• Tylko 10 proc. Rosjan obarcza swój kraj odpowiedzialnością za kontynuowanie wojny.
• W lipcu Rosjanie najbardziej zapamiętali ukraińskie uderzenia dronowe w terytorium Federacji.
• Chinom opłaca się wpierać Rosję, to od decyzji Pekinu może zależeć zakończenie wojny.
62 proc. Rosjan jest za pokojem i 66 proc. popiera „specjalną operację wojskową”
Prezydent Ukrainy powołał się (10 sierpnia) na dane z wewnętrznych badań rosyjskiej opinii publicznej, według których stale rośnie liczba obywateli domagających się zakończenia wojny. Zełenski nie wymienił nazwy ośrodka realizującego taki sondaż. Prawdopodobnie ukraiński prezydent powoływał się na Centrum Lewady, niezależne od rządu (na ile można być w FR niezależnym od władzy).
Tak, to prawda. Według ostatniego sondażu Centrum 62 proc. ankietowanych popiera przejście do negocjacji pokojowych. W Rosji nic nie jest tak proste jak gdzie indziej, bo z tego samego sondażu wynika, że 66 proc. Rosjan popiera działania rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainie. Czy to znaczy, że tylu jest zwolenników walki z Ukrainą „aż do zwycięstwa”?
Może tak, może nie, bo 28 proc. respondentów stwierdziło, że działania militarne powinny być kontynuowane. Oczywiście najwięcej zwolenników SWO (specjalnej operacji wojskowej) jest wśród mężczyzn w wieku pozapoborowym, a za pokojem najbardziej opowiadają się kobiety oraz mężczyźni w wieku poborowym.
Plusy dodatnie, plusy ujemne? Skomplikowane? Spokojnie. Poglądy rosyjskiego społeczeństwa są jeszcze bardziej – że tak się wyrażę – zaplątane. Poza tym, że mniej więcej tyle samo badanych jest za pokojem, co za prowadzeniem SWO, jedna czwarta z tych pokojowo nastawionych uważa, że w imię porozumienia Kreml powinien pójść na ustępstwa wobec Ukrainy. Jednocześnie zwolennicy zakończenia SWO w większości uważają, że odpowiedzialność za brak pokojowego rozwiązania leży przede wszystkim po stronie Europy, Stanów Zjednoczonych i Ukrainy.
Skomplikowane? Dla nas tak. Dla Rosjan – nieszczególnie. W Rosji można być „za” i „przeciw” jednocześnie i nikogo takie postawy nie dziwią.
Ukraińskie ataki dronowe najbardziej zapadły Rosjanom w pamięci
Faktem jest, że mniejszość Rosjan (46 proc.) uważnie śledzi w mediach doniesienia o SWO. Do tego, że ich one nie interesują, przyznało się 19 proc. respondentów. Ankieterzy Centrum Lewady w lipcowych badaniach zadali pytanie otwarte o to, co dla ankietowanego było w lipcu najbardziej pamiętnym wydarzeniem.
Odpowiedź pokrywa się z analizą sytuacji zaprezentowaną przez Wołodymyra Zełenskiego. 27 proc. respondentów przyznało, że takimi wydarzeniami były ukraińskie ataki dronowe.
W pamięci 13 proc. utkwił kryzys paliwowy, brak benzyny oraz racjonowanie paliwa. Tylko 7 proc. wspomniało – bez konkretyzowania – o sukcesach rosyjskiej armii. Tu mała wrzutka: z innej rubryki wyników ankiety wynika, że połowa społeczeństwa uważa, iż w SWO Rosja odnosi sukcesy. Charakterystyczne jest, że największą grupą (39 proc.) w tej części badań są ci, którzy nie wymienili żadnych wydarzeń, które warto byłoby zapamiętać.
Kto, zdaniem Rosjan, jest winny tego, że na Ukrainie nadal toczy się wojna?
Tylko 10 proc. badanych uważa, że za to, iż wojna nadal trwa, odpowiada przede wszystkim Rosja. 32 proc. jest przekonanych, że to Unia Europejska ponosi główną odpowiedzialność za brak porozumienia pokojowego. 20 proc. badanych za winowajcę ma Ukrainę, a 19 proc. – co może być dla niektórych obserwatorów niemałym zaskoczeniem – że wina za ten stan rzeczy leży po stronie USA.
We wcześniejszych sondażach Stany Zjednoczone zajmowały pierwsze miejsce wśród państw, które stanowią „realne zagrożenie” dla Rosji (tak uważało 76 proc. badanych). A w pytaniu o „wrogie państwa” Stany zostały za takie uznane tylko przez 26 proc. A jakie państwo Rosjanie postrzegają jako „przyjacielskie”, za sojusznika?
W tym zestawieniu liderem niezmiennie jest Białoruś (80 proc. wg wiosennego sondażu Centrum Lewady). Na drugim miejscu uplasowały się Chiny (63 proc.). Za Państwem Środka są Kazachstan i Indie (po 33 proc.), a ścisłą czołówkę zamyka KRLD z 26-proc. wskazaniem.
Dlaczego Chinom opłaca się wspierać Federację Rosyjską?
A skoro mowa o Chinach i postrzeganiu tego państwa przez Rosjan za sojusznicze… Warto przytoczyć opinię Pauliny Uznańskiej z Zespołu Chińskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich (OSW):
„Relacja między Chinami a Rosją nie jest formalnym sojuszem, to raczej quasisojusz. Jest ona jednak bardzo bliska i z perspektywy Polski niekorzystna, a z roku na rok jeszcze bardziej się zacieśnia. Najlepiej pokazują to słowa Wanga Yi, ministra spraw zagranicznych Chin, który określił relacje chińsko-rosyjskie jako przykład najstabilniejszych, najdojrzalszych i strategicznie ważnych relacji między mocarstwami we współczesnym świecie. Fundamentem tej współpracy jest wspólny cel obu państw – zmiana obecnego ładu międzynarodowego i osłabienie amerykańskich sojuszy zarówno w Europie, jak i w Azji. Dlatego Chinom opłaca się wspierać Rosję w jej wysiłku wojennym przeciwko Ukrainie”.
Faktem jest – a za taki uznaje go NATO – że dzięki wsparciu Chińskiej Republiki Ludowej Putin może prowadzić SWO. 87 proc. produktów podwójnego zastosowania, wcześniej sprowadzanych z Zachodu, idzie teraz do Rosji z Chin. Jak wiadomo, fundamentem budżetu Federacji Rosyjskiej są wpływy z eksportu węglowodorów. Gdy Rosja najechała na Ukrainę, Zachód objął sankcjami rosyjski eksport ropy naftowej, gazu ziemnego, węgla kamiennego i produktów powstałych z tych surowców.
Budżet nie załamał się dzięki temu, że europejskich importerów zastąpiły Chiny. Rosja sprzedawała i sprzedaje Pekinowi te surowce po dyskontowych cenach, ale to już inna strona zagadnienia. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi co się ma. Według marcowej analizy OSW Chiny były odbiorcą ok. 45 proc. eksportu rosyjskiej ropy naftowej i 40 proc. węgla. Oczywiście Chiny nie wspierają Rosji dlatego, że podziwiają Putina i są pod wrażeniem jego SWO.
„Pekin uważa, że jest w stanie strategicznej rywalizacji z Zachodem i Rosja jest mu potrzebna do realizacji jego najważniejszego celu, czyli umacniania pozycji na arenie międzynarodowej” – tłumaczy Paulina Uznańska.
Jakie z tego płyną wnioski? Różne. Jeden wydaje się szczególnie istotny: nie będzie porozumienia pokojowego między Rosją a Ukrainą, jeśli Pekin nie będzie miał w tym interesu. Na razie nic nie wskazuje, by Chinom nie opłacało się już być quasisojusznikiem Władimira Władimirowicza Putina. A to nie jest dobra wiadomość dla Kijowa...