- Przez siedem miesięcy dowodził oddziałem, który poniósł największe straty w historii polskiej misji w Afganistanie.
- Prawie rok służył w kwaterze głównej w Kabulu, gdzie planował największe operacje wojskowe.
- W podziękowaniu za służbę Amerykanie odznaczyli go Medalem za Chwalebną Służbę.
- Tak wysokim odznaczenie wyróżniono zaledwie kilku polskich oficerów służących w Afganistanie.
- Po wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, oficer postanowił je oddać.
Polaków, którzy otrzymali Defense Meritorious Service Medal, czyli Medal za Chwalebną Służbę, można policzyć na palcach.
- Jestem dumny z tego odznaczenia. Wnioskowali o nie moi amerykańscy towarzysze broni. Ale po wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, że „w Afganistanie sojusznicy pozostali nieco z tyłu, z dala od linii frontu”, postanowiłem je oddać - wyjaśnia ppłk rez. Andrzej Pawelski.
Oficer nie chce wpisywać się w bieżącą walkę polityczną, ogłaszać, że wyśle order pocztą, zostawi pod drzwiami.
– Dlatego do Ambasady USA wysłałem prośbę o spotkanie. Planowałem na nie pójść w mundurze, spotkać się z oficerem armii USA. Krótkie spojrzenie w oczy, oddaję medal, żołnierski salut i zamykamy temat. Z szacunkiem dla obu stron. Nie dostałem odpowiedzi, dlatego postanowiłem opowiedzieć o mojej historii - kontynuuje oficer.
Piekło w bazie Warrior
W marcu 2010 r., trafił na najbardziej krwawą zmianę polskiej misji w Afganistanie. Stacjonował w prawdziwym piekle - w bazie Warrior. Dowodził 40-osobowym oddziałem, który zajmował się szkoleniem armii afgańskiej.
- Tam talibowie polowali na nas, nie my na talibów - wspomina.
W boju poległo dwóch żołnierzy: plut Miłosz Górka i st. kpr. Dariusz Tylenda. Sześciu bardzo ciężko rannych ewakuowano do Polski. Kilkunastu innych odniosło rany, ale po leczeniu w szpitalach polowych wróciło do oddziału. Czterech nie wytrzymało psychicznie, poprosiło o powrót do Polski. Na ostatniej zbiórce stanęło zaledwie 20 kilka osób.
- Z tej misji pozostał mi olbrzymi szacunek dla Amerykanów. Wbrew procedurom, pod ostrzałem piloci śmigłowców medycznych lądowali, żeby ratować moich ludzi - mówi oficer.
Medal za Chwalebną Służbę
Wiosną 2017 r. na wrócił do Afganistanu. Przez 11 miesięcy służył w kwaterze głównej sił koalicyjnych w Kabulu. Tam zajmował się prowadzeniem bieżących działań wojennych oraz planowaniem nawet na rok do przodu.
- To bardzo obciążająca praca. Na mapach były pinezki. A realu to oddziały z setkami żołnierzy, o których w życiu decydujesz. Każdy błąd oznacza czyjąś śmierć - wspomina.
To wtedy amerykańscy przełożeni wystąpili z wnioskiem do Waszyngtonu o odznaczenie Polaka Medalem za Chwalebną Służbę.
To nie jest odznaczenie za osobiste bohaterstwo na polu walki, ale za wybitne umiejętności planowania i budowania relacji sojuszniczych. Amerykanie honorują weteranów i bohaterów wojennych. Ale wiedzą, że na wojnach najważniejsze jest planowanie i przewidywanie rozwoju sytuacji.
W certyfikacie dołączonym do medalu, napisano, że Polaka wyróżniono za „wyjątkową zasłużoną służbę. (…) Wyjątkowe osiągnięcia ppłk. Pawelskiego przynoszą wielką chwałę jego osobie, sojuszniczemu dowództwu w Afganistanie oraz Wojsku Polskiemu”.
Polecany artykuł:
Odpowiedź z Ambasady USA
W odpowiedzi na prośbę Ambasady USA o komentarz dotyczący decyzji oficera czytamy:
„Jak mówił publicznie Ambasador USA w Polsce, Thomas Rose, Stany Zjednoczone mają głęboki szacunek dla ofiary i niezachwianego zaangażowania Polski w Sojusz Północnoatlantycki, włączając w to solidarność i służbę polskich żołnierzy wraz z sojusznikami w Iraku i Afganistanie. Jest to przedmiotem głębokiego podziwu i szacunku wszystkich Amerykanów. Ambasador Rose złożył także niedawno wieniec pod pomnikiem polskich żołnierzy poległych na misjach zagranicznych, składając hołd ich odwadze i zaangażowaniu, i podkreślając, iż Stany Zjednoczone oddają cześć Polsce i polskim weteranom.”
Czy ktoś z ambasady spotka się z polskim weteranem, aby odebrać medal? Odpowiedź jest krótka: „Nie istnieje procedura rozpatrywania tego typu wniosków”.
Afganistan zbudował nasz sojusz
Andrzej Pawelski do dziś nie może bez emocji mówić o poświęceniu swoich żołnierzy. Czy więc polski kontyngent wojskowy w Afganistanie miał sens?
- Koszty były olbrzymie. Ale weszliśmy na zupełnie inny poziom. Zdobyliśmy doświadczenie, wiarygodność wśród sojuszników. Mam nadzieję, że wypowiedź prezydenta Trumpa nie popsuje dobrych relacji z naszym głównym sojusznikiem jakim są Stany Zjednoczone. Jesteśmy partnerami sprawdzonymi w boju i oczekuję, że będziemy się wzajemnie szanować - kończy ppłk rez. Andrzej Pawelski.