- Masowe użycie dronów na Ukrainie bezlitośnie obnażyło kosztowną słabość obrony powietrznej NATO, gdzie drogie rakiety walczą z tanimi bezzałogowcami.
- Eksperci proponują rewolucyjne rozwiązanie: stworzenie wyspecjalizowanej floty lekkich samolotów bojowych, które odciążą kluczowe myśliwce.
- Odkryj, dlaczego polskie FA-50 i czeskie L-39NG są kluczem do tej strategii i jak mogą chronić nasze niebo przed nowymi zagrożeniami.
W odpowiedzi na tę lukę i krytyczną asymetrię kosztowa oraz wyczerpywalność zasobów w walce z masowo stosowanymi bezzałogowcami uderzeniowymi, Justin Bronk, ekspert Royal United Services Institute (RUSI) i profesor Royal Norwegian Air Force Academy proponuje stworzyć wyspecjalizowaną flotę lekkich maszyn przechwytujących NATO. Kluczem do sukcesu tej strategii ma być wykorzystanie lekkich samolotów bojowych oraz nowoczesnych maszyn szkolno-bojowych do patrolowania niskich pułapów.
Co ciekawe, jako przykład optymalnych maszyn do tego typu zadań, znajdujących się już w siłach zbrojnych NATO, wskazał on polskie maszyny FA-50GF/PL i czeskie L-39NG. Szczególnie wariant FA-50PL wydaje się, zgodnie z jego koncepcją, optymalny do niszczenia stanowiących największe wyzwanie odrzutowych dronów kamikaze, coraz szerzej stosowanych przez Rosję.
Problem ekonomii skali i pułapki kosztowej
Klasyczne doktryny Zintegrowanej Obrony Powietrznej i Przeciwrakietowej (IAMD - Integrated Air and Missile Defence) projektowano z myślą o zwalczaniu załogowego lotnictwa taktycznego oraz pocisków manewrujących i balistycznych. Jest ona realnie oparta o zagrożenia sprzed 30-40 lat, gdy koszt środków napadu powietrznego, szczególnie pocisków manewrujących i rakiet balistycznych, stanowiących największe wyzwanie, był jednostkowo bardzo wysoki.
Starcie z falami tanich dronów roju (jak Shahed-136/Geran-2 czy ich nowsze warianty odrzutowe) ujawniło słabość naziemnych systemów obrony powietrznej w ich zwalczaniu. Dotąd automatyczna broń przeciwlotnicza kalibru 12,7 mm do 40 mm stanowiła optymalne rozwiązaniem, wspierane niekiedy pociskami APKWS czy inną niskokosztową amunicja rakietową. Dziś, ze względu na większy pułap i prędkość bezzałogowców z napędem odrzutowym, stają się one coraz mniej efektywne. Wyjątkiem jest obrona punktowa celów o niewielkiej powieszchni przed bezpośrednim atakiem, czyli w fazei terminalnej lotu.
Jednocześnie wykorzystanie myśliwców V i IV+ generacji (F-35A, Eurofighter Typhoon, Gripen, F-16) do neutralizacji dronów jest ekonomicznie nieefektywne. Godzina lotu myśliwca wielozadaniowego oscyluje w granicach 30 000–40 000 USD. Dodając do tego koszty użytego uzbrojenia uzyskujemy horrendalnie nieefektywny bilans.
O ile w warunkach pojedynczych incydentów, z jakimi mamy obecnie do czynienia na granicy NATO, jest to jeszcze dopuszczalne, to w przypadku konfliktu lub nasilenia takich zdarzeń, bilans jest nie do obrony. Ponadto zaawansowane myśliwce naddźwiękowe charakteryzują się wysoką prędkością minimalną, co utrudnia im stabilne śledzenie i rażenie wolno latających celów na małych wysokościach.
Wolną latających z perspektywy maszyny osiągającej prędkość 1,5-2 Macha. Jak się okazuje, dla samolotów turbośmigłowych czy śmigłowców, drony odrzutowe są celami zbyt szybkimi by je skutecznie zwalczać. Jak wskazują doświadczenia z Ukrainy, skuteczna prędkość niezbędna do przechwycenia takich maszyn jak Geran-5 to 300 węzłów, czyli ponad 550 km/h. Większość maszyn szkolno-bojowych z napędem turbośmigłowym nie osiągnie takiej prędkości przenosząc uzbrojenie i sensory niezbędne do zwalczania takich celów w locie poziomym, a jedynie w nurkowaniu. Jakie jest więc rozwiązanie?
Koncepcja RUSI: Połączony elastyczny komponent powietrzny
Proponowana przez Justina Bronka koncepcja zakłada utworzenie mobilnej warstwy obrony, która wspiera naziemne zestawy rakietowe i artyleryjskie. Zamiast ograniczonego zasięgiem horyzontu radiolokacyjnego baterii naziemnych, samoloty patrolujące przydzielone sektory mogą elastycznie reagować na zagrożenia.
Do tego zadania ekspert RUSI proponuje lekkie szkolno-bojowe lub bojowe samoloty odrzutowe, których koszt godziny lotu wynosi 3000–6000 USD, czyli niemal dziesięciokrotnie mniej, niż myśliwców wielozadaniowych. Niewyluczone, że w przyszłości co najmiej część tych zadań mogą przejąć odrzutowe bezzałogowce przechwytujące, takie jak np. rozwijana przez Diehl Defence maszyna Cobra 600 AIRLAS uzbrojona w pojedynczy pocisk IRIS-T.
FA-50 i L-39NG: Duet doskonałej synergii
Jak przekonuje ekspert RUSI, do tej roli warto wykorzystać samoloty szkolno-bojowe które znajdują się już na wyposażeniu krajów NATO. Wskazał tutaj szczególnie trzy typy odrzutowców tej klasy: KAI FA-50GF/PL, Leonardo Aircraft M346 oraz Aero L39NG. Natomiast pod względem synergii i optymalizacji kosztów, jego zdaniem ideslny zestaw tworzy polski FA-50 (szczególnie w docelowym wariancie Block 20) oraz czeski L-39NG, operujce w ramach jednostki antydronowej. Każdy z nich wypełnia pewną niszę.
Polskie FA-50GF, a w szczególności oczekiwane FA-50PL (Block 20) to świetny łowca dronów odrzutowych, pocisków manewrujących, perujący głównie w wyższych stref podejścia. Ten samolot to przede wszystkim jedyna tej klasy w NATO maszyna naddźwiękowa, przy tym wyposażona w radar AESA i uzbrojona w trzylufowe działko M61A2 Vulcan 20 mm oraz starsze, tańsze warianty rakiet powietrze-powietrze AIM-9L/M. Wariant FA-50PL będzie wyposażony w zdolność do tankowania w locie, radar AESA PhantomStrike, zaawansowany zasobnik celowniczy Sniper ATP, łącznik danych Link 16 oraz możliwość użycia nowszych pocisków powietrze-powietrze i rakiet naprowadzanych laserowo, które są bardzo skuteczne w zwalczaniu szybkich bezzałogowców. Dzięki wysokiej prędkości i zaawansowanym sensorom FA-50PL może zwalczać cele nieosiagalne dla maszyn takich jak L-39NG czy M-346.
Zaletą najnowszego czeskiego samolotu szkolno-bojowego jest jego koszt eksploatacji, zbliżony do maszyn turbośmigłowych, wysoka zwrotność i możliwość przenoszenia zasobniki z działkami oraz rakiet APKWS naprowadzanych laserowo przez głowicę optoelektroniczną. L-39NG (Next Generation) w odróżnieniu od polskiego FA-50 jest maszyną poddźwiękowa, niezwykle zwrotną i operującą z niską prędkość minimalną, co czyni ją idealnym narzędziem do zwalczania wolnych dronów tłokowych, operujących w reżimie LO-LO (niska prędkość - bardzo niski pułap).
Kluczowym elementem tej koncepcji jest dywersyfikacja uzbrojenia i zadań. Do niszczenia bezzałogowców planuje się wykorzystywać głównie:
- Pokładowe i podwieszane uzbrojenie lufowe (działka kal. 20 mm lub wielkokalibrowe karabiny maszynowe),
- Korygowane rakiety kalibru 70 mm (np. system APKWS), którw kosztują ok. 30–40 tys. USD za sztukę,
- Pociski powietrze-powietrze krótkiego zasięgu, szczególnie starszych generacji (AIM-9L/M Sidewinder), przeciw szczególnie istotnym celom, takim jak pociski manewrujące czy ciężkie drony kamikaze
Regionalny wymiar bezpieczeństwa
Przeniesienie ciężaru walki z dronami na lekką flotyllę pozwala odciążyć kluczowe platformy wielozadaniowe, takie jak F-35 czy F-16, uwalniając je do realizacji zadań wywalczania przewagi powietrznej oraz przełamywania obrony powietrznej przeciwnika (SEAD/DEAD). Wdrożenie analizowanej przez RUSI koncepcji daje Europy Środkowej gotowe, elastyczne i opłacalne ekonomicznie narzędzie do ochrony nieba przed zagrożeniami nowej ery.
Dodatkowym atutem może być tworzenie zdolności w ramach struktury regionalnej, z zaangażowaniem lokalnego przemysłu i komplementarnych zdolności poszczególnych krajów. To kwestia nie tylko militarna, ale rówież polityczna i ekonomiczna. Utworzenie takich zdolności i potwierdzenie ich skuteczności może mieć również istotny efekt odstraszający, wskazując, że NATO uzyskuje skuteczne metody zwalczania tego typu zagrożeń, jakimi obecnie Rosja terroryzuje Ukrainę a Iran paraliżuje transport morski.