Na wojnach wygrywa medycyna

2026-04-04 8:00

Im bardziej żołnierze doskonalili się w zabijaniu, tym szybciej rozwijały się systemy ratowania życia. Dlatego to wojny od zawsze przyspieszały rozwój medycyny. Profesjonalny system zabezpieczenia medycznego miały już legiony rzymskie, a Napoleon Bonaparte uruchomił pierwszy Medevac. Jednak nawet dziś nie dałoby się uratować rycerza, który został ranny w efekcie, najpopularniejszego w średniowieczu, ciosu mieczem - z lewej strony, w okolice szyi.

  • Medycyna to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi nauki.
  • Do jej rozwoju, od starożytności, przyczyniały się wojny.
  • W średniowieczu rannych częściej dobijano, niż ratowano.
  • W czasach napoleońskich chirurdzy walczyli z czasem, dlatego średni czas operacji wynosił zaledwie 7 min. i 40 sek.
  • Wojny dały początek opatrunkom gipsowym i zdjęciom RTG.

Już Hipokrates, ojciec medycyny, mówił:

„Chcesz być chirurgiem, idź na wojnę”.

Do dziś jest to aktualna maksyma, ponieważ nie ma lepszego poligonu dla ludzi zajmujących się leczeniem urazów. Pierwszych takich medyków opisywał Homer. Od niego dowiadujemy się, że w czasie bitwy pod Troją usuwali oni groty strzał z ran. Najczęściej je wycinali lub przepychali na wylot. Wysysali i opracowywali chirurgicznie miejsca obrażeń, stosowali maści i zioła przyspieszające leczenie. Wykonywali amputacje, płukanie ran przegotowaną wodą z winem. Do zatrzymywania krwotoków stosowali oziębianie, unoszenie kończyn, opaski uciskowe oraz przyżeganie ran. Do dziś są to popularne metody niesienia pomocy.

Stosując dzisiejszą terminologię, można stwierdzić, że już pod Troją działały wysunięte placówki chirurgiczne poziomu drugiego (dzisiejsze szpitale polowe).

Medycy w legionach rzymskich

Podobnie jak dziś, antyczni żołnierze szkolili się w zasadach udzielania pomocy medycznej. Najpierw sobie, a potem rannym towarzyszom broni. Można powiedzieć, że wypracowali i stosowali starożytne wytyczne TCCC (ang. Tactical Combat Casualty Care) Taktyczno-Bojowej Opieki nad Poszkodowanym.

O pierwszym profesjonalnym systemie zabezpieczenia medycznego możemy mówić w przypadku legionów rzymskich. W skład kohorty bojowej, którą można przyrównać do współczesnego batalionu, wchodzili medycy pola walki. Co ciekawe, już wtedy rozumiano, jak kluczowe znaczenie ma czas dotarcia rannego do miejsca udzielania zaawansowanej pomocy medycznej. Dlatego punkty opatrunkowe organizowano na tyłach, jak najbliżej linii walk.

W średniowieczu rannych było niewielu

Antyk charakteryzował się wysokim poziomem lecznictwa, szczególnie chirurgii. Podobnie było w średniowieczu w krajach islamskich. Niestety, nie można tego powiedzieć o medycynie europejskiej.

Gdy cichły odgłosy brutalnej walki, na średniowiecznych polach bitew pozostawało niewielu rannych. Zwykle ich dobijano. Oszczędzano rycerzy, bo za nich można było dostać okup od rodzin. Nie zabijano wziętych do niewoli, gdyż tacy stawali się niewolnikami. W książce „Krzyżacy” Henryka Sienkiewicza Maćko z Bogdańca zachęca swojego bratanka Zbyszka do udziału w wojnie, aby zdobyć niewolników, którzy rozwiną rodzinny majątek.

Masakry z Biblii Maciejowskiego

Wojowników szkolono, aby jak najszybciej okaleczyć przeciwnika, a najlepiej błyskawicznie pozbawić życia ciosem w głowę lub podstawę szyi. Rysunki instruktażowe znajdziemy w średniowiecznych podręcznikach szermierki. Obficie ilustrowane księgi pełne są obrazów pokazujących sposób zadawania ran. Pod tym względem szczególnie atrakcyjna jest średniowieczna tzw. Biblia Maciejowskiego.

To średniowieczny manuskrypt powstały w XIII w. na zamówienie francuskiego króla Ludwika IX. Na początku XVII w. w jego posiadanie wszedł biskup krakowski Bernarda Maciejowskiego – stąd wywodzi się polska nazwa dzieła.

Ówcześni wojownicy najczęściej doznawali urazów głowy i ran przeszywających klatki piersiowej. Powszechne były głębokie rany cięte kończyn górnych, zwłaszcza okolic barków i podstawy szyi. Te ostatnie okazywały się najbardziej skuteczne. 80 proc. rycerzy było praworęcznych, więc po uderzeniu mieczem rana zaatakowanego zaczynała się najczęściej po lewej stronie u podstawy szyi, a kończyła na mostku. Ostrze uszkadzało tętnicę podobojczykową lewą, której przecięcie powoduje utratę przytomności w ciągu kilku sekund. Po zadaniu takiego ciosu nawet najlepiej wyszkolony, współczesny zespół ratowników pola walki nie jest w stanie uratować poszkodowanego.

Zaatakować i jak najszybciej zabić

W bezpośrednim zwarciu atakowano twarz przeciwnika. Ze względu na dobrze przylegające zbroje, nie było to łatwe. Słabymi punktami były miejsca połączeń płyt i otwory, np. w okolicach oczu. Do zadawania ran przez takie otwory wykorzystywano sztylety o wąskich ostrzach. Pchnięcie powodowało głębokie obrażenia głowy. Nawet jeśli rycerz przeżył atak, wkrótce umierał.

Również w trakcie bardzo popularnych turniejów rycerskich zdarzały się poważne urazy, kończące się śmiercią lub kalectwem. W walce stosowano chwyty za kark prowadzące do uszkodzeń kręgosłupa szyjnego i rdzenia kręgowego. W potyczce używano nie tylko zaostrzonych głowni, ale także głowic rękojeści, zadawano nimi ciosy w odsłoniętą twarz przeciwnika, powodując rozległe złamania twarzoczaszki. Częste były postrzały z łuku i kuszy. Wytrawny łucznik potrafił przebić każdy lekki pancerz. Kusznik mógł strzelić tak, aby grot pokonał najtwardszy pancerz płytowy. Średniowieczne sposoby wojowania powodowały masywne krwotoki zewnętrzne i wewnętrzne.

Amputacje bez znieczulenia

Sposoby udzielania pomocy mogą jeżyć włos na głowie. Amputacje wykonywano bez znieczulenia. Problemem dla chirurgów były postrzały głowy. Nie potrafiono usuwać grotów strzał czy bełtów kuszy z kości czaszki. Jeśli więc ranny przeżywał, wrastały one w kości – w najlepszych przypadkach – powodując przewlekłe bóle głowy, a po jakimś czasie padaczkę pourazową.

Powszechne były zakażenia. Tak kończył się praktycznie każdy postrzał z łuku. Żeby uzyskać maksymalną szybkostrzelność, przed bitwą łucznicy wbijali strzały w ziemię. To gwarantowało najszybsze „przeładowanie” broni, a przy okazji każdy grot był źródłem poważnej infekcji. Kiepsko opatrzone urazy zadanie bronią sieczną lub obuchową skutkowały powstawaniem ognisk zakażenia ogólnoustrojowego.

Rany polewane wrzącym olejem

Powszechnie używano wrzącego oleju i rozpalonego żelaza do przyżegania ran (tamowania krwotoku). Chirurdzy wierzyli, że polanie rany wrzątkiem skleja brzegi poszarpanego ciała. Faktycznie powodowało martwicę, od niej zaś tylko krok do zakażeń i śmierci.

Kres tej technice dał przypadek podczas oblężenia Turynu w 1537 r. Rannych było tylu, że zabrakło oleju! Młody francuski chirurg wojskowy Ambroise Pare (1510-1590) był przerażony! Szybko jednak okazało się, że ranni, dla których zabrakło oleju, czują się lepiej od tych, którym przyżegano rany.

Z czasem zrezygnowano z „wrzących opatrunków”, a Pare został lekarzem królów francuskich. Do dziś uznawany jest za najwybitniejszego chirurga renesansu i jednego z ojców współczesnej chirurgii. Skonstruował kleszcze do zaciskania uszkodzonych naczyń, które uratowały życie tysiącom rannych.

Mijały wieki, a medycy zdobywający doświadczenie podczas konfliktów zbrojnych wprowadzali nowe skuteczniejsze metody leczenia.

Napoleoński Medevac

W czasie wojen napoleońskich, toczonych na początku XIX w., pierwszy raz w dużej skali zastosowano Medevac. W 1812 r., w czasie wielkiej kilkudniowej francusko-rosyjskiej bitwy pod Borodino do ewakuacji rannych wykorzystywano konne ambulanse, którymi wywożono poszkodowanych na tyły walczących. Jedynym stosowanym wtedy środkiem znieczulającym był alkohol. Dlatego przeżycie rannych zależało od sprawności i szybkości chirurga, w którego ręce trafił pacjent. Pod Borodino przeprowadzano kilkaset operacji na dobę. Średnia trwała zaledwie siedem minut i 40 sekund. Odnotowano rekordowy czas amputacji kończyny – 120 sekund. Chirurg musiał się spieszyć, gdyż zabieg trwający ponad 10 minut powodował zgon pacjenta.

Tym, który przeanalizował procedury medyczne, wyciągnął i wdrożył wnioski, był przyboczny lekarz Napoleona Bonaparte – gen. Dominique-Jean Larrey. Można powiedzieć, że to ojciec Medevacu i cywilnego pogotowia ratunkowego. Wprowadził pojęcie segregacji rannych (triage). Dzielił poszkodowanych na grupy, aby jak najwięcej rannych miało szansę przeżyć i wrócić do walki.

Pielęgniarki to pomysł z wojny

Kolejnym starciem mocarstw była wojna krymska. I ona stanowiła ważny etap w rozwoju medycy pola walki. W latach 1853-1856 walczyły Rosja z Turcją wspieraną przez Wielką Brytanię, Francję i Sardynię. Po obu stronach straty sięgały pół miliona rannych i zabitych. Mogły być jeszcze większe, gdyby nie Florence Nightingale. Ta arystokratka uznana została za prekursorkę pielęgniarstwa. Poproszona przez władze brytyjskie, wraz kilkudziesięcioma innymi ochotniczkami, od podstaw zorganizowała opiekę pielęgniarską nad rannymi w szpitalu wojskowym niedaleko Stambułu. Do dziś nie wiadomo, czy więcej energii traciła na ratowanie poszkodowanych, czy na walkę z lekarzami, urzędnikami i oficerami, którzy nie chcieli widzieć kobiet na wojnie. Determinacja Florence Nightingale doprowadziła do poprawy fatalnego stanu brytyjskich szpitali polowych.

To wtedy Brytyjczycy zauważyli, jak poważnym problemem jest higiena i profilaktyka zdrowotna. Żołnierzom zaczęto rozdawać zestawy higieniczne, w których znajdowały się m.in. mydło i grzebień. Wszawica była wtedy plagą.

Portal Obronny SE Google News

Gips i zdjęcia RTG testowano na żołnierzach

Nie próżnowali też Rosjanie. Po ich stronie pracował Mikołaj Pirogow. Jako pierwszy do usztywniania złamanych kończyn w miejsce drewnianych deseczek zaczął stosować opatrunki gipsowe. Jednak na masową skalę gips użyto dopiero w czasie wojny domowej w Hiszpanii, w 1936 r.

Technika wojenna szybko się rozwijała, a to stanowiło wyzwanie dla lekarzy. Podczas wojen burskich (1880-1902) na szeroką skalę stosowano szrapnele. Rażąc drobnymi odłamkami, często powodowały obrażenia wielonarządowe. Ranni wymagali dokładniejszej diagnostyki. Na polu walki pojawiły się więc aparaty rentgenowskie, znane zaledwie od kilku lat. Dzięki nim lokalizowano drobne odłamki, które były nie do wykrycia w inny sposób.

W XX w. techniki wojowania znacznie przyspieszyły. Dały więc napęd do rozwoju kolejnych dziedzin medycyny, np. chirurgii plastycznej. Wtedy wypracowano procedury medyczne, z których obecnie korzysta spora część gwiazd show biznesu.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki