„Armia na wojnę, nie na defiladę”. Rozwój Plus przedstawia nową wizję polskiej obronności

Raport „Armia na wojnę, nie na defiladę. Założenia Nowej Polityki Obronnej Polski” autorstwa "Rozwoju Plus" jest próbą zdefiniowania modelu sił zbrojnych podporządkowanych nie efektowi politycznemu czy wizerunkowemu, lecz realnej zdolności do prowadzenia długotrwałego konfliktu. Dokument stanowi kompleksową diagnozę stanu polskiej obronności i wskazuje na liczne, systemowe problemy, których nie rozwiążą same rosnące budżety. Autorzy postulują głęboką, strukturalną reformę, opartą na czterech filarach, która ma przygotować Polskę na realne zagrożenia XXI wieku. Autorzy koncentrują się na problemach dowodzenia, strukturze kadrowej, rezerwach, odporności państwa, zdolnościach rażenia oraz sposobie wydawania rosnących nakładów obronnych.

Punktem wyjścia raportu „Armia na wojnę, nie na defiladę. Założenia Nowej Polityki Obronnej Polski” jest przekonanie, że Polska stanęła równocześnie wobec pogorszenia środowiska bezpieczeństwa i ograniczeń rozwojowo-finansowych. Rozwój Plus wiąże agresywną politykę Rosji, wojnę przeciw Ukrainie, napięcia wewnątrz Zachodu oraz problemy demograficzne z koniecznością przebudowy całego systemu obronnego, a nie wyłącznie dalszego kupowania sprzętu. Dokument "Rozwoju Plus" opublikowany na ich stronie jest propozycją zmiany sposobu myślenia o obronności. Dokument liczący 44 strony przekonuje, że sama liczebność armii, wysoki poziom wydatków lub obecność nowoczesnych systemów uzbrojenia nie przesądzają jeszcze o wartości bojowej państwa.

Autorzy stawiają sprawę jednoznacznie: „same pęczniejące budżety i błyszczący sprzęt nie wystarczą”. Wojna rosyjsko-ukraińska ma ich zdaniem pokazywać, że o powodzeniu obrony decydują również tempo wdrażania innowacji, wykorzystanie danych rozpoznawczych, sprawność dowodzenia, operacje specjalne, odporność administracji oraz „gotowość ludzi do działania – nie tylko żołnierzy”. Raport odrzuca zatem wizję bezpieczeństwa jako usługi świadczonej wyłącznie przez państwo i zawodową armię. W zamian proponuje model, w którym obrona staje się wspólnym zadaniem wojska, administracji, samorządów, przedsiębiorstw, organizacji społecznych i obywateli.

Jak czytamy we wstępie:

"Potrzebujemy roztropnej rewolucji w dziedzinie obronności. Ktoś mógłby zadać pytanie: jak to możliwe, gdy już od prawie dekady rosną wydatki na bezpieczeństwo państwa? Niestety, same pęczniejące budżety i błyszczący sprzęt nie wystarczą. Przykład ukraińskiej wojny obronnej pokazał, że bardziej niż kiedykolwiek liczą się tempo wdrażania innowacji technologicznych, zdolność błyskawicznego gromadzenia i operowania danymi rozpoznawczymi, taktyka działań, kreatywność operacji specjalnych, a przede wszystkim gotowość ludzi do działania – nie tylko żołnierzy. Sukces w walce z Rosją jest dziełem zarówno wojskowych, jak i cywili – ludzi, którzy jeszcze wczoraj byli programistami, nauczycielami, menedżerami czy rolnikami, a dzisiaj pełnią służbę ojczyźnie".

Jak zaznacza się dalej:

"Polska nie miała po 1989 r. jednolitej strategii, która regulowałaby kwestie obronności. Były ogólne Strategie Bezpieczeństwa Narodowego RP (często niezrealizowane w praktyce) i dokumenty niższego rzędu, ale brakowało jednego, wiążącego aktu, wytyczającego, jak kompleksowo budować bezpieczeństwo militarne. Taka strategia jest konieczna, szczególnie dzisiaj, w warunkach pogarszającego się otoczenia bezpieczeństwa i wysokiego poziomu polaryzacji politycznej. Należy wprowadzić tego typu dokument, uchwalany regularnie i rozliczany przed parlamentarzystami. Potrzebujemy debaty na temat wielkiej strategii państwa polskiego i tego, jak powinna się ona przekładać na twarde dokumenty sektorowe – rzeczowej rozmowy o tym, co chcemy osiągnąć jako naród, również w wymiarze bezpieczeństwa".

Raport podzielono między innymi na diagnozę strategiczną, analizę problemów w obszarze kierowania i dowodzenia, problemy kadrowe, strukturę sił zbrojnych, armię rezerwistów, kwestie zdolności rażenia oraz propozycje zmian organizacyjnych i systemowych. Jak można wyczytać z dokumentu, "Rozwój Plus" traktuje obronność jako system, a nie sumę pojedynczych programów modernizacyjnych.

Diagnoza strategiczna: Rosja, Zachód, demografia

Raport zwraca uwagę, że najważniejszym zagrożeniem zostaje Rosja.

"Pierwszym i najważniejszym zagrożeniem militarnym pozostaje Federacja Rosyjska wraz z podporządkowaną jej w wymiarze bezpieczeństwa Białorusią (...) Pomimo szeregu kwestii spornych w relacjach dwustronnych, w interesie narodowym Polski pozostaje utrzymanie niepodległej, suwerennej i zdolnej do obrony przed Moskwą Ukrainy. Trwający konflikt angażuje istotne rosyjskie zasoby, czego odzwierciedleniem jest szereg porażek Kremla na arenie międzynarodowej, jak sytuacja w Górskim Karabachu czy w Syrii, zmiany polityczne w Wenezueli czy utrata wpływów w Azji Centralnej. Widoczny jest również wzrost strukturalnego uzależnienia od Chińskiej Republiki Ludowej".

Mimo tego, Rosja zdołała przejść w tryb gospodarki wojennej i utrzymać istotną część kontaktów na arenie międzynarodowej, utrzymać ciągłość agresywnych operacji przeciwko państwom zachodnim, a przede wszystkim stworzyć działającą w warunkach kryzysowych armię liczącą ponad 0,5 mln żołnierzy zaangażowanych na samej Ukrainie i ponad 1,5 mln w ogóle.

Według autorów raportu:

"Potencjalne zamrożenie konfliktu czy jakakolwiek inna forma jego zakończenia pozwolą Rosji na przekierowanie tych zasobów na inne kierunki. Pauza w konflikcie będzie się też wiązać z możliwością odtworzenia zapasów sprzętu wojskowego, komponentów, rezerw majątkowych czy infrastruktury. Przy utrzymaniu mobilizacji zasobów istnieje ryzyko, że następne agresywne kroki Rosji będą skierowane przeciwko państwom naszego regionu w celu delegitymizacji NATO, skłócenia państw zachodnich i uczynienia z Europy Środkowej strefy spornej, w której wzrośnie realna rola Federacji Rosyjskiej".

W raporcie napisano, że "agresja zbrojna Rosji na Polskę pozostaje realnym ryzykiem, które musimy brać pod uwagę, szczególnie w wymiarze operacji wymierzonej w jedno lub kilka państw wschodniej flanki NATO". Jak czytamy:

"Trwająca destabilizacja wschodniego sąsiedztwa Polski może się objawiać nie tylko bezpośrednimi działaniami wojsk, ale również skoordynowanymi atakami na nasze terytorium, struktury państwowe i ludność cywilną, do których przygotowania już obserwujemy, szczególnie w postaci agresywnej aktywności rosyjskich służb specjalnych, ingerencji w przestrzeń powietrzną RP, testowania szczelności granic państwowych, ataków na infrastrukturę transportową czy inne obiekty użyteczności publicznej. Agresja zbrojna Rosji na Polskę pozostaje realnym ryzykiem, które musimy brać pod uwagę, szczególnie w wymiarze operacji wymierzonej w jedno lub kilka państw wschodniej flanki NATO. Próba rozbicia regionalnej architektury bezpieczeństwa, poprzez atak na jednego z członków Sojuszu, oznacza, że Polska musi być przygotowana nie tylko na obronę własnego terytorium, ale również skuteczne wsparcie wojsk sprzymierzonych".

Raport Rozwoju Plus wskazuje w dalszej kolejności na kolejne poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa i pozycji Polski. Jednym z nich są rosnące napięcia polityczne na Zachodzie. Autorzy podkreślają, że „bezprecedensowy w historii Zachodu okres pokoju i dobrobytu” związany z NATO i integracją europejską dobiegł końca. Podstawy zachodniej architektury bezpieczeństwa są ich zdaniem poważnie zagrożone. Krytykują dążenie do centralizacji decyzji ponad państwami narodowymi, obchodzenie traktatów unijnych, brak szacunku dla demokratycznych wyborów społeczeństw oraz brak nowych pomysłów na współpracę transatlantycką. Zwracają uwagę na brak solidarności w wydatkach obronnych i wikłanie się w spory wewnętrzne zamiast wspólnego odpowiadania na globalne zagrożenia.

Kolejnym jest zagrożenie wyczerpania dotychczasowego modelu rozwojowego Polski oraz zapaść demograficzna. Objawiać się to ma hamowaniem wzrostu gospodarczego, niedostateczną liczbą własnych innowacji, rosnącym uzależnieniem od zewnętrznych decyzji inwestycyjnych oraz pogorszeniem poziomu życia rodzin, co utrwala negatywne trendy demograficzne.

Ostatnim problemem jest kultura polityczna ukształtowana po transformacji ustrojowej. Raport mówi o „transakcyjnym podejściu wielu obywateli do państwa” i postrzeganiu bezpieczeństwa jako kolejnej usługi publicznej świadczonej w zamian za podatki. Ten model „outsourcingu bezpieczeństwa” jest – według autorów – nie do utrzymania, bo efektywna obrona wymaga aktywnego współdziałania władz, obywateli, przedsiębiorców i sektora pozarządowego.Konsekwencje tych procesów mogą być poważne. W perspektywie dekady Polska może mieć coraz większe ograniczenia w suwerennym prowadzeniu polityki obronnej i rozwoju Sił Zbrojnych. Rola Warszawy na arenie międzynarodowej będzie się zmniejszać, co stworzy próżnię wykorzystywaną przez inne państwa do zwiększania uzależnienia Polski w kluczowych obszarach: politycznym, obronnym, ekonomicznym, energetycznym i społecznym.

System obronny w stanie „strategicznego dryfu”

Wizja przedstawiona przez "Rozwój Plus" zakłada konieczność przygotowania Polski do wojny o dużej intensywności, prowadzonej przez długi czas i wymagającej wykorzystania nie tylko wojsk operacyjnych, ale również całego potencjału państwa. W takim konflikcie znaczenie mają nie tylko czołgi, samoloty i artyleria, lecz także zdolność do ich odtwarzania, naprawy, uzupełniania amunicji oraz utrzymania infrastruktury. Autorzy stwierdzają wprost: „System obronny państwa nie jest obecnie gotowy do szybkiej reakcji na zbrojną agresję ani na najbardziej prawdopodobne scenariusze kryzysu o wysokiej intensywności, szczególnie łączące zróżnicowane działania w różnych domenach.” Problem obejmuje nie tylko wojsko, ale również „struktury administracji państwowej i samorządowej, pozostałe formacje mundurowe czy operatorów infrastruktury krytycznej”.

Źródła tego stanu są - według raportu - „złożone i obejmują przestarzałe oraz przeregulowane uwarunkowania prawne, braki w planowaniu strategicznym, strukturę Sił Zbrojnych RP i systemu rezerw osobowych, a także praktykę funkcjonowania instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Struktury rządowe, Siły Zbrojne RP czy Straż Graniczna wciąż są zbyt zbiurokratyzowane i nie posiadają odpowiednich zasobów oraz doświadczenia, by skutecznie reagować na kryzysy bezpieczeństwa o znacznej skali.”

Jako przykład podaje się incydent z września 2025 r., gdy rosyjskie bezzałogowce wtargnęły w polską przestrzeń powietrzną”, które obnażyło „brak dostatecznej kontroli nad przestrzenią powietrzną naszego terytorium i powolny obieg informacji w systemie dowodzenia; zależność od sojuszniczych środków obronnych w zwalczaniu bezpośredniego zagrożenia dla obywateli RP; brak przygotowania struktur rządowych i samorządowych na nagłe kryzysy bezpieczeństwa; brak systemu komunikacji strategicznej i odpowiedniego ostrzegania obywateli o zagrożeniach z powietrza”

Jednym z istotnych elementów raportu jest krytyczne spojrzenie na relację między wydatkami a zdolnościami. W dokumencie zestawiono budżety obronne Polski, Izraela i Turcji za 2025 r. Według przedstawionych danych Polska wydawała około 168,5 mld zł (46,8 mld USD, co stanowiło około 4,5% PKB), Izrael około 173,9 mld zł (48,3 mld USD, około 8% PKB), a Turcja około 108 mld zł (30 mld USD, 1,9% PKB). Raport wskazuje jednocześnie, że sama wysokość nakładów nie wystarcza do oceny efektywności systemu obronnego. Istotne jest to, jakie zdolności powstają za przeznaczone środki, w jakim czasie są osiągane i czy mogą być utrzymane w warunkach wojny.

Dowodzenie i kierowanie

Jednym z centralnych problemów wskazanych w raporcie jest organizacja kierowania i dowodzenia. Rozwój Plus traktuje ten obszar jako fundament zdolności bojowej. Nawet najbardziej zaawansowane uzbrojenie nie przynosi oczekiwanego efektu, jeżeli decyzje są podejmowane zbyt wolno, kompetencje są rozproszone, a struktura dowodzenia nie jest dostosowana do działania w czasie kryzysu. Raport wskazuje, że „poziom przygotowań systemu obronnego państwa pokazuje, że w piątym roku wojny za naszą wschodnią granicą rząd cały czas nie traktuje poważnie zagrożenia regularnym konfliktem zbrojnym”. Odzwierciedlają to -  czytamy - następujące zjawiska: „utrzymywanie systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP projektowanego pod priorytet udziału Polski w misjach ekspedycyjnych, a nie operacji obronnej”; „dublowanie się kompetencji w zakresie bezpieczeństwa i obronności, np. między organami kolegialnymi rządu”; „nadmiar regulacji prawnych w zakresie szeroko pojętego zarządzania kryzysowego”; „brak dynamicznych ćwiczeń z udziałem ukompletowanych w całości związków taktycznych”; „brak inwestycji w infrastrukturę poligonową, umożliwiającą skokowe zwiększenie liczby szkolonych rezerwistów”; „utrzymywanie systemu logistycznego spowalniającego szybkie zaopatrzenie jednostek wojskowych w razie eskalacji konfliktu”.

Wizja raportu zakłada wyraźne rozdzielenie odpowiedzialności za kierowanie strategiczne, dowodzenie operacyjne i dowodzenie taktyczne. Chodzi o ograniczenie dublowania kompetencji oraz sytuacji, w której kilka instytucji odpowiada za podobne zadania, a odpowiedzialność za decyzję staje się niejasna. W warunkach wojennych taki problem może prowadzić do opóźnień, błędów w przekazywaniu rozkazów i niewłaściwego wykorzystania sił.

Autorzy zwracają również uwagę na potrzebę zapewnienia ciągłości dowodzenia po rozpoczęciu działań. System powinien być odporny na uderzenia w centra dowodzenia, zakłócenia łączności, cyberataki i działania dezinformacyjne. Oznacza to konieczność rozwoju zapasowych stanowisk dowodzenia, łączności wielokanałowej oraz procedur pozwalających na działanie także wtedy, gdy część systemu zostanie wyłączona. W tym ujęciu reforma dowodzenia nie powinna sprowadzać się do zmiany nazw instytucji. Musi obejmować rzeczywiste przećwiczenie procedur, określenie zakresu odpowiedzialności oraz stworzenie warunków, w których dowódcy będą mogli podejmować decyzje szybko i na podstawie aktualnych danych.

Krytyce poddany jest system informacyjny: „W erze masowego przetwarzania danych nasz system kierowania i dowodzenia cały czas jest pozbawiony dostępu do skutecznego wsparcia informacyjnego. Informacja zawsze była kluczowym zasobem na polu walki, jednak współczesna wojna przyniosła zwielokrotnienie dostępnych źródeł rozpoznania, możliwość analizy dużych zbiorów danych i zarządzania bezpieczeństwem państwa w znacznie szybszy i skuteczniejszy sposób niż jeszcze dwie dekady temu.”. „Prezydent, premier i ministrowie muszą o wiele potrzebnych informacji wnioskować, zamiast widzieć je w jednym systemie. Większość informacji nadal znajduje się w obiegu papierowym; nie istnieje jednolity i bezpieczny system łączności obejmujący Prezydenta, rząd, samorząd czy służby mundurowe.”

Autorzy przyznają, że „w ubiegłej dekadzie zaczęliśmy proces tworzenia Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni oraz własnych zdolności rozpoznania i łączności satelitarnej. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa uruchomiło pierwsze systemy modelujące dane w wymiarze geograficznym, a cyfryzacja administracji osiągnęła bezprecedensowy poziom, którego symbolem jest sukces aplikacji mObywatel”. Jednocześnie - podkreślają - „cały czas nie zarządzamy jednak danymi tak, aby na bieżąco dostarczać decydentom pełny obraz sytuacji w zakresie naszego bezpieczeństwa i umożliwiać im podejmowanie szybkich decyzji, informacje zaś często są zamknięte w poszczególnych resortach”.

„Liczne problemy wymagają po prostu przełamania barier między resortami. Państwo ma już liczne informacje, trzeba je po prostu uporządkować – tak jak w mObywatelu czy Internetowym Koncie Pacjenta. Obecne rozproszenie sprawia, że: Prezydent, premier i ministrowie muszą o wiele potrzebnych informacji wnioskować, zamiast widzieć je w jednym systemie. Większość informacji nadal znajduje się w obiegu papierowym; nie istnieje jednolity i bezpieczny system łączności obejmujący Prezydenta, rząd, samorząd czy służby mundurowe; każda służba mundurowa ma swój system komunikacyjny, a Siły Zbrojne RP w ogóle nie posiadają jednolitego obiegu informacji.”

Raport zwraca również uwagę na specyfikę współczesnych zagrożeń: „Przeciwnicy prowadzą wobec nas długotrwałe kampanie poniżej progu wojny: łączą presję militarną, operacje wywiadowcze, cyberataki, działania specjalne i kampanie wpływu tak, by systematycznie osłabiać nasze zdolności obronne i wolę oporu, nie przekraczając formalnie czerwonej linii. W takim środowisku służba specjalna pracująca na rzecz wojska nie może być jedynie instytucją piszącą meldunki. Jeżeli służby wojskowe będą trwały w obecnej formule, Polska będzie reagowała na działania przeciwnika z opóźnieniem, bez możliwości aktywnego kształtowania sytuacji.”

Autorzy wskazują na szereg luk w funkcjonowaniu służb wojskowych:

  • „SWW ma ograniczoną możliwość działania na terytorium RP w sprawach ściśle powiązanych z obronnością i zdolnością bojową SZ RP (logistyka, łańcuchy dostaw, infrastruktura krytyczna, zaplecze informacyjne potencjalnego celu)”;
  • „brak trwałego, ustawowego wpięcia SWW w system planowania i dowodzenia operacjami specjalnymi oraz operacjami w cyberprzestrzeni”;
  • „rozproszono odpowiedzialność – SWW, SKW, WOC i Wojska Specjalne funkcjonują obok siebie, a nie jako zintegrowany mechanizm. Wpływa to również negatywnie na obieg informacji, próby wspólnego planowania działań, a w efekcie na realizację interesu narodowego RP”;
  • „w służbach wojskowych dominuje kultura »informacyjna«: nacisk na meldowanie i analizy, przy słabym zakorzenieniu mentalności ofensywnej i nawyku projektowania efektów operacyjnych”;
  • "dodatkowym problemem służb wojskowych są kontrowersje wokół wybranych działań formacji, częste roszady kadrowe czy brak jasno określonych zasad nadzoru nad działaniami ze strony Prezesa Rady Ministrów. W części prowadzonych działań obie służby wojskowe i służby cywilne dublują się”.

To właśnie w tym obszarze raport proponuje później „jednolity system zarządzania bezpieczeństwem narodowym w czasie pokoju i wojny” oraz „totalną świadomość sytuacyjną” opartą na cyfryzacji, sztucznej inteligencji i ujednoliconej łączności.

Problemy w obszarze kadrowym

Kluczowa teza tego podrozdziału brzmi: „Przy zachowaniu obecnego modelu Sił Zbrojnych RP – większości żołnierzy zawodowych i braku szerokiego szkolenia żołnierzy rezerwy – nie uda nam się zbudować armii na miarę potencjalnego konfliktu zbrojnego. Musimy pamiętać, że każdą wojnę wygrywają rezerwy.” 

W dokumencie przedstawiono porównanie Polski i Finlandii. Według zawartego zestawienia Polska miała dysponować około 506 tys. osób w szeroko rozumianej strukturze sił zbrojnych, w tym około 206 tys. żołnierzy zawodowych i żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej oraz około 300 tys. rezerwistów. W przypadku Finlandii wskazano około 913 tys. osób, z czego około 13 tys. stanowić mieli żołnierze zawodowi, a około 900 tys. przeszkoleni rezerwiści. Raport podkreśla więc odmienność dwóch modeli: polskiego, bardziej opartego na stałym komponencie wojskowym, i fińskiego, w którym zasadnicze znaczenie ma szeroka, wcześniej przygotowana rezerwa.

Autorzy wskazują na rosnące koszty: „Obecnie budżet obronny będzie w coraz większym stopniu obciążany kosztami przywilejów emerytalnych żołnierzy zawodowych, średni wiek rezerwistów będzie rosnąć, a luki w obsadzie stanowisk etatowych (w tym specjalistycznych) będą coraz większe.” „Przy prognozowanym w latach 30. XXI w. spadku liczby mieszkańców poniżej 37 mln oraz sukcesywnym starzeniu się społeczeństwa nie stać nas na armię złożoną wyłącznie z setek tysięcy żołnierzy zawodowych.” Zwracają uwagę na wysoką rotację: „W 2025 r. ze służby zawodowej odeszło prawie 8 tys. żołnierzy, z których ponad połowa nie miała nawet wysługi uprawniającej do świadczeń emerytalnych. Ponad 900 osób stanowili oficerowie, a ok. 2,5 tys. podoficerowie, których system awansowy najwyraźniej nie skłaniał do dalszego wiązania kariery z mundurem.”

„Strach elit politycznych przed wprowadzeniem obowiązkowego przeszkolenia wojskowego skutkuje tym, że Polska jest ostatnim państwem NATO graniczącym z Rosją i Białorusią, w którym służba wojskowa pozostaje dobrowolna.”

Propozycja Rozwoju Plus zmierza do budowy „armii rezerwistów” jako realnego komponentu obrony państwa. Nie chodzi jednak o rezerwę rozumianą wyłącznie jako ewidencję osób, które formalnie mogą zostać powołane. Rezerwa powinna mieć przypisane stanowiska, jednostki, wyposażenie, dowódców i harmonogram ćwiczeń. Jej wartość zależy od tego, czy po mobilizacji może szybko osiągnąć gotowość bojową. Taki system wymagałby regularnych ćwiczeń, utrzymywania indywidualnego wyposażenia oraz jasnych zasad łączenia obowiązków wojskowych z pracą zawodową. Wymagałby także rozbudowy infrastruktury szkoleniowej i stworzenia mechanizmów rekompensujących pracodawcom oraz rezerwistom koszty ich udziału w ćwiczeniach.

Raportowa koncepcja rezerw wiąże się również z szerszym pytaniem o model powszechnej odporności. Rezerwista nie powinien być traktowany wyłącznie jako uzupełnienie etatu. W systemie obronnym może pełnić funkcję lokalnego ogniwa ochrony infrastruktury, wsparcia logistycznego, obrony terytorialnej i reagowania kryzysowego. Warunkiem jest jednak spójność z wojskami operacyjnymi, a nie tworzenie równoległych struktur pozbawionych wspólnego systemu dowodzenia.

Problemy w obszarze modernizacji technicznej

Autorzy wskazują na brak własnych zdolności rażenia: „Wciąż brakuje nam jednak zdolności do suwerennego rażenia potencjalnego przeciwnika na dalekich zasięgach. Posiadamy zaplecze przemysłowe i badawczo-rozwojowe, które mogą nam pomóc stworzyć własne możliwości – polskie przedsiębiorstwa zbrojeniowe posiadają wybrane kompetencje w zakresie bezzałogowców, pocisków rakietowych czy pocisków manewrujących. Nie mamy jednak polskich projektów pozwalających produkować na miejscu i tworzyć zapasy środków rażenia oraz ich naprowadzania na dystansach liczących setki czy tysiące kilometrów.”  Raport pokazuje, że Polska posiada lub rozwija systemy o zasięgu około 300 km i ponad 1000 km, ale nie dysponuje obecnie własną zdolnością rażenia na dystansie przekraczającym 2000 km.

W zestawieniu wskazano między innymi systemy HIMARS z pociskami ATACMS, pociski JASSM oraz rozwijane zdolności bezzałogowe. Jednocześnie autorzy zaznaczają, że zdolność do rażenia celów powyżej 2000 km jest dopiero budowana w ramach europejskiego programu ELSA, a Polska nie ma obecnie własnych systemów tej klasy. Dla porównania raport przywołuje Ukrainę, Izrael i Koreę Południową. Ukrainie przypisano między innymi zdolności systemu Neptun, „Długiego Neptuna” oraz deklarowanego pocisku Flamingo/FP-5 o zasięgu około 3000 km. W przypadku Izraela wskazano rodzinę pocisków Jericho, w tym Jericho III, natomiast w przypadku Korei Południowej - systemy Hyunmoo, w tym rozwiązania zdolne do rażenia celów na dystansach liczonych w tysiącach kilometrów. Wizja raportu zakłada, że Polska powinna posiadać własną, wielowarstwową zdolność rażenia: od artylerii rakietowej krótkiego i średniego zasięgu, przez pociski manewrujące, po systemy dalekiego zasięgu. Celem miałoby być nie tylko niszczenie wojsk przeciwnika, ale również oddziaływanie na jego logistykę, stanowiska dowodzenia, lotniska, węzły kolejowe, składy amunicji i elementy systemu rozpoznania.

Taka koncepcja zwiększałaby zdolność Polski do oddziaływania na przebieg konfliktu jeszcze przed bezpośrednim starciem wojsk lądowych. Mogłaby również wzmacniać odstraszanie, ponieważ potencjalny przeciwnik musiałby uwzględniać ryzyko utraty kluczowych obiektów zaplecza. Jednocześnie rozwój tego rodzaju zdolności wymaga precyzyjnego rozpoznania, odpornego systemu dowodzenia i zapasów efektorów. Sam zakup wyrzutni bez zapewnienia rozpoznania, łączności, amunicji i procedur użycia nie stworzy pełnej zdolności operacyjnej.

Krytykują również podejście do wyposażenia osobistego: „27 lat po wstąpieniu do NATO, 19 lat po ogłoszeniu programu »Tytan«, mimo operacji »Szpej« i niezliczonych hasłach o modernizacji Sił Zbrojnych RP cały czas istnieje systemowy problem z wyposażeniem osobistym żołnierzy, szczególnie rezerwistów powoływanych na ćwiczenia.”

„Nieprzypadkowo, pobieranie sprzętu z magazynów jest w odbiorze żołnierzy rezerwy jednym z najbardziej upokarzających elementów ćwiczeń. Zazwyczaj wiąże się z wielogodzinnym oczekiwaniem na wydanie umundurowania, często źle dopasowanego.”

W obszarze dronizacji: „Po 2022 r. liczba kupionych na potrzeby Sił Zbrojnych RP bezzałogowców nie przekroczyła kilku tysięcy, podczas gdy podobną ich liczbę walczące strony zużywają w ciągu zaledwie kilku godzin.”

Problemy w obszarze finansowania obronności i przemysłu zbrojeniowego

Raport przedstawia modernizację jako proces obejmujący nie tylko zakupy zagraniczne, ale również przemysł obronny, zapasy i zdolność państwa do odtwarzania potencjału. W warunkach wojny państwo zużywa amunicję, traci sprzęt, prowadzi naprawy i musi uzupełniać braki szybciej, niż pozwalają na to standardowe procedury pokojowe. Z tego punktu widzenia jednym z najważniejszych postulatów jest podporządkowanie polityki zakupowej wymaganiom operacyjnym. Decyzje powinny wynikać z odpowiedzi na pytania: jakie zagrożenie ma zostać zneutralizowane, jak długo dana zdolność będzie utrzymywana, jakie są możliwości jej serwisowania i czy można zwiększyć produkcję w czasie wojny.

Wizja Rozwoju Plus zakłada zatem większą wagę krajowego przemysłu i transferu technologii. Nie oznacza to całkowitej rezygnacji z zakupów zagranicznych, lecz dążenie do tego, aby Polska nie była całkowicie zależna od dostaw zewnętrznych w zakresie amunicji, części zamiennych, remontów i podstawowych komponentów. W dokumencie ważne miejsce zajmuje także odporność infrastruktury. Armia przygotowana do wojny musi mieć dostęp do rozproszonych magazynów, zapasowych lotnisk, alternatywnych dróg transportu, zabezpieczonych sieci teleinformatycznych oraz infrastruktury umożliwiającej odtworzenie zdolności po pierwszej fali uderzeń. Obronność jest więc w raporcie przedstawiona jako zadanie całego państwa, a nie tylko Ministerstwa Obrony Narodowej.

Autorzy wskazują na ryzyko fiskalne: „Dług publiczny po 2024 r. wymknął się rządowi spod kontroli i obecnie grozi przekroczeniem bariery 60 proc. PKB. Dane resortu finansów potwierdzają ten trend – z prognoz na 2026 r. wynika, że dług publiczny według definicji unijnej ma wzrosnąć do 65,1 proc. PKB, co oznacza przekroczenie progu ostrożnościowego 60 proc., w dużej mierze w wyniku wydatków na zbrojenia.”

Krytykują również mechanizm SAFE: „Budżet obronny w 2026 r. stał się zakładnikiem SAFE, czyli pożyczki uwarunkowanej nie tylko decyzją rządu Polski, lecz także zgodą zewnętrznego aktora – Komisji Europejskiej – na realizację przez MON określonych projektów zakupowych. Zostały one obwarowane wymaganiami w zakresie lokalizacji produkcji, a przede wszystkim bardzo rygorystycznym terminem wynegocjowania kontraktów. W efekcie zniekształciły politykę zakupową MON oraz pogorszyły pozycję negocjacyjną polskich przedsiębiorstw.”

W obszarze przemysłu: „Polski przemysł obronny, mimo potężnych środków inwestycyjnych zaangażowanych przez rząd w ciągu minionej dekady, pozostaje stosunkowo mało innowacyjny, zdominowany przez jedną spółkę Skarbu Państwa o niskim poziomie konsolidacji i kultury organizacyjnej oraz wrażliwy na oddziaływanie zewnętrznych grup wpływu.” „W latach 2021–25 Polska odpowiadała zaledwie za ok. 1 proc. światowego eksportu uzbrojenia, a największy polski podmiot w globalnym rankingu producentów z 2025 r. to będący na 51. miejscu państwowy PGZ.”

Problemy w obszarze współdziałania z układem pozamilitarnym

„W warunkach wojny bronić powinny się nie tylko Siły Zbrojne RP, ale cały kraj. Podstawowy ciężar obrony państwa spada na wojsko, ale potrzebujemy również odpornego społeczeństwa, przygotowanego na sytuację kryzysową i umiejącego sobie radzić w szczególnie trudnych warunkach.” Autorzy powołują się na badania: „Jak wskazują badania CBOS, Polacy mają problem z zaufaniem do państwa (zaufanie do rządu czy parlamentu deklaruje nie więcej niż 35 proc. badanych). Jednocześnie wysokim poziomem zaufania darzą Siły Zbrojne RP (83 proc. respondentów) i coraz więcej z nich opowiada się za obowiązkowym przeszkoleniem wojskowym (52 proc. wg sondażu Opinia24 na zlecenie RMF FM).”

„Budowa odpornego społeczeństwa zaczyna się na najniższym poziomie – w lokalnych wspólnotach.” Tymczasem - czytamy - „edukacja dla bezpieczeństwa jest realizowana tylko na użytek starszych grup uczniów, w ramach szkoły i bez praktycznego komponentu proobronnego; istnieje stosunkowo mało oddziałów przygotowania wojskowego w szkołach średnich i nie są one odpowiednio zintegrowane z funkcjonowaniem Sił Zbrojnych RP; setki gmin w całej Polsce nie mają systemu ostrzegania o zagrożeniach z powietrza.”

Jakiej polityki obronnej potrzebujemy?

Rozdział ten stanowi ideowy rdzeń raportu Rozwoju Plus. Autorzy nie ograniczają się w nim do wskazania słabości obecnego systemu, lecz formułują pięć zasad, którymi powinna kierować się nowa, suwerenna polityka obronna Polski. Każda z nich jest poparta szczegółową argumentacją i cytatami z dokumentu. Fundamentem nowej polityki ma być „wiarygodny potencjał odstraszania przeciwnika, a w razie konieczności, przeciwdziałania jego agresywnym operacjom, z odparciem pełnoskalowej agresji zbrojnej i przejściem do dynamicznego kontrataku włącznie”. Autorzy podkreślają, że odstraszanie nie może być rozumiane wyłącznie jako gotowość do obrony własnego terytorium. Musi ono mieć charakter wieloaspektowy i obejmować „działania przygotowawcze nie tylko w ramach Sił Zbrojnych RP, ale również elementów układu pozamilitarnego czy w ramach sił operacji specjalnych”.

Kluczowe jest przesłanie skierowane do potencjalnego agresora: „Odstraszanie musi mieć charakter wieloaspektowy (…) i wskazywać agresorowi, że ewentualna decyzja o ataku spotka się z szybką odpowiedzią – nie tylko przeciwdziałaniem skutkom, ale również poniesieniem przez niego konsekwencji, nawet bez formalnego wypowiedzenia wojny.” Autorzy wskazują, że „kluczowym instrumentem odstraszania powinna być komunikacja strategiczna państwa, sygnalizująca gotowość i zdolność do zadania przeciwnikowi bolesnych strat”.

Szczególną rolę w tej koncepcji mają odgrywać zdolności ofensywne w cyberprzestrzeni. „W porównaniu z konwencjonalnym uzbrojeniem inwestycje w cyberoperacje oferują asymetrycznie wysoki zwrot — relatywnie niskim kosztem można zagrozić infrastrukturze krytycznej przeciwnika, zakłócić jego systemy dowodzenia i komunikacji oraz podnieść koszty potencjalnej agresji.” Polska powinna rozwijać te zdolności „zarówno w ramach Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, jak i nowej służby wojskowej, traktując je jako integralny element odstraszania, a nie wyłącznie obrony”.

Polityka obronna powinna być nastawiona na „zdolność samodzielnego przyjęcia potencjalnego uderzenia przeciwnika i wykorzystywania zdolności sojuszniczych tam, gdzie możliwe jest ograniczenie strat własnych poprzez niwelowanie potencjału przeciwnika (w tym w głębi jego terytorium)”. Autorzy formułują to wprost: „Przeciwnik powinien żyć ze świadomością, że nie jest jedynym aktorem w regionie, który może sobie pozwolić na działania ofensywne, a potencjalne agresywne ruchy będą się wiązać ze stratami dotkliwie uderzającymi w stabilność jego własnego ładu politycznego czy gospodarczego.”

Raport nie unika również tematu broni jądrowej. Autorzy piszą wprost:

„Jednocześnie Polska jest zmuszona żyć w cieniu agresywnego, nieobliczalnego sąsiada, który nie tylko pielęgnuje swoje neoimperialne ambicje, posiada broń jądrową, ale jeszcze na dodatek regularnie nią grozi innym państwom. Nieprzypadkowo w rosyjskich ćwiczeniach sił strategicznych regularnie pojawia się wątek ataku jądrowego na zagraniczne miasta, w tym Warszawę. Rosja świadomie obniża próg użycia broni masowego rażenia i, niestety, nie można wykluczyć, znając jej tradycję wojskową, że kiedyś poważy się na naruszenie tabu i jej użycie.”

„Debata publiczna w Europie dojrzewa jednak powoli do stanowczych kroków – dyskusja o własnym potencjale nuklearnym toczy się w Niemczech, krajach nordyckich, część państw rozważa dziś możliwość osiągnięcia tzw. statusu progowego. Suwerenne państwo, jakim chce być Polska, nie musi się tej dyskusji wstydzić. Jest ona trudna, trzeba wziąć pod uwagę szereg czynników, w tym wysokie wydatki, konieczność politycznego konsensusu, uzgodnień z sojusznikami. Fundamentalnie ważne jest jednak zbudowanie samodzielnych zdolności wzmacniających konwencjonalne odstraszanie: od zdolności rażenia i rozpoznania na dalekich zasięgach przez zagęszczenie systemów obrony powietrznej po zbudowanie zdolności do efektywnych manewrów ofensywnych i operacji specjalnych oraz sygnalizacji strategicznej wobec przeciwnika.”

Swoboda działania w szerokim spektrum scenariuszy

Druga zasada dotyczy zdolności do działania w różnych scenariuszach konfliktu. „Polskie myślenie strategiczne powinno być podporządkowane budowie takiego potencjału militarnego, który zapewni państwu możliwie największą swobodę działania w możliwie szerokim spektrum scenariuszy, zarówno w warunkach wojny krótkiej, jak i długotrwałej.” Autorzy precyzują, co to oznacza w praktyce: „Polska powinna dysponować zdolnością do samodzielnego wywalczenia co najmniej lokalnej przewagi w powietrzu i stworzenia warunków do prowadzenia szybkich, manewrowych operacji na terytorium własnym, państw sojuszniczych, w tym państw bałtyckich i Ukrainy, oraz na terytorium przeciwnika. Celem powinno być uzyskanie zdolności do możliwości przejęcia inicjatywy, narzucenia przeciwnikowi niekorzystnej dynamiki działań i osiągnięcia polskich celów politycznych, zanim zacznie on odtwarzać swój ofensywny potencjał.”

Jednocześnie Siły Zbrojne RP powinny być zdolne do „stworzenia takich warunków politycznych i wojskowych, które zapewni szybkie i trwałe uwikłanie sojuszników, nie uzależniając jednak podstawowych decyzji operacyjnych od ich natychmiastowej pomocy. Towarzyszyć temu musi zdolność do kontroli eskalacji, w tym do odstraszania przeciwnika przed rozszerzeniem konfliktu oraz skutecznego reagowania na zwiększanie przez niego jego intensywności.”

Autorzy zdają sobie sprawę, że scenariusz szybkiego rozstrzygnięcia może nie być możliwy do realizacji.

„Ponieważ jednak osiągnięcie polskich celów politycznych może się okazać niemożliwe w warunkach scenariusza wojny krótkotrwałej, ten sam system obronny musi zachować zdolność realizowania żywotnych interesów Polski w konflikcie długotrwałym, prowadzonym na wyczerpanie. Oznacza to konieczność posiadania odpowiednich rezerw osobowych, zapasów, przemysłu obronnego, infrastruktury, odporności państwa i zdolności do odtwarzania sił, tak aby niepowodzenie strategii szybkiego rozstrzygnięcia wojny nie oznaczało załamania polskiej zdolności do jej dalszego prowadzenia.”

Wydatki obronne jako inwestycja w gospodarkę

Trzecia zasada łączy bezpieczeństwo z dobrobytem gospodarczym. „Suwerenna polityka obronna oznacza również wykorzystanie ogromnych zasobów, które przeznaczamy na bezpieczeństwo, tak aby zasilały zwrotnie gospodarkę narodową i dobrobyt polskich rodzin.” Autorzy wskazują konkretne mechanizmy: „Lokowanie produkcji i badań w krajowym przemyśle oznacza zwrot dla państwa w postaci wpływów z podatków. Rozwijanie nowych polskich przedsiębiorstw zbrojeniowych to wysoko płatne miejsca pracy dla Polaków i wzrost krajowych kompetencji. Tworzenie bezpiecznych łańcuchów dostaw z udziałem polskich dostawców i rezerwami strategicznymi na naszym terytorium to gwarancja, że społeczeństwo będzie w stanie funkcjonować w czasie kryzysu – zwłaszcza jego najważniejsze sektory jak energetyka, służba zdrowia czy opieka dla potrzebujących.”

Kluczowe zdanie tego podrozdziału brzmi: „Nie możemy ekscytować się wyłącznie tym, że wydajemy 5 proc. PKB na obronność - kluczowe jest to, jaka część tych środków wraca do gospodarki i w jaki sposób pracuje na nasz rozwój.” Autorzy rozwijają tę myśl: „Wydatki obronne mogą uruchamiać realny mnożnik gospodarczy: jeśli są lokowane w kraju - w produkcji, badaniach, usługach serwisowych i łańcuchach dostaw - zaczynają generować kolejne rundy aktywności ekonomicznej. To nie tylko bezpośrednie miejsca pracy w przemyśle zbrojeniowym, ale także tysiące stanowisk u poddostawców, wzrost zamówień w sektorze MŚP, rozwój kompetencji technologicznych i większe wpływy podatkowe.”

Raport powołuje się na szacunki Komisji Europejskiej: „Najbardziej wymowny jest efekt makroekonomiczny: szacunki Komisji Europejskiej wskazują, że zwiększone wydatki na obronność mogą podnieść poziom PKB nawet o 0,5 proc., pod warunkiem że znacząca część tych środków pozostaje w gospodarce europejskiej, zamiast trafiać na zakup importowanych towarów i usług. To pokazuje jasno, że pieniądze przeznaczane na bezpieczeństwo mogą jednocześnie budować trwały dobrobyt — nie tylko chroniąc państwo, ale też zwiększając jego potencjał rozwojowy.”

Stąd wniosek: „Dlatego prawdziwą miarą ambicji nie powinno być samo 5 proc. PKB na obronność, lecz zdolność do odzyskiwania przynajmniej 2 proc. PKB w formie mierzalnych efektów gospodarczych: kontraktów na uzbrojenie, środki bojowe i usługi dla polskich przedsiębiorstw, przyrostu miejsc pracy czy podatków zasilających budżet naszego państwa. Tylko wtedy wydatki obronne przestają być kosztem, a stają się strategiczną inwestycją — taką, która jednocześnie wzmacnia bezpieczeństwo państwa i podnosi jakość życia jego obywateli.”

W dokumencie zestawiono budżety obronne Polski, Izraela i Turcji za 2025 r. Według przedstawionych danych Polska wydawała około 168,5 mld zł (46,8 mld USD, co stanowiło około 4,5% PKB), Izrael około 173,9 mld zł (48,3 mld USD, około 8% PKB), a Turcja około 108 mld zł (30 mld USD, 1,9% PKB). Raport wskazuje jednocześnie, że sama wysokość nakładów nie wystarcza do oceny efektywności systemu obronnego. Istotne jest to, jakie zdolności powstają za przeznaczone środki, w jakim czasie są osiągane i czy mogą być utrzymane w warunkach wojny.

Obrona państwa to coś więcej niż operacja samych wojsk

Czwarta zasada rozszerza odpowiedzialność za obronę na całe państwo i społeczeństwo. „Obrona państwa to coś więcej niż operacja samych wojsk. Siły Zbrojne RP stanowią główny instrument obrony polskiej suwerenności i integralności, w związku z czym ich potrzeby są nadrzędne w razie wybuchu konfliktu zbrojnego lub kryzysu o wysokiej intensywności. Działalność wszystkich instytucji państwowych, pozostałych formacji mundurowych, samorządu, przedsiębiorców, organizacji społecznych i obywateli powinna być ukierunkowana na wsparcie wykonywanych przez nie zadań.”

„Potencjał obronny państwa w chwili próby to nie tylko samo wojsko, ale również inne organizacje będące w stanie realizować zadania obronne – od Straży Granicznej przez rodzime firmy z branży cyberbezpieczeństwa po organizacje społeczne zdolne do zabezpieczenia odcinków zaplecza frontu.”

Autorzy wskazują również na konieczność zapewnienia ciągłości działania kluczowych sektorów: „Jednocześnie istnieje szereg procesów w obszarze gospodarki czy usług publicznych, którym trzeba zapewnić ciągłość działania, szczególnie w warunkach przedłużającego się konfliktu, jak energetyka czy transport. Ich ochrona wymaga zaangażowania środków dostępnych wyłącznie wojsku, co powinno być uwzględnione w działalności planistycznej. Polska jako państwo funkcjonujące w warunkach asymetrii strategicznej ze swoim głównym przeciwnikiem musi być gotowe do wykorzystania wszystkich dostępnych zasobów w razie konfrontacji z nim.”

Raport kładzie nacisk na przygotowanie administracji i sektora prywatnego: „Państwo to coś znacznie więcej niż funkcjonariusze i urzędnicy. Zarówno najwyżsi dygnitarze państwowi, podlegli im pracownicy, jak i samorządy powinni być przygotowani na sytuacje kryzysowe i wiedzieć, w jaki sposób mogą wspomóc obronę narodową. Wymaga to systemowego przygotowania, obejmującego kursy obronne, regularny udział w ćwiczeniach czy rezerwowanie części dostępnych zasobów na wypadek sytuacji kryzysowej. Równolegle taki sam obowiązek spoczywa na sektorze prywatnym. Przedsiębiorstwa powinny być integralną częścią systemu bezpieczeństwa państwa - przygotowane do działania w warunkach kryzysowych, zdolne do utrzymania ciągłości kluczowych procesów oraz do wsparcia obrony narodowej poprzez udostępnianie swoich zasobów i kompetencji oraz udział w krajowych łańcuchach dostaw.”

Kluczowym elementem tej wizji jest odpowiedzialność każdego obywatela: „W czasie konfliktu każdy Polak, niezależnie od wieku, sytuacji życiowej, wykonywanego zawodu czy światopoglądu, powinien wiedzieć, jaka jest jego rola w systemie obronnym państwa. Jakie powinny być jego priorytetowe działania, z kim się skontaktować, gdzie w jego otoczeniu znajdują się miejsca i osoby szczególnie narażone na zagrożenia, kto wymaga szczególnej opieki i jakiego zabezpieczenia. To obowiązek każdego obywatela, ale zadaniem państwa jest zapewnić edukację i przygotowanie w tym zakresie. Obronność musi stać się namacalnym elementem relacji państwa z obywatelem. Każdy powinien mieć dostęp do jasnej, spersonalizowanej informacji na temat działania oraz oczekiwań państwa w razie sytuacji kryzysowej. Taki system komunikacji - zbudowany w czasie pokoju, przetestowany w ćwiczeniach i dostępny w aplikacji mObywatel - jest jednym z najprostszych i najtańszych narzędzi budowania zaufania obywateli do systemu obronnego.”

Wzmacnianie filarów międzynarodowych przy zachowaniu podmiotowości

Piąta zasada dotyczy miejsca Polski w architekturze bezpieczeństwa międzynarodowego. „Przy coraz większej dynamice przemian globalnych Polska musi wzmacniać filary międzynarodowe swojego bezpieczeństwa – sojusz ze Stanami Zjednoczonymi i członkostwo w NATO – ale jednocześnie nie pozostawać bierna. Rola Warszawy w regionalnym systemie obronnym powinna rosnąć nie tylko dzięki udziałowi w formatach wielostronnych, ale również poprzez konkretne inicjatywy w wymiarze bezpieczeństwa, które mogą łączyć cele polityczne, wojskowe, współpracę przemysłów obronnych czy ochronę obiektów infrastruktury krytycznej.”

Raport postuluje rozwinięcie „Polskiej Sieci Sojuszy” jako serii dwustronnych porozumień z państwami sojuszniczymi i partnerskimi, których treścią byłyby konkretne inicjatywy, np. w zakresie:

  • „pozyskiwania uzbrojenia polskiej produkcji, przy zabezpieczeniu kredytów ze strony Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych”;
  • „regularnych wspólnych ćwiczeń żołnierzy z Polski i państw wschodniej flanki NATO połączonych z sygnalizacją strategiczną wobec Rosji”;
  • „wykorzystywania dobrych relacji z państwami sojuszniczymi i partnerskimi do wspólnych projektów technologicznych i przemysłowych”.

Kluczowe zdanie tego podrozdziału brzmi: „Kluczowe decyzje dotyczące polskiej polityki obronnej powinny zapadać w Warszawie przy zachowaniu możliwej spójności z planami sojuszniczymi, w tym uzgodnieniami ze Stanami Zjednoczonymi, które stanowią kluczowy element całej architektury bezpieczeństwa europejskiego, oraz sojusznikami z obszaru bałtyckiego i wschodniej flanki – państwami, które mają najbliższą naszej percepcję bezpieczeństwa.”

Arkadiusz Bąk, wiceprezes PGZ na MSPO 2026