Spis treści
- Łotwa wskazuje konkretne obiekty
- Atak nie musi zniszczyć elektrowni
- Region otrzymuje kolejne ostrzeżenie
- Tani dron, kosztowny problem
- NATO chroni Bałtyk, ale lista celów jest dłuższa
- Nie każdą instalację osłoni bateria rakietowa
- Polska infrastruktura w systemie obrony NATO
- Najważniejsza jest zdolność działania po ataku
Władze Łotwy zdecydowały o zwiększeniu ochrony strategicznych instalacji energetycznych. Dodatkowe środki bezpieczeństwa zastosowano między innymi wokół elektrowni wodnej Ķegums, położonej nad Dźwiną powyżej Rygi, oraz podziemnego magazynu gazu w Inčukalns.
Decyzję podjęto po otrzymaniu informacji wywiadowczych wskazujących na możliwe zagrożenie ze strony Rosji. Łotewskie władze nie ujawniły, czy chodzi o przygotowania do fizycznego sabotażu, cyberataku, użycia bezzałogowców, czy operacji łączącej kilka metod działania.
Łotwa wskazuje konkretne obiekty
Samo publiczne wymienienie chronionych instalacji jest znaczące. Państwa NATO od wielu miesięcy ostrzegają przed rosyjską aktywnością hybrydową, ale komunikaty najczęściej mają ogólny charakter. Tym razem reakcją na informacje wywiadowcze stało się fizyczne wzmocnienie ochrony konkretnych elementów infrastruktury.
Łotewski premier zwrócił się także do NATO o dodatkowe środki obrony powietrznej oraz większą obecność wojsk sojuszniczych. Ryga chce ponadto szybkiej integracji z systemem NATO rozwiązania antydronowego rozwijanego na Łotwie przy pomocy Ukrainy.
Atak nie musi zniszczyć elektrowni
Infrastruktura energetyczna jest atrakcyjnym celem, ponieważ jej zakłócenie może wywołać skutki znacznie większe niż fizyczne uszkodzenia spowodowane przez sam atak. Celem agresora nie musi być zniszczenie zapory, magazynu gazu czy stacji elektroenergetycznej.
Wystarczające może okazać się czasowe zatrzymanie pracy instalacji, odcięcie jej od systemów teleinformatycznych albo zmuszenie operatora do awaryjnego wyłączenia urządzeń. Nawet krótkotrwała przerwa może wpłynąć na dostawy energii, transport, łączność, pracę zakładów przemysłowych i funkcjonowanie administracji.
Operacja sabotażowa może również służyć rozproszeniu sił państwa. Po pierwszym incydencie władze muszą chronić dziesiątki podobnych obiektów, uruchamiać kontrole, kierować patrole oraz wzmacniać monitoring. Rosja może w ten sposób generować wysokie koszty, wykorzystując stosunkowo tanie środki działania.
Dodatkowym efektem jest presja psychologiczna. Informacja o zagrożeniu dla elektrowni lub magazynu gazu szybko trafia do opinii publicznej. Nawet jeśli nie dojdzie do poważnej awarii, może pojawić się obawa przed przerwami w dostawach energii, wzrostem cen lub kolejnymi atakami.
Takie działania pozostają poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego. Utrudnia to jednoznaczne przypisanie odpowiedzialności i odpowiednio szybką reakcję polityczną. Sabotażysta może działać na podstawie instrukcji otrzymanych przez komunikator, cyberatak może zostać przeprowadzony przez pośredników, a dron nie musi posiadać oznaczeń pozwalających natychmiast ustalić jego pochodzenie.
Region otrzymuje kolejne ostrzeżenie
Dzień przed ogłoszeniem łotewskich środków bezpieczeństwa prezydent Edgars Rinkēvičs mówił o informacjach z państw NATO wskazujących na rosyjskie próby prowadzenia sabotażu i obniżania poziomu bezpieczeństwa krajów Sojuszu.
Również Litwa zapowiedziała wzmocnienie ochrony infrastruktury energetycznej i transportowej po otrzymaniu informacji o planowanych rosyjskich działaniach. Nie ujawniono, gdzie i kiedy mogłyby nastąpić ewentualne ataki
Polecany artykuł:
Tani dron, kosztowny problem
Szczególne znaczenie ma łotewski apel o przyspieszenie budowy ochrony przeciwdronowej. Niewielki bezzałogowiec może prowadzić rozpoznanie obiektu, obserwować procedury ochrony, lokalizować kamery i patrole, a następnie przenieść ładunek wybuchowy.
W maju 2026 roku dwa ukraińskie drony, które według Kijowa zostały skierowane poza planowaną trasę w wyniku rosyjskiego oddziaływania elektronicznego, wleciały na Łotwę od strony Rosji i uderzyły w obiekt magazynowania paliwa. Incydent nie spowodował ofiar, ale wywołał poważną debatę o skuteczności ochrony łotewskiej przestrzeni powietrznej.
Problemem jest nie tylko wykrycie małego obiektu lecącego na niewielkiej wysokości. W czasie pokoju szczególnie trudna może być decyzja o jego neutralizacji. Zakłócanie łączności nie zawsze zadziała, a użycie środków kinetycznych nad elektrownią, zbiornikiem paliwa albo obszarem zabudowanym może stworzyć dodatkowe zagrożenie.
Skuteczny system powinien więc łączyć radary krótkiego zasięgu, sensory optoelektroniczne, urządzenia wykrywające emisję radiową oraz narzędzia pozwalające zakłócić, przechwycić lub fizycznie zniszczyć bezzałogowiec. Sam zakup jednego rodzaju sensora lub neutralizatora nie rozwiąże problemu.
NATO chroni Bałtyk, ale lista celów jest dłuższa
Sojusz rozpoczął już wzmacnianie ochrony strategicznej infrastruktury w regionie. Uruchomiona w styczniu 2025 roku aktywność Baltic Sentry zwiększyła wojskową obecność NATO na Morzu Bałtyckim i ma poprawić zdolność reagowania na działania wymierzone przede wszystkim w podmorskie kable i rurociągi.
Do wsparcia operacji wykorzystywane są również rozwiązania bezzałogowe. NATO poinformowało, że w ramach Task Force X-Baltic testowano dziesiątki dronów powietrznych i morskich współpracujących z sojuszniczymi jednostkami.
Przypadek Łotwy pokazuje jednak, że nie można koncentrować się wyłącznie na infrastrukturze podmorskiej. Potencjalnymi celami pozostają także elektrownie, magazyny gazu i paliw, terminale portowe, lotniska, stacje elektroenergetyczne, mosty oraz węzły kolejowe.
Polecany artykuł:
W razie kryzysu część tych obiektów będzie jednocześnie obsługiwać mieszkańców i wspierać działania sił zbrojnych. Port używany na co dzień do przeładunku towarów może zostać wykorzystany do przyjęcia wojsk sojuszniczych. Cywilna linia kolejowa może stać się podstawowym szlakiem transportu sprzętu ciężkiego, a magazyn paliwa – zapleczem operacji wojskowej.
Podział na infrastrukturę cywilną i wojskową staje się więc coraz mniej wyraźny.
Nie każdą instalację osłoni bateria rakietowa
Łotewski wniosek o dodatkową obronę powietrzną jest zrozumiały, lecz nawet rozmieszczenie kolejnych systemów rakietowych nie zapewni stałej ochrony wszystkich potencjalnych celów.
Liczba elektrowni, portów, przepraw, magazynów, stacji transformatorowych i węzłów logistycznych jest znacznie większa niż liczba dostępnych zestawów przeciwlotniczych. Co więcej, używanie drogich pocisków do zwalczania tanich bezzałogowców trudno uznać za rozwiązanie możliwe do utrzymania podczas długotrwałego kryzysu.
Państwa muszą zatem dokonać hierarchizacji chronionych obiektów. Najważniejsze instalacje mogą otrzymać stałe sensory, systemy antydronowe i fizyczną ochronę. W przypadku pozostałych potrzebne będą mobilne zespoły reagowania, rezerwowe źródła zasilania, zapasy części zamiennych oraz przygotowane procedury szybkiego odtwarzania zdolności.
Odporność infrastruktury nie oznacza bowiem, że każdy atak uda się powstrzymać. Oznacza także zdolność kontynuowania działania mimo uszkodzeń.
Polska infrastruktura w systemie obrony NATO
Polska posiada Narodowy Program Ochrony Infrastruktury Krytycznej, którego celem jest zapobieganie zakłóceniom, przygotowanie na sytuacje kryzysowe, reagowanie na zniszczenie lub awarię oraz odtwarzanie kluczowych systemów. Infrastruktura krytyczna obejmuje między innymi energetykę, paliwa, łączność, sieci teleinformatyczne, transport, ochronę zdrowia, zaopatrzenie w wodę i ciągłość działania administracji.
W polskich warunkach szczególnego znaczenia nabierają porty morskie, terminale surowcowe, magazyny paliw, elektrownie, główne stacje elektroenergetyczne, lotniska oraz kolejowe i drogowe węzły wykorzystywane do przerzutu wojsk na wschodnią flankę.
Nie wszystkie wymagają identycznego poziomu ochrony. Każdy powinien jednak zostać oceniony nie tylko pod kątem własnego znaczenia, lecz także zależności od innych systemów. Terminal może posiadać rozbudowane zabezpieczenia, ale pozostanie bezbronny, jeżeli zostanie pozbawiony energii, łączności albo dostępu kolejowego.
Podobnie ochrona przed dronami nie może funkcjonować jako odrębny zestaw urządzeń należący do operatora obiektu. Sensory cywilne, wojskowe i policyjne powinny tworzyć spójny obraz sytuacji, a procedury muszą wskazywać, kto identyfikuje zagrożenie, kto podejmuje decyzję oraz kto może użyć środków zakłócających lub kinetycznych.
Rozwijanie takich zdolności ma znaleźć się wśród obszarów finansowanych z europejskiego instrumentu SAFE. Według planów przedstawionych przez rząd Polska ma przeznaczyć około 44,2 mld zł z tych środków na obronę przeciwlotniczą i przeciwrakietową oraz systemy bezzałogowe i antydronowe. Program obejmuje także modernizację infrastruktury transportowej o znaczeniu wojskowym.
Samo finansowanie nie zagwarantuje jednak skutecznej ochrony. Kluczowe będą integracja urządzeń, jasny podział kompetencji oraz regularne ćwiczenia z udziałem wojska, służb, administracji i cywilnych operatorów.
Najważniejsza jest zdolność działania po ataku
Łotewski alarm jest ostrzeżeniem również dla Polski. Infrastruktury krytycznej nie można już traktować wyłącznie jako cywilnego zaplecza gospodarki.
W warunkach presji hybrydowej staje się ona częścią systemu odstraszania. Przeciwnik musi wiedzieć nie tylko, że atak może zostać wykryty, lecz także że nawet udana próba sabotażu nie sparaliżuje państwa ani nie zatrzyma przerzutu wojsk NATO.