• Czy PURL realnie kompensuje ograniczone moce produkcyjne europejskiego przemysłu obronnego?
• Czy koncentracja na sprzęcie amerykańskim w ramach PURL opóźnia rozwój europejskich zdolności produkcyjnych?
• Jaki jest faktyczny udział Polski w PURL – finansowy, logistyczny i operacyjny?
Dla zapewnienia Siłom Zbrojnym Ukrainy stabilnych dostaw
PURL to nowy, systemowy mechanizm wsparcia wojskowego dla Ukrainy, który został uruchomiony latem 2025 r. przez NATO i Stany Zjednoczone. To jeden z zasadniczych elementów nowej strategii wsparcia w czasie zmieniającej się sytuacji politycznej i finansowej w USA. Ma ona zapewnić Siłom Zbrojnym Ukrainy stabilne dostawy broni, amunicji i innego wyposażenia wojskowego.
Gdy zawiązano PURL, w oficjalnym komunikacie NATO podano:
„Sojusznicy i partnerzy NATO zobowiązali się przeznaczyć ponad 4 miliardy dolarów na niezbędny sprzęt wojskowy i amunicję dla Ukrainy, pochodzącą ze Stanów Zjednoczonych, w ramach inicjatywy NATO „Priorytetowa Lista Potrzeb dla Ukrainy” (PURL). Od sierpnia 2025 roku sojusznicy i partnerzy NATO zobowiązywali się przeznaczać 1 miliard dolarów miesięcznie, a kolejne wpłaty spodziewane są w tym miesiącu i w przyszłym roku. To wsparcie jest kluczowe dla Ukrainy, ponieważ zapewnia niezbędną obronę powietrzną i inny sprzęt niezbędny do dalszej obrony przed atakami Rosji”.
Ponad dwie trzecie państw członkowskich NATO zadeklarowało swój wkład w PURL. Partnerzy NATO – Australia i Nowa Zelandia – również zobowiązali się do wsparcia projektu.
Największy udział w PURL ma Norwegia. Do końca 2025 r. przekazała łącznie ok. 835 mln USD. Norwegia współfinansowała niemal każdy dotychczasowy pakiet.
Holandia sfinansowała pierwszy, inauguracyjny pakiet PURL w całości (500 mln USD) w sierpniu 2025 r., a w grudniu dołożyły kolejne środki w ramach pakietów współdzielonych.
Kanada zadeklarowała łącznie ok. 892 mln CAD (ok. 640 mln USD). W całości sfinansowała jeden pakiet (sierpień 2025) i dołożyła ok. 143 mln USD do pakietu grudniowego.
Niemcy sfinansowały samodzielnie jeden pakiet (500 mln USD) oraz są głównym współpłatnikiem pakietów z Polską i Norwegią.
Większość państw europejskich nie jest jednak w stanie wyłożyć jednorazowo 500 mln USD . Dlatego NATO konsoliduje państwa w grupy. Dzięki temu nawet mniejszy wkład (np. 15 mln USD od Luksemburga) staje się częścią realnego działania i wnoszą swój wkłąd w funkcjonowanie mechanizmu.
Polska nie jest przypisana do jednej, stałej grupy. Nasz wkład w PURL wynosi obecnie 100 mln USD. Tyle dołożyliśmy do wspólnego pakietu z Niemcami i Norwegią. Pozwoliło to na sfinansowanie pilnych dostaw rakiet Patriot. Polska pełni w PURL podwójną rolę.
Jest bowiem płatnikiem oraz jest hubem logistycznym, bo to przez nasze terytorium przechodzi sprzęt kupiony od USA dla Ukrainy przez innych uczestników rzeczonego projektu. Należy podkreślić, że Polska w 2026 r. rozbudowuje infrastrukturę rzeszowskiego hubu. Oznacza to, że pakiety kupione przez Norwegię czy Niemcy będą jeszcze szybciej serwisowane i transportowane przez polską granicę.
Polska gra na dwóch fortepianach: „amerykańskim” i „europejskim”
Jeśli wojna nie skończy się w tym roku, czego wykluczyć nie można, to priorytetowe znaczenie będą miały dostawy amunicji do zachodnich systemów. W warunkach „wojny na wyczerpanie technologiczne” stabilne zaopatrzenie SZU nabiera strategicznego znaczenia. Braki w nim z pewnością Rosja wykorzystałaby.
Można mieć zastrzeżenia co do tego, że realizatorzy PURL mogą wydatkować fundusze wyłącznie na zakupy w USA. Cóż, takie są dziś czasy, a USA mają większe zdolności produkcyjne w swoim przemyśle obronnym w porównaniu z tymi prezentowanymi przez producentów europejskich. Tym bardziej że rakiety do Patriotów można kupić wyłącznie w USA.
W pewnej mierze Polska czerpie korzyści z PURL. A w jakiż to sposób, skoro w pakietach pomocowych nie ma produkcji „made in Poland”?
A choćby dlatego, że jest głównym zapleczem technicznym dla sprzętu kupionego przez PURL. Bradleye czy haubice M777 serwisowane są m.in. w Rzeszowie i Poznaniu. To generuje kontrakty na obsługę techniczną dla polskich inżynierów. Polska również aktywnie uczestniczy w projektach typu FrankenSAM, czyli przystosowaniu sowieckiej konstrukcji wyrzutni rakietowych do strzelania zachodnimi pociskami. A takie działania są finansowane m.in. z funduszy wspierających PURL.
Obrazowo można tę sytuację określić tak: Polska gra na dwóch fortepianach. Na „amerykańskim” i „europejskim”.
W pierwszym przypadku do PURL wpłacamy gotówkę. 100 mln USD. Po to, aby Ukraina dostała pociski Patriot „na wczoraj” prosto z USA. Dostawa jest błyskawiczna, bo sprzedającym jest rząd USA, mający w magazynach taki towar. Gdyby go zamówić u producenta, trzeba byłoby czekać kilkanaście miesięcy na realizację zlecenia. Przy okazji zacieśniamy współpracę z USA, stając się częścią globalnego serwisu systemu Patriot (już produkujemy kontenery transportowe).
Drugą ręką gramy na fortepianie „europejskim”. W tym przypadku Polska wywalczyła, by unijne miliardy z programów EDIP/SAFE wydatkowane były na sprzęt „made in EU”, przez co beneficjentem może być nasz przemysł zbrojeniowy, np. Huta Stalowa Wola, Mesko czy WB Group.
Są też korzyści natury politycznej. Otóż Polska inwestuje w obronę Ukrainy, co zmniejsza bezpośrednie zagrożenie rosyjską agresją na nasze (i Ukrainy również) granice. Aktywne uczestnictwo umacnia pozycję Polski w NATO, a w Waszyngtonie docenią polskie zaangażowanie. I jest jeszcze jeden walor natury etycznej: PURL może przyczynić się do przyspieszenia w procesie dążenia do zakończenia wojny. A w tym przypadku Polska miałaby swój niemały udział…
Kilka zdań komentarza
Część polskiej sceny politycznej uważa, że uczestnictwo w PURL jest bardziej korzystne dla Ukrainy i USA, bo Kijów nigdy nie odda nam włożonych w program pieniędzy, którymi „finansujemy amerykański przemysł, a nie polski”. Tak się składa, że krytycy nie są przy władzy, a rządzący nie przejmują się specjalnie tymi opiniami. Za parę lat okaże się, po czyjej stronie była racja...
Źródła: Evertiq, Bussiness Insider, gov.pl. Babel, NATO, government.no.
Polecany artykuł: