- Ukraina zmaga się z krytycznym niedoborem pocisków do systemów obrony powietrznej, co ogranicza jej zdolność do obrony przed rosyjskimi atakami.
- Brak pocisków PAC-3 do systemów Patriot doprowadził do zniszczeń infrastruktury krytycznej i przerw w dostawach prądu oraz ciepła.
- Prezydent Zełenski apeluje o pilne dostawy pocisków, wskazując, że niektóre systemy obrony stoją puste.
- Dowiedz się, jak niedobór amunicji wpływa na obronę Ukrainy i co to oznacza dla przyszłości konfliktu.
Jak wskazuje Financial Times, problemem jest przede wszystkim krytyczny niedobór pocisków przechwytujących PAC-3 do systemów Patriot. Według wydania, w zeszłym miesiącu brak tych pocisków osiągnął taki poziom, że niektóre baterie praktycznie nie były w stanie odpowiedzieć na rakiety atakujące ukraińską infrastrukturę krytyczną i cywilną.
„Naloty dywanowe” na infrastrukturę i miast
Od początku roku, pomimo tzw. krótkotrwałego „rozejmu energetycznego”, armia rosyjska codziennie przeprowadza ataki na Ukrainę. Do 8 lutego miały miejsce cztery masowe, połączone ataki, podczas których jednocześnie wykorzystano znaczną liczbę dronów i pocisków manewrujących oraz rakiet balistycznych.
Według naszych obliczeń, opartych na danych Sił Powietrznych Ukrainy, w styczniu Rosja wystrzeliła na Ukrainę ponad 6000 dronów kamikaze i 135 pocisków różnego typu, w tym wielogłowicowy pocisk balistyczny średniego zasięgu „Oresznik”, który uderzył w pobliżu Lwowa. Spośród nich tych pocisków 66 dotarło do celu, trafiając zarówno w infrastrukturę krytyczną, jak i obiekty cywilne w całym kraju. Tylko w ciągu pierwszych ośmiu dni lutego Rosja próbowała zaatakować Ukrainę 113 pociskami różnego typu, z których 51 nie udało się zneutralizować.
Wojna na wyniszczenie działa?
Problem niedoboru środków obrony powietrznej nie jest nowy. Władze Ukrainy od początku inwazji rosyjskiej wskazują na brak nie tylko pocisków, ale także samych systemów obrony powietrznej, niezbędnych do ochrony całego terytorium kraju. Kwestia ta niezmiennie znajduje się wśród priorytetów ukraińskich władz w apelach do partnerów międzynarodowych. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w swoich oświadczeniach regularnie podkreśla pilną potrzebę wzmocnienia obrony powietrznej. Nie jest to kwestia tak ważna na pierwszej linii, jak jest dziś ważna w ochronie mieszkańców.
W swoim niedawnym wystąpieniu Zełenski zapowiedział, że będzie nadal apelował do sojuszników o dostarczanie większej liczby pocisków do systemów obrony powietrznej. Podczas wizyty premiera Polski Donalda Tuska w Kijowie ukraiński przywódca poinformował, że Ukraina jest gotowa wymienić krajowe drony na myśliwce MiG-29, jednak kluczowym priorytetem pozostają pociski do systemów obrony przeciwlotniczej. „Niektórzy partnerzy nie nadążają z realizacją części pakietów pocisków. Chcemy maksymalnie przyspieszyć ich dostawy, aby chronić nasz sektor energetyczny” – podkreślił Zełenski.
Skomplikowany system, problemy zaopatrzeniem
Ukraiński system obrony powietrznej jest wielopoziomowy. Obejmuje nie tylko przeciwlotnicze systemy rakietowe, ale także mobilne grupy ogniowe — zazwyczaj są to pick-upy wyposażone w karabiny maszynowe dużego kalibru lub inne rodzaje mobilnego uzbrojenia. Górną warstwę dopełniają myśliwce oraz drony przechwytujące, które stosunkowo niedawno zaczęto aktywnie wykorzystywać w ukraińskich siłach powietrznych. Doraźnie do zwalczania bezzałogowców stosowane są też śmigłowce i samoloty transportowe, uzbrojone w karabiny maszynowe i wyposażenie do lotów w nocy.
Najskuteczniejszym elementem obrony powietrznej pozostają jednak systemy rakietowe. Są też jedynym skutecznym środkiem w ochronie infrastruktury krytycznej przed atakami rakietowymi. Obecnie Ukraina posiada dziesiątki różnych systemów, o czym wielokrotnie informował prezydent Wołodymyr Zełenski. Są wśród nich zestawy Patriot, NASAMS, IRIS-T, SAMP-T czy Hawk. Oznacza to wiele różnych rodzajów amunicji, dostarczanych z różną regularnością przez kilka różnych krajów. Kluczowy problem polega właśnie na tym, że kraj nie produkuje własnych pocisków do tych systemów i w pełni zależy od dostaw od partnerów. Własna produkcja pocisków przeciwlotniczych dopiero się rozwija. Nie jest to sprawa ani prosta, ani tania.
Jak zauważają wojskowi i eksperci, obecnie jedynie systemy Patriot są zdolne do zestrzeliwania pocisków balistycznych. Według Defense Express, Ukraina dysponuje obecnie 14 takimi systemami, a także połową jednostki ogniowej dostarczoną przez Holandię.
„Dla uproszczenia możemy przyjąć, że Siły Zbrojne Ukrainy posiadają około 10 pełnoprawnych baterii systemu Patriot. Konfiguracja przekazanych przez różne kraje systemów, w szczególności liczba wyrzutni w każdym z nich, pozostaje nieznana” – podaje ukraiński portal. Skąd ta sytuacja? Każdy z użytkowników dostarczał systemy w specyficznej dla siebie konfiguracji. Niektóre składają się z ośmiu wyrzutni, inne z czterech albo sześciu.
Kolejny problem to różny poziom technologiczny. Nie wszystkie wyrzutnie są dostosowane do użycia najnowszych rakiet, takich jak PAC-3MSE. Większość używa pocisków starszej generacji, a przy tym zdecydowanie tańszych, oznaczonych PAC-2.
Eksperci Defence Express podliczyli, że Ukraina potrzebuje co najmniej 360 pocisków przeciwlotniczych do systemu Patriot. Tymczasem według Lockheed Martin, w 2025 roku planowano wyprodukować w USA około 600 pocisków PAC-3MSE, zdolnych do przechwytywania celów balistycznych.
„Podczas ataku niektóre kompleksy stoją puste”
Szef wydziału komunikacji Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy, pułkownik Jurij Ignat, również podkreśla niedobór pocisków w ukraińskim systemie obrony powietrznej. Jak tłumaczy, rosyjskie wojska często przeprowadzają intensywne ataki, wykorzystując dużą liczbę uzbrojenia jednocześnie na jedno miasto lub region. W takich warunkach systemy rakiet przeciwlotniczych, w szczególności NASAMS czy IRIS-T, czasami po prostu nie mają czasu na ponowne naładowanie wyrzutni. Jest to tak zwana taktyka „ataku saturacyjnego”, która polega na dotarciu nad cel różnych środków bojowych jednocześnie. Zadaniem jest właśnie przeciążenie obrony powietrznej, aby jak największa liczba środków ataku miała szansę dotrzeć do celu. Efektem jest nie tylko przeciążenie obrony, ale też szybkie wyczerpywanie zasobów kosztownej i bardzo potrzebnej amunicji.
„Nasi ludzie działają bardzo szybko i opanowali obsługę tych kompleksów. Problem w tym, że nie ma czym je ładować. Już nie raz o tym mówiono, a prezydent Ukrainy wielokrotnie zwracał uwagę partnerów, że czasami niektóre kompleksy stoją puste, a kolejny atak trzeba czymś odeprzeć. I rzeczywiście, przed jednym z takich ataków, dosłownie dzień wcześniej, otrzymaliśmy potrzebne środki...” – powiedział Ignat w wywiadzie dla RBC-Ukraina.
Dodał, że zdarzały się okresy szczególnie dotkliwego niedoboru pocisków. „Nie zdradzę tajemnicy: na przykład w kompleksie NASAMS zamiast sześciu pocisków w wyrzutni są tylko dwa. Reszta musiała być maksymalnie rozproszona między innymi wyrzutniami, aby zapewnić ochronę większego obszaru” - wyjaśnił, podkreślając, że Ukraina potrzebuje nie tylko więcej pocisków, ale też większej liczby samych systemów, ponieważ zestawy przeciwlotnicze również muszą być chronione przed zniszczeniem w wyniku rosyjskich ataków. Środków obrony zawsze jest zbyt mało, co prowadzi do trudnych decyzji.