- Wolfgang Ischinger, były ambasador Niemiec w USA, przedstawia trzeźwe spojrzenie na gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy i przyszłość europejskiej obronności.
- Niemiecki dyplomata krytykuje politykę Berlina i proponuje nietypowe rozwiązanie na rzecz poprawy relacji polsko-niemieckich.
- Czy Niemcy zmierzają do hegemonii w Europie, a ich obecna polityka może doprowadzić do powstania koalicji równoważącej ich wpływy?
Ukraina potrzebuje amerykańskich gwarancji dla pokoju
Wręcz przeciwnie, cele taktyczne mogą spowodować, że rosyjskiemu przywódcy będzie „opłacało się” zawrzeć porozumienie w sprawie zawieszenia broni, choć trudno dziś przewidzieć czy będzie ono trwałe. I właśnie dlatego potrzebne są amerykańskie gwarancje, aby wpłynąć na rosyjskie kalkulacje strategiczne. Jeśli pokój ma być trwały, na Kremlu muszą dojść do wniosku, że ponowienie agresji Rosji się nie opłaci, a tego Europa bez zaangażowania Stanów Zjednoczonych nie jest w stanie osiągnąć.
To nie jedyna trzeźwa uwagą tego polityka. Pytany, czy stanowisko Trumpa w sprawie Grenlandii Chińczycy mogą interpretować w kategoriach dessinetersmant wobec prawa międzynarodowego i w związku z tym rozpocząć agresję wobec Tajwanu, Ischinger odpowiada:
Szczerze mówiąc, uważam, że ostatnią rzeczą, o którą martwią się Chiny, jest to, jak Europa zinterpretuje działania wobec Tajwanu w świetle prawa międzynarodowego. Ich główne pytanie nie dotyczy legalności, ale możliwości: Co jeśli poniesiemy porażkę? Co jeśli znajdziemy się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej Rosja znalazła się na Ukrainie?
Ta trzeźwiąca lekcja realizmu weterana niemieckiej dyplomacji jest potrzebna europejskim politykom, zwłaszcza tym, którzy zaczynają mówić o suwerenności strategicznej i europejski zdolnościach obronnych, a zdają się zapominać, że w realnym świecie liczą się zdolności, a nie zamiary, czy deklaracje i plany.
Czy niemiecki generał będzie dowódcą sił NATO w Europie?
Ischinger porusza jeszcze inne ciekawe kwestie. Mówi, że był w ostatnim czasie kilkakrotnie pytany, jak Berlin powinien odpowiedzieć na sondażowe pytania z Waszyngtonu, czy nie nadszedł już czas aby funkcję SACEUR, czyli dowódcy sił NATO w Europie, objął niemiecki generał. Od powstania Paktu pełnił ją zawsze wojskowy amerykański i w opinii niemieckiego dyplomaty byłoby bardzo złym rozwiązaniem zmiana tych zwyczajów. Przede wszystkim dlatego, że - jak podkreśla - „amerykański SACEUR ma podwójne uprawnienia: dowodzi siłami USA w Europie i dowodzi NATO jako całością. Jest kluczowym ogniwem w łańcuchu dowodzenia nuklearnego w odniesieniu do rozszerzonego odstraszania obejmującego Europę".
Zmiana na tym stanowisku oznaczałaby osłabienie odstraszania Rosji. To ciekawy pogląd, choć zrozumiały w ustach tego zwolennika relacji atlantyckich, które zawsze do tej pory wykorzystywane były przez Berlin w celu wzmocnienia własnej pozycji. Wzmocnienia, ale nie zastąpienia. I na tym polega znaczenie stanowiska Ischingera, który jest najwyraźniej zdania, że wzrost nastrojów antyamerykańskich może zaszkodzić pozycji Niemiec w Europie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka istnieje szansa na wzmocnienie własnej pozycji.
Ischinger: Europa ma być zdolna do samodzielnej obrony
Na czym niemiecki polityk opiera swój pogląd? Jest on zarówno zwolennikiem budowania dużych europejskich koncernów zbrojeniowych, które pozwoliłyby nie tylko uniezależnić się od Amerykanów, ale również opowiada się za koncepcją sformułowaną jeszcze przez Wolfganga Schauble na temat potrzeby stworzenia „rdzenia europejskiego”, czyli grupy 6-7, państw, które w trybie większościowym kształtowałyby politykę Wspólnoty Europejskiej.
Pośrednio Ischinger krytykuje obecny kierunek kanclerza Merza, który chce, aby większe wydatki zbrojeniowe wzmacniały przede wszystkim niemiecki firmy, a zatem nie ma mowy o jakichś europejskich koncernach, zaś w kwestiach dyplomatycznych ignoruje Polskę. Ten były doradca ds. polityki zagranicznej kanclerz Merkel jest zdania, że jeśli Europa ma być zdolna do samodzielnej obrony, to w związku z tym
Musimy usunąć obecne przeszkody w stosunkach niemiecko-polskich, biorąc pod uwagę, że kwestia reparacji znów znalazła się na porządku dziennym itd. Dlaczego Niemcy nie mogą zaoferować Polsce w prezencie jednego czy dwóch okrętów podwodnych, albo pewnej liczby czołgów lub dział artyleryjskich?
Odporność Polski zwiększa bezpieczeństwo Niemiec
Nie chodzi w tym wypadku o szacunek należnych nam odszkodowań, bo z pewnością trudno mówić, aby był on satysfakcjonujący. Ischinger przeprowadza w tym wypadku kalkulację strategiczną, mówiąc, że „Polska nas broni” i jest teraz „naszym krajem frontowym”. Co to w praktyce oznacza?
Po pierwsze odporność Rzeczpospolitej jest czynnikiem zwiększającym bezpieczeństwo Niemiec. Roztropne jest w nią inwestować, dlatego Ischinger proponuje przekazywanie nam sprzętu wojskowego, a znacznie mnie rozsądne - tego niemiecki dyplomata nie mówi wprost, ale jest to oczywiste - jest prowadzić politykę egoistyczną w stylu Merza, stawiając na rozbudowę wyłącznie własnych zdolności współdecydowania.
Pogłębienie integracji europejskiej w modelu niemieckim
W tym miejscu trzeba wyjaśnić propozycję Larsa Klingbeila, niemieckiego ministra finansów z SPD, która ostatnio wzbudziła zainteresowanie opinii publicznej w Polsce. W naszej interpretacji oznacza ona pogłębienie integracji europejskiej, czemu sprzeciwia się prawica, jednak na zachodzie Europy zaproponowana formuła interpretowana jest zupełnie inaczej.
Jeśli bowiem o kluczowych dla Wspólnoty sprawach (wzmocnienie euro, pogłębienie współpracy obronnej, wzmocnienie rynków kapitałowych, odporne łańcuchy dostaw) ma odpowiadać 6 państw, to oczywiście jest to propozycja decydowania większościowego, ale z pewnością nie uwzględnia ona Komisji Europejskiej i dotychczasowego modelu funkcjonowania Wspólnoty, jest zatem bardziej zbliżona do modelu „Europy ojczyzn” niż formuły federacyjnej. W środowisku niemieckich komentatorów politykę rządu Merza interpretuje się też w kategoriach narastającej rezerwy wobec dotychczasowego modelu, w którym współpraca z Francją była „silnikiem” europejskiej polityki Berlina.
Amerykański prymat w europejskiej polityce bezpieczeństwa
Wracając do wystąpienia Ischingera warto zwrócić uwagę, że opowiada się on zarówno za formułą amerykańskiego prymatu w europejskiej polityce bezpieczeństwa, co z pewnością jest czymś innym niż mówienie o suwerenności strategicznej naszego kontynentu i zarazem delikatnie krytykuje Merza za nadmierne stawianie przezeń na interesy Berlina.
Nie należy jednak formułować pochopnych poglądów, że Merz myśli o zerwaniu z Ameryką w modelu proponowanym przez Macrona. Raczej, jeśli chodzi o relacje na linii Berlin - Waszyngton mamy do czynienia z systematycznym działaniem Niemiec na rzecz rozszerzenia swobody działania i utrzymania roli wiodącego sojusznika Stanów Zjednoczonych w Europie. Ta linia wydaje się zresztą skuteczna, o czym świadczą niedawne informacje, iż szefem Komitetu Wojskowego NATO, po tym jak zakończy się trzyletnia kadencja admirała Dragone, ma być niemiecki generał Carsten Brauer. Jeśli te doniesienia się potwierdzą to dwa główne stanowiska w „politycznym” bloku NATO zajmować będą przedstawiciele Holandii i Niemiec, głównych obecnie sojuszników Stanów Zjednoczonych na naszym kontynencie.
Niemcy będą kształtować strategiczną linię Europy?
Zastrzeżenia Ischingera wobec polityki Merza dotyczą nie tyle reakcji Waszyngtonu, co innych stolic europejskich. To bardzo ciekawy wątek w wewnątrzniemieckiej dyskusji na temat prymatu w Europie. Jej przedmiotem nie jest w tym wypadku to, czy Niemcy uzyskają status państwa kształtującego linię strategiczną kontynentu, bo to dla niemieckich komentatorów jest oczywiste, że są do tego predestynowani.
Merz, inwestując w zdolności wojskowe, finansując wysiłek wojenny, a w przyszłości odbudowę Ukrainy oraz, jak sam oświadczył, przekształcając Bundeswehrę w największe siły lądowe Europy, chciałby rozpocząć i przeprowadzić grę o uzyskanie przez Berlin takiej pozycji.
Berlin nadal będzie wykorzystywał atuty swojej gospodarki
Ischinegr jest znacznie ostrożniejszy. Dlaczego? Nie chodzi w tym wypadku wyłącznie o różnice pokoleniowe, choć i one mają znaczenie, ale o kalkulacje strategiczne. Aby je zrozumieć, warto odwołać się do artykułu Liany Fix w Foreign Affairs. Zdaniem tej uznanej ekspert, niemieckiej hegemonii wojskowo-strategicznej w Europie - niezależnie od tego czy oceniamy, iż będzie ona miała negatywne czy pozytywne skutki - nie uda się zbudować w umownym „modelu Merza”.
Jej zdaniem jeśli Berlin nadal wykorzystywał będzie atuty swojej gospodarki, w tym większe możliwości w zakresie zaciągania długu publicznego na finansowanie zbrojeń, i rozbudowywał własne zdolności, zwiększając w ten sposób dystans wobec sąsiadów i partnerów, to skutkiem takich działań nie będzie pogodzenie się Francji, Polski czy innych dużych państw z nowym hegemonem, ale powstanie „koalicji równoważącej” tych, którzy nie będą zadowoleni z niemieckiej dominacji.
Ryzyko uzależnienia się od polityki Berlina
Polska jest kandydatem do tworzenia tego rodzaju aliansu, podobnie jak Francja czy Holandia. Historia ma w tym wypadku znaczenie, ale również swoją rolę odgrywa ryzyko uzależnienia się od polityki Berlina, który, zwłaszcza jeśli będzie uprawiał egoistyczną politykę w stylu Merza, straci na wiarygodności.
Fix prezentuje pogląd zbliżony w gruncie rzeczy do stanowiska Ischingera. Otóż jej zdaniem Berlin może skutecznie budować swą pozycję w Europie, również w zakresie polityki wojskowej i zagranicznej, ale wyłącznie współpracując ze Stanami Zjednoczonymi, a nie będąc „w kontrze” do Waszyngtonu. W takiej interpretacji polityka Merza - choć ambitna - okaże się nieskuteczna, bo zaniepokojone jej kierunkiem państwa naszego kontynentu będą ją balansować, budując koalicje i porozumienia mające równoważyć wpływy Berlina.
Scenariusz „balansowania” Niemiec przez innych europejskich graczy
Scenariusz „balansowania” Niemiec przez innych europejskich graczy jest tym bardziej prawdopodobny, im rośnie ryzyko wyborczego zwycięstwa AfD. Steffan Legge, szwajcarski ekonomista analizujący wieloletnie trendy wyborcze w Niemczech, alarmuje, iż „od dziesięcioleci” spada tam poparcie dla partii głównego nurtu, stabilizujących demokrację.
W jego opinii wybory federalne w 2029 roku zakończą się dla niemieckiego mainstreamu politycznego katastrofą, kraj wejdzie w fazę politycznego chaosu, co utoruje, w 2033 roku, AfD drogę do władzy. Ten czynnik sojusznicy Niemiec, w tym również Polska, będą musieli wziąć pod uwagę.