- Wiceszef MON Cezary Tomczyk poinformował w Sejmie o nowych procedurach zestrzeliwania statków powietrznych, które weszły w życie 1 października. Zamiast identyfikacji wzrokowej wystarczy teraz "identyfikacja pozytywna", oparta na wielu źródłach danych, a ostateczną decyzję podejmuje Dowódca Operacyjny.
- Lekkie samoloty bojowe FA-50GF, zakupione od Korei Południowej, weszły w dyżury bojowe, stacjonując m.in. w bazie w Mińsku Mazowieckim. Wiceminister Tomczyk skrytykował opóźnienia w ich uzbrojeniu i wejściu do służby.
- MON przygotowuje również "ustawę przedwojenną", której celem jest kompleksowe przygotowanie całego państwa, w tym administracji i samorządów, na ewentualne operacje obronne i kryzysy, konsultując ją z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego.
Polskie siły zbrojne wprowadziły od 1 października nowe, uproszczone procedury dotyczące identyfikowania i zestrzeliwania obcych obiektów w polskiej przestrzeni powietrznej. Wiceszef MON Cezary Tomczyk, odpowiadając w piątek (9 października) na pytania posłów KO, podkreślił, że kluczową zmianą jest odejście od dotychczasowego wymogu identyfikacji wzrokowej na rzecz identyfikacji pozytywnej. Jest to krok podyktowany zmieniającymi się warunkami bezpieczeństwa i potrzebą szybszej oraz bardziej efektywnej reakcji na potencjalne zagrożenia.
Jak wyjaśnił Cezary Tomczyk, „do zestrzelenia obiektu wystarczająca będzie jego pozytywna identyfikacja, a nie jak wcześniej identyfikacja wzrokowa”. Dodał również, że identyfikacja pozytywna musi wynikać z kilku informacji, które „razem pozwalają odpowiednio określić cel albo z odpowiednio dużym prawdopodobieństwem, czy pewnością określić, z czym mamy do czynienia”. Oznacza to, że decyzja o użyciu uzbrojenia nie będzie już uzależniona wyłącznie od wizualnego potwierdzenia, co w dynamicznych sytuacjach powietrznych mogło stanowić znaczne ograniczenie.
W praktyce, jak tłumaczył wiceszef MON, „jeżeli pilot z kilku źródeł pozyska informację, np. z radaru, że obiekt wleci do strefy zakazanej, ma informację od sojuszników, to zbiór tych informacji pozwala na tzw. identyfikację pozytywną i na użycie uzbrojenia wobec takiego celu”. Jest to znaczące unowocześnienie procedur zestrzeliwania statków powietrznych, które ma zapewnić większą elastyczność i szybkość działania w przypadku naruszenia suwerenności polskiej przestrzeni powietrznej. Mimo tej zmiany, ostateczną decyzję o użyciu ognia zawsze podejmuje Dowódca Operacyjny, co gwarantuje zachowanie odpowiedniego poziomu kontroli i odpowiedzialności.
Cezary Tomczyk podkreślił, że zmiany te są nieuniknione, ponieważ „zmieniły się warunki, w związku z tym polskie siły zbrojne do tych warunków muszą się dostosować”. Dodał także, że Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Ireneusz Nowak „na bieżąco zmienia procedury tak, żeby dostosować je do sytuacji”. Wiceminister zaznaczył, że w warunkach wojennych zestrzelenie obiektu jest możliwe z wielu kilometrów, przy pełnym wykorzystaniu sprzętu. Jednakże, w warunkach pokoju, w jakich znajduje się Polska, sytuacja jest bardziej złożona, ze względu na obecność samolotów pasażerskich, awionetek, śmigłowców, a także samolotów wojskowych i sojuszniczych. Wszystkie te czynniki muszą być brane pod uwagę, aby uniknąć przypadkowych incydentów. „Może dojść do awarii transpondera, utraty łączności, zakłóceń systemu nawigacji satelitarnej. To wszystko musimy wziąć pod uwagę, bo te zasady dotyczą również naszych pilotów. Również nasi piloci mogą znaleźć się w sytuacji zagrożenia czy niebezpieczeństwa” – ostrzegł Cezary Tomczyk, wskazując na potrzebę zbalansowania skuteczności z bezpieczeństwem.
FA-50GF na straży: Od bezbronności do dyżurów bojowych
Kolejną ważną informacją przekazaną przez wiceszefa MON Cezarego Tomczyka było wejście lekkich samolotów FA-50GF w dyżury bojowe. Jak przypomniał, tę wiadomość na początku października ogłosił wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Tomczyk skrytykował jednak opóźnienia w tym procesie, stwierdzając, że samoloty „już dawno powinny były na takie dyżury wejść”. Główną przyczyną zwłoki był fakt, że maszyny zakupione wcześniej przez byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka nie posiadały uzbrojenia, co uniemożliwiało ich pełnoprawne wykorzystanie w systemie obronnym kraju.
Ten brak uzbrojenia na nowo zakupionych samolotach budził wiele kontrowersji i był przedmiotem debaty publicznej. Wejście FA-50GF w dyżury bojowe oznacza zatem nie tylko wzmocnienie zdolności obronnych Polski, ale także zamknięcie pewnego etapu problemów związanych z ich początkowym wyposażeniem. Samoloty te, choć lekkie, stanowią ważny element systemu obrony powietrznej, szczególnie po przekazaniu Ukrainie myśliwców MiG-29, które wcześniej stacjonowały w Mińsku Mazowieckim. Nowe maszyny mają za zadanie wypełnić lukę operacyjną i zapewnić ciągłość ochrony polskiej przestrzeni powietrznej.
"Ustawa Przedwojenna": Jak Polska Przygotowuje się na Kryzys?
Cezary Tomczyk odniósł się również do przepisów przygotowywanych od kilkunastu tygodni, które określił mianem tzw. "ustawy przedwojennej". Jest to inicjatywa mająca na celu kompleksowe przygotowanie państwa na ewentualny kryzys, czerpiąc wnioski z konfliktu na Ukrainie. „Wnioski z Ukrainy pokazują(...), że całe państwo musi być gotowe na prowadzenie ewentualnej operacji obronnej. Musi być gotowa administracja, musi być gotowy samorząd i muszą być gotowe wszystkie części składowe” – podkreślił wiceszef MON.
Jak wyjaśnił Cezary Tomczyk, przepisy te mają być „określeniem warunków, w jakich państwo może przygotowywać się na kryzys pomiędzy stanem pokoju a stanem wyjątkowym, albo stanem wojennym, czy wreszcie stanem wojny”. Oznacza to stworzenie ram prawnych i organizacyjnych, które umożliwią płynne przejście z okresu pokoju do sytuacji kryzysowej, angażując w ten proces wszystkie niezbędne instytucje i poziomy administracji. Celem jest zapewnienie spójności i skuteczności działań w obliczu zagrożenia.
Wiceszef MON zapewnił również, że wszystkie elementy, które mają znaleźć się w tzw. "ustawie przedwojennej", są konsultowane z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. Podkreślił, że „tutaj musi być pełna synergia i ustawy, które proponuje resort obrony, na końcu muszą znaleźć aprobatę prezydenta”. Taki wspólny front i współpraca pomiędzy kluczowymi instytucjami państwowymi są niezbędne do skutecznego wdrożenia tak istotnych regulacji. „Uważam, że tutaj trzeba działać razem, mówić jednym głosem” – zaznaczył Cezary Tomczyk, podkreślając wagę jedności w kwestiach bezpieczeństwa narodowego.
Samoloty FA-50
Samoloty FA-50 to lekkie maszyny bojowe produkowane przez południowokoreańską firmę KAI. Ich zakup przez polski rząd, obok armatohaubic K9, czołgów K2 i wyrzutni Homar-K, został ogłoszony pod koniec lipca 2022 roku. Samoloty FA-50 zostały zamówione jako maszyny szkolno-bojowe, co oznacza, że ich podstawowym przeznaczeniem jest szkolenie nowych pilotów wojskowych, na przykład tych, którzy w przyszłości będą latać na samolotach F-16. Niemniej jednak, FA-50 są również zdolne do wykonywania misji bojowych, choć ich możliwości nie dorównują w pełni "pełnoprawnym" samolotom bojowym, takim jak F-16 czy F-35.
Polska miała otrzymać łącznie 48 sztuk FA-50. Pierwszych 12 zamówionych przez polski resort obrony samolotów FA-50GF dotarło do Polski w lipcu 2023 roku. Kolejne zamówienie przewidywało dostawę dalszych 36 maszyn w spolonizowanej wersji FA-50PL w latach 2025-2028. Dostarczone już samoloty koreańskiej produkcji trafiły na wyposażenie bazy lotniczej w Mińsku Mazowieckim, zastępując tamtejsze MiGi-29, które zostały przekazane Ukrainie. W ubiegłym roku resort obrony zapowiadał, że w bieżącym roku FA-50 wejdą w system dyżurów bojowych, co teraz stało się faktem.