• Większość społeczeństwa Federacji Rosyjskiej chce negocjacji z Ukrainą.
• Większość społeczeństwa Ukrainy nie chce negocjacji w zamian za rezygnację z Donbasu.
• 27 proc. Rosjan opowiada się za kontynuacją SWO „aż do zwycięstwa”.
• 48 proc. Ukraińców jest za opcją prowadzenia wojny „aż do zwycięstwa”.
• Nie będzie zakończenia wojny w czerwcu, czego z początkiem roku oczekiwał Donald Trump.
Większość społeczeństwa FR opowiada się za zakończeniem wojny
Jeśli wyniki ostatniego sondażu przeprowadzonego z końcem kwietnia przez Centrum Lewady (niezależny od Kremla ośrodek badań socjologicznych) są względnie reprezentatywne, to Kreml powinien szybko podjąć negocjacje pokojowe z Ukrainą. Choć w stosunku do lutego poziom akceptacji dla takich działań spadł o 5 proc., to nadal jest wysoki – 62 proc. Wyraźna większość społeczeństwa Federacji Rosyjskiej opowiada się za zakończeniem wojny. Na jakich warunkach – o to w tym sondażu nie pytano. Mając na uwadze poprzednie badania, należy założyć, że większość opowiada się za takim zakończeniem SWO (specjalnej operacji wojskowej), by Federacja Rosyjska nie była na tym stratna.
W mniejszości jest, stabilny od kilkunastu miesięcy, twardy elektorat „wojenny”. To 27 proc. społeczeństwa, silnie skorelowanego z prorządowymi postawami, ufającego polityce informacyjnej Kremla. W tej grupie zwolenników prowadzenia SWO najwięcej jest wśród mieszkańców Moskwy (54 proc. – ci rzadko walczą z Ukrainą). Co ciekawe: w tej grupie jest 37 proc. osób akceptujących politykę Władimira Putina.
W ciągu roku znacząco spadło społeczne poparcie dla Sił Zbrojnych FR. W maju 2025 r. wynosiło ono 80 proc. W kwietniu tego roku już tylko i nadal aż – 69 proc. (38 proc. respondentów wyraziło zdecydowane, a 31 proc. – umiarkowane wsparcie). Generalizując (bez wchodzenia w szczegóły): mimo widocznego spadku, poparcie dla armii i polityki Kremla pozostaje wysokie, ale wyraźnie eroduje i jest silnie zależne od wieku, źródeł informacji i stosunku do Putina.
Większość Ukraińców nie chce pokoju za cenę ustępstw wobec Rosji
Najnowszy ukraiński sondaż dotyczący poparcia dla działań zmierzających do zakończenia wojny, porównywalny z cytowanym wyżej, przeprowadził w marcu Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii. Z niego też jasno wynika, że w społeczeństwie wyraźnie dominuje zmęczenie wojną. Chce ono jej zakończenia, ale jednocześnie większość nadal odrzuca daleko idące ustępstwa terytorialne wobec Rosji. A te, przypomnijmy, dla Kremla są warunkiem podstawowym rozpoczęcia rzeczywistego dialogu mającego doprowadzić do zakończenia wojny.
57 proc. ankietowanych Ukraińców sprzeciwia się wycofaniu wojsk ukraińskich z części Donbasu kontrolowanej przez Kijów nawet w zamian za gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA i Europy. Gotowość do zaakceptowania takiego rozwiązania deklaruje 33 proc. badanych, przy czym większość z nich zaznacza, że byłaby to decyzja wymuszona sytuacją.
Za opcją prowadzenia wojny „aż do zwycięstwa” na Ukrainie opowiada się więcej obywateli niż w Rosji. Obecnie taką gotowość deklaruje 48 proc. respondentów. Aż 70 proc. respondentów uważa, że negocjacje nie przyniosą stabilnego pokoju.
Ukraińcy nie wierzą też w szybkie zakończenie konfliktu. Jedynie 31 proc. uważa, że wojna może skończyć się do końca 2026 r. Największa grupa – 48 proc. – spodziewa się jej zakończenia dopiero w 2027 r.
Generalizując (bez wchodzenia w szczegóły): społeczeństwo ukraińskie jest coraz bardziej zmęczone wojną i bardziej pragmatyczne niż w pierwszych latach konfliktu, ale nadal nie akceptuje rozwiązań przypominających kapitulację oraz pozostaje głęboko nieufne wobec intencji Kremla.
Kilka zdań komentarza
7 lutego Wołodymyr Zełenski przekazał dziennikarzom, że Donald Trump chce naciskać na Rosję oraz Ukrainę, by osiągnęły porozumienie przed latem 2026 r., czyli w czerwcu. 28 lutego USA rozpoczęły wojnę z Iranem i doszło do zasadniczego przesunięcia priorytetów w polityce zagranicznej prowadzonej przez Biały Dom. Szansa, by w czerwcu przynajmniej doszło do trwałego zawieszenia broni, jest bliska zeru.
Mimo że obie strony wyrażają gotowość do rozmów, to takie oświadczenia należy traktować sceptycznie.
Putin gotów jest na spotkanie z Zełenskim „w państwie trzecim”, ale dopiero po uzgodnieniu zasadniczych warunków porozumienia pokojowego. Stawia to prezydenta Ukrainy w roli podrzędnej, a nie równorzędnego partnera do rozmów. Z ukraińskiego rozpoznania ma wynikać, że „krajem trzecim” może być Białoruś, na co Kijów nigdy nie przystanie. Bo to, czy Zełenski miałby udać się do Moskwy czy Mińska, to na jedno wyjdzie. Zełenski dwa lata temu odrzucał jakiekolwiek rozmowy z udziałem Putina. Byt kształtuje świadomość. Teraz już dopuszcza taką możliwość, oczywiście warunkowaną.
Ważniejsze od spotkania obu przywódców jest wznowienie zamrożonych trójstronnych rozmów Ukraina-Rosja-USA. Problem w tym, że doradca prezydenta Rosji Jurij Uszakow stwierdził, że kontynuowanie tych negocjacji nie jest właściwe, dopóki Kijów nie wycofa wojsk z kontrolowanych przez siebie części Donbasu.
Jeśli nie dojdzie do jakichś przełomowych wydarzeń zmieniających obecne definiowanie warunków rozpoczęcia negocjacji, to wiele wskazuje, że rację może mieć te 48 proc. społeczeństwa ukraińskiego, które spodziewa się zakończenia wojny dopiero w 2027 r.