• W Polsce budowle ochronne mogą pomieścić zaledwie ok. 1,5 mln osób.
• Szwajcaria dysponuje ok. 9,3 mln miejsc w 370 tys. schronów.
• W Polsce wybudowanie prywatnego schronu w standardzie CBRN dla kilkuosobowej rodziny kosztuje tyle, co nowy Mercedes klasy S.
Schronów mamy w Polsce mało, zdatnych do użytku – jeszcze mniej
Sytuacja geopolityczna sprawiła, że po dekadach stagnacji, rządzący uznali, że trzeba stawiać budowle ochronne i odnawiać istniejące. W 2024 r. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, w którym wykazała, że 68 proc. skontrolowanych schronów oraz 53 proc. ukryć nie odpowiadało minimalnym standardom. Jest to skutkiem wieloletnich zaniedbań eksploatacyjnych i braku właściwego utrzymania takich obiektów specjalnego znaczenia.
Przypomnijmy, co się do nich zalicza. Potocznie zwykło się je określać mianem „schronów”. Tymczasem schrony to obiekty o konstrukcji zamkniętej i całkowicie hermetycznej, wyposażone w zaawansowane systemy filtrowentylacyjne, które chronią przed skażeniami, promieniowaniem czy falami uderzeniowymi. Tak stanowi art. 83 ustawy (z 2024 r.) o ochronie ludności i obronie cywilnej.
Definiuje ona także pojęcie „ukrycia”. To budowle o prostszej konstrukcji, niehermetyczne, chroniące ludność przed konkretnymi zagrożeniami, np. odłamkami, gruzem czy ostrzałem z broni maszynowej.
Do ochrony ludności przeznaczone są także tzw. MDS – miejsca doraźnego schronienia. To wszelkiego rodzaju piwnice, podziemne garaże itp., które ze względu na swoją konstrukcję mogą zostać szybko przystosowane do tymczasowej osłony mieszkańców. Oczywiście najwyższy stopień ochrony zapewniają schrony. I tylko takie budowano i buduje się w Szwajcarii.
Państwo kojarzone z bankami i zegarkami jest silne potencjałem obronnym
Powszechne mniemanie o Konfederacji Szwajcarskiej jest takie: to pokojowo nastawione państwo neutralne i z niewielką armią. Owszem, ze 100-tysięczną armią Szwajcaria jest sklasyfikowana przez Global Firepower w jego światowym rankingu dopiero na 49. miejscu.
Specyfika systemu służby wojskowej sprawia jednak, że w razie zagrożenia stan liczebny szwajcarskich sił zbrojnych (obowiązują cztery ich nazwy, bo tyle jest języków urzędowych w Konfederacji) może być zwiększony do co najmniej 360 tys. żołnierzy. I to w ciągu maksymalnie 72 godzin.
Można stwierdzić, że Szwajcaria jest państwem zmilitaryzowanym, ale nie w sensie ofensywnym, lecz defensywnym. Kojarzone z bankami, zegarkami i serem (oczywiście szwajcarskim) jest silne potencjałem obronnym. Możliwościami stworzonymi przez naturę (góry) i ludzi. Częścią pasywnej siły obronnej jest system schronów. Coś takiego, czego obecnie nie ma w innych państwach.
A na dobre zaczęto go tworzyć, gdy uchwalono Bundesgesetz über den Zivilschutz (ustawę federalną o ochronie cywilnej), która weszła w życie 1 stycznia 1963 r. Wydano przepisy precyzujące, jakie parametry techniczne musi spełniać schron. Nie wchodząc w techniczne detale – taki obiekt musi być hermetyczny i wentylowany. Jedna osoba ma mieć do dyspozycji minimum metr kwadratowy powierzchni i 2,5 metra sześciennego kubatury pomieszczenia. I jeszcze jedno: ten system opiera się na zasadzie zapewnienia schronienia każdemu mieszkańcowi w pobliżu jego domu, a nie z dala od niego!
System schronów stworzono z obawy przed skutkami wojny jądrowej
Szwajcaria miała już zbudowany system miejsc ukrycia (używając polskiej terminologii) w latach 40. XX w. Chodziło o zapewnienie ochrony przed skutkami bombardowania w możliwej agresji ze strony III Rzeszy. Często zapomina się, że Niemcy mieli w planach zajęcie Szwajcarii. Nawet opracowali plan operacji „Tannebaum”. Hitlerowi przetłumaczono jednak, że III Rzeszy bardziej opłaca się, gdy Szwajcaria pozostaje państwem neutralnym, niż zajętym (z dużymi stratami) przez Wehrmacht.
Na początku lat 60., szczególnie po kryzysie kubańskim, Szwajcarzy oszacowali, że istnieje prawdopodobieństwo wybuchu wojny jądrowej, więc trzeba zmodernizować istniejący system i budować nowy, dostosowany do realiów wojny jądrowej. Jest w nim dziś ok. 370 tys. schronów. Tak mieszczących się w obiektach prywatnych (dla od 5 do 50 osób), jak i publicznych (najczęściej dla od 200 do 800 osób). Do tego trzeba dodać ok. 1,7 tys. specjalistycznych obiektów dowodzenia i punktów zbornych.
W czasie pokoju pomieszczenia te mogą pełnić funkcje gospodarcze. W razie zagrożenia schrony mają być przystosowane do pierwotnych celów maksymalnie w ciągu 5 dni. Taki system daje najwyższy stopień ochrony (uwaga: dostępny dla ludności cywilnej) dla ok. 9,3 mln osób. To przekłada się na imponujący tzw. stopień pokrycia populacji wynoszący ok. 107-110 proc. A to w pełni realizuje wspomnianą zasadę prawną: „Dla każdego mieszkańca miejsce schronowe w pobliżu miejsca zamieszkania”.
Żelbetowa konstrukcja schronu ma zakładaną żywotność na 80 lat. Wyposażenie musi, zgodnie z prawem, zachować funkcjonalność przez 40 lat. Po tym czasie elementy zużyte czasem (np. uszczelki gumowe, filtry itp.) muszą być wymienione na nowe. Wszystko ma być sprawne. Wymagana jest 100-procentowa gwarancja zadziałania w momencie zagrożenia CBRN (skażenie chemiczne, biologiczne, radiologiczne, nuklearne). Co 10 lat specjalne komisje sprawdzają stan techniczny schronów. Co można wymienić, wymienia się.
Prawo budowlane i zasada „neutralność nie chroni przed promieniowaniem”
Nie miałaby Szwajcaria takiego systemu, gdyby nie wprowadzono w 1963 r. bezwzględnego obowiązku budowy schronów we wszystkich nowo powstających budynkach mieszkalnych, w tym także w domach jednorodzinnych. Ustawodawcy uznali, że „neutralność nie chroni przed promieniowaniem”, a schrony już taką ochronę mogą zapewnić.
W 2011 r. ten rygor złagodzono. Inwestorzy budujący domy jednorodzinne lub mniejsze budynki (poniżej 8–10 mieszkań) są zwolnieni z budowy własnego schronu. Zamiast tego inwestor wpłaca jednorazową opłatę zastępczą (Ersatzbeitrag) do kasy gminy na fundusz remontowy i modernizacyjny istniejących schronów.
Miejsc w nich jest w nadmiarze i są one w pobliżu miejsca zamieszkania (maksymalnie do kilkuset metrów). Zatem zwolnieni z budowy schronów wolą zapłacić w sumie od kilku do kilkunastu tysięcy franków szwajcarskich, niż wydawać co najmniej kilka razy więcej na budowę małego schronu. Na taką inwestycję decydują się budujący domy z dala od najbliższych schronów publicznych oraz ci, których stać na budowę schronów wyłącznie do własnego, prywatnego użytku.
Niektórzy Polacy mogą mieć to, co mają wszyscy Szwajcarzy
U nas też, jak się ma sporo na koncie i gruntu, można sobie postawić prywatny schron, często niesłusznie nazywany bunkrem. Bardzo komfortowy obiekt klasy CBRN dla kilkuosobowej rodziny można mieć już za cenę najtańszego, prosto z salonu, Mercedesa klasy S.
Taki schron buduje się circa pół roku. Zapewne ta dość majętna cząstka polskiego społeczeństwa może szybko mieć to, co mają Szwajcarzy. Reszta musi jeszcze poczekać… Nie od razu w Szwajcarii zbudowano schrony dla wszystkich.