- Adam Khan był szefem talibskiego wywiadu i sędzią wydającym wyroki śmierci na cywilów.
- Dzięki nieszablonowemu planowi operacji, Polacy zatrzymali go bez jednego strzału.
- Z powodu dokumentów, które znaleziono w domu Khana, afgańscy policjanci dokonali samosądu.
- Wyrok śmierci poprzedził upiorny rytuał obmycia stóp.
Adam Khan był niepozornym mężczyzną, niskim, z rzadką brodą, wyglądającym na około 35 lat. Nie wyróżniał się z tłumu. Dla sił koalicyjnych był jednak jednym z najgroźniejszych ludzi w regionie. Jako szef talibskiego wywiadu w prowincji Andar koordynował ostrzały baz wojskowych, organizował porwania obcokrajowców oraz zasadzki. Był też sędzią, który z bezwzględnością wydawał wyroki śmierci i tortur na cywilach nieprzestrzegających szariatu – muzułmańskiego prawa.
Gdy wokół Khana zaczęła zaciskać się pętla, uciekł do Pakistanu. Do Andar wrócił na początku stycznia 2013 r. i natychmiast został namierzony przez informatora Służby Wywiadu Wojskowego. Ukrył się w kalacie - ogrodzonym gospodarstwie składającym się z kilku budynków - we wsi oddalonej zaledwie 15 kilometrów od polskiej bazy w Ghazni.
Kalata otrzymała kryptonim „Arapaho”.
Podstęp przy użyciu Rosomaków
Oddziałem specjalnym, który operował w tamtym regionie był Task Force-50 - wystawiony przez Jednostkę Specjalną Komandosów z Lublińca. W czasie tej zmiany dowodził „Biały”. Jego zastępcą był „Łukasz”. Oficerowie dowodzili prawie setką żołnierzy.
Zatrzymanie tak doświadczonego i ostrożnego celu wymagało nieszablonowego planu. Autorem koncepcji był specjals o pseudonimie „Złoty”. To on założył, że talibowie szczegółowo monitorują okolicę.
- Plan zakładał pełne zaskoczenie, więc dawał dużą szansę powodzenia, ale był bardzo niebezpieczny. Dlatego „Złoty” stwierdził, że skoro to jego pomysł, pójdzie z nami - wspomina „Piasek”.
W nocy z 29 na 30 stycznia 2013 r. sześciu komandosów skrycie dołączyło do rutynowego patrolu Rosomaków z żołnierzami z 12. Brygady Zmechanizowanej ze Szczecina. Gdy pojazdy zatrzymały się, by założyć check point - punkt kontrolny, specjalsi po cichu opuścili maszyny.
Przed nimi było sześć kilometrów marszu przez teren kontrolowany przez przeciwnika.
- Maszerowaliśmy po płaskim. Nad głowami krążyła niewidoczna i niesłyszalna z ziemi „Spectra” (samolot AC-130). Świadomość posiadania takiego wsparcia niesamowicie podnosiła nam morale. Bez problemów ominęliśmy trzy wioski i sprawnie zablokowaliśmy obiekt „Arapaho” od wschodu - opowiada „Piasek”.
Szturm pod osłoną nocy
Kampand Adama Khana był ufortyfikowanym prostokątem z grubymi murami, dziedzińcem i stajniami. Gdy szóstka specjalsów blokowała obiekt, w powietrzu były już dwa potężne śmigłowce Chinook z dowódcą szturmu, którym był „Bojo”.
Na pokładach helikopterów było też 35 specjalsów dowodzonych przez „Białego” oraz kilkudziesięciu afgańskich policjantów z PRC - oddziału specjalnego wyszkolonego przez TF-50.
Polacy korzystali z maszyn słynnej amerykańskiej 160. eskadry sił specjalnych. Ta jednostka przerzucała amerykańskich Navy SEALs, którzy w Pakistanie zlikwidowali Osamę bin Ladena
Piloci posadzili maszyny zaledwie 200 m. od celu.
- W formacjach regularnych przepisy nakazują lądować minimum 300 m dalej, mają bowiem chronić śmigłowiec przed uszkodzeniem. Co więcej, lotnicy powiedzieli, że w razie kontaktu ogniowego usiądą między nami a ostrzeliwującymi się talibami. Wezmą ogień na siebie i przygwożdżą wroga bronią pokładową - podkreśla „Złoty”.
Tej nocy było tak ciemno, że nie można było używać - niewidocznych dla obserwatora - noktowizorów. Więc specjalsi weszli do zabudowań korzystając z latarek.
- Do okien podchodziliśmy z najwyższą ostrożnością. Były zasłonięte grubymi kocami - wyjaśnia „Kircu”.
Khan usłyszał hałas, ale szybko zrozumiał, że nie ma szans na ucieczkę ani walkę. Błyskawicznie zdecydował, żeby wyjść na ganek w otoczeniu swoich dzieci, traktował je jak żywe tarcze. Wiedział, że dzięki temu Polacy nie otworzą do niego ognia. Został natychmiast zatrzymany.
Wyrok na generała Zarawara
Podczas przeszukania kalaty specjalsi znaleźli broń oraz skrytkę z dokumentami ukrytą w kominie nad paleniskiem.
- „Kałuż” sięgnął pod wnękę i wyczuł ukryty karabinek oraz jakieś papiery. Wśród nich znajdował się podpisany przez Khana wyrok śmierci na generała Zarawara - wspomina „Piasek”.
Gen. Zahid Zarawar, szef policji w Ghazni, był legendarną postacią i śmiertelnym wrogiem talibów. Już jako dziecko był przez nich torturowany, ale nikogo nie wydał. Od tamtej pory nienawidził talibów i ścigał ich bez litości. Jednocześnie wiedział, że jest celem numer jeden, dlatego poruszał się wyłącznie w silnie chronionych konwojach.
Cenił specjalsów z TF-50 za to, że - w przeciwieństwie do innych szkoleniowców z oddziałów NATO - traktowali afgańskich policjantów po partnersku.
Ostatnia „ucieczka” Khana
Po zatrzymaniu Adama Khana specjalsi szybko opuścili obiekt „Arapaho” i ewakuowali się do bazy śmigłowcami Chinook.
Tam nastąpił niespodziewany zwrot sytuacji. Po zatrzymanego osobiście przyjechał gen. Zarawar. Gdy rozmawiał z Polakami, jego ludzie umyli Khana i założyli na niego białe szaty. Nigdy wcześniej nie traktowali tak jeńca.
- Generał nigdy wcześniej nie przyjeżdżał po zatrzymanego. To jeszcze nic! Podszedł do Khana, nożem rozciął jednorazowe kajdanki. Jeden z policjantów podszedł z miską z wodą, a Zarawar obmył mu ręce. Pomyślałem, że Khan jest tak ważny, że obawia się go nawet Zarawar, który przez cały czas coś szeptał do zatrzymanego. Gdy generał zaczął mu obmywać stopy, gość zaczął dygotać… – wspomina oficer, który był świadkiem tych zdarzeń.
Afgańczycy zabrali Adama Khana do samochodu i ruszyli do swoich koszar. Po kilkudziesięciu minutach do Polaków przybiegł afgański tłumacz.
– Przekazał informację od gen. Zarawara. Wynikało z niej, że w czasie konwojowania Khan próbował uciekać i został zastrzelony. Generał poprosił, abyśmy przyjechali zidentyfikować zwłoki, ale „Biały” stwierdził, że nie ma takiej potrzeby – kontynuuje oficer.
- Taka tam jest kultura rozwiązywania sporów. Bez sądu, natychmiast i skutecznie – podsumowuje „Łukasz”.
Natomiast w komunikacie naszego Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych napisano:
„To zatrzymanie znacząco osłabiło siatkę talibów nie tylko w prowincji Ghazni, ale i w całym Afganistanie. Przede wszystkim zaś wpłynęło na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa cywilnych mieszkańców prowincji, którzy byli głównym celem terrorystycznych przedsięwzięć organizowanych przez Adama Khana”.