Niemiecki pistolet maszynowy MP 38 - zanim legenda stała się masowa

Czy można stworzyć ikonę i jednocześnie zostać za sprawą własnego dzieła niemal całkowicie zapomnianym? Można. Wystarczy nazywać się MP 38. Charakterystyczna sylwetka niemieckiego pistoletu maszynowego ze składaną metalową kolbą jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów II wojny światowej. Kino, fotografia i gry komputerowe zrobiły swoje. Pokażcie tę broń przypadkowej osobie, a jeśli w ogóle będzie potrafiła ją nazwać, najpewniej powie: MP 40.

  • Zapomniany MP 38 to poprzednik słynnego MP 40; jego innowacyjna, frezowana konstrukcja okazała się zbyt droga na masową produkcję wojenną.
  • Tylko kilkadziesiąt tysięcy tych arcydzieł przetrwało, czyniąc go bezcennym rarytasem dla kolekcjonerów, w przeciwieństwie do milionów jego uproszczonego następcy.
  • Odkryj paradoks historii: co sprawiło, że MP 38, niegdyś "za dobry", dziś jest najbardziej pożądanym niemieckim pistoletem maszynowym II wojny światowej?

Ktoś trochę bardziej obeznany z historią może jeszcze rzucić: „Schmeisser”. I będzie to zabawne podwójnie. Po pierwsze dlatego, że Hugo Schmeisser nie skonstruował MP 40. Po drugie, broń którą wszyscy kojarzymy z tym okresem, miała również starszego, rzadszego i pod wieloma względami znacznie ciekawszego ojca - MP 38.

Na pierwszy rzut oka wygląda niemal jak MP 40. Ten sam magazynek, podobna sylwetka, ta sama charakterystyczna składana kolba. Postawmy jednak oba egzemplarze obok siebie i nagle okazuje się, że dzieli je coś więcej niż dwie cyfry w nazwie. Jeden jest produktem przedwojennej szkoły rusznikarskiej. Drugi – produktem wojny totalnej. I właśnie dlatego dzisiaj to MP 38 potrafi znacznie mocniej przyspieszyć puls kolekcjonera.

Zanim pojawił się pistolet maszynowy MP 38

Niemcy nie odkryli pistoletu maszynowego pod koniec lat 30. Już MP 18 pokazał podczas I wojny światowej, jak skuteczna może być kompaktowa broń automatyczna strzelająca nabojem pistoletowym. Później pojawiały się kolejne konstrukcje, w tym rozwijane przez Heinricha Vollmera. Problem polegał na tym, że większość pistoletów maszynowych wciąż wyglądała trochę jak pomniejszony karabin: drewno, klasyczna kolba, frezowana stal.

Spójrzmy na Thompsona, Berettę MAB 38 czy PPD - wszystkie są dziećmi tej samej epoki. Tymczasem Wehrmacht coraz mocniej stawiał na mechanizację. Załoga czołgu czy samochodu pancernego nie potrzebowała półtorametrowego karabinu. Potrzebowała czegoś niewielkiego, co można było wygodnie przewozić w ciasnym wnętrzu pojazdu, a po jego opuszczeniu natychmiast zapewnić dużą siłę ognia na krótkim dystansie.

W zakładach ERMA rozwijano w tym czasie konstrukcje Vollmera. Jednym z bezpośrednich poprzedników MP 38 był EMP 36 – broń, w której można już odnaleźć większość pomysłów rozwiniętych później w nowym pistolecie maszynowym. Kiedy w 1938 roku pojawił się MP 38, wyglądał więc trochę tak, jakby ktoś przeskoczył kilka lat rozwoju broni strzeleckiej.

Pistolet maszynowy z przyszłości - MP 38 strzelał nabojem 9×19 mm Parabellum

Nie było klasycznej drewnianej kolby. Zamiast niej pojawiła się metalowa kolba składana pod broń. Drewnianą osadę zastąpiły metal i tworzywo. Układ stał się zwarty, prosty i podporządkowany funkcji. Magazynek znajdował się pionowo przed chwytem, a po złożeniu kolby cała konstrukcja stawała się wyjątkowo kompaktowa.

Dzisiaj nic z tego nie robi na nas szczególnego wrażenia. W 1938 roku robiło. MP 38 strzelał nabojem 9×19 mm Parabellum, korzystając z 32-nabojowego magazynka. Działał na zasadzie odrzutu zamka swobodnego i prowadził ogień z zamka otwartego. Nie miał przełącznika rodzaju ognia – strzelał wyłącznie seriami.

Kadencja była jednak stosunkowo niewielka, około 550 strzałów na minutę. Przy odrobinie – a właściwie przy ciut większej – wprawy można było operować spustem tak, aby zamiast długiej serii wypuścić dwa czy trzy naboje. Broń miała około 83 cm długości z rozłożoną kolbą i niespełna 63 cm ze złożoną. Lufa mierzyła około 25 cm, a masa bez amunicji to 4,3 kilograma. Lekki więc MP 38 zdecydowanie nie był. Ale był poręczny.

Frezowana stal kontra blacha

Jeżeli jednak chcemy zrozumieć fenomen MP 38, najlepiej położyć go obok MP 40. Z daleka – prawie to samo. Z bliska – już niekoniecznie. Najbardziej charakterystyczna jest komora zamkowa MP 38 wykonana z frezowanej stali, z wyraźnymi podłużnymi rowkami. To jeden z tych elementów, dzięki którym kolekcjoner rozpoznaje MP 38 właściwie natychmiast. Kolejnym jest gniazdo magazynka z charakterystycznym okrągłym otworem odciążającym.

Są też różnice w konstrukcji dolnej części broni i sposobie wykonania poszczególnych elementów. W MP 38 wykorzystywano między innymi stop aluminium, podczas gdy w późniejszym MP 40 coraz większą rolę zaczęła odgrywać tłoczona stal. To bardzo ciekawy moment w historii techniki. MP 38 był nowoczesny konstrukcyjnie, ale produkowano go jeszcze trochę według starej filozofii. Jeśli element miał mieć określony kształt – frezowano go. Jeżeli trzeba było wykonać dodatkowe nacięcia – wykonywano je. Jeżeli wymagało to kolejnej operacji na obrabiarce – trudno. Liczyła się broń. Tyle że wojna bardzo szybko zmieniła definicję dobrej broni.

Kompaktowy pistolet maszynowy pasował do wojsk pancernych

MP 38 wszedł do służby w 1938 roku, a rok później miał już okazję przejść pełnowymiarowy sprawdzian podczas kampanii wrześniowej.Sama koncepcja się sprawdziła. Kompaktowy pistolet maszynowy świetnie pasował do wojsk pancernych, zmotoryzowanych, dowódców niższego szczebla czy oddziałów szturmowych.

Problemem nie było więc to, czym MP 38 był. Problemem było to, jak go produkowano. Frezowanie wymaga czasu, obrabiarek i wykwalifikowanych pracowników. Jeżeli potrzebujemy kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy – możemy sobie na to pozwolić. Jeżeli za chwilę będziemy potrzebować setek tysięcy – zaczynamy patrzeć na sprawę zupełnie inaczej. I wtedy pojawia się MP 40.

MP 38/40 – brakujące ogniwo?

Tutaj zaczyna się jeden z ciekawszych tematów dla kolekcjonera. W literaturze i wśród kolekcjonerów można spotkać określenie MP 38/40 odnoszone do egzemplarzy reprezentujących rozwiązania przejściowe pomiędzy obiema wersjami. Trzeba jednak uważać z traktowaniem tej nazwy jak oficjalnego, jednolicie zdefiniowanego modelu Wehrmachtu. Produkcja nie zmieniła się przecież jednego dnia.

Nie było tak, że w piątek fabryka robiła MP 38, ktoś zgasił światło, a w poniedziałek rano z taśmy zaczęły schodzić wyłącznie MP 40. Zmiany wprowadzano stopniowo. Dlatego właśnie egzemplarze z okresu przejściowego są tak fascynujące. Można spotkać broń łączącą cechy kojarzone z wcześniejszą i późniejszą technologią produkcji.

Dla kogoś, kto chce po prostu mieć „niemiecki pistolet maszynowy z II wojny”, nie ma to większego znaczenia. Dla kolekcjonera? To właśnie takie szczegóły potrafią być najciekawsze.

MP 40 – kiedy księgowy spotkał konstruktora

MP 40 nie był całkowicie nową bronią. Był raczej odpowiedzią na pytanie: jak zachować to, co w MP 38 działa, ale produkować to szybciej i taniej? Coraz większą rolę zaczęły odgrywać elementy tłoczone i zgrzewane. Ograniczano czasochłonną obróbkę skrawaniem. Znikały rozwiązania, które nie dawały odpowiednio dużej przewagi użytkowej w stosunku do kosztu ich wykonania. W rezultacie powstała broń idealnie odpowiadająca potrzebom przemysłu prowadzącego wielką wojnę.

I właśnie dlatego MP 40 wygrał. Nie dlatego, że MP 38 był zły. Przeciwnie. MP 38 był za dobry w miejscach, w których nie musiał być aż tak dobry. Z punktu widzenia armii frezowanie kawałka stali przez kilkadziesiąt minut po to, aby otrzymać element, który można wytłoczyć w znacznie krótszym czasie, nie ma większego sensu. Z punktu widzenia kolekcjonera osiemdziesiąt lat później? Ma ogromny.

27, 122, ayf - oznaczenia niemieckich producentów

I tutaj zaczyna się zabawa dla ludzi, którzy zamiast powiedzieć „mam MP 38”, zaczynają oglądać stemple. W niemieckiej produkcji wojennej oznaczenia producentów były kodowane. W przypadku zakładów ERMA spotykamy między innymi oznaczenia 27, a następnie ayf. MP 38 produkowały jeszcze zakłady Heanel'a, jednak tylko w pierwszej połowie roku 1940 i stąd spotkać można egzemplarze z kodem 122.

Jako ciekawostkę potraktujmy fakt, że wprowadzenie dla Heanel'a kodu fxo w roku 1940 rozminęło się z produkcją MP 38 i egzemplarzy z tym kodowaniem nie spotyka się, Heanel produkował już wtedy MP 40. To właśnie chleb powszedni kolekcjonera. Oznaczenia producenta, rok produkcji, numery seryjne, Waffenamty oraz zgodność numerów poszczególnych części potrafią powiedzieć o egzemplarzu znacznie więcej niż sama nazwa modelu.

Na elementach broni znajdziemy wojskowe znaki odbiorcze Waffenamt, czyli charakterystyczne orły z numerami inspektorów lub urzędów odbiorczych. Dla kogoś niezainteresowanego kolekcjonerstwem są to maleńkie znaczki wybite na metalu. Dla kolekcjonera są czymś w rodzaju metryki. Pozwalają sprawdzić, kto wykonał część, kiedy mniej więcej powstała i czy pasuje do reszty egzemplarza. Bo w kolekcjonerstwie nie chodzi już tylko o to, jak działa przedmiot. Chodzi również o to, jaką historię zachował.

Mały detal, duży problem

Wróćmy jednak do naszego MP 38. Miał pewną przypadłość, która dobrze pokazuje, jak młoda była jeszcze koncepcja tego typu broni. Strzelał z zamka otwartego. Po zakończeniu strzelania zamek mógł znajdować się z przodu. W pierwszych egzemplarzach nie było skutecznego zabezpieczenia pozwalającego pewnie zablokować go w tym położeniu. Jeżeli rączka przeładowania została zaczepiona lub broń została odpowiednio mocno uderzona – na przykład kolbą o ziemię – bezwładność ciężkiego zamka mogła spowodować jego cofnięcie. Jeżeli cofnął się wystarczająco daleko, mógł pobrać nabój. A potem wrócić do przodu.

Nietrudno domyślić się reszty. Rozwiązaniem była zmodyfikowana rączka napinania pozwalająca blokować zamek w przednim położeniu. Starsze egzemplarze MP 38 z lat 1938 - 1939 modernizowano. I znowu – dla kolekcjonera taki detal może być dzisiaj niezwykle ciekawy. Bo pozwala nie tylko określić konfigurację egzemplarza, ale czasami również zobaczyć na jednym kawałku metalu historię zmian wprowadzanych pod wpływem doświadczeń wojennych.

Schmeisser, który Schmeisserem nie jest

Pozostaje jeszcze jeden mit - „Schmeisser”. Nazwa przykleiła się do MP 38 i MP 40 tak mocno, że funkcjonuje do dzisiaj. Tyle że Hugo Schmeisser nie skonstruował ani MP 38, ani MP 40. Za konstrukcją stoją przede wszystkim Heinrich Vollmer i ERMA. Nazwisko Schmeissera wiązało się natomiast z rozwiązaniami dotyczącymi magazynków i mogło pojawiać się właśnie na nich.

Alianci widzieli napis, mieli przed sobą niemiecki pistolet maszynowy i nazwa zaczęła żyć własnym życiem. Paradoks jest znakomity. Hugo Schmeisser stworzył konstrukcje, które rzeczywiście odegrały ogromną rolę w historii broni strzeleckiej. A miliony ludzi znają jego nazwisko dzięki broni, której nie skonstruował.

Jeżeli więc kiedyś zobaczycie MP 38 i MP 40 leżące obok siebie, nie patrzcie najpierw na oznaczenie modelu. Popatrzcie na komorę zamkową. MP 38 – frezowana, z charakterystycznymi podłużnymi rowkami. Potem na gniazdo magazynka. MP 38 – charakterystyczny okrągły otwór. Spójrzcie na sposób wykonania elementów, stemple, kod producenta, rok i Waffenamty.

Dopiero wtedy zaczyna się naprawdę ciekawa rozmowa. Bo z kilku metrów widzimy dwa niemal identyczne pistolety maszynowe. Z kilkudziesięciu centymetrów widzimy dwie różne filozofie produkcji broni.

Paradoks kolekcjonera

MP 40 wyprodukowano w liczbie przekraczającej milion egzemplarzy. MP 38 powstał jedynie w dziesiątkach tysięcy sztuk. W zależności od przyjętego sposobu liczenia spotkamy wartości około 40–55 tysięcy egzemplarzy. To gigantyczna różnica. A później przyszła wojna. Zużycie, uszkodzenia, remonty, wymiana części, powojenna służba w różnych krajach, demilitaryzacja i zwyczajne osiemdziesiąt kilka lat historii zrobiły swoje.

Dlatego oryginalny MP 38 jest dzisiaj czymś zdecydowanie więcej niż „rzadszym MP 40”. Szczególnie jeśli mamy egzemplarz w dobrej konfiguracji, z czytelnymi znakami odbiorczymi, właściwymi dla okresu elementami i – najlepiej – zgodnymi numerami. I tutaj dochodzimy do największego paradoksu tej konstrukcji.

W 1940 roku zalety MP 38 zaczęły stawać się jego wadami.

  • Frezowana komora? Za droga.
  • Dodatkowa obróbka? Za długo trwa.
  • Element, który można zastąpić tłoczonym? Niepotrzebna komplikacja.
  • Niewielka skala produkcji? Problem.

A dzisiaj?

  • Frezowana komora? Atut.
  • Charakterystyczne detale wykonania? Atut.
  • Wczesna technologia? Atut.
  • Niewielka liczba wyprodukowanych egzemplarzy? Ogromny atut.

Historia zrobiła MP 38 coś przewrotnego

Najpierw skazała go na odejście, ponieważ był zbyt skomplikowany i zbyt pracochłonny. A potem, prawie dziewięć dekad później, dokładnie z tych samych powodów uczyniła go jednym z najbardziej interesujących niemieckich pistoletów maszynowych II wojny światowej. MP 40 został ikoną. To jego sylwetkę zna świat.

Ale kolekcjoner, który położy obok siebie MP 38 i MP 40, bardzo często najpierw sięgnie po ten pierwszy. Bo w świecie zamówień wojskowych wygrywa broń, którą można produkować szybciej, taniej i w setkach tysięcy egzemplarzy. W świecie kolekcjonerskim często jest dokładnie odwrotnie.