• Polski pomysł na obronę przed najtańszymi dronami.
• Czy wiatrówka może stać się bronią antydronową?
• Czy moc 17 J jest wystarczająca do skutecznej neutralizacji FPV?
Co zrobić, by móc wroga zasypać burzą pocisków?
W technice wojskowej wielokrotnie próbowano tworzyć broń rażącą przeciwnika gradem pocisków. Zaczęło się w starożytnych Chinach od półautomatycznych kusz. Potem w Europie w XVI w. pojawiły się organki, zwane też śmigownicami, które pluły ogniem nawet z kilkudziesięciu luf.
W połowie XIX w. pojawił się przodek broni maszynowej, rozwinięcie śmigownicy – kartaczownica Gatlinga. W drugiej połowie XX w. koncepcja tej broni została twórczo rozwinięta w działka z szybkostrzelnością teoretyczną sięgającą i kilku tysięcy strzałów na minutę.
Stosunkowo niedawno, bo na przełomie wieków, w Australii opracowano „ustrojstwo” megawielokrotnie przewyższające szybkostrzelność współczesnych „gatlingów” – ponad 1,5 mln (słownie: półtora miliona) strzałów na minutę! To był (czas przeszły – bo skończyło się na prototypach) Metal Storm, karabin (?) mogący strzelać amunicją pistoletową (9 mm). Tej broni poświęcę osobny materiał z cyklu „Kurioza” (broni strzeleckiej).
Koncepcja wydaje się słuszna, skoro Chińczycy ogłosili, że pracują nad własną konstrukcją – 5-lufową „metalową burzą”. Z każdej można jakoby wystrzelić (teoretycznie rzecz biorąc) w ciągu minuty 450 tys. pocisków. Co ciekawe – taki kulomiot ma być zasilany amunicją bezłuskową, bo australijski często się zacinał. Po co komu taka broń? A po to, by ścianą pocisków, chmurą – jak kto woli – zasypać choćby rakietę lub chmarę dronów. I teraz, po tej inwokacji, przechodzę do rzeczy.
Warchlak A10, czyli cudze chwalicie, swego nie znacie
Zacznę z marketingowego przytupu: i ty, obywatelu, mógłbyś mieć bez pozwolenia na broń, wzmiankowaną w lidzie tekstu, wiatrówkę antydronową. Gdyby trafiła do sprzedaży induwidualnej. I jak to w reklamie – trochę przesady nie zawadzi. To Warchlak. Warchlaka, taką małą świnkę, można kupić na giełdzie rolnej za 200 zł. Ile trzeba byłoby zapłacić za Warchlaka A10, karabin pneumatyczny systemu PCP, bazowo przystosowany do strzelania kulkami stalowymi o średnicy 6 mm? Uwaga: w można używać kulek 4,5-milimetrowych.
„Chciałem stworzyć coś, co mogłoby ratować życie, nie tylko teoretycznie, ale w przystępnej cenie i na dużą skalę. Polska i Europa zasługują na realną ochronę” – wyznaje Jan Miśkowiec, założyciel i dyrektor generalny olsztyńskiej spółki Pneuhog, już twórcy, a jeszcze nie producenta tej niezwyczajnej wiatrówki. Rozmowa ze współtwórcą A10 już wkrótce.
Wiadomo, że jeszcze za wcześnie jest na podawanie ceny sprzedaży. Co może oznaczać sformułowanie „w przystępnej cenie”? Czy zwykły obywatel będzie mógł nabyć „coś takiego”? Mało prawdopodobne. Już hipotetycznie wyjaśniam, czyli zgaduję.
Moc Warchlaka jest ograniczona do 17 dżuli. Na taki sprzęt nie trzeba żadnego pozwolenia. Można sobie jednak wyobrazić, że po postrzale, oczywiście przypadkowym, z chmury stalowych kulek można wylądować na oddziale intensywnej terapii. Takie obawy sprawiły, że konstruktorzy nie wspominają o tym, by potencjalnym odbiorcą tej broni był tzw. klient indywidualny.
Nie ukrywają, że liczą na odbiorcę instytucjonalnego. Wracając do ceny. Najdroższe wiatrówki PCP i o mocy wielokrotnie większej niż 17 J kosztują mniej niż 10 tys. zł. A te do strzelania długodystansowego, sportowego nie przekraczają ceny 20 tys. zł. Można więc na tej podstawie zgadywać, ile Warchlak może kosztować, gdyby wszedł do produkcji, a co za tym idzie – do sprzedaży. I jeszcze jedno: ktoś może uznać, że taniej będzie kupić strzelbę i z amunicji śrutowej prażyć do dronów niczym do kaczek. Nie komentuję. Ten tekst nie jest porównaniem wiatrówki do strzelby. Jest o alternatywie dla strzelby w działaniach antydronowych.
Kogo miałby Warchlak A10 bronić?
Przed czym – to wiadomo: przed dronami FPV. Takimi z chińskich fabryk, które szybko można przerobić z latających kamer 4K na nosicieli ładunków wybuchowych. Kto miałby być odbiorcą takiego sprzętu?
Wydaje się, że wojsko winno być nim przede wszystkim zainteresowane. Spółka Pneuhog podziela ten pogląd. Wojsko ma kasę, zamawia broń w hurtowych ilościach, a celem każdej spółki jest zarabianie pieniędzy. W tym przypadku dochodzą jeszcze pozamaterialne, patriotyczne przyczynki. Można więc stwierdzić z pełną odpowiedzialnością, że w tym przypadku Pneuhog może „pożenić przyjemne z pożytecznym”. Jest również prawdopodobne, że spółka liczy, że coś z pożyczki SAFE zostanie do niej skierowane. Liczyć zawsze można...
Zaznaczyć trzeba, że na wojsku nie kończy się lista potencjalnych odbiorców. Są szpitale, lotniska cywilne, policja itd. Widać, że Pneuhog spogląda również poza granice Polski, bo jak tłumaczyć to, że jego strona internetowa prezentująca Warchlaka jest w języku angielskim? Swoją drogą „łooczlak” brzmi nader egzotycznie. Z drugiej strony: delikatne nawiązanie do samolotu A10 Warthog wydaje się nieprzypadkowe.
Jaki Warchlak jest, to widać na załączonym zdjęciu. Zasilany jest sprężonym powietrzem. To „napędzana pneumatycznie, odporna na zacięcia broń saturacyjna zaprojektowana z myślą o nowoczesnym polu walki z dronami”.
W „zwykłych” pneumatykach systemu PCP zbiornik powietrza starczy na oddanie góra parudziesięciu strzałów. Strzelec (operator) Warchlaka ma, niczym płetwonurek, butlę na plecach. Cały taki zestaw waży – według danych producenta – 14 kg, z czego na karabin (bez amunicji) przypada ponad 6 kg. System – bo tak można określić Warchlaka, gdyż może być bronią indywidualną, montowaną na dronach, samochodach itd. – w porównaniu do reaktorów jądrowych jest prosty jak budowa cepa.
Nieco przesadzam, ale dlatego – takie odniosłem wrażenie, oglądając film z prezentacji Warchlaka w akcji – że nie trzeba specjalnych umiejętności do jego obsługi. Wsypujesz do rury-magazynka grawitacyjnego kulki. Odbezpieczasz. Strzelasz i… No to trzeba zobaczyć. Z lufy, niczym z dyszy aerozolu, wylatuje mgiełka kulek. Po cichu. Nie rozrywa bębenków w uszach. Nie odrzuca strzelca.
Trudno się wypowiadać szerzej, nie mając tej broni w ręku i nie znając pełni danych technicznych tej broni. Jednak mając pojęcie o wiatrówkach o mocy nieprzekraczającej 17 J, wiadomo, że nie jest ona obalająca, a szczególnie na dystansie powyżej 25 m. Szybkość początkowa circa 150 m/s nie jest oszałamiająca. To widać. Widać ten odstęp czasowy od otwarcia ognia do trafienia w cel.
Konstruktorzy twierdzą, że moc Warchlaka może być zwiększona „kilkukrotnie”. Chyba będzie to konieczne. Bo nie chodzi o to, by tanio trafiać z kilkudziesięciu metrów w dron, ale o to, by po trafieniu co najmniej zakłócić jego lot. A najlepiej zestrzelić. Wiedzą o tym w Pneuhogu. Na koniec dodam, że spółka pokazywała Warchlaka na I Warszawskich Targach Obronnych. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku, podczas II edycji targów, dowiemy się czegoś więcej o przyszłości Warchlaka A10. Niebawem twórcy tej wiatrówki innej niż wszystkie inne udają się z prototypami do Finlandii, na testy. Tam są tą bronią zainteresowani. A w Polsce?