• Czy rozejm będzie po 22 kwietnia przedłużony?
• Czy na zajęcie przez USA kontenerowca Iran odpowie odwetem?
• Czy uda się realnie odblokować żeglugę w Cieśninie Ormuz?
Na razie tylko Pakistan gotowy na wielodniowe rozmowy USA-Iran
Sytuacja wygląda następująco: pierwsza i jedyna sesja negocjacyjna (11/12 kwietnia) tylko ugruntowała strony w swoich racjach. Kolejną rundę rozmów prezydent USA zapowiedział na „za dwa dni później”, ale nie doszło do spotkania w Islamabadzie. Rokowania mają być jakoby kontynuowane w poniedziałek (20 kwietnia). Przynajmniej taką informację podał sam prezydent Donald Trump, zapowiadając, że do Pakistanu już udają się amerykańscy negocjatorzy. Rzecz w tym, że powinni oni spotkać się ze stroną irańską. A takiej pewności nie ma.
Komunikacja przez media jest sprzeczna. W jednych podawane są komunikaty o obecności strony irańskiej w Islamabadzie, w innych o nieobecności. Na razie to pewne jest, że „Pakistan gotowy na wielodniowe rozmowy USA-Iran, ale Teheran nie jest pewien, czy do nich dołączyć” – co podkreśliła w takim tytule depeszy katarska Al Jazzira.
Wedle informacji tej stacji telewizyjnej Pakistan „usilnie zabiega” o przedłużenie rozejmu. Mediator zakłada, że negocjacje mogą potrwać kilka dni, nim strony wypracują tymczasowe porozumienie, które w kolejnych tygodniach (a może i miesiącach) sfinalizowane byłoby porozumieniem pokojowym.
Rządowa agencja prasowa IRNA zakomunikowała, że Teheran nie wyśle swoich przedstawicieli do Pakistanu i „krążące doniesienia o drugiej rundzie negocjacji w Islamabadzie są fałszywe”. W kolejnych wpisach na X (z niedzieli) IRNA podała:
„Nadmierne żądania USA, nierozsądne i nierealistyczne oczekiwania, częste zmiany stanowisk, ciągłe sprzeczności oraz tak zwana blokada morska, która narusza porozumienie o zawieszeniu broni, a także groźby retoryczne, do tej pory uniemożliwiały postępy w negocjacjach”, a „Wiadomości opublikowane przez USA są częścią ich kampanii propagandowej i „gry w obwinianie” mającej na celu wywarcie presji na Iran”.
Stoi to „nieco” w sprzeczności z tym, czego dowiedzieli się dziennikarze CNN i przekazali światu. Według tzw. dobrze poinformowanych irańskich źródeł do Pakistanu we wtorek wybiera się delegacja w mocnym składzie: mieliby być w nim m.in. minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi i przewodniczący parlamentu - Islamskiego Zgromadzenia Konsultatywnego - Mohammad Bagher Ghalibaf. Źródło CNN uważa, że Teheran też zabiega o przedłużenie rozejmu.
I do takiego winno dojść, jeśli tylko do Islamabadu przybędą wszystkie strony negocjacji, jeśli w ogóle dojdzie do rozmów – a istnieje takie duże prawdopodobieństwo. Jednak na krętej i wyboistej drodze do zakończenia wojny pojawia się coraz więcej przeszkód. Oprócz tych fundamentalnych (Iran nie chce przystać na rezygnację z kontynuowania programu, pokojowego twierdzi, jądrowego) tę drogę blokują kolejne kłody.
Miała być Cieśnina Ormuz odblokowana, a tankowce nadal stoją na kotwicy
Już nie chodzi o to, że ruch przez Cieśninę Ormuz miał być odblokowany, a nie jest. Obie strony go blokują i wzajemnie się o to oskarżają. O łamanie prawa międzynarodowego, choć ani Iran, ani USA Konwencji o prawie morza (UNCLOS)… nie ratyfikowały. W efekcie ponad 350 tankowców nadal stoi na kotwicy w oczekiwaniu na rzeczywiste odblokowanie Cieśniny. Może to potrwać, bo atmosferę wrogości podgrzewają Stany i Iran, konkretnie: Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej.
W niedzielę prezydent Trump zakomunikował via Truth Social:
„Dzisiaj irański statek towarowy (kontenerowiec – Portal Obronny) o nazwie TOUSKA, o długości prawie 900 stóp i wadze zbliżonej do wagi lotniskowca, próbował ominąć naszą blokadę morską, ale nie udało mu się to”.
CENTCOM, czyli Dowództwo Centralne USA, poinformowało, że jednostkę przechwycił niszczyciel rakietowy USS „Spruance” (DDG 111) w północnym rejonie Morza Arabskiego, w drodze do Bandar Abbas w Iranie. Załoga kontenerowca „przez sześć godzin nie zastosowała się do wielokrotnych ostrzeżeń”. Dowódca niszczyciela nakazał załodze statku opuścić maszynownię. Kilkoma strzałami z 5-calowego działa uszkodził napęd jednostki. Jak to pięknie sformułował w socjalowym wpisie prezydent USA: „wybił dziurę w maszynowni”. Statek przejęli marines 1. Jednostki Ekspedycyjnej Piechoty Morskiej. Niby, jak na wymiar wojny, drobny incydent, ale…
Prawdopodobnie Irańczycy jakoś „odwzajemnią się”. Na razie zareagował azjatycki rynek ropy naftowej i ceny za baryłkę wzrosły o 8 proc., do 90,59 USD. Zapowiada się zwyżka, jeśli nie dojdzie do wznowienia negocjacji i wydłużenia rozejmu, co na jedno wychodzi. Również zapowiadane przez Korpus Strażników działania odwetowe wpłyną na wzrost cen.
Dowództwo Korpusu już ogłosiło:
„Zbrojne piractwo USA to naruszenie rozejmu; odpowiemy proporcjonalnie, uderzając w bazy i statki USA w regionie; Touska była z Chin do Bandar Abbas, załoga ewakuowana”.
Krytykowany (za „miękką postawę”) przez Korpus minister Aragczi w skardze do ONZ napisał o incydencie na Morzu Arabskim:
„To otwiera puszkę Pandory; USA muszą ponieść konsekwencje; negocjacje w Pakistanie niemożliwe pod taką presją”.
Wychodzi na to, że irańska dyplomacja czeka na przeprosiny od Donalda Trumpa?