Trump ostro o NATO: „Jednostronna relacja”. Napięcie przed kluczowym szczytem rośnie

Prezydent Donald Trump ponownie wywołał burzę w relacjach transatlantyckich, ostro krytykując NATO i jego europejskich członków za niewystarczające wydatki na obronność. W swoich ostatnich wpisach na platformie Truth Social, Trump podkreślił, że Stany Zjednoczone ponoszą nieproporcjonalnie wysokie koszty, nie odnosząc z tego korzyści. W tle tych napięć toczą się kluczowe rozmowy dotyczące obecności wojsk USA w Europie, w tym perspektywy stałej bazy USA w Polsce i potencjalnego udziału Polski w programie Nuclear Sharing.

Prezydent USA Donald Trump w granatowym garniturze i czerwonym krawacie przemawia i wskazuje ręką. O napiętych relacjach z NATO i wydatkach na obronność przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: JACQUELYN MARTIN/ Associated Press
  • Prezydent USA Donald Trump na platformie Truth Social skrytykował jednostronną relację z NATO, podkreślając, że Stany Zjednoczone wydają 999 mld dolarów na obronność, znacznie więcej niż inni sojusznicy.
  • Pentagon planował dalsze redukcje sił USA w Europie, ale plany te zostały wstrzymane; jednocześnie USA zadeklarowały otwartość na dokończenie wstrzymanej rotacji brygady do Polski oraz ustanowienie stałej bazy w tym kraju.
  • Polska, z wydatkami na obronność wynoszącymi 4,3% PKB (najwięcej w NATO), wyraziła zainteresowanie stałą bazą USA i dołączeniem do programu Nuclear Sharing.
  • Europejscy sojusznicy w dużej mierze wypełnili luki po planowanych redukcjach sił USA, a wszystkie te kwestie będą kluczowym tematem nadchodzącego szczytu NATO w Ankarze, który rozpocznie się 7 lipca.

Trump w piątek (3 lipca) po godzinie 5 czasu polskiego, na swojej platformie Truth Social, wyraźnie zaznaczył swoje niezadowolenie z obecnego stanu relacji w ramach NATO. Jak napisał,

„To śmieszne, żeby Stany Zjednoczone nadal podążały tą jednostronną ścieżką, skoro ta relacja nie jest wzajemne. Nie było ich przy nas!!!”.

Wpisowi towarzyszyła grafika, która w sposób jaskrawy przedstawiała dysproporcję w nakładach na obronność między USA a innymi państwami Sojuszu. Z grafiki tej wynikało, że Stany Zjednoczone wydają na obronność 999 miliardów dolarów, co stanowi około 11 razy więcej niż kolejne państwo w zestawieniu – Wielka Brytania, której wydatki oszacowano na 90,5 miliarda dolarów. W dalszej kolejności znalazły się Francja z 66,5 miliardami dolarów, Włochy z 48,8 miliardami dolarów, a Polska z 44,3 miliardami dolarów.

Krytyka Trumpa nie jest nowością. W ostatnich miesiącach prezydent USA wielokrotnie wyrażał swoje rozczarowanie sojusznikami z NATO, twierdząc, że nie udzielili oni USA wystarczającego wsparcia, chociażby w wojnie z Iranem. Nazywał również Sojusz „papierowym tygrysem”. Już we wcześniejszym wpisie na Truth Social Trump stwierdził, że „USA wydają na NATO więcej pieniędzy niż jakikolwiek inny kraj, zdecydowanie najwięcej, by je chronić, nie odnosząc z tego żadnych korzyści”. Wymienił wtedy również Polskę z kwotą 44,3 miliarda dolarów, co potwierdził także w czwartek, określając sytuację jako „absurdalną”.

Dane, na które powoływał się Trump, to szacunkowe wydatki na obronność krajów Sojuszu, pochodzące z zestawień NATO. Wiosną tego roku, sekretarz generalny organizacji Mark Rutte w swoim rocznym raporcie poinformował, że europejskie kraje NATO i Kanada zwiększyły w 2025 roku wydatki na obronę o 20 procent w ujęciu realnym w porównaniu z rokiem poprzednim. Warto podkreślić, że Polska wyróżnia się w tym kontekście, gdyż jej wydatki na obronność wyniosły 4,3 procent PKB, co jest najwyższym wskaźnikiem wśród państw NATO.

Najnowsze wpisy Donalda Trumpa pojawiły się tuż przed rozpoczynającym się 7 lipca szczytem NATO w Ankarze, stolicy Turcji. W ubiegłym tygodniu Trump oświadczył podczas spotkania z sekretarzem generalnym NATO, że na szczyt przyjedzie wyłącznie z szacunku do prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Zaznaczył również, że gdyby na stanowisku sekretarza generalnego Sojuszu był ktoś inny, „nie byłoby tego spotkania”, co wskazuje na jego osobiste niezadowolenie z dotychczasowego kierownictwa NATO. Mimo to, Trump wyraził uznanie dla Polski i prezydenta Karola Nawrockiego. Polskę w Ankarze reprezentować będzie prezydent wraz z małżonką, w towarzystwie przedstawicieli ministerstw obrony narodowej i spraw zagranicznych.

Amerykańskie wojska w Europie: redukcje i niepewność

W tle ostrych słów Trumpa toczyły się również dyskusje na temat rozmieszczenia wojsk USA w Europie. Jak podał „Wall Street Journal”, szef Pentagonu Pete Hegseth w czerwcu przygotowywał się do ogłoszenia w Brukseli kolejnych redukcji amerykańskich sił. Plan ten zakładał wykraczanie poza wstrzymaną rotację pancernej brygady do Polski oraz wycofaną wcześniej brygadę z Rumunii. Decyzja ta została jednak wstrzymana po interwencji szefa dyplomacji USA Marka Rubia i innych urzędników Białego Domu. Ostatecznie, zamiast konkretnych decyzji, Hegseth poinformował jedynie o przeglądzie rozmieszczenia sił USA na kontynencie, który ma potrwać do sześciu miesięcy. Incydent ten, zdaniem „Wall Street Journal”, pokazuje, że administracja Trumpa „nie ustaliła jeszcze tempa ani skali” potencjalnych redukcji obecności wojskowej w Europie.

Biały Dom, pytany przez dziennikarzy, skierował wszelkie zapytania do Departamentu Obrony. Główny rzecznik Pentagonu, Sean Parnell, oświadczył, że „Hegseth zadbał o to, by jego przekaz był zgodny z celami i priorytetami prezydenta, i nie chciał wkraczać w przestrzeń decyzyjną prezydenta”. „WSJ” przypomina również, że w maju Hegseth nagle odwołał dziewięciomiesięczną rotację brygady pancernej z Fort Hood w Teksasie do Polski. Ta decyzja spotkała się z krytyką kongresmenów obu partii i zaniepokoiła polskich urzędników, którzy w rozmowach z dziennikiem podkreślali, że nie byli o niej konsultowani. Co więcej, miała ona zaskoczyć samego Trumpa, który – jak informował wcześniej „WSJ” – zadzwonił do Hegsetha z pytaniem, dlaczego traktuje w ten sposób „cenionego sojusznika”, a następnie zapowiedział wysłanie do Polski 5 tysięcy żołnierzy. Mimo tych zapowiedzi, amerykańscy urzędnicy potwierdzają, że dodatkowi żołnierze nie zostali dotąd rozmieszczeni.

Perspektywa dalszych cięć w liczebności wojsk USA w Europie nadal jest realna. Hegseth i jego główny doradca, podsekretarz obrony ds. politycznych Elbridge Colby, są postrzegani jako zwolennicy redukcji amerykańskich sił zaangażowanych w Europie. Colby od lat zabiega o ograniczenie zobowiązań USA poza Azją, aby uwolnić zasoby na powstrzymywanie Chin, co wskazuje na strategiczną zmianę priorytetów w amerykańskiej polityce obronnej. Zaniepokojeni kongresmeni obu partii wpisali do projektu ustawy o wydatkach na obronę zapisy zakazujące Departamentowi Obrony redukcji poziomu wojsk poniżej 76 tysięcy bez uprzedniego przeglądu ryzyka przeprowadzonego przez dowódcę sił USA w Europie i szefa Kolegium Połączonych Szefów Sztabów. Projekt nakazuje też m.in. dokonanie analizy dotyczącej potencjalnej stałej obecności w Polsce oraz dodatkowej eskadry F-35, co świadczy o rosnącym poparciu dla wzmocnienia wschodniej flanki NATO w amerykańskim parlamencie.

Polska w centrum uwagi: stała baza i Nuclear Sharing

Mimo tych zawirowań, Polska aktywnie zabiega o wzmocnienie swojej pozycji w ramach NATO. Podsekretarz obrony USA ds. politycznych Elbridge Colby po spotkaniu z szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) Bartoszem Grodeckim ocenił czwartkową (2 lipca) rozmowę jako „bardzo owocną”. Jak napisał Colby na platformie X,

„Odbyliśmy bardzo owocną dyskusję na wielu frontach, między innymi na temat wzmocnienia obecności sił zbrojnych USA w Polsce i postępów w realizacji NATO 3.0. Polska nadal jest wzorowym sojusznikiem i bardzo cenimy jej przywództwo i partnerstwo”. 

Po rozmowie z amerykańskim urzędnikiem, szef polskiego BBN Bartosz Grodecki powiedział dziennikarzom, że Colby wyraził otwartość na ustanowienie stałej bazy USA w Polsce. Co więcej, minister zapewnił, że wstrzymana rotacja wojsk USA do Polski zostanie dokończona, choć jeszcze nie wiadomo, w jakiej formie.

„Jeśli chodzi o dokończenie rotacji, wciąż czekamy na zakończenie prac planistycznych. Tutaj nie padł ani termin, ani (informacja), jakiej dokładnie jednostki możemy się spodziewać na terytorium Polski, ale - co jest istotne - kwestia tego, czy ta jednostka przyjedzie, nie jest w ogóle (...) kwestionowana” – powiedział Grodecki, dodając, że o szczegółach zdecydują planiści „najszybciej, jak to tylko jest możliwe”.

Grodecki podkreślił, że sprawa dokończenia rotacji jest traktowana odrębnie od kwestii stałej bazy USA w Polsce, do czego Waszyngton również odnosi się w sposób otwarty. „Stała baza jest na agendzie, jest duża wola do rozpoczęcia tego projektu. Ogromny wpływ oczywiście na taką decyzję mają bezpośrednie i bardzo dobre, czy doskonałe relacje prezydentów, czyli prezydenta polskiego i prezydenta Trumpa” – stwierdził. Aby zrealizować ten plan, Polska musi jednak złożyć konkretną ofertę, która powinna zawierać specustawę przyspieszającą proces budowy infrastruktury, harmonogram oraz zapewnienie finansowania. Szef BBN oszacował koszt budowy takiej bazy na około kilku miliardów złotych, podkreślając, że „patrząc na to, ile wydajemy w tej chwili na zbrojenia i na konieczność zbrojenia się (...) nie są to koszty, które byłyby niemożliwe do udźwignięcia, jeśli chodzi o budżet państwa”.

Dopytywany o liczbę żołnierzy, Bartosz Grodecki sprecyzował, że po wstrzymaniu rotacji 4-tysięcznej brygady pancernej i zapowiedzi Donalda Trumpa o wysłaniu „5 tys. dodatkowych żołnierzy”, docelowo w Polsce może być „około rzeczywiście 10 tys. żołnierzy i wypełnienie tej brakującej ilości”. Dodał również, że stała baza będzie powstawała przez pewien okres, „przynajmniej dwa, może nawet do trzech lat”. Warto zaznaczyć, że jeszcze dzień wcześniej, po spotkaniu z szefem dyplomacji USA Markiem Rubio, szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz sugerował, że nagle wstrzymany w maju przerzut rotacyjnej brygady pancernej z Teksasu do Polski nie zostanie wznowiony.

„Została podtrzymana ta deklaracja o kwestii dodatkowych 5 tysięcy. Natomiast wcale nie oznacza to, że ta wstrzymana brygada 4 tysięcy żołnierzy, która nie rotowała, że ona przypłynie do Polski” – mówił Przydacz, sugerując, że należy raczej traktować obecność amerykańską „już w nowej formule właśnie jako całościowy, nowy koncept obecności amerykańskiej”.

Kolejnym istotnym aspektem rozmów jest program Nuclear Sharing. Grodecki stwierdził, że po stronie USA jest „ogromna otwartość” na dołączenie Polski do tego programu. Dopytywany, czy oznacza to potencjalne stacjonowanie głowic nuklearnych na terytorium Polski, minister odpowiedział, bez podawania szczegółów, że chodzi o „dołączenie do programu”.

„To (...) w jakiej formule - my mamy przede wszystkim możliwość w tej chwili, posiadając te F-35 do przenoszenia takich zdolności - to konkretnie na dzisiaj nie pada, ale sama wola (...) to ciepłe przyjęcie nas w Waszyngtonie, zrozumienie naszej roli na wschodniej flance i wzmacnianie naszej odporności i bezpieczeństwa przekłada się właśnie na to, że dzisiaj jesteśmy w stanie bardzo otwarcie i z pozytywnym przekazem rozmawiać właśnie o dołączeniu do tego, do tego programu” – wyjaśnił szef BBN.

Nuclear Sharing to program NATO, w ramach którego Stany Zjednoczone rozmieszczają broń jądrową na terytoriach wybranych państw członkowskich nieposiadających własnego arsenału nuklearnego. Obecnie są to Niemcy, Włochy, Holandia, Belgia i Turcja.

NATO szuka rozwiązań: Europejscy sojusznicy wypełniają luki

W obliczu amerykańskich planów redukcji sił w Europie, europejskie kraje NATO w dużej mierze wypełniły luki, pozostawione przez USA w planach obronnych Sojuszu – powiedział w czwartek agencji Reutera naczelny dowódca amerykańskich sił w Europie gen. Alexus Grynkewich. Podkreślił, że NATO poszukuje rozwiązań, aby zaradzić pozostałym niedociągnięciom w kilku obszarach. Grynkewich odniósł się w ten sposób do wcześniejszych informacji Reutera, który za źródłami w NATO podał, że w przyszłym tygodniu na szczycie w Ankarze Sojusz ma ogłosić, iż jego europejscy członkowie wypełnili niemal wszystkie ubytki w siłach obronnych, powstałe w wyniku planów redukcji amerykańskich żołnierzy w Europie.

„Większość może tego nie wiedzieć, ale w ciągu kilku tygodni europejscy sojusznicy w dużej mierze wypełnili luki pozostawione przez USA w ramach Nowego Modelu Sił NATO” – powiedział Grynkewich – „w kilku obszarach, w których to się nie stało, gdzie nie ma odpowiednich możliwości, aby zastąpić siły USA, szukamy alternatywnych rozwiązań”. Głównym problemem dla europejskich krajów NATO będzie kwestia bombowców strategicznych, bowiem USA zadeklarowały pozostawienie w Europie tylko jednej takiej maszyny zamiast dwóch. W maju Waszyngton poinformował swoich sojuszników w NATO, że zredukuje swoje siły w Europie. Grynkewich mówił wówczas, że krok ten ma stopniowo położyć kres „niezdrowej współzależności” krajów europejskich od wojsk amerykańskich w obliczu możliwości wybuchu konfliktów na kilku teatrach działań.

Sekretarz generalny NATO Mark Rutte zapewnił w połowie czerwca, że sojusznicy USA zwiększają swój wkład w obronność i wypełnią wiele luk po amerykańskich siłach, ale nie podał szczegółów. USA nie ujawniły dotąd dokładnych planów redukcji swoich wojsk w Europie, ale jak wynika z danych przekazanych przez wojskowe źródło, obejmować one z pewnością będą myśliwce, drony, samoloty tankujące i okręty. Liczba amerykańskich myśliwców F-15 i F-15E w Europie spadnie o jedną trzecią – do 99, a liczba dronów MQ-4 i MQ-9 Reaper zmniejszona zostanie o połowę – do 12. Liczba samolotów tankujących KC-135 i KC-46 ma spaść z 79 do 63, natomiast z dwóch bombowców strategicznych pozostanie jeden. Stan morskich samolotów patrolowych obniżony zostanie z 26 do 15, liczba niszczycieli zredukowana zostanie z 17 do 9, a USA zabiorą też jedyny okręt podwodny, przenoszący pociski manewrujące. Wszystkie te zmiany wskazują na poważne przeobrażenia w architekturze bezpieczeństwa Europy, zmuszające europejskich członków NATO do większej samodzielności i odpowiedzialności za własną obronę.

PROF. PŁUDOWSKI: Relacje polsko-amerykańskie są dziś zagadką