• Czy koncepcja Arctic Sentry zyska jednomyślną akceptację wszystkich państw NATO?
• Jak na ewentualną europejską inicjatywę w Arktyce zareaguje Waszyngton?
• Czy obecność NATO ograniczyłaby się do rotacyjnych patroli, bez budowy stałej infrastruktury?
• Czy państwa europejskie dysponują zapleczem technicznym i logistycznym do działania w Arktyce?
• Czy Arctic Sentry byłaby uzupełnieniem obecności USA, czy potencjalnym źródłem napięć w Sojuszu?
Sojusz potrzebuje „operacji NATO na dalekiej północy”
Planowana misja miałaby być wzmocnieniem czujności Sojuszu w rejonie Arktyki, w tym wokół Grenlandii, a także ograniczenie potencjalnych napięć między Stanami Zjednoczonymi a państwami europejskimi. Źródła agencyjne wskazują, że europejskie kraje, w tym Wielka Brytania i Niemcy, prowadzą wewnętrzne konsultacje dotyczące zwiększenia obecności wojskowej w regionie.
Belgijski minister obrony Theo Francken w wywiadzie dla Reutersa podkreślił potrzebę współpracy NATO w regionie Arktyki, mówiąc: „Musimy współpracować, działać wspólnie i pokazać siłę i jedność...”.
Francken zasugerował również, że Sojusz potrzebuje „operacji NATO na dalekiej północy”. Jego zdaniem takiej, która miałaby wzmocnić zbiorowe bezpieczeństwo w regionie. Jako punkt odniesienia dla Arctic Sentry wskazywane jest wcześniejsze przedsięwzięcie NATO, Baltic Sentry.
Baltic Sentry – przypomnijmy – to aktywność wojskowa uruchomiona w styczniu 2025 r. w rejonie Morza Bałtyckiego. Główne zadania obejmują:
• monitorowanie i ochronę infrastruktury krytycznej, w tym podwodnych kabli i innych elementów łączności;
• koordynację zasobów sojuszniczych (okrętów, samolotów patrolowych i dronów morskich itp.);
• wzmocnienie odstraszania i reagowania na potencjalne zagrożenia w regionie, bez tworzenia pełnej, bojowej operacji wojskowej;
• integrację działań w ramach struktur NATO, w tym stałych grup morskich i systemów nadzoru.
W praktyce Baltic Sentry nie jest dużą, stałą operacją bojową, lecz raczej przemyślaną aktywnością zwiększonej czujności i współpracy sojuszniczej, mającą chronić infrastrukturę i wzmacniać gotowość w regionie. Arctic Sentry mogłaby prezentować podobne podejście: monitorowanie, obecność i koordynację NATO w Arktyce, z naciskiem na bezpieczeństwo strategiczne i odstraszanie, a nie działania bojowe w pełnym wymiarze.
Misja nie zaistnieje bez aklamacji wszystkich członków NATO
Przypomnijmy, że obecnie na Grenlandii funkcjonuje jedyna baza wojskowa – Pituffik Space Base (dawniej Thule Air Base). Nie jest ona natowską, ale wyłącznie amerykańską instalacją, działającą na podstawie porozumienia z Danią. Rzecz jasna NATO może korzystać z jej zdolności i koordynować działania w regionie. Wszelkie potencjalne nowe inicjatywy NATO na Grenlandii musiałyby uwzględniać istnienie tej amerykańskiej bazy i współpracę z USA.
Gdyby doszło do realizacji Arctic Sentry, to nie znaczy, że na Grenlandii miałaby powstać infrastruktura bazy wojskowej. W praktyce obecność NATO w Arktyce, jeśli powstanie Arctic Sentry, prawdopodobnie oznaczałaby rotacyjne patrolowanie regionu, monitorowanie i współpracę z Pituffik i innymi amerykańskimi bazami, które mogłyby powstać.
Jednak dla funkcjonowania Arctic Sentry potrzebne byłoby minimalne, tymczasowe zaplecze logistyczne, np. magazyny, kontenery lub punkty zakwaterowania dla rotacyjnych sił sojuszniczych, ale nie w wymiarze pełnowymiarowej bazy NATO. Takie podejście jest zgodne z dotychczasową praktyką Sojuszu w regionach peryferyjnych o strategicznym znaczeniu i bazuje na europejskim potencjale militarnym oraz współpracy z USA.
Każda formalna decyzja NATO o uruchomieniu misji wymaga zgody wszystkich państw członkowskich Sojuszu, bo Sojusz działa w systemie konsensusu. Oznacza to, że nawet jeśli planowanie wojskowe zostanie zakończone, misja nie może zostać uruchomiona bez aklamacji wszystkich członków, w tym Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec i pozostałych 26 państw sojuszniczych. Mechanizm ten pozwala każdemu państwu wstrzymać lub odroczyć decyzję, zapewniając, że działania Sojuszu są wspólnie uzgodnione i politycznie spójne.
Przedstawiciele NATO podkreślają, że obecnie trwają jedynie przygotowania i rozpoznanie możliwości operacyjnych, a każda decyzja polityczna w sprawie misji będzie wymagała zgody wszystkich państw członkowskich Sojuszu.
Kilka zdań komentarza
Jedynym źródłem newsa o tym, że NATO sposobi się do arktycznej misji na Grenlandii jest Reuters. To uznana, znana z rzetelności, agencja prasowa. To że powołuje się na źródła „chcące zachować anonimowość” może – tu i ówdzie – budzić wątpliwości, co do pewności informacji przekazanych agencji przez jej informatorów. Wszelako jest coś na rzeczy, bo Reuters może się – jak każde medium – mylić, ale jest uznawany za wiarygodny publikator.
W całej tej historii ciekawość budzi to, jak zachowa się Waszyngton? Czy będzie „za” utworzeniem Arctic Sentry, która obecnie jest koncepcją militarną? Skąd ta wątpliwość?
A stąd, że wydaje się, iż USA traktują Grenlandię jako wyłączną, narodową, strefą dla obecności wojskowej. Kto wie, czy Donald Trump nie potraktuje tej inicjatywy, jako próby swego rodzaju rywalizacji „reszty” NATO z jej główną ostoją: Stanami Zjednoczonymi?