• 3–4 chętnych na jedno miejsce – tak wygląda średnia rekrutacyjna na uczelniach wojskowych.
• 6500 zł żołdu na start – plus darmowe wyżywienie, zakwaterowanie i gwarancja etatu oficerskiego po obronie pracy magisterskiej.
• Kontrakt na dekadę – tyle w praktyce musi odsłużyć absolwent, by nie zwracać państwu kosztów edukacji.
Dlaczego uczelnie wojskowe kształcą także cywilów?
Żeby studiować na uczelni wojskowej nie trzeba wiązać się z wojskiem. Dlatego dla cywilów jest więcej miejsc, bo MON nie ustala tej grupie limitów. Choć na pierwszym roku wciąż sumarycznie przeważają studenci cywilni, to z roku na rok MON sukcesywnie zwiększa pulę miejsc dla podchorążych. Celem jest zrównoważenie tych proporcji.
Po co akademie wojskowe kształcą cywilów? Choć może się wydawać paradoksalne, że uczelnie wojskowe kształcą także studentów cywilnych, ma to istotne uzasadnienie. Bo...
Po pierwsze: przygotowują specjalistów dla przemysłu obronnego, administracji i zaplecza technicznego sił zbrojnych.
Po drugie: budują rezerwy kadrowe państwa na wypadek kryzysów i sytuacji nadzwyczajnych.
Po trzecie: większa liczba studentów pozwala efektywniej wykorzystać kosztowną infrastrukturę badawczą i dydaktyczną.
Po czwarte: studia cywilne na uczelniach wojskowych stanowią naturalną drogę do późniejszego związania się z Siłami Zbrojnymi RP. W efekcie akademie wojskowe wspierają nie tylko rozwój kadr armii, ale także wzmacniają szeroko rozumiany system bezpieczeństwa państwa.
Skoncentrujmy się jednak na studentach-podchorążych. Pod nadzorem MON funkcjonuje obecnie pięć publicznych akademii wojskowych. Cztery z nich prowadzą pełne kształcenie kandydatów na żołnierzy zawodowych (studia mundurowe) i kadr oficerskich, natomiast jedna skupia się na wyższej kadrze dowódczej, badaniach strategicznych i studentach cywilnych. 1 lipca 2026 r. zaczęła działać, reaktywowana po latach nieistnienia, Wojskowa Akademia Medyczna. Od 1 października zacznie kształcić dla potrzeb wojska ratowników medycznych, a od roku akademickiego 2027/2028 – lekarzy mundurowych.
Od wielu lat funkcjonują:
• Wojskowa Akademia Techniczna im. Jarosława Dąbrowskiego (WAT) w Warszawie – największa uczelnia techniczno-wojskowa w kraju.
• Akademia Wojsk Lądowych im. gen. Tadeusza Kościuszki (AWL) we Wrocławiu – kuźnia kadr dla komponentów lądowych i dowodzenia.
• Lotnicza Akademia Wojskowa (LAW) w Dęblinie – słynna „Szkoła Orląt”, szkoląca pilotów oraz personel zabezpieczenia lotów.
• Akademia Marynarki Wojennej im. Bohaterów Westerplatte (AMW) w Gdyni – odpowiedzialna za kształcenie oficerów floty i specjalistów morskich.
• Akademia Sztuki Wojennej (ASzWoj) w Warszawie – dawna Akademia Obrony Narodowej; realizuje studia strategiczno-obronne, kursy generalskie i wyższe kursy oficerskie.
Polska postawiła na budowę armii zawodowej
A ten model organizacji sił zbrojnych potrzebuje stałego dopływu wysoko kwalifikowanych kadr. I to jest zadanie dla resortowego szkolnictwa wyższego. Postęp jest widoczny. W 2013 r. w uczelniach wojskowych studiowało ok. 2,4 tys. podchorążych. Obecnie – ok. 9,2 tys. Nauki pobiera 13 tys. studentów cywilnych, z których część z pewnością zwiąże swoje życie zawodowe z wojskiem.
Liczbę miejsc na pierwszym roku studiów dla przyszłych oficerów (absolwenci opuszczają mury uczelni z dwoma gwiazdkami na pagonach), jak już wspomniałem, określa MON. Ściślej ujmując: minister obrony narodowej stosownym rozporządzeniem. W roku akademickim 2026/2027 studia rozpocznie w:
• WAT – 1280 studentów-podchorążych, główne kierunki o najwyższych limitach to: elektronika i telekomunikacja (234), mechatronika (210), lotnictwo i kosmonautyka (137);
• AWL – 969 (dowodzenie – 783, inżynieria bezpieczeństwa – 110);
• LAW – 213 (lotnictwo i kosmonautyka – 95, nawigacja – 43);
• AMW – 169 (nawigacja – 60, mechanika i budowa maszyn – 24).
Wojsko jest dla pomaturalnej młodzieży atrakcyjnym pracodawcą
Gdyby było inaczej, to o jedno miejsce nie ubiegałoby się średnio od 3 do 4 kandydatów. Rywalizacja o indeks na kierunkach uznawanych za elitarne (np. kryptografia) jest kilkakrotnie większa od średniej. Studiowanie „w mundurze” jest już samo w sobie nader atrakcyjne.
Od pierwszego roku studiów podchorąży otrzymuje comiesięczne uposażenie (żołd), które wynosi obecnie 6,5 tys. zł brutto i rośnie wraz z kolejnymi latami i stopniem wojskowym. Student ma darmowe zakwaterowanie, wyżywienie i – rzecz jasna – umundurowanie. A po ukończeniu studiów zwieńczonych obroną pracy magisterskiej ma stuprocentową gwarancję zatrudnienia.
Jednak, jak to w życiu jest, nie ma w nim nic za darmo. Studia trzeba „odpracować”. Absolwent zawiera więc kontrakt z Wojskiem Polskim. Nie krócej niż na pięć lat, a w praktyce na dekadę.
W ten sposób państwo zabezpiecza się przed sytuacją, w której świeżo upieczony absolwent wojskowej uczelni od razu po obronie „magisterki” odchodzi do cywilnego biznesu.
Oczywiście „nie ma z niewolnika robotnika” i każdy absolwent może odejść do cywila. Taka decyzja wiąże się z tym, że musi zwrócić państwu koszty, które ono poniosło na jego wykształcenie. Takie sytuacje są marginalne.
Częściej zdarza się, że po pierwszym roku student uznaje, że dokonał niewłaściwego wyboru. W takich przypadkach państwo nie wystawia rachunku. I – niestety – są osoby, które to świadomie wykorzystują, ale to już temat na tzw. inną okoliczność...
Polecany artykuł: