Spis treści
Obrona Estonii, Łotwy i Litwy jest powszechnie uznawana za jedno z najtrudniejszych zadań i największych wyzwań strategicznych dla Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ze względu na niekorzystne położenie geograficzne, dysproporcję sił konwencjonalnych oraz zagrożenie ze strony silnie zmilitaryzowanego obwodu królewieckiego, region ten często nazywany jest „piętą achillesową NATO”. Podstawowym problemem w obronie państw bałtyckich jest geografia. Estonia, Łotwa i Litwa są połączone z resztą terytorium NATO jedynie wąskim, około 65-kilometrowym pasem lądu na granicy polsko-litewskiej, znanym jako Przesmyk Suwalski. Ten korytarz jest z dwóch stron otoczony przez terytoria wrogie lub potencjalnie wrogie Sojuszowi terytoria. W przypadku konfliktu, połączone siły rosyjskie i białoruskie mogłyby podjąć próbę szybkiego zajęcia Przesmyku Suwalskiego. Taki manewr skutecznie odciąłby państwa bałtyckie od lądowego wsparcia sojuszników, tworząc z nich odizolowaną wyspę. Utrudniony teren, pełen lasów i jezior, dodatkowo komplikuje możliwość szybkiego manewrowania dużymi formacjami wojskowymi, co działa na korzyść obrońców, ale również spowalnia ewentualną odsiecz.
Poza tym mimo że państwa bałtyckie konsekwentnie modernizują swoje armie, wciąż istnieje ogromna dysproporcja sił w porównaniu z potencjałem, jaki Rosja zgromadziła w Zachodnim Okręgu Wojskowym. Rosyjskie siły zbrojne są w stanie w bardzo krótkim czasie skoncentrować przy granicy znaczne siły pancerne i zmechanizowane. Siły NATO stacjonujące na miejscu w ramach misji Enhanced Forward Presence (eFP), choć symbolizują jedność Sojuszu, mają przede wszystkim charakter odstraszający i opóźniający. Składają się z wielonarodowych batalionowych grup bojowych, które nie byłyby w stanie samodzielnie zatrzymać pełnoskalowej inwazji. Obrona regionu zamieniłaby się więc w desperacki wyścig z czasem czy siły wzmocnienia NATO dotrą na miejsce, zanim obrona państw bałtyckich zostanie przełamana. Dlatego obrona tego regionu jest traktowana priorytetowo i stanowi integralny element szerszego systemu bezpieczeństwa zbiorowego.
W ostatnich latach podjęto działania odstraszające. Główne działania obejmują wzmocnioną Wysuniętą Obecność (eFP), czyli stałą, rotacyjną obecność wielonarodowych batalionów w Polsce i krajach bałtyckich. Kolejnym kluczowym elementem jest stałe rozmieszczenie niemieckiej brygady na Litwie do 2027 roku brygada ma liczyć około 5 tysięcy żołnierzy. Równolegle prowadzona jest misja Baltic Air Policing, w ramach której myśliwce sojusznicze nieprzerwanie patrolują przestrzeń powietrzną nad Bałtykiem. Sojusz regularnie aktualizuje i ćwiczy nowe plany obronne zakładające szybki przerzut sił wzmocnienia w ramach obrony zbiorowej. Dodatkowo realizowane są inwestycje w infrastrukturę, obejmujące rozbudowę portów, lotnisk i dróg, aby ułatwić przyjęcie sił sojuszniczych.
Dlatego też obrona krajów bałtyckich nie jest ona traktowana jako odizolowana operacja, lecz jako kluczowy element szerszego systemu ochrony całej wschodniej flanki. Jak donosi niemiecki dziennik „Bild”, Sojusz opracował szczegółowy, trzystopniowy plan działania, który ma skutecznie odstraszyć i w razie potrzeby odeprzeć potencjalną inwazję. Dokument, o którym informuje medium, w dużej mierze opiera się na wnioskach wyciągniętych z konfliktu ukraińskiego. Jego autorstwo przypisuje się amerykańskim strategom, takim jak major Andrew Pingree. Plan zakłada, że kluczem do sukcesu jest szybkość reakcji i zdolność do zadawania precyzyjnych ciosów, które zneutralizują przewagę Rosji w masie i sile ognia. Strategia obronna opiera się na dokumencie znanym jako „NATO Land Warfighting Concept” oraz szerszej inicjatywie o nazwie Eastern Flank Deterrence Initiative (EFDI).
Filar pierwszy: Tarcza przeciwrakietowa i neutralizacja królewca
Pierwszym i natychmiastowym krokiem w razie ataku byłoby powstrzymanie rosyjskich uderzeń rakietowych i zmasowanych ataków dronów, podobnych do tych obserwowanych na Ukrainie. Rosja na Ukrainie masowo wykorzystuje pociski balistyczne i manewrujące do niszczenia infrastruktury krytycznej i celów wojskowych. Plan zakłada użycie myśliwców, rakiet i zaawansowanych systemów bezzałogowych do neutralizacji rosyjskich systemów uzbrojenia, w tym wyrzutni i stanowisk obrony powietrznej, zanim te zdążą wyrządzić znaczne szkody. Szczególną uwagę w tym scenariuszu poświęca się obwodowi królewieckiemu, gdzie Rosja skoncentrowała ogromny potencjał militarny, w tym systemy rakietowe Iskander. Zneutralizowanie tych zasobów w początkowej fazie konfliktu ma kluczowe znaczenie dla ograniczenia zdolności Rosji do atakowania celów na terytorium NATO i zapewnienia swobody operacyjnej lotnictwu Sojuszu.
Filar drugi: Bezzałogowa bariera na granicy
Drugi element strategii to rozwiązanie inspirowane bezpośrednio doświadczeniami z frontu ukraińskiego – stworzenie tzw. „strefy autonomicznej” wzdłuż granic z Rosją i Białorusią. Koncepcja ta, będąca rdzeniem inicjatywy "Eastern Flank Deterrence Initiative" (EFDI), zakłada minimalizację obecności żołnierzy w najbardziej niebezpiecznym rejonie i zastąpienie ich siecią zaawansowanych systemów bezzałogowych. W tej strefie miałyby operować drony rozpoznawcze i uderzeniowe, zdolne do monitorowania ruchów wojsk i atakowania ich w razie natarcia, bezzałogowe pojazdy naziemne, które mogłyby wykonywać najniebezpieczniejsze zadania, takie jak rozminowywanie czy bezpośrednia walka oraz zintegrowana sieć czujników połączona ze sztuczną inteligencją, umożliwiająca błyskawiczne wykrywanie zagrożeń i podejmowanie decyzji w czasie rzeczywistym. Takie podejście, inspirowane doświadczeniami z Ukrainy, gdzie drony stały się jednym z głównych narzędzi na polu bitwy, pozwala minimalizować straty własne i skutecznie spowalniać natarcie przeciwnika
Filar trzeci: Uderzenia w głąb Rosji
Trzecia i najbardziej ofensywna część planu zakłada działania daleko poza bezpośrednią linią frontu, wymierzone w rosyjską infrastrukturę wojskową i logistyczną. Celem nie jest podbój terytorium Rosji, ale pozbawienie jej armii zdolności do kontynuowania ofensywy poprzez zniszczenie jej zaplecza i zepchnięcie rosyjskie siły z powrotem do granic kraju. Potencjalnymi celami miałyby być lotniska wojskowe i bazy zaopatrzeniowe, mosty, węzły kolejowe i inne kluczowe szlaki transportowe, fabryki zbrojeniowe i magazyny amunicji. Plan zakłada również możliwość wykorzystania sił specjalnych do operacji dywersyjnych na tyłach wroga. Co więcej, dokument wspomina o tzw. „moście powietrznym”, czyli dostarczaniu dronów i systemów zrobotyzowanych w głąb Rosji za pomocą samolotów transportowych w celu atakowania oddalonych baz wojskowych.
Głównym zamysłem jest przerwanie linii zaopatrzeniowych dla wojsk rosyjskich na froncie. Armia pozbawiona amunicji, paliwa i posiłków szybko utraciłaby zdolność do prowadzenia ofensywy. Koncepcja wspomina również o możliwości wspierania takich operacji przez Rosjan sprzeciwiających się reżimowi Putina.
Odstraszanie przez transparentność: Nowa strategia NATO?
Co niezwykłe, NATO nie stara się utrzymywać tych planów w całkowitej tajemnicy. Ujawnienie ogólnych założeń koncepcji jest świadomym elementem strategii odstraszania zauważa Bild. Logika jest prosta: Moskwa musi z góry wiedzieć, że atak na członka Sojuszu spotka się z natychmiastową, wielowymiarową i bolesną odpowiedzią, która przeniesie konflikt również na terytorium Rosji. To tzw. odstraszanie przez prewencję celem jest pokazanie potencjalnemu agresorowi, że koszty ataku będą niewspółmiernie wysokie w stosunku do ewentualnych korzyści.
Należy podkreślić, że opisany dokument jest scenariuszem planistycznym, a nie zapowiedzią nieuchronnej wojny. Jednak wysocy rangą wojskowi, jak generał dywizji Wadym Skibicki z ukraińskiego wywiadu, ostrzegają, że Rosja może być gotowa do bardziej aktywnych operacji przeciwko NATO do 2030 roku. Jak powiedział, zastępca szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego:
„W tym momencie uważamy tak zwane zagrożenia asymetryczne – operacje hybrydowe – za najbardziej realistyczne. Od wiosny państwa Sojuszu zmagają się z niezidentyfikowanymi dronami. Rumunia i Polska przynajmniej rozpoczęły już zestrzeliwanie tych celów. Jednocześnie w przestrzeni informacyjnej rozprzestrzeniają się narracje mające na celu dyskredytację broni „NATO”” – podkreślił Skibicki.
Według niego nie można ignorować wpływu, jaki prorosyjskie siły polityczne i organizacje społeczne zyskują na Zachodzie. Jak wyjaśnił Skibicki, wszystkie te działania Rosji można uznać za jeden z wskaźników przygotowań do nowego konfliktu.
„Plany Rosji zakładają przygotowanie się do wojny z państwami NATO do 2030 roku. Sojusz otwarcie oświadczył również, że do 2030 roku Rosja będzie zdolna do prowadzenia aktywniejszych operacji wojskowych przeciwko państwom członkowskim NATO” – powiedział generał dywizji.
Gen. Carsten Breuer, szef obrony Bundeswehry, powiedział dziennikowi The Wall Street Journal na początku sierpnia, że w NATO codziennie dochodzi do ataków hybrydowych, a państwa położone na wschodniej flance sojuszu znajdują się pod szczególną presją. Według Breuera Moskwa monitoruje, w jaki sposób rządy reagują na poszczególne incydenty i odpowiednio dostosowuje swoją taktykę. Twierdził również, że Rosja restrukturyzuje swoje wojsko i gospodarkę pod kątem możliwej szerszej konfrontacji z Zachodem, kontynuując jednocześnie wojnę na Ukrainie. „Waszyngton postrzega Chiny jako swój najwyższy priorytet strategiczny” – powiedział Breuer. „Dla nas geografia sprawia, że Rosja jest priorytetem”. Niemcy chcą stać się „strategicznym ogniwem” łączącym państwa bałtyckie, Skandynawię i kraje Europy Wschodniej leżące na pierwszej linii frontu z resztą kontynentu – dodał. Odrębne oceny amerykańskiego wywiadu, na które powołuje się Journal, sugerują, że prezydent Rosji Władimir Putin może w najbliższych latach przeprowadzić ograniczony atak na państwo członkowskie NATO, aby przetestować gotowość sojuszu do wspólnej reakcji. Ministerstwo Obrony Litwy przedstawiło 29 czerwca bardziej wyważoną ocenę sytuacji. W komentarzach podanych przez litewską stację telewizyjną LRT ministerstwo stwierdziło, że nie ma żadnych obiektywnych oznak, że Rosja przygotowuje się obecnie do pełnoskalowego ataku militarnego na państwa bałtyckie.
NATO nie jest przygotowane na jednoczesny atak Rosji i Chin
Co także istotne, a co jakiś czas przebija się w analizach, to gotowość na ewentualny wspólny atak Rosji i Chin w kluczowych regionach. The Atlantic w swojej analizie stwierdza, że NATO nie dysponuje gotową strategią na wypadek jednoczesnej agresji ze strony Rosji i Chin. Stany Zjednoczone nie są obecnie przygotowane na scenariusz, w którym Chiny atakują Tajwan, a Rosja w tym samym czasie uderza w jedno z europejskich państw członkowskich Sojuszu. Możliwość otwarcia dwóch frontów jednocześnie wydaje się obecnie szczególnie atrakcyjna dla Moskwy i Pekinu. Strategowie NATO rozumieją to zagrożenie, lecz nie podejmują konkretnych działań, by mu przeciwdziałać - zwraca uwagę magazyn.
Według The Atlantic, Zachód przeprowadził dotychczas jedynie kilka niewielkich ćwiczeń mających sprawdzić, jak mogłaby wyglądać wspólna strategia Chin i Rosji. Ostatni raz poważnie rozważano taki scenariusz około 15 lat temu – wówczas ćwiczenia pokazały, że Waszyngton nie posiada ani wystarczających zapasów broni, ani zdolności przemysłowych, by prowadzić długotrwałą wojnę na wielu frontach. Amerykańskie dokumenty planistyczne i analizy strategiczne z lat 2025–2026 jednoznacznie pokazują, że Pentagon i środowiska analityczne traktują scenariusz wojny na dwóch frontach przeciwko Chinom w Indo-Pacyfiku i Rosji w Europie jako realne wyzwanie, które wymaga zarówno zmiany priorytetów, jak i przejścia przemysłu zbrojeniowego na tryb wojenny. Najnowsza Narodowa Strategia Obrony z 2026 roku utrzymuje konstrukcję planowania na dwa jednoczesne konflikty, ale z wyraźnym przesunięciem ciężaru: głównym celem jest odstraszanie Chin, podczas gdy w Europie sojusznicy mają przejąć główną odpowiedzialność za konwencjonalną obronę przy ograniczonym, ale kluczowym wsparciu USA. W praktyce oznacza to, że Waszyngton zakłada zdolność do prowadzenia jednej dużej, potencjalnie długotrwałej wojny z Chinami oraz jednoczesnego odstraszania lub pokonania rosyjskiej agresji w ramach koalicji, w której Europa bierze na siebie większość ciężaru lądowego. Raporty think tanków, w tym CSIS, wprost rekomendują „konstrukcję dwóch wojen” z priorytetem dla Indo-Pacyfiku i Europą jako drugim frontem, przy jednoczesnym szybkim zwiększeniu produkcji tanich systemów bezzałogowych i precyzyjnych uderzeń dalekiego zasięgu.
Jednocześnie wewnętrzne oceny Pentagonu wskazują na ryzyko przeciążenia strategicznego, siły zbrojne USA mogą utrzymywać obecność i operacje średniej intensywności na kilku frontach, ale nie są w stanie jednocześnie prowadzić głębokich, dużych wojen konwencjonalnych we wszystkich teatrach bez kompromisów w kluczowych zdolnościach i silnego wsparcia sojuszników. Stąd w dokumentach pojawia się nacisk na „elastyczne zaangażowanie”, sekwencjonowanie zagrożeń oraz przyspieszenie autonomii obronnej Europy, aby w przypadku konfliktu z Chinami obrona Europy przed Rosją nie zależała od masowego przerzutu amerykańskich zasobów.
Tymczasem Rosja i Chiny rozbudowują swoje możliwości. Choć Moskwa nie osiąga celów w Ukrainie, aktywnie rozwija bazę przemysłową i zdobywa doświadczenie bojowe, a Chiny produkują największą liczbę dronów na świecie, jednocześnie zwiększając inne komponenty swojego potencjału wojskowego, Pekin wyprzedził już Waszyngton pod względem liczby rakiet dalekiego zasięgu i okrętów. Putin od dawna dąży do rozmontowania NATO, a obecny moment słabości Sojuszu daje mu rzadką szansę na osiągnięcie tego celu. Testuje już Zachód poprzez naruszenia przestrzeni powietrznej wschodnioeuropejskich państw członkowskich oraz niedawny incydent z dronem w Niemczech. Amerykański wywiad ocenia, że Rosja może spróbować sprawdzić determinację NATO w ciągu najbliższych kilku lat, a jeśli w tym czasie Chiny zdecydują się na inwazję Tajwanu, szanse Putina na sukces znacząco wzrosną.
Według analityków okno okazji dla takiego ataku ze strony Rosji „nigdy nie wydawało się tak atrakcyjne”, ponieważ USA wciąż utrzymują wojska na Bliskim Wschodzie, osłabiając tym samym swoje bazy w Europie i Azji, a dodatkowo borykają się z niedoborem rakiet obrony powietrznej. Zgodnie z raportem waszyngtońskiego think tanku Center for Strategic and International Studies (CSIS), amerykańskie siły zbrojne posiadają mniej niż tysiąc pocisków przechwytujących Patriot oraz mniej niż 250 pocisków THAAD. Symulacje wojenne (np. European Values Center) pokazują, że podwójny kryzys w Indo-Pacyfiku i Euro-Atlantyku wystawia na próbę spójność Sojuszu i zdolność Europy do szybkiego, skutecznego działania, przy czym gracze często reagowali niespójnie i zbyt wolno. Jednocześnie wiele analiz podkreśla, że pełna, zsynchronizowana ofensywa jest trudna logistycznie i politycznie, ponieważ wymagałaby ukrycia masowego przegrupowania sił, co w erze satelitów i wywiadu jest bardzo trudne, a obie strony mają różne priorytety i obawy przed eskalacją nuklearną. Dlatego częściej mówi się o powiązaniach i wzajemnym wykorzystywaniu napięć np. Rosja wywiera presję w Europie, gdy USA skupiają się na Tajwanie niż o dosłownym, idealnie zsynchronizowanym uderzeniu w tym samym dniu.