Nowe zasady obrony polskiego nieba. MON zmienia procedury identyfikacji obiektów powietrznych

Polska wprowadza zmiany w procedurach obrony polskiej przestrzeni powietrznej. Od 1 października wojsko będzie mogło zestrzeliwać obce obiekty latające na podstawie tzw. identyfikacji pozytywnej, rezygnując z dotychczasowego wymogu wizualnego potwierdzenia. Decyzja ta, ogłoszona przez wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, jest bezpośrednią odpowiedzią na rosnące zagrożenie związane z wojną w Ukrainie i częstymi naruszeniami granic przez drony i pociski.

Do tej pory zasady obrony polskiej przestrzeni powietrznej w czasie pokoju opierały się na konieczności wizualnej identyfikacji każdego obcego obiektu, który wtargnąłby na terytorium Polski. Oznaczało to, że pilot myśliwca musiałby zbliżyć się do intruza na tyle blisko, by móc go jednoznacznie rozpoznać, zanim podjęta zostałaby decyzja o jego zneutralizowaniu. Ta procedura, choć mająca na celu minimalizację ryzyka zestrzelenia np. cywilnego samolotu, w obliczu dynamicznie zmieniającej się sytuacji stała się niewystarczająca.

Jak poinformował w poniedziałek (28 września) wiceszef MON Cezary Tomczyk, nowe procedury przewidują zastąpienie tego wymogu tzw. identyfikacją pozytywną. Zmiana ta umożliwi podjęcie decyzji o zestrzeleniu intruza na podstawie kompleksowych danych.

„Po zmianie procedur pilot lub jego dowódca będzie mógł podjąć decyzję o zestrzeleniu obcego obiektu na podstawie informacji zbieranych przez radary i inne systemy czy informacji przekazanych przez stronę ukraińską, która regularnie zmaga się z nalotami rosyjskich dronów i pocisków” – wynika z przekazanych informacji.

Oznacza to, że dane z systemów radarowych, innych technologii monitorujących przestrzeń powietrzną, a także informacje wywiadowcze czy operacyjne pochodzące np. od strony ukraińskiej, będą wystarczające do podjęcia decyzji o działaniu. To znacząco przyspieszy i usprawni reakcję na potencjalne zagrożenia.

Dlaczego Polska zmienia zasady obrony powietrznej? Kontekst zagrożeń

Potrzeba wprowadzenia nowych, bardziej elastycznych i szybkich procedur wynika bezpośrednio z trwającej agresji Rosji na Ukrainę. Polska, jako kraj graniczny, jest szczególnie narażona na incydenty związane z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej przez drony czy pociski, które mogą zbaczać z kursu lub celowo wlatywać na terytorium państwa. Przedstawiciele MON jasno wskazują na konieczność adaptacji do nowej rzeczywistości.

Cezary Tomczyk podkreślił, że obecna sytuacja wymaga zdecydowanych działań. „Do tej pory nie korzystaliśmy z tego typu możliwości, bo one są zazwyczaj zarezerwowane dla stanu wojny albo stanu wojennego. Natomiast w związku z zagrożeniem. W związku z tym, że Polska dzisiaj codziennie zmaga się z możliwością wlotu dronów na teren naszego kraju, musimy wprowadzić tego typu zmiany i na rzecz pilotów, i na rzecz bezpieczeństwa państwa” – tłumaczył wiceszef MON. 

Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził gotowość wojska do wdrożenia tych zmian. W środę (30 września) odebrał meldunek od dowódcy operacyjnego gen. Ireneusza Nowaka, który poinformował, że nowe procedury są już w pełnej gotowości.

„1 października jest zawsze takim dobrym momentem nie tylko do rozpoczęcia roku akademickiego, ale również wdrażania nowych procedur” – dodał Kosiniak-Kamysz, wskazując na symboliczną datę wejścia w życie nowych regulacji.

Kto podejmie decyzję o zestrzeleniu? Kompetencje i brak zmian legislacyjnych

Istotnym aspektem nowych procedur jest fakt, że nie wymagają one zmian legislacyjnych. Jak zaznaczył szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, są one wdrażane na poziomie wojska. Chodzi o „jasne, "wykute na blachę", procedury postępowania wyznaczone przez dowództwo, do których będą się stosować piloci i inni żołnierze zaangażowani w obronę przeciwlotniczą”. To podkreśla, że MON ma pełne kompetencje do wprowadzenia tych zmian w ramach istniejącego porządku prawnego.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, to Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych jest odpowiedzialny za ochronę polskiej przestrzeni powietrznej i nadzoruje ją za pomocą Centrum Operacji Powietrznych. Co do zasady, to właśnie dowódca operacyjny może podjąć decyzję o zestrzeleniu obcego obiektu. Może on również upoważnić do takiej decyzji pilotów myśliwców. Nowe procedury nie zmieniają tej hierarchii decyzyjnej, lecz modyfikują kryteria, na podstawie których decyzje te są podejmowane.

W praktyce oznacza to, że piloci oraz ich dowódcy będą mieli większą swobodę i narzędzia do szybkiego reagowania na zagrożenia. W sytuacji, gdy liczy się każda sekunda, rezygnacja z czasochłonnej wizualnej identyfikacji na rzecz identyfikacji pozytywnej opartej na danych technologicznych i wywiadowczych, jest kluczowa dla utrzymania bezpieczeństwa i suwerenności polskiej przestrzeni powietrznej. Nowe zasady stanowią istotny krok w adaptacji wojska do współczesnych wyzwań i zagrożeń wynikających z dynamicznej sytuacji geopolitycznej w regionie.

Ukraina unieszkodliwia 55 proc. dronów odrzutowych Rosji, musimy dojść do 90 proc.

W swoim wystąpieniu wideo 26 września Wołodymyr Zełenski wyraził zaniepokojenie obecnym poziomem skuteczności w zestrzeliwaniu rosyjskich dronów odrzutowych. Stwierdził, że „Skuteczność Ukrainy w zestrzeliwaniu odrzutowych rosyjskich dronów wynosi obecnie 55 proc., musimy zestrzeliwać co najmniej 90 proc.”. To ambitny cel, biorąc pod uwagę skalę ataków. Prezydent Ukrainy podkreślił, że mimo wysiłków, znaczna część tych zaawansowanych maszyn wciąż dociera do celów. „Niestety, znaczna część wciąż dociera do celów” – dodał Zełenski, wskazując na pilną potrzebę wzmocnienia systemów obronnych. Celem jest osiągnięcie poziomu obrony nie niższego niż ten, który Ukraina wypracowała w walce ze standardowymi dronami Shahed, gdzie skuteczność zestrzeliwania przekracza 90 procent.

Wołodymyr Zełenski przedstawił także alarmujące dane dotyczące intensywności rosyjskich ataków dronami oraz planowanych inwestycji w ich produkcję. Poinformował, że we wrześniu siły rosyjskie wystrzeliły na Ukrainę ponad 2730 dronów odrzutowych oraz amunicji krążącej. Z tej liczby, ponad 1500 maszyn zostało zestrzelonych lub unieszkodliwionych. Co więcej, prezydent Ukrainy ujawnił, że w przyszłym roku Rosja planuje wydać ogromną sumę 12 miliardów dolarów wyłącznie na produkcję dronów odrzutowych oraz amunicji krążącej. 

KIERWIŃSKI: Rosja wchodzi na nowy poziom wojny hybrydowej z całą Europą

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki