Zgodnie z ujawnionymi założeniami programu, około 500 strategicznych baz wojskowych na terenie całego kraju ma w trybie natychmiastowym osiągnąć zdolność do prowadzenia operacji bojowych przez minimum 90 dni w warunkach całkowitego odcięcia od zewnętrznego zasilania, sieci wodociągowych oraz cywilnych łańcuchów dostaw. To, jak twierdzą eksperci reakcja na taktykę Rosji, która konsekwentnie atakuje elektrownie i sieci energetyczne na Ukrainie.
Koniec doktryny dwóch oceanów
Podstawą nowej strategii jest zerwanie z mającym wieloletnią tradycję przekonaniem, że samo położenie geograficzne Stanów Zjednoczonych stanowi skuteczną tarczę przed bezpośrednimi skutkami wojny.
Cytowany przez stację Fox News Sekretarz obrony Pete Hegseth, komentując konieczność wdrożenia programu, jednoznacznie:
„Era zakładania, że dwa oceany uchronią Amerykę przed pożogą wojenną, definitywnie dobiegła końca. Nasze terytorium ojczyste znajduje się dziś na pierwszej linii frontu, a nasze bazy muszą zostać przekształcone w nowoczesne bastiony. Jeśli wybuchnie wojna z równorzędnym przeciwnikiem, uderzenie w nasze zaplecze nastąpi pierwszego dnia. Wojsko nie może być bezbronne i bezczynnie czekać, aż cywilna elektrownia wznowi przesył prądu” - powiedział Haghseth.
Z kolei główny rzecznik Departamentu Obrony Sean Parnell, którego stanowisko szczegółowo zacytował portal analityczny LiveMint, zwrócił uwagę na uzależnienie nowoczesnego uzbrojenia od ciągłości zasilania:
- Nasze bazy nie mogą dłużej polegać na miejskich wodociągach, publicznych sieciach przesyłowych czy komercyjnych łańcuchach logistycznych, które są podatne na sabotaż, uderzenia dronów i cyberataki - mówił Parnell - To ryzyko operacyjne, którego nie wolno nam zaakceptować. W realiach współczesnego pola walki energia to amunicja. Jeśli stracisz prąd, natychmiast tracisz łączność, systemy dowodzenia, logistykę oraz linie montażowe - dodał.
Reguła 90 dni samowystarczalności
Serwis analityczny The War Zone (TWZ) podał, że najważniejszym elementem doktryny jest „Reguła 90 dni bez pomocy z zewnątrz”. Każdy strategiczny garnizon ma funkcjonować w formule „wyspy” (islanding), będąc w stanie odłączyć się od krajowego systemu energetycznego bez uszczerbku dla realizowanych misji bojowych i dowodzenia.
W tym celu Pentagon, we współpracy z agencją innowacji Defense Innovation Unit (DIU), wdraża projekt Janus, którego celem jest wyposażenie baz w kontenerowe, miniaturowe reaktory jądrowe (SMR). Urządzenia te wraz z chemicznymi magazynami energii (BESS) mają dostarczać stabilnie prąd, niezależnie od stanu cywilnej sieci energetycznej. Do tej pory w bazy wojskowe wyposażone były w zasilanie awaryjne w postaci agregatów z silnikiem diesla. Eksperci wojskowi Naval Postgraduate School (NPS) zwracają uwagę, że nie wystarczą one w warunkach wojennych z powodu m.in. trudności z dowozem paliwa .
Skrót FORTRESS pochodzi "Federal Operations for Resilience, Troop Resources, Energy, Supply, and Survivability" - czyli "Federalne Operacje na rzecz Odporności, Zasobów Wojskowych, Energii, Zaopatrzenia i Przetrwania". Narzuca ona bezwzględny wymóg fizycznego zmagazynowania w bazach zapasów amunicji precyzyjnej, paliwa lotniczego, leków, części zamiennych, a także najważniejszych części zamiennych do systemów elektronicznych wystarczających na trzy miesiące intensywnych operacji bojowych.
Mobilizacja przemysłu cywilnego
Kolejny filar programu dotyczy odporności łańcucha dostaw oraz natychmiastowego przestawienia gospodarki na tryb wojenny. Dziennikarze serwisu UNITED24 Media podkreślają, że nowa dyrektywa likwiduje tzw. pojedyncze punkty awarii (single points of failure). Od teraz każdy krytyczny podzespół uzbrojenia – od optoelektroniki po silniki rakietowe – musi posiadać co najmniej dwa w pełni niezależne od siebie źródła produkcji i trasy logistyczne.
Co więcej, plan FORTRESS powołuje do życia mechanizm o nazwie Civil Reserve Manufacturing Network. Jak informuje międzynarodowy serwis gospodarczy El Cronista, program ten przygotowuje cywilne przedsiębiorstwa (w tym zakłady motoryzacyjne i maszynowe koncernów takich jak Ford czy General Motors) do natychmiastowej konwersji linii montażowych. W razie wybuchu wojny, cywilne fabryki mają płynnie rozpocząć seryjną produkcję dronów, amunicji artyleryjskiej oraz części do pojazdów opancerzonych. Oczywiście wcześniej otrzymają certyfikaty cyberbezpieczeństwa i zapasy surowców strategicznych.
Baza przyszłości już istnieje
Uzupełnieniem samowystarczalności jest wzmocnienie samych baz. Jak podaje portal Times Now, będą one wyposażane we własne systemy zwalczania bezzałogowców, zdolne do neutralizowania ataków rojów dronów. Bazy będą wyposażone także w zabezpieczenia przed atakami z użyciem impulsów elektromagnetycznych oraz autonomiczne systemy nawigacji i łączności na wypadek całkowitego zniszczenia lub zagłuszenia satelitów GPS.
Poligonem doświadczalnym i wzorcem dla całej reformy stała się baza sił powietrznych Tyndall Air Force Base na Florydzie. Po tym, jak w 2018 roku została ona niemal całkowicie zniszczona przez huragan Michael, Pentagon odbudował ją kosztem blisko 5 miliardów dolarów i ogłosił ją bazą przyszłości, która jako jako pierwsza na świecie jest w pełni odporna na klęski żywiołowe i ataki militarne.