Zełenski chciałby spotkać się z Putinem. Putin zaprasza go do Moskwy

W połowie grudnia na Florydzie, w Trump National Doral Miami, zaplanowano obrady G20. W tej elitarnej grupie jest Federacja Rosyjska. Władimir Putin ostatni raz reprezentował ją w czerwcu 2019 r. (w Osace). Wołodymyr Zełenski za pośrednictwem Deutsche Welle przekazał, że jest gotów spotkać się z Putinem w Miami. Kreml propozycji nie przyjął. Dmitrij Pieskow, rzecznik Putina, zakomunikował, że jeśli Zełenski chce takiego spotkania, to powinien udać się do Moskwy, gdyż takie „zaproszenie jest aktualne”…

Dłonie dwóch osób w garniturach wyciągnięte do uścisku na tle burzowego nieba. O dyplomacji przeczytasz na SE Portal Obronny.
Autor: Wygenerowane przez AI

• Zełenski dopiero od lipca 2024 r. głosi, że może spotkać się z prezydentem Federacji Rosyjskiej.

• Putin od maja 2024 do września 2025 r. całkowicie wykluczał możliwość rozmawiania z prezydentem Ukrainy.

• Teoretycznie rzecz ujmując możliwe jest, że spotkanie dwustronne na bardzo wysokim szczeblu mógłby zainicjować prezydent USA.

Kto z kim i gdzie może spotkać się, czyli kanoniczna dyplomacja

Widać wyraźnie, że przed nadchodzącą zimą i perspektywą zmasowanych ataków na ukraińską energetykę Ukraina nasiliła działania dyplomatyczne, które w realnym wymiarze przybliżyłyby zastopowanie wojny (nierównoznaczne z jej zakończeniem) lub przynajmniej jej ograniczenie. Rosja też prowadzi swoją grę dyplomatyczną, opartą na zasadach wypracowanych przed laty. Jej przesłanie jest jasne: wojna może zakończyć się tylko na naszych warunkach. Nie ma sensu ich wymieniać, bo są powszechnie znane.

Ukraina w ostatnich latach w zasadzie też uprawia kanoniczną dyplomację. Z niewielkimi odstępstwami od żelaznych zasad, których nie ma potrzeby wymieniać, bo są powszechnie znane. Jedyną zmianą w tej polityce jest to, że Zełenski gotów jest spotkać się z Putinem, co przez dwa lata kategorycznie wykluczał. Z takiej ortodoksji zrezygnował w lipcu 2024 r. Wówczas w wywiadzie dla BBC stwierdził, że dla zakończenia wojny gotów jest rozmawiać z tymi, którzy są w Rosji osobami decyzyjnymi. Powiedział: „Putin czy nie Putin – co za różnica, bądźmy szczerzy”.

Prezydent FR poczuł się zlekceważony. Fakt, nie była to zbyt dyplomatyczna wypowiedź Zełenskiego. Możliwe, że prezydent Ukrainy odwdzięczył się Putinowi pięknym za nadobne.

Otóż od wiosny 2024 r. Kreml uważał, że Zełenski jest nielegalnym prezydentem, bo jego kadencja dobiegła końca. Putin wcześniej nie wykluczał spotkania z Zełenskim – rzecz jasna w Moskwie.

Od maja 2024 r. głosił jednak, że z uzurpatorem rozmawiał nie będzie. Bezpośrednio wskazywał, że przedstawicielem Ukrainy do negocjacji może być wyłącznie przewodniczący Rady Najwyższej. Na takiej pozycji Kreml tkwił przez ponad rok.

Jako że w polityce nigdy nie mówi się „nigdy”, a ponadto „tylko krowa nie zmienia poglądów”, więc doszło do zmiany rosyjskiej narracji. Putin przeorganizował świadomość sytuacyjną w Chinach. We wrześniu 2025 r. przybył do Pekinu. Dziennikarze zapytali go, czy nadal uważa, że partnerem do rozmów ze strony ukraińskiej jest wyłącznie przewodniczący Rady Najwyższej. Zapominając o tym, co głosił przez ostatnie miesiące, odpowiedział, że nigdy nie wykluczał spotkania z Zełenskim i jest gotów na rozmowy: „Jeśli Zełenski będzie gotowy, niech przyjedzie do Moskwy – takie spotkanie się odbędzie…”. Można się domyślić, jaka była reakcja Bankowej na zaproszenie w stylu „na odczepnego”.

Portal Obronny - debata Łukasiewicz – ILOT
Portal Obronny SE Google News

Do czego miałoby doprowadzić ewentualne spotkanie Zełenskiego i Putina?

Oczywiście do zakończenia wojny, cokolwiek miałoby to znaczyć. Obecnie jest to czysto teoretyczna możliwość. Chodzi o spotkanie obu prezydentów, nie koniec wojny. W przeszłości – historycznie ujmując – do takich spotkań przywódców zwaśnionych państw dochodziło albo pod koniec, albo na sam koniec zaawansowanych negocjacji pokojowych. A gdzie jest powiedziane, że tym razem spotkanie liderów nie mogłoby zainicjować procesu odchodzenia od wojny?

Obecnie w roli mediatora występują USA, a trójstronne rozmowy przerwane zostały w lutym, gdy USA (razem z Izraelem) weszły w konflikt zbrojny z Iranem. Niedawna misja wysłanników Donalda Trumpa i ich rozmowy z Putinem oraz Zełenskim wzbudziły nadzieje, że wreszcie dojdzie do szczerych (jeśli w polityce można w ogóle mówić o szczerości) negocjacji. Podobno rozmowy trójstronne mają być wznowione jesienią. Jednak twarde fakty nie wskazują, by te zapowiedzi miały się ziścić.

Gdyby perspektywy były odmienne, Zełenski nie występowałby z kontrolowanym przekazem wysłanym na Kreml, doskonale wiedząc, jak zostanie on w Moskwie odebrany.

Prezydent Ukrainy miał powody, by formułować taką propozycję. Choćby dlatego, że po raz kolejny przedstawił Ukrainę jako państwo dążące realnie do zakończenia wojny. Uczynił to, jak należy założyć, ze świadomością, że istnieją dwie wizje osiągnięcia pokoju – ukraińska i rosyjska – i obie wzajemnie wykluczają się

Szansa na to, że w tzw. najbliższym czasie dojdzie do spotkania Putin–Zełenski, matematycznie ujmując, zdąża do zera. Cuda się jednak zdarzają, nawet w polityce. Bardziej realnym wydarzeniem, wnoszącym nieco optymizmu, byłoby spotkanie ministrów spraw zagranicznych – Siergieja Ławrowa i Andrija Sybihy.

Jeśli inicjatywa miałaby wyjść od jednej lub drugiej strony, to… wiadomo jak by się skończyło. Jeżeli jednak zapraszającym byłby Donald Trump, mogłoby dojść do takich rozmów. Prezydent USA przecież wielokrotnie zapewniał, że ma doskonałe relacje zarówno z Kijowem, jak i z Moskwą. Abstrahując od tysiąca i jednej przeszkód stojących na drodze do takiego spotkania, na pierwszym planie jawi się jedna zasadnicza: czy Moskwa zgodziłaby się, by do takiego (hipotetycznego - podkreślam) spotkania doszło na terytorium USA? Wątpliwe...

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki