Stalin użył Niemców do stłumienia Powstania Warszawskiego

Można krytykować Sowietów za to, że nie przyszli z realną pomocą powstańcom warszawskim, ale… Powiem tak: Związek Sowiecki był państwem w pełni totalitarnym i oceny muszą to uwzględniać. Józef Stalin nie kierował się moralnością znaną w krajach demokratycznych. Totalitarny dyktator używał wszelkich dostępnych narzędzi, by osiągnąć swoje cele polityczne, militarne i gospodarcze. Działania Stalina leżały w interesie Związku Sowieckiego i ułatwiały realizację planu podporządkowania Polski po tym, jak Niemcy wymordowali część jej elit – ocenia w rozmowie z Portalem Obronnym dr hab. DAMIAN MARKOWSKI, profesor Instytutu Pileckiego.

Mural z powstańcami i znakiem Polski Walczącej. Na miniaturze prof. Damian Markowski. O historii w SE Portal Obronny.
Autor: Andrzej Bęben/Instytut Pileckiego

• Rozbrajanie i aresztowania żołnierzy AK przez NKWD w Wilnie czy Lwowie pokazały, że Sowieci nie uznają niezależnych polskich sił.

• Po ponad 700 km natarcia w ramach operacji „Bagration” i porażce 2. Armii Pancernej pod Radzyminem i Wołominem Sowieci realnie stracili impet uderzeniowy.

• Sowieci dopiero w połowie września ruszyli z ograniczoną pomocą i udostępniili lotniska dla alianckich samolotów dopiero pod presją Zachodu.

• Dowództwo AK wykazało się idealizmem, nadmiernie licząc na pomoc zachodnich sojuszników oraz na możliwość wystąpienia wobec Sowietów w roli gospodarza.

• Będący na służbie III Rzeszy Rosjanie z RONA zapisali się w historii Powstania nie walką z AK, lecz masowymi zbrodniami na cywilach.

Andrzej Bęben: – Rozmawiając o Powstaniu Warszawskim, nie da się pominąć „kwestii sowieckiej”. Jedni twierdzą, że Stalin chciał pomóc powstańcom, ale nie mógł. Inni z kolei: że mógł pomóc, ale nie chciał.

Damian Markowski: – I to jest dobre sformułowanie tych skrajnych stanowisk, jeśli moglibyśmy je tak nazwać, aczkolwiek rzeczywistość była nieco bardziej złożona. Jeżeli mówimy o stosunku Józefa Stalina i całego kierownictwa WKP(b) do Armii Krajowej, Polskiego Państwa Podziemnego czy legalnych władz polskich na uchodźstwie, to trzeba w rozważaniach uwzględnić to, co wcześniej działo się na okupowanych ziemiach wschodnich.

Chodzi choćby o akowską operację „Burza”. Należy pamiętać, jak się ona zakończyła. Po wspólnej walce oddziałów AK i Armii Czerwonej z Niemcami wykuta w boju wspólnota broni – jeśli można to tak określić – szybko pękła. Stało się to w momencie, gdy pojawiło się NKWD, gdy wkroczyli funkcjonariusze sowieckiej bezpieki. Zaczęły się aresztowania polskich powstańców – czy to we Lwowie, czy w Wilnie, czy na Wołyniu – mające na celu rozbicie wszystkich tych polskich sił, które były formalnie niezależne od Związku Sowieckiego.

– Wspomina Pan o zapomnianych walkach w Wilnie – o operacji „Ostra Brama” – oraz o Powstaniu Lwowskim...

– Tak. W przypadku Powstania Warszawskiego polityka sowiecka względem tych niezależnych sił się nie zmieniła. Nie można też zapominać o tym, że Armia Czerwona wykonała ogromny wysiłek zbrojny, rozpoczynając pod koniec czerwca 1944 r. operację „Bagration” i przeprowadzając uderzenie o głębokości około 750 kilometrów.

To była gigantyczna operacja ofensywna, więc siłą rzeczy oddziały sowieckie były już wyczerpane. Armia Czerwona została pozbawiona części zaopatrzenia, ponieważ szlaki logistyczne znacząco się wydłużyły. Do tego doszła porażka Sowietów w największej bitwie pancernej na ziemiach polskich. Doszło do niej między 26 lipca a 5 sierpnia na przedpolach Warszawy, w rejonie Radzymina i Wołomina. Awangarda Armii Czerwonej – 2. Armia Pancerna – została rozbita przez doborowe i zmotywowane niemieckie związki pancerne, w tym dywizje Waffen-SS: Totenkopf i Wiking. Sowieci mieli jeszcze szansę, aby pociągnąć to uderzenie nieco dalej, aczkolwiek ich możliwości znajdowały się już na skraju wyczerpania.

Jeżeli dodamy do tego motywy polityczne, to zdobycie Warszawy przez siły wrogie ZSRS było Stalinowi wybitnie nie na rękę. On miał już zaplanowaną sowietyzację Polski. 1 sierpnia 1944 r. nadarzyła się okazja, by do rozprawy z AK wykorzystać Niemców.

Musimy pamiętać o bohaterach | Garda
Portal Obronny SE Google News

– Obstaje Pan przy tezie, że Stalin nie mógł i nie chciał pomóc powstańcom?

– To nie tak. Stalin mógł pomóc. Chodzi o to, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby sowiecka ofensywa zaczynała się na przykład od linii Bugu, a nie od terenów na wschód od Mińska. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby plany Armii Czerwonej zakładały dalszy natychmiastowy marsz na zachód. Tak jednak nie było. Potencjał uderzeniowy Sowietów był mocno wyczerpany po trwającej ponad miesiąc ciężkiej, choć zwycięskiej ofensywie.

To nie znaczy, że Armia Czerwona była tak osłabiona, iż nie mogła pomóc. Moim zdaniem mogła. Zresztą kolejne tygodnie walczącej Warszawy to pokazały...

– Pan wybaczy, ale sowiecka pomoc była symboliczna i wymuszona przez Zachód. Stalin zgodził się na jej udzielenie dopiero wtedy, gdy było jasne, że powstanie upadnie, choć nie było jeszcze wiadomo kiedy...

– Stalin zdecydowanie nie chciał udzielić znaczącej pomocy. Pewne możliwości istniały – chociażby zapewnienie walczącej Warszawie osłony myśliwskiej. A to miałoby ogromne znaczenie, zwłaszcza w pierwszych tygodniach walk. Tymczasem dopiero w drugiej połowie września sowieckie lotnictwo pojawiło się nad Warszawą. Zaczęto zrzucać broń, amunicję, medykamenty... Pomoc, nawet w ograniczonym wymiarze, przyszła jednak zbyt późno.

– Armia Czerwona, nawet będąc w gorszej kondycji po operacji „Bagration”, miała pełne panowanie w powietrzu nie od 15 września, ale znacznie, znacznie wcześniej.

– O tym właśnie mówię. Mieli pełne panowanie w przestrzeni powietrznej, a jednak sowieckiego lotnictwa w sierpniu 1944 r. nad Warszawą nie było. Pojawia się ono dopiero wtedy, gdy Stalin zezwolił na zrzuty zaopatrzenia oraz na lądowanie alianckich samolotów na sowieckich lotniskach.

Do połowy września maszyny dostarczające broń, amunicję i leki w koszmarnie trudnych i niebezpiecznych lotach nie mogły lądować w zajmowanej przez Sowietów części Polski – musiały wracać do baz we Włoszech. Do czasu, gdy Stalin nie wydał zgody na przyjmowanie alianckich maszyn, lądować nie mogły nawet uszkodzone samoloty. Dla Stalina Powstanie Warszawskie było „awanturą”, więc nie przejmował się tymi, którzy je wspierali. Zmienił zdanie dopiero pod presją Wielkiej Brytanii i USA.

– Czy w pewnym momencie Stalin nie postanowił poprawić swojego wizerunku w oczach Zachodu i pozwolił gen. Berlingowi na desant przez Wisłę z pomocą dla powstańców?

– Nie wiemy dokładnie, czy Stalin zezwolił Berlingowi na rozpoczęcie desantu siłami 1. Armii Wojska Polskiego, czy też była to w jakimś stopniu autonomiczna decyzja samego Berlinga.

– Czy Berling, w realiach całkowitego podporządkowania Armii Czerwonej, mógł sobie pozwolić na taką niesubordynację, mając obok NKWD i Smiersz?

– Oczywiście, to wszystko nie miało już de facto większego znaczenia. Po pierwsze: Niemcy – po zniszczeniu powstańczego zgrupowania na Starym Mieście – dysponowali pełną kontrolą w północnej części miasta. Po drugie: nie oszukujmy się, Powstanie wybuchło w najmniej odpowiednim momencie. W czasie, gdy Niemcy otrząsnęli się po fatalnej dla nich operacji „Bagration” i zdołali utrzymać wszystkie mosty na Wiśle.

– Z punktu widzenia sowieckiego Stalin postąpił słusznie, nie udzielając pomocy Powstaniu.

– Działania Stalina leżały w interesie Związku Sowieckiego i ułatwiały realizację planu podporządkowania Polski po tym, jak Niemcy wymordowali część jej elit.

– Gdyby Powstanie zakończyło się wcześniej, to wcześniej mógłby zostać zdobyty Berlin, a wojna szybciej by się skończyła?

– Moim zdaniem takich możliwości po prostu nie było. Sowieci nie planowali, że tak szybko uda im się przełamać niemiecką obronę na głównym kierunku operacyjnym. Zwróćmy uwagę także na to, że do kolejnego, decydującego uderzenia – które nastąpiło 17 stycznia 1945 r. – przygotowania trwały ponad cztery miesiące. Cztery miesiące podciągania zaopatrzenia, zbierania sił, uzupełniania stanów osobowych itd. Porażka gwardyjskiej 2. Armii Pancernej w bitwie na wschodnich przedpolach Warszawy była wyraźnym sygnałem dla dowództwa Armii Czerwonej: dalej będzie bardzo ciężko iść naprzód.

– Tę porażkę towarzysz Stalin potraktował jako swego rodzaju „usprawiedliwienie” albo „alibi”?

– Jest to możliwe. Strona sowiecka wskazywała później na to, że przecież we wrześniu próbowano udzielić powstańcom jakiejś pomocy. Oczywiście wiemy, że ta pomoc nie mogła już niczego zmienić. Wiemy, że ZSRS dążył do tego, by po wojnie zsowietyzować Polskę i uczynić z niej państwo w pełni zależne – państwo satelickie.

Równocześnie całkowicie zapomina się o tym, że dowództwo AK informowało Zachód, iż oddziały AK, które ruszyły niemal z połowy Polski na odsiecz walczącej Warszawie, były po drodze okrążane i rozbrajane przez NKWD. Niektórym udało się dojść w rejon Otwocka – zaledwie około 20 kilometrów od pozycji powstańczych.

– Przepraszam, czy decydujący o wybuchu powstania byli kretynami, że nie wiedzieli, jaką postawę przyjmie Stalin?

– Odnoszę wrażenie, że po raz kolejny czkawką odbiło się nadmierne liczenie na pomoc ze strony zachodnich sojuszników. Kluczowa była wiara w to, że Warszawa zostanie opanowana przez AK i Sowietów powita w niej legalna polska władza.

– Idealizm. Wiara w cuda.

– To był niestety idealizm oderwany od rzeczywistości – choć przecież wiadomo było, czym dla AK zakończyło się półroczne współdziałanie z Armią Czerwoną na Kresach.

– Podobnym idealizmem kierowali się Czesi, wzniecając w Pradze powstanie w maju 1945 r.

– Wtedy jednak Niemcy byli już de facto pokonani, a ich ostatnie punkty oporu dogasały. Dlatego trudno porównywać sytuację z lata 1944 r. z tym, co działo się w maju 1945 r. W Pradze to Niemcy skapitulowali, a nie powstańcy. Skapitulowali, by uciec przed Sowietami do Amerykanów. Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby AK złożyła broń przed Niemcami na przykład w połowie sierpnia…

– Warszawa i tak zostałaby zburzona, a los powstańców – bez uznania ich przez Niemców za kombatantów – byłby do niepozazdroszczenia, wyrażając się eufemistycznie.

– Najprawdopodobniej tak by było. Należy pamiętać, że łatwiej nam oceniać Powstanie dzisiaj, gdy wiemy o nim wszystko lub prawie wszystko. Można też naginać różne fakty do swoich tez, które są mniej lub bardziej zakorzenione w rzeczywistości. Z drugiej strony dyskusja na temat zasadności samego wybuchu Powstania powinna się toczyć – także po to, by wskazać na wszystkie braki w przygotowaniach czy rolę poszczególnych członków Komendy Głównej AK, w tym tych, którzy byli przeciwni wzniecaniu zrywu.

– Zatem, mając dzisiejszą wiedzę o powstaniu, można krytykować Sowietów za to, że nie przyszli z realną pomocą?

– Oczywiście, że można ich krytykować, ale… Powiem tak: Związek Sowiecki był państwem w pełni totalitarnym i oceny muszą to uwzględniać. Józef Stalin nie kierował się moralnością znaną w państwach demokratycznych. Totalitarny dyktator używał takich narzędzi, jakich tylko mógł, by osiągnąć swoje cele polityczne, militarne czy gospodarcze.

– Paradoks dziejów jest taki, że w pacyfikowanie Powstania zaangażowani byli także Rosjanie. Chodzi o kolaborancką RONA – Rosyjską Wyzwoleńczą Armię Ludową...

– Tak, RONA zapisała się w historii Powstania najczarniejszymi kartami – obok niemieckich formacji złożonych z kryminalistów i kompanii karnych. RONA nie tyle pacyfikowała Powstanie, co dopuszczała się masowych zbrodni na ludności cywilnej. Z tego „zasłynęła”, a nie z walki z powstańcami!

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki