Pierwsze trzy dni wojny w życiu studenta Jana Kowalskiego

Tym razem na okoliczność kolejnej rocznicy wybuchu wojny niemiecko-polskiej nie będzie o obronie Westerplatte, bombardowaniu Wielunia czy generalnie o Wrześniu 1939 r., o przyczynach i przebiegu wojny, która dała początek globalnemu, jakiego świat dotąd nie widział, konfliktowi. Coraz mniej jest świadków tamtych dni. Na podstawie ich wspomnień, dokumentów itp. można wyobrazić sobie, jak Polacy postrzegali pierwsze dni wojny. Jak bieg wypadków oceniał student prawa Uniwersytetu Warszawskiego Jan Kowalski, postać wykreowana, ale z pewnością podobna do świadków epoki. Przenieśmy się do września 1939 roku.

Gazeta Wieczór! z 1 września 1939 roku. Obok miniatura z portretem młodego Jana. O historii przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: Andrzej Bęben / AI

• 31 sierpnia 1939 r. - dywersanci z SS napadli na radiostację w Gleiwitz podszywając się pod powstańców śląskich.

• 1 września o 6:30 Polskie Radio ogłosiło, we wcześniej nagranym komunikacie, że Niemcy najechały na Polskę.

• 3 września wojna europejska stała się konfliktem światowym, gdy Australia i Nowa Zelandia wypowiedziały wojnę III Rzeszy.

Wielu Polaków wierzyło w moc armii i sojuszy

Jan Kowalski, rocznik 1920, z niepokojem śledził sytuację polityczną w Europie. Po przemówieniu ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, wygłoszonym w Sejmie 5 maja, nie miał już wątpliwości co do tego, że pokój wisi na włosku. Był jednak optymistą. Prawdopodobieństwo wybuchu wojny, owszem, było wysokie, ale nie stuprocentowe. To była nie tylko ocena studenta Kowalskiego, ale wielu, wielu innych Polaków. Tych z niewielkim wykształceniem, jak i tych z tytułami naukowymi. Optymizm w narodzie górował.

– Mamy silną armię. Jej moc jest wsparta układami o wzajemnej pomocy z Francją. Jeśli nawet Hitler odważy się najechać na Polskę, to na III Rzeszę uderzy Francja i sojusznicze bombowce pojawią się nad Berlinem, z naszymi „Łosiami”. Sądzę, że Hitler blefuje, tymi prowokacjami na granicy Niemcy chcą coś uzyskać. Nie wiem tylko, co – przedstawiał sąsiadowi z przeciwka, wątpiącemu w siłę armii i sojusze, sytuację geopolityczną.

Garda: Badania genetyczne i Wojsko Polskie
Portal Obronny SE Google News

Układ o pomocy wzajemnej z UK podbudował polskie morale

Kowalski stał się jeszcze większym optymistą, gdy świat dowiedział się, że 25 sierpnia Rzeczpospolita i Wielka Brytania (wtedy mówiło się: Anglia) zawarły układ o wzajemnej pomocy. Nie wiedział, że kilka dni wcześniej Hitler rozkazał zaatakować Polskę (z którą Rzesza miała od 1934 r. 10-letni pakt o nieagresji) 26 sierpnia. W zaistniałej sytuacji Hitler przesunął termin rozpoczęcia Planu Białego (Fall Weiss) na 1 września.

– Niechby tylko Niemcy zaatakowali Polskę, to od razu będą mieli do czynienia z naszymi aliantami! – napawał optymizmem wątpiącego sąsiada.

Ten, człowiek niekształcony, weteran I wojny światowej armii carskiej, zakładał, że tę umowę z Anglikami rząd zawarł, by robiła ona za straszak wobec Hitlera.

– Jasiu, a jak ty sobie wyobrażasz, że gdyby Niemcy na nas napadli, to następnego dnia Anglicy na nich uderzą. Przecież jesteś po przysposobieniu wojskowym, to powinieneś wiedzieć, że nie da się iluś tam dywizji przerzucić z Anglii do Francji w try miga…

– Francuzi to potęga, wygrali Wielką Wojnę, Anglicy na początek wesprą ich swoim lotnictwem. Nie, nie, sąsiedzie. Hitler nie jest taki szalony, by chciał zaczynać wojnę z takimi mocarstwami.

Sąsiad podrapał się po głowie i zakończył dyskusję, wiedząc, że student będzie trwał przy swojej ocenie sytuacji.

Ani jeden, ani drugi nie mieli pojęcia, że nie da się już uniknąć wojny, a Francja i Anglia robią „dobrą minę do złej gry”. Nie wiedzieli, że Hitler i Stalin przez swoich pośredników zawarli tajne porozumienie do jawnego układu o nieagresji. Co tam oni! Takiej wiedzy nie miała rządząca elita polityczna, choć dysponował nią Zachód.

Już 24 sierpnia informacje o podziale Polski między narodowych socjalistów i komunistów przekazał Amerykanom sekretarz ambasadora III Rzeszy w Moskwie. Waszyngton od razu podał je do Paryża i Londynu. A nasi sojusznicy, którymi zachwycał się Jan Kowalski, a w których deklaracje wątpił jego sąsiad, nie raczyli się podzielić tą wiedzą z Warszawą. Podobno dlatego, że Anglicy nie dawali im wiary, uważali to za jakąś niemiecką prowokację. Podobno…

Operacja „Himmler” – marnej jakości alibi dla polityki III Rzeszy

31 sierpnia do Janka zadzwonił kolega z Katowic. Koło 20:00 słuchał radia. Niemieckiego z rozgłośni Reichssender Breslau. Nagle usłyszał jakiś tumult i słowa po polsku: „Uwaga! Tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w rękach polskich...”. Potem padł jakiś strzał i radio zamilkło. Cisza w eterze.

Studenta Kowalskiego te wieści nieco zaniepokoiły. Szybko wrócił do równowagi, tłumacząc sobie, że to kolejna niemiecka prowokacja, których codziennie w sierpniu notowano po parędziesiąt.

Nie mógł wiedzieć, że atak „polskich” dywersantów na radiostację w Gleiwitz (Gliwicach) był zasadniczym elementem operacji „Himmler”, jak wskazuje kryptonim przygotowanej przez Sicherheitsdienst (SD) - wywiad SS. Akcje przeprowadzone w ramach tej operacji miały stanowić alibi dla Hitlera i jego III Rzeszy, szyte już nie grubymi nićmi, ale linami, usprawiedliwienie agresji na Polskę. Rzecz jasna w obronie własnej.

Gdy poranną gimnastykę przerwał złowrogi komunikat Polskiego Radia

Nastał 1 września. Piątek. Nasz Janek wstał jak zwykle skoro świt, po szóstej. Jak zwykle włączył radio. O tej porze PR nadawało poranną gimnastykę. Kowalski długo się nie nagimnastykował, bo… Nagle audycja została przerwana, była 6:30, i z głośnika lampowego „Elektritu” zabrzmiał stanowczy, ale stonowany głos spikera. Janek słuchał i był przerażony. Nie dawał wiary temu, co usłyszał.

„Halo, halo, tu Warszawa i wszystkie rozgłośnie Polskiego Radia. Dziś rano o godzinie 5 minut 40 oddziały niemieckie przekroczyły granicę polską, łamiąc pakt o nieagresji. Bombardowano szereg miast. Za chwilę usłyszą Państwo komunikat specjalny” – ogłosił dyżurny spiker Zbigniew Świętochowski.

Po chwili inny spiker, Józef Małgorzewski, wygłosił ów komunikat:

„A więc wojna! Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie, publiczne i prywatne, przestawiamy na specjalne tory, weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym – walka aż do zwycięstwa!”.

Tylko niewielu wiedziało, że komunikat specjalny był wcześniej nagrany.

Zaczęła się wojna. Zawyły syreny. O 7:30 nad lotniskiem Okęcie pojawiły się pierwsze niemieckie samoloty. Spadły bomby.

Jak człowiek może czuć się, gdy do świadomości dochodzi, że rozpoczęła się wojna, że nie wiadomo, jak długo potrwa i nie wiadomo, czy dożyje się jej końca?

Fatalnie. Albo i jeszcze gorzej. Człowiekowi jedzenie staje w gardle. Inni palą papieros za papierosem. Jeszcze inni wlewają w siebie wódkę, jakby alkohol mógł zagłuszyć wycie syren i huk eksplozji. A wszyscy są żądni informacji: kto, co, kiedy, gdzie i dlaczego?

Najważniejszym źródłem wiedzy – prawdy, przeinaczeń i propagandowych halucynacji – było Polskie Radio i jego rozgłośnie.

Drugim była prasa. Janek otworzył okno, zobaczył gazeciarzy biegających z trącącymi jeszcze drukarską farbą wydaniami specjalnymi. Szybko zbiegł na ulicę, bo bał się, czy czasem zdąży jeszcze kupić gazetę. Wychodząc, rzucił okiem na leżący na stole, wczorajszy „Wieczór -Kurjer”. Pod winietą dziennika (za 10 groszy),na całą szerokość, krzyczał nadtytuł i tytuł czołówki: „Polska czeka gotowa z bronią u nogi”. I poniżej: „Hitlerowi pozostaje do wyboru – cofnąć się albo rozpocząć wojnę”.

Udało mu się kupić ulubiona gazetę. Zamienił parę zdań z innymi. Ludzie byli zaskoczeni wybuchem wojny. Panował optymizm, bo wiecie: Wojsko Polskie, Francja, Anglia i tak dalej…

W domu rozłożył na stole płachtę gazety. Miała sześć stron. W połowie zapełniona ogłoszeniami i materiałami wcześniej przygotowanymi, w połowie informacjami najważniejszymi. Z wojny.

Tytuły grzmiały optymizmem. Miło było czytać takie wieści.

„O stalowy mur bohaterskiej Armii rozbije się bandycki napad na Polskę”.

„Idziemy na pola Grunwaldu dziejowego”.

„Wodzu, prowadź” – tytuł nad zdjęciem marszałka Rydza-Śmigłego.

Na podwale niewielki szpunt z tytułem:

„Francja o nikczemnych propozycjach Hitlera”. Janek chłonął te kilka zdań budujących nadzieję, a może nawet i pewność.

„Paryskie koła polityczne i prasa wyrażają głębokie oburzenie z powodu propozycji Hitlera skierowanych pod adresem rządu polskiego i zaznaczają, że zarówno Francja, jak i Wielka Brytania są gotowe wywiązać się ze wszystkich zobowiązań wobec Polski”.

Janek był tak wielce uradowany i pobudzony, że chwycił gazetę i najzwyczajniej w świecie pobiegł z nią przez przedpokój i korytarz do sceptycznego sąsiada.

– Widział pan, sąsiedzie, widział pan? Sojusznicy nam pomogą!

– Oby – bez entuzjazmu rzekł weteran. – Ty lepiej okna oklej paskami z papieru, bo jak Niemcy zaczną nas bombardować, to szyby będą leciały jedna za drugą!

Student skorzystał z rady. „Chyba ta wojna skończy się do końca września?” – dumał Janek w obawie przed tym, by Hitler nie wydłużył mu wakacji. Pod czaszką kłębiło mu się tysiąc myśli, gdy przyklejał na szyby w oknach paski papieru. Janek nawet nie zastanawiał się nad tym, jakie to propozycje miał złożyć Hitler.

Dziś taką ofertę (złożoną 30 sierpnia) w języku kolokwialnym określa się mianem „ściemy”. Bo czy nie było tym żądanie demilitaryzacji Helu i Gdyni i 15 innych, równie nie do przyjęcia?

Sobota minęła szybko. Było mocno mglisto, więc Warszawę bombardowano w trzech falach, z użyciem mniejszej liczby bombowców. Ponadto radio zaczęło nadawać, że „Westerplatte broni się”. Ludność kopała rowy przeciwczołgowe. Stolica przygotowywała się do obrony. Ludzie czekali na niemieckie natarcie i na pomoc aliantów. Kiedy Francja i Anglia uderzą na Szwabów? Kiedy? – to był fundament wszelkich dyskusji w drugim dniu wojny.

Bez księdza wiedzą, że w niedzielę jest święto

Jednak 3 września niedziela miała podwójnie świąteczny charakter. I stało się to na co czekali Polacy.

O 11:15 premier Neville Chamberlain ogłosił via radio, że Wielka Brytania jest w stanie wojny z III Rzeszą. Na wieść o tym tysiące mieszkańców stolicy ruszyło pod ambasadę Wielkiej Brytanii. Entuzjazm był taki, że brakuje słów, by go wiernie oddać.

Ludzie wiwatowali! W tym dniu bez przerwy Warszawa śpiewała „Jeszcze Polska nie zginęła...”, „Niech żyją sojusznicy”, „Niech żyje Anglia!”. A po 17:00, gdy Francja wypowiedziała wojnę, zaczęto wiwatować na jej cześć.

W tym dniu Warszawie sprzyjała także pogoda. Fatalna jak dla Luftwaffe. W tym natłoku dobrych wieści uradowanym umknęło to, że po południu czasu warszawskiego wojnę Niemcom wypowiedziały Australia i Nowa Zelandia.

3 września rozpoczęła się wojna europejska, a po tym, gdy dołączyły do niej dominia brytyjskie, nastała wojna światowa. Janek, jako student prawa, wiwatujący w tłumie na cześć sojuszników, miał tego świadomość. Jednak najważniejsze było to, że alianci dotrzymali zobowiązań, Polska nie jest osamotniona!

Wieczorem zajrzał do sąsiada. Podzielił się z nim tą radością. Sąsiad nawet otworzył butelkę gorzałki, bo przez myśl przeszło mu to, że mógł zbyt krytycznie oceniać sojuszników. Panowie wypili za zwycięstwo. Nie doczekali się wiktorii. Zginęli w trzecim dniu Powstania Warszawskiego...

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki