- Czy broń to tylko narzędzie, a kluczowy jest trening? Taran Tactical Innovations swoimi wyjątkowymi pistoletami podważa tę powszechną zasadę.
- Słynne Pit Viper i Sand Viper, rozsławione m.in. przez Johna Wicka, pozwalają strzelcom natychmiastowo podnieść swoje umiejętności o "dwa poziomy".
- Odkryj, jak te luksusowe konstrukcje za ponad 7000 dolarów dają poczucie mistrzostwa i dlaczego to uzależniające doświadczenie.
Jadowita doskonałość pistoletów Taran Tactical Innovations
TTI Pit Vipera albo Sand Vipera nie zastępują umiejętności. Nie zamieniają początkującego strzelca w mistrza IPSC. Ale potrafią zrobić coś niezwykle przyjemnego – pozwalają strzelcowi niemal natychmiast przeskoczyć jeden, a czasem nawet dwa poziomy wyżej. I właśnie na tym polega fenomen dwóch najbardziej niezwykłych pistoletów Taran Tactical Innovations.
Ale żeby zrozumieć Vipery, trzeba zacząć od Tarana Butlera. To jedna z tych postaci, w przypadku których granica pomiędzy sportem, biznesem i popkulturą właściwie przestała istnieć. Butler zbudował swoją reputację jako zawodnik strzelectwa dynamicznego, a później przełożył własne doświadczenia na działalność Taran Tactical Innovations. Filozofia była stosunkowo prosta: broń ma być szybsza. Nie bardziej wojskowa. Nie bardziej odporna na przejechanie transporterem opancerzonym. Nie musi również spełniać wymagań wielkiego wojskowego przetargu. Ma umożliwić strzelcowi maksymalnie szybkie i celne trafianie kolejnych celów.
Seria John Wick - równorzędny bohater filmu
Ta filozofia przyniosła TTI ogromną popularność, ale prawdziwa eksplozja nastąpiła wtedy, gdy do równania dołączyło Hollywood. Seria John Wick uczyniła z broni palnej niemal równorzędnego bohatera filmu. Keanu Reeves nie miał jedynie dobrze wyglądać z pistoletem w ręku. Intensywnie trenował, a jego umiejętności miały pozwolić realizować sceny strzeleckie w sposób wcześniej w kinie akcji spotykany niezwykle rzadko. TTI stało się jednym z miejsc, w których Reeves przygotowywał się do tej roli. I właśnie z tego świata narodził się Pit Viper.
Pit Viper został opracowany w związku z czwartą częścią Johna Wicka. Miał być czymś więcej niż kolejnym efektownie zmodyfikowanym pistoletem. Miał wyglądać jak broń człowieka, który przeszedł już wszystko. Jeżeli wcześniejsze pistolety Wicka były bardzo dobrymi konstrukcjami poddanymi tuningowi, Pit Viper miał sprawiać wrażenie broni znajdującej się na końcu tej drogi. Pistoletu „finalnego”.
Viper zmienił skórę i powstał Sand Viper
Tyle że pojawił się problem. Premiera John Wick: Chapter 4 była przesuwana, między innymi w następstwie pandemii COVID-19 i zmian w kalendarzu premier filmowych. TTI miało gotową konstrukcję, której nie bardzo mogło jeszcze pokazać światu w jej właściwej postaci. Rozwiązanie okazało się niezwykle sprytne. Viper zmienił skórę. Tak pojawił się Sand Viper – konstrukcyjnie bardzo bliski Pit Viperowi, ale ubrany w efektowne odcienie Coyote Bronze i przygotowany przede wszystkim do współpracy z kolimatorem.
Co więcej, Sand Viper szybko udowodnił, że nie jest hollywoodzkim rekwizytem. Konstrukcja odniosła sukces w rywalizacji 2-Gun, a więc tam, gdzie zamiast scenariusza, montażu i dubli pozostają timer, cele i wynik. To bardzo ważny fragment tej historii. Hollywood stworzyło legendę Viperów. Strzelnica dała jej wiarygodność.
Pit Viper i Sand Viper, czyli dwa węże, ale ten sam jad
Patrząc na Pit Vipera i Sand Vipera obok siebie, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z dwoma charakterami tej samej konstrukcji.Pit Viper jest mroczny. Czerń, połysk i mat przeplatają się ze sobą, a agresywne frezowania zamka nadają mu wygląd niemal mechanicznego drapieżnika. To właśnie on stał się ekranową bronią Johna Wicka. Sand Viper jest bardziej ekstrawagancki. Coyote Bronze podkreśla kształty i sprawia, że pistolet nie próbuje nawet zachować dyskrecji. Ma wyglądać drogo, sportowo i wyjątkowo.
Istotna różnica dotyczy przyrządów celowniczych. Pit Viper pozostaje wierny mechanicznym przyrządom, z charakterystyczną światłowodową muszką umieszczoną w nieruchomym przednim zespole. Sand Viper został pomyślany jako konstrukcja pod kolimator. To dwa sposoby rozwiązania tego samego problemu: jak możliwie szybko odnaleźć cel po kolejnym strzale. Reszta filozofii pozostaje bardzo podobna.
2011 doprowadzony niemal do przesady
Podstawą Viperów jest koncepcja 2011 – rozwinięcie klasycznego układu 1911 pozwalające między innymi wykorzystać dwurzędowy magazynek. Ale powiedzieć o Viperze po prostu „2011” to mniej więcej tak, jak powiedzieć o Porsche 911 GT3 RS, że jest samochodem osobowym. Technicznie – zgadza się. Tylko niewiele nam to mówi. Mamy tu:
- 5-calową lufę klasy match,
- duży jednokomorowy kompensator,
- niezwykle lekki mechanizm spustowy,
- rozbudowany lejek magazynka,
- obustronny bezpiecznik,
- powiększone manipulatory
- i bardzo starannie ukształtowany chwyt.
Deklarowany ciężar pracy spustu znajduje się w okolicach zaledwie dwóch funtów. Ale suche dane nie tłumaczą Vipera. Trzeba nim poruszyć. Zamek pracuje z kulturą, której nie sposób pomylić z seryjnym pistoletem produkowanym w dziesiątkach czy setkach tysięcy egzemplarzy. Opory są niewielkie, ruch sprawia wrażenie niezwykle płynnego, a krótka, precyzyjna praca mechanizmu spustowego powoduje, że pistolet reaguje dokładnie wtedy, kiedy oczekuje tego strzelec. Nie chwilę później. Nie gdzieś w nieokreślonym punkcie drogi języka spustowego. Teraz. I równie szybko jest gotowy do następnego strzału.
Polecany artykuł:
Viper jest ciężki, ale wygląda na lekki
Jest jeszcze jedna rzecz, której fotografie nie oddają do końca. Viper jest dużym pistoletem. Długa lufa, kompensator, pełnowymiarowy chwyt, rozbudowany magwell – nic nie wskazuje tutaj na pogoń za miniaturyzacją. A mimo tego broń nie wygląda ociężale. Wręcz przeciwnie. To zasługa znakomitej pracy stylistycznej wykonanej jednocześnie z myślą o funkcji. Liczne podcięcia, frezowania i otwarcia zamka rozbijają jego dużą powierzchnię. Linie prowadzone są tak, że zamiast wielkiego kawałka stali widzimy smukłą, techniczną konstrukcję.Materia znika. Pozostaje forma.
Szczególnie dobrze widać to w Pit Viperze. Kontrast pomiędzy powierzchniami, głębokie frezowania, odsłonięte fragmenty lufy i agresywnie ukształtowany przód powodują, że pistolet wygląda, jak gdyby ktoś odciął od niego wszystko, czego nie potrzebował. Sand Viper osiąga podobny efekt za pomocą koloru. I właśnie dlatego oba pistolety wydają się wizualnie znacznie lżejsze, niż sugerowałyby ich gabaryty. To bardzo rzadkie połączenie. Masywność bez ciężkości.
Mechaniczna kultura strzelania
Największe wrażenie Viper robi jednak nie wtedy, kiedy leży na stole. Robi je podczas strzelania. Kompensator ogranicza podrzut, masa i geometria pistoletu stabilizują broń, a bardzo lekki i krótki spust pozwala oddawać kolejne strzały z szybkością, która w pierwszej chwili potrafi zaskoczyć nawet doświadczonego użytkownika. Broń pozostaje płaska. Wraca. Cel pojawia się ponownie niemal dokładnie tam, gdzie znajdował się chwilę wcześniej. I można strzelać dalej.
Nie chodzi nawet o sam odrzut. Dziewięciomilimetrowy, pełnowymiarowy pistolet nie jest przecież urządzeniem szczególnie brutalnym. Chodzi o porządek, w jakim wszystko się odbywa. Strzał. Impuls. Powrót. Cel. Strzał. Impuls. Powrót. Cel. Viper robi wszystko, żeby nie przeszkadzać strzelcowi. I być może właśnie to jest najlepszą definicją pistoletu naprawdę wysokiej klasy.
Dwa levele wyżej
Tutaj dochodzimy do najbardziej fascynującej cechy tej konstrukcji. Dajmy przeciętnemu kierowcy samochód wyścigowy i prawdopodobnie wcale nie pojedzie szybciej. Być może będzie nawet wolniejszy, ponieważ maszyna będzie wymagała umiejętności, których jeszcze nie posiada. Z Viperem jest trochę inaczej. Oczywiście mistrz strzelectwa dynamicznego wykorzysta jego możliwości w stopniu nieosiągalnym dla początkującego.
Ale początkujący strzelec również natychmiast dostaje coś w zamian. Lekki spust ogranicza ryzyko zerwania strzału. Masa i kompensator ułatwiają kontrolę broni. Świetny chwyt pomaga utrzymać ją w dłoniach. Niewielki podrzut pozwala szybciej odnaleźć cel, a znakomite spasowanie mechanizmu sprawia, że podczas strzelania niewiele rzeczy odwraca uwagę użytkownika.
Nagle człowiek, który z przeciętnego pistoletu strzela po prostu poprawnie, zaczyna strzelać dobrze. Ten, który strzela dobrze – zaczyna strzelać bardzo dobrze. Nie dlatego, że Viper nauczył go strzelać. Po prostu przestał mu przeszkadzać. To niezwykle uzależniające uczucie.
Czy TTI Viper to jeszcze narzędzie?
Oczywiście można zadać pytanie, czy pistolet kosztujący około siedmiu tysięcy dolarów ma jakikolwiek racjonalny sens. Jeżeli spojrzymy wyłącznie na stosunek ceny do osiągów – prawdopodobnie znajdziemy konstrukcje oferujące jakąś część jego możliwości za dużo mniejsze pieniądze. Tyle że zegarka mechanicznego za kilkadziesiąt tysięcy również nie kupuje się dlatego, że dokładniej pokazuje czas. Viper należy do podobnego świata.
To broń użytkowa, sportowa i jednocześnie przedmiot kolekcjonerski. Mechanizm, którego jakość można poczuć. Projekt przemysłowy, na który zwyczajnie dobrze się patrzy. A w przypadku Pit Vipera dodatkowo kawałek współczesnej popkultury. Bo niezależnie od tego, ile znakomitych pistoletów pojawi się w kolejnych filmach, Pit Viper pozostanie pistoletem Johna Wicka. Takie skojarzenia z czasem nie słabną. Zwykle stają się mocniejsze.
Przyjemność bez usprawiedliwienia
Można analizować materiały. Można mierzyć skupienie, reset spustu i czas pomiędzy strzałami. Można dyskutować o kompensatorze, masie zamka, osi lufy, geometrii chwytu i przewadze kolimatora nad mechanicznymi przyrządami celowniczymi. Wszystko to jest ważne. Ale Pit Viper i Sand Viper mają jeszcze jedną cechę, której nie znajdziemy w tabeli danych technicznych. Dają ogromną przyjemność ze strzelania. Są absurdalnie dopracowane, bezczelnie efektowne i stworzone bez oglądania się na kompromisy właściwe broni służbowej czy masowej produkcji.
Pit Viper wygląda jak broń filmowego zabójcy. Sand Viper – jak pistolet wyjęty wprost z torby zawodnika Open. A oba po naciśnięciu spustu robią dokładnie to, czego oczekujemy od konstrukcji tej klasy. Pomagają. Wybaczają. Zachęcają do kolejnego strzału. I powodują, że po kilku magazynkach zaczynamy podejrzewać, że przez ostatnie pół godziny staliśmy się znacznie lepszymi strzelcami. Oczywiście to częściowo iluzja. Ale niezwykle przyjemna.
Bo TTI Viper nie zastąpi treningu. Nie kupi nam doświadczenia i nie zrobi z nas Tarana Butlera. Potrafi jednak pokazać, jak dobrze możemy strzelać, kiedy pistolet zamiast stawiać nam kolejne przeszkody, zaczyna nam pomagać. I być może właśnie za to płaci się tutaj najwięcej. Nie za frezowania. Nie za kompensator. Nie za nazwisko Taran Butler. Nawet nie za Johna Wicka. Za kilka sekund po pierwszym magazynku, kiedy opuszczamy broń i myślimy: „Cholera. To naprawdę byłem ja?”.