Donald Trump w Chinach. Wielka gra o Tajwan i skutki wojny z Iranem

Prezydent USA Donald Trump wyrusza na kluczową wizytę do Pekinu, gdzie spotka się z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. Stawka tych rozmów jest wyjątkowo wysoka, a na agendzie znajdą się m.in. kwestia Tajwanu, przyszłość relacji USA-Chiny oraz geopolityczne konsekwencje wojny z Iranem. Analitycy wskazują, że pomimo deklarowanych celów, polityka Donalda Trumpa mogła nieoczekiwanie wzmocnić pozycję Chin na arenie międzynarodowej, tworząc paradoksalną sytuację, w której prezydent USA sam przyspieszył wzrost potęgi swojego głównego rywala. Spotkanie to, porównywane do historycznego szczytu Nixona z Mao, może zdefiniować globalny ład na nadchodzące lata.

Xi Jinping, Donald Trump

i

Autor: Ai/ Shutterstock
  • Prezydent Donald Trump uda się do Pekinu na spotkanie z Xi Jinpingiem, gdzie głównym tematem rozmów ma być kwestia sprzedaży amerykańskiej broni Tajwanowi. Trump zapowiedział dyskusje w tej sprawie, choć podkreśla, że dopóki on jest prezydentem, Xi nie zdecyduje się na przejęcie wyspy.
  • Analitycy oceniają stawkę spotkania jako najwyższą od szczytu Nixona z Mao, wskazując, że może ono wpłynąć na globalną pozycję technologiczną, równowagę sił w Azji oraz status Tajwanu. Obawiają się, że Trump, dla krótkoterminowych sukcesów, może pójść na ustępstwa wobec zdyscyplinowanego Xi.
  • Eksperci z "Financial Times" i "Der Spiegel" sugerują, że wojna z Iranem i "kapryśne podejście" Trumpa do polityki zagranicznej paradoksalnie wzmocniły globalną pozycję Chin, promując ich zielone technologie i walutę. Stwierdzają, że Trump, dążąc do osłabienia Chin, przyspieszył wzrost ich potęgi.
  • Trump wyleci do Pekinu we wtorek wieczorem (czasu polskiego), a spotkania z Xi rozpoczną się w czwartek rano; poruszy też temat uwolnienia hongkońskiego działacza Jimmy'ego Laia.

Wizyta Donalda Trumpa w Pekinie, która rozpocznie się we wtorek (12 maja) wieczorem czasu polskiego, a spotkania z Xi Jinpingiem wczesnym rankiem w czwartek, jest bacznie obserwowana przez światową opinię publiczną. Jak zauważa Kurt Campbell, były zastępca sekretarza stanu USA i założyciel ośrodka doradztwa strategicznego The Asia Group, na łamach „Foreign Affairs”, „wiele wskazuje na to, że gdy Trump i Xi spotkają się w tym tygodniu w Pekinie, stawka szczytu będzie szczególnie wysoka, ponieważ jego ustalenia mogą wpłynąć np. na to, które z państw będzie globalnym liderem w obszarze technologii, jak potoczy się wojna USA z Iranem, jak będzie wyglądać równowaga sił w Azji i status Tajwanu.” Podkreśla on, że od historycznego spotkania Nixona z Mao Zedongiem w 1972 roku żaden z przywódców USA i Chin nie dysponował taką władzą w kwestiach decydujących o przyszłości relacji tych państw.

Jednocześnie Campbell zaznacza, że Donald Trump jest prezydentem, który „w niewielkim stopniu czuje się ograniczony przez amerykańskie instytucje, czy tradycje dyplomatyczne”, co sprawia, że wynik szczytu jest wyjątkowo nieprzewidywalny. Nie wiadomo, czy będzie to spotkanie „pro forma”, czy też doprowadzi do prawdziwej transformacji politycznej i gospodarczej.

Tajwan na celowniku: Czy USA przestaną wspierać wyspę?

Jednym z najbardziej drażliwych tematów, który z pewnością zdominuje rozmowy w Pekinie, jest kwestia Tajwanu. Prezydent Donald Trump oświadczył w poniedziałek, że przywódca Chin Xi Jinping wyraził życzenie, by USA zaprzestały sprzedaży broni Tajwanowi. „Przewodniczący Xi chciałby, byśmy tego nie robili i odbędziemy tę dyskusję” – powiedział Trump dziennikarzom w Gabinecie Owalnym. Dodał, że choć zamierza rozmawiać o sprawie Tajwanu, to spodziewa się, że to Xi będzie bardziej zależało na rozmowie na ten temat.

Prezydent USA w swoim stylu porównał sytuację do wojny w Ukrainie, powtarzając, że „nigdy by się nie wydarzyła, gdyby on był prezydentem”. W kontekście Tajwanu podkreślił geograficzną odległość wyspy od USA, wynoszącą „bardzo daleko, bardzo, bardzo daleko, tylko 9500 mil”, w kontraście do zaledwie „67 mil” od Chin. Mimo to, Trump zaznaczył, że „jest duże poparcie dla Tajwanu, ze strony Japonii i krajów z tego regionu”. W grudniu ubiegłego roku administracja Trumpa ogłosiła sprzedaż rekordowego pakietu broni dla Tajwanu o wartości ponad 11 mld dolarów. W odpowiedzi na tę transakcję Chiny nałożyły sankcje na 20 amerykańskich firm zbrojeniowych i rozpoczęły wielodniowe manewry wojskowe wokół wyspy, a także ostrzegły, że dalsza sprzedaż broni może doprowadzić do odwołania planowanej wizyty Trumpa w Chinach. Wówczas Donald Trump zdecydował się wstrzymać proces. Obecnie, tuż przed wizytą, grupa senatorów i kongresmenów z obydwu partii wezwała go do zaaprobowania transakcji, co dodatkowo podgrzewa atmosferę wokół tego tematu.

Niemiecki tygodnik „Der Spiegel” w swoim artykule analizuje, że dla Xi Jinpinga rozmowy z amerykańską delegacją to „okazja, by zamienić słabość Trumpa w ustępstwo, np. ograniczenie amerykańskiego wsparcia dla Tajwanu.” Korespondentka gazety podkreśla, że „w relacjach z Chinami Donald Trump znalazł się w gorszej sytuacji niż jakikolwiek wcześniejszy prezydent USA. Niebezpieczeństwo polega na tym, że Xi może wykorzystać tę słabość już w tym tygodniu. Na Tajwanie nie bez powodu panuje nerwowość”. Ta perspektywa rzuca cień na przyszłość autonomii wyspy i może być jednym z kluczowych wskaźników sukcesu lub porażki misji Trumpa w Pekinie.

Geopolityczne reperkusje wojny z Iranem: Jak konflikt wzmacnia Chiny?

Wojna z Iranem, rozpętana przez Donalda Trumpa wspólnie z Izraelem, stawia amerykańską delegację w trudnym położeniu, również dlatego, że osłabiła potencjał militarny USA w regionie Azji-Pacyfiku – zastrzega Kurt Campbell. Co więcej, jak ocenia w artykule redakcyjnym „Financial Times” przed wizytą prezydenta USA w Pekinie, atakując Iran, Donald Trump „dał Chinom szanse na umocnienie globalnych wpływów gospodarczych, spopularyzowanie waluty i zgarnięcie strategicznych zysków”. Początkowo zwolennicy Trumpa głosili, że wojna zdusi wzrost Chin, które sprowadzają znaczną część surowców energetycznych z Bliskiego Wschodu. Jednakże, jak zauważa redakcja „FT”, „chińska gospodarka dość dobrze zniosła szok paliwowy. A przede wszystkim konflikt z Iranem otworzył Pekinowi drogę do dalszej ekspansji”.

Konkretne korzyści dla Chin są widoczne na kilku płaszczyznach. Wzrost cen ropy i problemy z jej podażą na globalne rynki skłoniły państwa do przyspieszenia rozwoju alternatywnych źródeł energii. Jest to „kolosalna szansa dla chińskich firm, które odpowiadają za co najmniej 70 proc. globalnych mocy produkcyjnych w sferze zielonych technologii”. Od początku wojny eksport chińskich paneli słonecznych i baterii gwałtownie przyspieszył, co przekłada się na realne zyski i umacnianie pozycji Chin jako lidera w tej dynamicznie rozwijającej się branży.

Ponadto, wojna doprowadziła do częstszego wykorzystywania juana jako waluty transakcji międzynarodowych. Rosnące zainteresowanie źródłami czystej energii i rządowymi obligacjami Chin zwiększyły popyt na chińską walutę, zwłaszcza że chińska gospodarka ma się dobrze na tle tych krajów, które bardziej ucierpiały z powodu wzrostu cen surowców. Co więcej, „niektóre państwa częściej sięgają po juana, by uchronić się przed zawirowaniami w notowaniach dolara” – wyjaśnia brytyjski dziennik. To wszystko wzmacnia pozycję Chin w globalnym systemie finansowym, podważając dominację dolara.

Redakcja „FT” krytycznie ocenia również politykę zagraniczną Donalda Trumpa, twierdząc, że jego „kapryśne podejście” zniechęciło do USA wielu ich partnerów i podbudowało pozycję Chin na arenie międzynarodowej. Sondaż firmy Morning Consult dowodzi, że odkąd w kwietniu, w czasie jego prezydentury, prezydent USA zapowiedział nałożenie ceł na import z większości krajów, Chiny są konsekwentnie oceniane pozytywnie i lepiej niż Stany Zjednoczone. Zdaniem „FT”, Pekin może przekuć ten wzrost popularności na lepsze stosunki ekonomiczne zarówno z krajami rozwiniętymi, jak i wschodzącymi gospodarkami, co stanowi długoterminowe zagrożenie dla amerykańskich interesów.

Według Indeksu Percepcji Demokracji (DPI) Stany Zjednoczone są coraz mniej lubianym państwem na świecie. Sondaż został przeprowadzony na próbie 94 tys. osób w 98 krajach, w tym w Polsce, przez ośrodek Nira Data na zlecenie fundacji b. premiera Danii i sekretarza generalnego NATO Andersa Fogh Rasmussena.

Według badania, USA zajmują piąte miejsce na liście krajów o najbardziej negatywnym postrzeganiu, odnotowując spadek drugi rok z rzędu z dodatniego bilansu netto (+22) wiosną 2024 r. do ujemnego bilansu netto (-16) wiosną 2026 r. Najgorszą markę na świecie ma Izrael (-24), następnie Korea Północna, Afganistan oraz Iran.

Po raz pierwszy Amerykanie mają gorszy wizerunek niż Rosja (-11). Z kolei Polska wyróżnia się na tym tle pozytywnie (+19), osiągając podobny poziom akceptacji jak Niemcy (+21). Regionem, gdzie USA są statystycznie najmniej lubianym państwem jest Europa (-35). Natomiast najlepszą opinię Stany Zjednoczone mają w Izraelu (+60).

„Tymczasem Chiny mają skromną, ale dodatnią percepcję netto (+7) i są postrzegane średnio bardziej pozytywnie w każdym regionie świata niż Stany Zjednoczone” – podkreślono we wnioskach.

Donald Trump vs. Xi Jinping: Kto rozdaje karty w globalnej rozgrywce?

Wizyta Donalda Trumpa w Pekinie odbywa się w kontekście, który „Der Spiegel” opisuje jako zasadniczą zmianę hierarchii globalnej. Korespondentka gazety przypomina, że od ostatniej wizyty Trumpa w Pekinie minęło dziewięć lat. Wtedy prezydent USA, mówiąc o „uczynieniu Ameryki znowu wielką”, miał na myśli także „próbę ograniczenia Chin, wielkiego rywala, drugiego supermocarstwa o rosnącej sile militarnej i drugiej największej gospodarce świata”. Jednakże, jak ocenia „Der Spiegel”, „Ameryka – używając słów Trumpa – jest dziś mniejsza niż wcześniej, natomiast Chiny są większe i potężniejsze. Ten kontrast nigdy wcześniej nie był tak wyraźny jak teraz”. Gazeta konkluduje, że prezydent USA „chciał powstrzymać Pekin, ale w rzeczywistości przyspieszył wzrost (jego) potęgi”.

Kurt Campbell podkreśla różnice w stylach przywództwa obu prezydentów. Podczas gdy Xi Jinping jest politykiem „bardzo zdyscyplinowanym, który długo i metodycznie przygotowuje się do podejmowania decyzji”, Trump charakteryzuje się „niecierpliwą improwizacją”. Wielu ekspertów obawia się, że dla bezpośrednich, dorywczych sukcesów, którymi będzie mógł się pochwalić w kraju, prezydent może „narazić USA na ustępstwa i niezamierzony appeasement (obłaskawienie)” wobec Pekinu. Dyplomacja wobec krajów azjatyckich wymaga starannego planowania i wytrwałych wysiłków, co przynosi lepsze skutki niż wspomniana „niecierpliwa improwizacja”.

Chiński przywódca zdołał już obnażyć słabości USA, gdy odpowiedział na narzucone przez Trumpa cła zaporowe i de facto zmusił amerykańską administrację do wycofania się z wojny celnej. „Der Spiegel” zauważa, że Pekin znalazł narzędzie nacisku w postaci zakazu eksportu metali ziem rzadkich i zmusił Trumpa do zawieszenia broni w tym konflikcie. Ta historia pokazuje, że Chiny potrafią skutecznie reagować na amerykańskie posunięcia, wykorzystując własne atuty gospodarcze.

Donald Trump w podobnie ambiwalentny sposób mówił o swoich planach poruszenia tematu uwolnienia hongkońskiego biznesmena i działacza opozycji Jimmy'ego Laia, więzionego od 2020 roku. Ocenił, że chciałby, by Xi uwolnił Laia, lecz sugerował, że na miejscu chińskiego przywódcy by się na to nie zgodził. „To tak, jakby mi powiedzieć: gdyby Comey kiedykolwiek poszedł do więzienia, wypuściłbyś go? To może być trudne” – powiedział Trump, przywołując przykład byłego szefa FBI Jamesa Comeya, ściganego obecnie przez prokuraturę Trumpa za rzekome groźby pod adresem prezydenta w formie wpisu na Instagramie. „To może być trudne, bo (Comey) to skorumpowany glina. Jimmy Lai taki nie jest, ale Jimmy wywołał wiele zamieszania w Chinach” – dodał prezydent.

„Der Spiegel” odnotowuje, że komunistyczne władze Chińskiej Republiki Ludowej przedstawiają ją jako „strażnika międzynarodowego ładu opartego na zasadach - i przychodzi im to z łatwością”. Jest to szczególnie skuteczne w sytuacji, gdy Trump „skłócił się z sojusznikami z NATO i tak mocno zraził do siebie dawnych partnerów w Europie, że ci nie chcą już ryzykować otwartej konfrontacji z Chinami”. W efekcie, jak ironicznie zauważa niemiecki tygodnik, Xi nie musi wyjeżdżać z kraju, bo „przywódcy zachodniego świata sami przyjeżdżają do niego”. To potwierdza tezę o wzroście potęgi Chin i osłabieniu pozycji USA pod obecnym przywództwem.

Stawką szczytu Trump-Xi powinny być najwyższej wagi negocjacje gospodarcze i ustalenia dotyczące bezpieczeństwa. Kurt Campbell ostrzega jednak, że „jak dotąd zespół Trumpa sygnalizuje jedynie, że zainteresowany jest szybkimi rezultatami, które będą odpowiedzią na potrzeby polityki wewnętrznej”, takimi jak zwiększenie eksportu produktów rolnych, sprzedaż samolotów koncernu Boeing czy ograniczenie produkcji fentanylu. To zaś może prowadzić do „przyzwolenia na mocarstwowe plany Pekinu”, co byłoby długoterminową strategiczną porażką dla Stanów Zjednoczonych. Podsumowując, redakcja „FT” konkluduje, że zwolennicy Trumpa „mogą wciąż wierzyć, że prezydent gra w inteligentne szachy czterowymiarowe. Ale prawda jest taka, że ta jego wojna wzmocniła na szachownicy pozycję Chin”.

Całkowita nieprzewidywalność Donalda Trumpa i zdyscyplinowana strategia Xi Jinpinga tworzą mieszankę, która może mieć dalekosiężne skutki dla globalnej równowagi sił. W obliczu tych wyzwań świat z zapartym tchem obserwuje nadchodzące rozmowy w Pekinie, zastanawiając się, czy prezydent USA zdoła obronić amerykańskie interesy, czy też jego polityka nieświadomie utoruje drogę do dalszego umacniania się chińskiego supermocarstwa.

CHINY BEZ CENZURY. AMBICJE, WYNALAZKI I KULTURA KTÓRA ZDOMINUJE ŚWIAT

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki