Po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 roku Ukraina odziedziczyła ogromny na świecie systemów obrony powietrznej. W jego skład wchodziły 43 dywizjony rakietowe wyposażone w zestawy S-300PT oraz S-300PS. Były to wówczas jedne z najnowocześniejszych systemów na świecie, rozmieszczone w celu ochrony kluczowych ośrodków administracyjnych i przemysłowych, takich jak Kijów, Charków, Dniepr (wówczas Dniepropietrowsk) czy Odessa, a także wzdłuż zachodniej granicy państwa. Oprócz wersji "P" (dla wojsk obrony powietrznej kraju), na terytorium Ukrainy stacjonowały również dwie jednostki wyposażone w rzadszy i bardziej zaawansowany system S-300V1, przeznaczony dla wojsk lądowych i posiadający zdolności przeciwrakietowe.Jednak lata 90. i początek XXI wieku to okres poważnego niedofinansowania ukraińskiej armii. Utrzymanie tak skomplikowanego sprzętu w gotowości bojowej było niezwykle trudne, zwłaszcza po zerwaniu łańcuchów dostaw z Rosją. Wiele systemów przetrwało głównie dzięki "kanibalizacji", czyli wykorzystywaniu części z jednych zestawów do naprawy innych.
Aneksja Krymu i wybuch wojny w Donbasie w 2014 roku stały się brutalnym sygnałem alarmowym dla Sił Zbrojnych Ukrainy. Gwałtownie wzrosła świadomość potrzeby odbudowy potencjału obronnego, w tym kluczowej obrony powietrznej. Rozpoczęto intensywne prace nad przywróceniem do służby i modernizacją posiadanych systemów S-300. Ukraiński przemysł zbrojeniowy, w tym zakłady wchodzące w skład koncernu "Ukroboronprom", podjął się zadania remontu i wydłużenia resursów technicznych zarówno wyrzutni, jak i pocisków, których terminy przydatności dobiegały końca. Już w 2016 roku informowano o rozmieszczeniu zmodernizowanych zestawów S-300PS, w których dokonano przeglądów rakiet i unowocześniono radary oraz awionikę. Prace te pozwoliły przywrócić do służby znaczną część arsenału.
Od pierwszych godzin rosyjskiej inwazji 24 lutego 2022 roku, systemy S-300 stały się kręgosłupem ukraińskiej obrony. To one, obok systemów Buk, w dużej mierze udaremniły rosyjskie plany zdobycia szybkiej dominacji w powietrzu, broniąc Kijowa i innych miast przed atakami samolotów i pocisków manewrujących. Mimo swojego wieku, okazały się niezwykle skuteczne. Wyczerpywanie się zapasów pocisków stało się jednak jednym z największych wyzwań. Rosja, świadoma zagrożenia, uczyniła ukraińskie baterie S-300 jednym z priorytetowych celów swoich ataków. W odpowiedzi na kryzys amunicyjny, sojusznicy Ukrainy pospieszyli z pomocą. Kluczowym momentem było przekazanie przez Słowację swojego systemu S-300 w kwietniu 2022 roku, co stanowiło istotne wzmocnienie dla ukraińskich sił.
Toczyły się także rozmowy z Grecją, która również jest użytkownikiem tych systemów w wersji S-300PMU1, ale stawiała twardy warunek czyli otrzymanie w zamian amerykańskich systemów Patriot. Ateny argumentowały, że nie mogą osłabić własnej obrony powietrznej ze względu na napięte relacje z Turcją. Mimo doniesień medialnych o potencjalnym porozumieniu, na początku 2024 roku grecki rząd kategorycznie zaprzeczył, by istniały plany wysłania S-300 na Ukrainę. Również Bułgaria konsekwentnie odmawiała przekazania swoich systemów, powołując się na własne potrzeby obronne.
Znacznie ważniejsze od transferów całych wyrzutni okazało się pozyskiwanie samych pocisków, których zapasy kurczyły się w alarmującym tempie. Stany Zjednoczone wraz z sojusznikami uruchomiły zakrojoną na szeroką skalę, w dużej mierze niejawną operację, polegającą na wyszukiwaniu i odkupowaniu amunicji postsowieckiej od państw trzecich na całym świecie. Chociaż szczegóły tych transakcji rzadko trafiają do opinii publicznej, wiadomo, że USA i ich partnerzy aktywnie działali w celu pozyskania pocisków do systemów S-300 i innych zestawów z czasów ZSRR. Działania te były kluczowe dla podtrzymania zdolności ukraińskiej tarczy powietrznej przed napływem większej liczby zachodnich systemów. Działania te wspierano także finansowo.
W obliczu ograniczonej dostępności oryginalnej amunicji, Ukraina we współpracy z zachodnimi partnerami, głównie z USA, pracuje nad projektami "FrankenSAM". Inicjatywy te mają na celu integrację postsowieckich wyrzutni z zachodnimi pociskami. Robert Hamilton, prezes Delphi Global Research Center, w programie PBS NewsHour przekazał, że Stany Zjednoczone i Ukraina, wspólnie działają w celu modernizacji lub stworzenie nowej generacji pocisków dla postsowieckich systemów S-300. Hamilton, sprecyzował, że zmodernizowany system powinien osiągnąć gotowość operacyjną pod koniec 2026 roku.
Projekt zakłada produkcję na poziomie od 100 do kilkuset pocisków ziemia-powietrze rocznie. Chociaż w początkowej fazie skala ta może nie przynieść natychmiastowego rezultatu, w perspektywie kolejnych miesięcy i lat ma stopniowo wypełniać krytyczną lukę w ukraińskiej tarczy powietrznej. Prace nad następcą S-300 sygnalizował już we wrześniu 2024 roku ówczesny sekretarz obrony USA Lloyd Austin, który podczas spotkania w Ramstein mówił o "zaprojektowaniu i zbudowaniu substytutu" dla tego systemu.
Dlaczego modernizacja S-300 jest kluczowa?
Na początku pełnoskalowej inwazji Ukraina dysponowała około 25-30 dywizjonami systemów S-300PT/PS w różnym stanie gotowości. Lata intensywnych walk i zmasowanych rosyjskich ataków rakietowych oraz dronowych doprowadziły do niemal całkowitego wyczerpania zapasów pocisków do tych systemów. W rezultacie Ukraina stała się w dużej mierze zależna od dostaw zachodnich systemów, takich jak Patriot. Jednakże zachodnie zdolności produkcyjne również napotkały swoje granice. Jak zauważa płk Hamilton, amerykańskie zapasy pocisków Patriot drastycznie zmalały – z około 2330 przed wojną z Iranem do około 800 sztuk. Obecna roczna produkcja w USA na poziomie 600 pocisków jest niewystarczająca, a plany jej zwiększenia do 2000 sztuk rocznie zostaną zrealizowane najwcześniej w 2032 roku. W tej sytuacji modernizacja istniejących, dobrze znanych ukraińskiej armii wyrzutni S-300 jest logicznym i koniecznym krokiem, odciążającym ograniczone zasoby sojuszników.
"FrankenSAM" w praktyce: Jakie zdolności może zyskać nowy system?
Projekt modernizacji S-300 wpisuje się w szerszą strategię tworzenia tzw. systemów "FrankenSAM", czyli hybryd łączących sowieckie platformy z zachodnią technologią. Kluczowym pytaniem pozostają zdolności bojowe nowych pocisków. Aby realnie zastąpić systemy Patriot w ich najważniejszej roli, zmodernizowany S-300 musiałby być w stanie przechwytywać zaawansowane cele balistyczne i hipersoniczne, takie jak: Iskander-M, Kindżał, P-800 Oniks czy Cyrkon. Obecnie brak jest publicznych informacji, czy projekt ten zakłada aż tak zaawansowane możliwości. Nawet jeśli nowe pociski będą przeznaczone głównie do zwalczania samolotów, dronów i pocisków manewrujących, ich produkcja znacząco wzmocni obronę powietrzną Ukrainy. Inicjatywa ta jest prawdopodobnie odrębnym przedsięwzięciem od rozwijanego przez firmę Fire Point we współpracy z europejskimi partnerami systemu przeciwrakietowego Freyja, który również bazuje na pociskach z rodziny S-300.
Poza tym główną zaletą ukraińsko-amerykańskiego projektu jest częściowe uniezależnienie ukraińskiej obrony powietrznej od zagranicznych dostaw i politycznych wahań. Każdy pocisk wyprodukowany lub zmodernizowany na terytorium Ukrainy to zasób, którego dostaw nie można zablokować. Jest to element szerszej strategii Kijowa, dążącego do lokalizacji produkcji kluczowego uzbrojenia, w tym potencjalnej wspólnej produkcji pocisków do systemu Patriot. Międzynarodowe wsparcie dla utrzymania ukraińskich S-300 w gotowości jest widoczne również w działaniach innych państw. W grudniu 2025 roku rząd Norwegii ogłosił przeznaczenie funduszy na zakup rakiet przeciwlotniczych do tych systemów dla Ukrainy.