siły rosyjskie utrzymują swoją obecność jedynie na 4,3 proc. obszaru Łymanu, obecnie znajdując się około 12 km od Mikołajiwki i 14 km od Kramatorska. Te dane wyraźnie pokazują, jak daleko odbiegają twierdzenia Putina od faktycznego stanu rzeczy na polu bitwy.
Kolejnym przykładem rażącej dezinformacji jest wypowiedź Putina dotycząca Konstantynówki. Rosyjski przywódca stwierdził, że jego żołnierze przejęli aż 96 proc. terytorium Konstantynówki. Amerykańscy eksperci uznali tę informację za całkowicie nieprawdziwą. Jak podaje ISW, Rosjanie utrzymują swoją obecność jedynie na 36,96 proc. miasta i „nie udało im się przejąć nad nim kontroli ani ustanowić trwałych pozycji”. Konstantynówka jest kluczowym punktem w tak zwanym pasie twierdz w Donbasie, który obejmuje również Drużkiwkę, Słowiańsk i Kramatorsk. Kontrola nad tym obszarem ma strategiczne znaczenie, a Kreml najwyraźniej próbuje stworzyć wrażenie dominacji, której w rzeczywistości nie posiada.
W kontekście obwodu zaporoskiego, Władimir Putin również zbagatelizował sukcesy ukraińskich wojsk, twierdząc, że Rosjanie posuwają się w tym regionie z prędkością od 1 do 1,3 km dziennie. ISW przedstawił jednak zupełnie odmienne dane, które świadczą o efektywności ukraińskiej kontrofensywy. Zgodnie z ich oszacowaniami, „Ukraińcy od początku 2026 r. wyzwolili ponad 400 km kwadratowych terytorium w kierunku Ołeksandriwki”. Ta znacząca różnica w przedstawianiu faktów podkreśla próbę Kremla minimalizowania strat i ignorowania postępów przeciwnika.
Amerykańscy eksperci z ISW zwrócili uwagę na ogólną tendencję w rosyjskiej narracji.
„Przesadzone twierdzenia Putina o postępach (wojsk) mają na celu fałszywe przedstawienie rosyjskiej pozycji na polu bitwy jako takiej samej – jeśli nie lepszej – niż podczas szczytu USA-Rosja na Alasce w sierpniu 2025 roku. Sytuacja na polu bitwy uległa jednak drastycznej zmianie” – napisali w raporcie.
Dodatkowo, ISW oszacował, że w czerwcu 2026 r. siły rosyjskie posuwały się średnio 3,79 km kwadratowych dziennie, podczas gdy w sierpniu 2025 r. wartość ta wynosiła aż 16,65 km kwadratowych dziennie. Te liczby wyraźnie pokazują, że tempo rosyjskiej ofensywy znacząco spadło, co jest kolejnym faktem ukrywanym przez Kreml.
Zdaniem analityków z ISW, Putin prowadzi tę fałszywą narrację o sukcesach na froncie, aby ukryć rosnące obciążenia, z jakimi Rosja musi się mierzyć. Jednym z głównych powodów są czerwcowe ukraińskie kampanie z użyciem dronów dalekiego zasięgu. Ataki te były wymierzone między innymi w rosyjską infrastrukturę paliwową, co wywołało paraliż rynku i poważne niedobory benzyny w Rosji. To pokazuje, że Kreml nie tylko manipuluje informacjami o działaniach wojskowych, ale także stara się tuszować wewnętrzne problemy gospodarcze wynikające z wojny.
Do podobnych wniosków doszli eksperci pracujący przy unijnym projekcie EUvsDisinfo, którego celem jest analizowanie i zwalczanie rosyjskich kampanii dezinformacyjnych. W raporcie opublikowanym w piątek orzekli, że wraz z odzyskiwaniem przez Ukrainę taktycznej przewagi militarnej w ostatnich miesiącach „media kontrolowane przez Kreml promują narrację, że wojska rosyjskie zachowują strategiczną inicjatywę na polu bitwy”. To świadczy o skoordynowanej próbie kształtowania opinii publicznej w sposób korzystny dla Moskwy, niezależnie od rzeczywistego przebiegu działań wojennych.
W maju i czerwcu Ukraina przeprowadziła jedne z największych ataków dronowych w historii konfliktu, celując w obiekty wojskowe i infrastrukturalne na Krymie. Efektem tych działań jest poważny kryzys paliwowy na półwyspie, z którym wiąże się między innymi reglamentacja benzyny. Unijni analitycy zwrócili uwagę, że media prorosyjskie przedstawiły ukraińskie ataki na Krym jako dowód na to, że Kijów nie ma zamiaru kończyć wojny, ale próbuje ją zaostrzyć, „wciągając w nią wojska NATO”. Jest to klasyczny przykład dezinformacji, mającej na celu demonizowanie Ukrainy i straszenie eskalacją konfliktu z udziałem sił NATO.
W czerwcu Ukraina przypuściła również jeden z największych ataków dronowych na Moskwę od 2022 roku. Celem operacji była krytyczna infrastruktura energetyczna, w tym moskiewska rafineria. Jak zauważyli eksperci, media sprzyjające Kremlowi opisywały te ataki jako wymierzone w ludność cywilną. Dodatkowo, przedstawiły je niezgodnie z prawdą jako „dowód eskalacji działań Zachodu, co miałoby być równoznaczne z otwarciem przez sąsiadujące (z Rosją - PAP) państwa NATO drugiego frontu przeciwko Rosji”. Ta retoryka ma na celu wzmocnienie wewnętrznego poparcia dla wojny w Rosji i usprawiedliwienie agresywnych działań Kremla w oczach własnego społeczeństwa, jednocześnie przedstawiając NATO jako agresora.
W podsumowaniu raportu unijni analitycy podkreślili, że rosyjska strategia przeciwko Ukrainie nie opiera się wyłącznie na działaniach militarnych na polu bitwy. Równie ważnym elementem jest eskalacja zagrożeń i szeroko zakrojone stosowanie dezinformacji. Kreml wykorzystuje propagandę, aby kształtować postrzeganie konfliktu, ukrywać porażki i przedstawiać Rosję jako ofiarę agresji ze strony Ukrainy i NATO. To kompleksowe podejście do wojny obejmuje zarówno działania zbrojne, jak i intensywną walkę informacyjną, która ma kluczowe znaczenie dla utrzymania reżimu Putina i jego polityki.
Polecany artykuł: