„Czarna Strzała” – mini-pocisk manewrujący – 300 tys. USD za sztukę

2026-03-19 15:24

Średnio ujmując: pocisk manewrujący waży ok. 1500 kg. Taki ciężar ma słynny Tomahawk. Z czego na głowicę bojową przypada ok. 450 kg. Podobne parametry ma brytyjsko-francuski Storm Shadow. Te rakiety mają duży zasięg i dużo kosztują – między 2 a 3 mln USD. Siły zbrojne USA chciałyby dysponować czymś znacznie mniejszym i tańszym. Ku temu zmierza program tworzenia lekkich pocisków manewrujących – LACM/Mini-Cruise. Zakłada się, że ważyłby ok. 100 kg, byłby odpalany z powietrza, miał zasięg nieco ponad 700 km (ponad dwa razy mniejszy od Tomahawka) i – przede wszystkim – byłby tani w produkcji. Pentagon zakłada, że przy produkcji 1,5 tys. sztuk jednostkowa cena wynosiłaby ok. 300 tys. USD.

Leidos-Cruise-Missile

i

Autor: Leidos/ Materiały prasowe

• Co wyróżnia SCM/AGM‑190A na tle chińskiego CM-501G?

• Jak druk 3D skraca czas produkcji rakiet i zmienia przemysł obronny?

• Czy „Czarne Strzały” sprawdzą się na froncie ukraińskim w praktyce bojowej?

Chiny i Rosja dysponują mini-rakietami manewrującymi

Potrzeba posiadania takiej broni w amerykańskim arsenale jest pilna, gdyż takie mini-pociski manewrujące mają Chiny. Chodzi o CM-501G. To pocisk zasilany paliwem stałym. Może przenosić głowicę o wadze do 40 kg. Ma zasięg do 70 km. To broń już na tyle sprawdzona, że Pekin oferuje ją zagranicznym odbiorcom (jak zwykle w takich przypadkach z ograniczonymi parametrami technicznymi w stosunku do wersji krajowej).

Po raz pierwszy tę rakietę zademonstrowano w 2021 r. Dziesięć lat wcześniej w USA anulowano prace nad podobnym rozwiązaniem – XM501 Non-Line-of-Sight Launch System (NLOS-LS). Zrezygnowano z nich, bo rakiety miały stanowczo za małą celność, a koszty prac nad prototypem były stanowczo za wysokie, nawet jak dla USA. Wydano na nie ponad miliard dolarów. Rakieta miała parametry techniczne zbliżone do chińskiego pocisku CM-501G.

Jednak co było, a nie jest – nie wpisuje się w rejestr. Teraz sytuacja wojskowo-polityczna jest na tyle inna niż w 2011 r. Z początkiem marca ogłoszono, że 12,46 mln USD od US Special Operations Command (USSOCOM) trafi do firmy Leidos na wsparcie „działań rozwojowych" nad „special operations cruise missile”, czyli nad SCM/AGM‑190A „Black Arrow”. Bo choć rakieta jeszcze fizycznie nie ma wersji seryjnej, prototypy przeszły testy lotne (2023/2024 r.). W lutym 2026 r. US Air Force nadały jej oficjalne oznaczenie AGM-190A, potwierdzając tym samym gotowość do produkcji.

Garda: Vigo Photonics na Marsie i w polskich rakietach
Portal Obronny SE Google News

Leidos zbudował rakietę, konkurencja przedstawiła wizualizacje

W Polsce Leidos może być kojarzony z dawną nazwą: Dynetics. To nie jakieś tam małe przedsiębiorstwo, które dzięki innowacji zyskało zainteresowanie Pentagonu. To gigant usług IT/obronnych zatrudniający 47 tys. pracowników, mający obroty roczne na poziomie ponad 17 mld USD. Leidos miał paru konkurentów. Proponowali względnie podobne rozwiązania, ale… „Ale” robi różnicę: otóż konkurencja w konkursie nie mogła pochwalić się udanymi testami prototypów, bo ich… nie miała.

Jednym zdaniem: Leidos wyprzedził trzy firmy ubiegające się o wsparcie „działań rozwojowych” o trzy lata. Bo tyle zajęło im opracowanie prototypu i testowanie. Leidos zbudował rakietę, konkurencja przedstawiała jej wizualizacje w prezentacjach.

Te 12,5 mln USD Leidos dostał na zakup materiałów do produkcji pierwszej serii „Czarnych Strzał” (50–200 rakiet). Ta seria poddana zostanie testom bojowym. Pociski będą odpalane  z samolotów (w tym także transportowych!) i dużych dronów. Jeśli będzie nadal trwała wojna na Ukrainie, należy spodziewać się, że będzie tam sprawdzana skuteczność „Czarnej Strzały”, nie tylko na poligonach w USA.

W tej fazie rakieta będzie kosztowała ok. 400 tys. USD. Niby nie dużo, jak na militarne standardy, ale warto pamiętać, że tyle kosztuje luksusowa limuzyna. Pełna produkcja ruszyć ma w 2028 r. I za circa pół miliarda dolarów powstanie (jak już wcześniej wspomniałem) 1,5 tys. mini-pocisków manewrujących. W 2028 r. z taśm produkcyjnych mają zejść także pociski specjalnego przeznaczenia, m.in. do zakłócania radarów i przeciwokrętowe.

Druk 3D zastępuje tradycyjne metody produkcji i skraca wydatnie jej czas

Teraz nieco o innowacyjnej metodzie produkcji tych rakiet. Pokazuje ona postęp i zmiany, które dokonują się na bieżąco w przemyśle zbrojeniowym. Otóż korpus pocisku i wszystkie inne elementy, za wyjątkiem silnika, elektroniki itp., będą pochodziły z druku 3D – z tytanu i kompozytów.

To rewolucyjny trend. Leidos używa go w produkcji bomb szybujących GBU-69. Druk 3D skraca czas produkcji o 75–80 proc. w porównaniu do tradycyjnych metod (m.in. przez frezowanie czy odlewanie). Hasło Leidos: „Bez 3D: lata czekania. Z 3D: tygodnie/miesiące do gotowego produktu w rękach żołnierza" nie jest tylko marketingowym sloganem.

OK. Po co takie rakiety, za 300 tys. dolarów, skoro odrzutowe drony są znacznie tańsze? Są tańsze, ale nie są tak skuteczne jak „minikrujzy”. „Czarna Strzała” ma znacznie większy zasięg, więc można ją wystrzeliwać z głębokiego zaplecza. Mach 0,8–1 też robi swoje. Rakieta leci do celu znacznie szybciej niż nawet odrzutowy dron. Nadto zostawia mały ślad radarowy, czego duży dron nie uniknie.

Oczywiście takie rakiety mają słabsze strony. Nie potrafią krążyć przez kilka godzin nad celem. Owszem, manewrować potrafią, omijać przeszkody itp., ale nie krążyć niczym orzeł nad ofiarą. Zatem raczej średnio nadają się do zwalczania czołgów. Chociaż kto wie – może testy bojowe na froncie ukraińskim wykażą, że jest inaczej?

Źródła: Leidos, Departament Wojny USA, Altair, Militaryleak.

Sonda
Czy polski przemysł zbrojeniowy może konkurować z zachodnim?