- Niezależny rosyjski projekt "Weter" ujawnił, że rosyjska armia masowo i przymusowo wysyła rannych żołnierzy na front przed zakończeniem leczenia; udokumentowano ponad 300 takich przypadków, z czego 80% to powroty przymusowe.
- Praktyka ta, naruszająca międzynarodowe prawo humanitarne, jest motywowana m.in. wykorzystywaniem żołnierzy jako "mięsnych sond", unikaniem odszkodowań i biurokracją, prowadząc do śmierci lub zaginięcia wielu rannych.
- Rosyjskie społeczeństwo obawia się powracających weteranów, a narastające problemy takie jak PTSD, wzrost przestępczości (w tym wśród byłych skazańców) oraz brak systemowej pomocy psychologicznej zwiastują społeczną katastrofę.
Niezależny rosyjski projekt dziennikarski "Weter" opublikował raport dokumentujący proceder wysyłania na front żołnierzy, którzy nie zakończyli leczenia po poważnych urazach. Od 2022 roku zebrano dowody na co najmniej 319 takich przypadków. Z tej liczby aż 218 żołnierzy zostało już ponownie wysłanych w rejon działań wojennych na Ukrainie. W pozostałych sytuacjach istniały konkretne plany lub groźby ponownego wysłania.
Co najbardziej alarmujące, analiza dziennikarzy wykazała, że ponad 80% udokumentowanych powrotów na front miało charakter przymusowy. Żołnierze, często niezdolni do samodzielnego poruszania się, byli zmuszani do powrotu do swoich jednostek, co w wielu przypadkach kończyło się dla nich tragicznie. Problem ten jest coraz szerzej dyskutowany w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej. W raporcie podkreślono, że rzeczywista liczba takich przypadków może być znacznie wyższa, gdyż wiele z nich nie dociera do opinii publicznej.
Opisywane są przypadki tworzenia całych oddziałów szturmowych z osób po amputacjach czy z odłamkami w ciele, którym odmawia się leczenia, rzucając cyniczne hasło: „doleczymy po wojnie”. Ta bezduszna praktyka pokazuje, że dla dowództwa życie i zdrowie żołnierza mają wartość tylko tak długo, jak jest on w stanie walczyć.
Już w 2024 roku agencja Novosti informowała, że rosyjskie wojsko siłą wysyła rannych żołnierzy na linię frontu na Ukrainie, zanim zdążą oni ukończyć leczenie. Przedstawiono wtedy nagranie jak ranni żołnierze oskarżyli swoich oficerów o próbę odesłania ich z powrotem do strefy walk, zanim ukończyli leczenie.
„Nie pozwalają nam niczego dokończyć” – powiedział jeden z żołnierzy w przemówieniu. „Wysyłają mnóstwo ludzi z zapaleniem wątroby. Chcą, żeby armia się zaraziła, czy co?”, Potem opublikowano inne nagranie wideo pokazujące żołnierzy eskortowanych ze szpitala, niektórzy z nich mieli na rękach kajdanki. Jednego pokazano przykutego do szpitalnego łóżka. Pozostałych żołnierzy oskarżono o dezercję, jak twierdził portal.
Z kolei CNN w lutym 2025 roku, opisywał nagranie rannych żołnierzy o kulach na linii frontu. Opublikowane przez ukraińskich operatorów dronów i rosyjskich żołnierzy nagrania pokazują mężczyzn, którzy wyraźnie odnieśli obrażenia nóg, niektórzy mają zabandażowane nogi, poruszają się o kulach na obszarach objętych walkami, a w kilku przypadkach stali się celem ukraińskich dronów, gdy próbowali uciec, używając pomocy przy chodzeniu.
Na jednym z nagrań ze stycznia 2025 roku z drona, opublikowanym przez ukraińską 59. brygadę działającą w pobliżu oblężonego miasta Pokrowsk, widać rosyjskiego żołnierza, który podpierając się kulami pod każdą pachą, próbuje znaleźć schronienie. Następnie dron zrzuca na niego pocisk moździerzowy.
W rozmowie z CNN ukraiński oficer wywiadu wojskowego poinformował, że zaobserwowano tendencję pojawiania się rannych rosyjskich żołnierzy na linii frontu. Przypisał to wykorzystywaniu rannych przez dowódców jako próbę ukrycia strat i niezdolność do przerzucania żołnierzy na i z pól walki w razie potrzeby.
Tragiczne losy żołnierzy: Od ran do zaginięcia na froncie
Raport "Weter" przedstawia indywidualne historie, które obrazują dramat ludzi traktowanych przez dowództwo jak narzędzia jednorazowego użytku. Dwa przypadki – Iwana i Daniiła – są symbolicznym przykładem tej bezwzględnej praktyki.
Historia Iwana: Od rannej nogi do statusu zaginionego
Iwan z Jekaterynburga podpisał kontrakt z Ministerstwem Obrony w 2023 roku. Rok później doznał ciężkiej rany nogi, która po operacji pozwalała mu na poruszanie się wyłącznie o kulach. Zamiast kontynuować rehabilitację, został odesłany do swojej jednostki. W marcu 2025 roku los uderzył po raz drugi – odłamki uszkodziły mu nerkę i jelito. Wojskowa komisja lekarska (WKK) orzekła jego czasową niezdolność do służby.
Mimo to, niedługo później oskarżono go o dezercję i wszczęto przeciwko niemu postępowanie karne. W grudniu 2025 roku, pomimo skierowania na kolejną komisję, został siłą wysłany na front w okolice Pokrowska. Krótko po tym kontakt z nim się urwał, a Iwan oficjalnie figuruje na liście zaginionych.
Przypadek Daniiła: Ze szpitala prosto w nieznane
Podobny los spotkał 32-letniego Daniiła. W wyniku walk pod Pokrowskiem doznał złamań kręgosłupa i miednicy. Lekarze, podobnie jak w przypadku Iwana, uznali go za tymczasowo niezdolnego do służby. Jednak w grudniu 2025 roku żołnierze siłą zabrali go z tymczasowego ośrodka, gdzie czekał na dalsze badania. Jego rodzina w ciągu kilku dni dowiedziała się, że "wrócił do szeregów". Do 7 stycznia 2026 roku Daniił również został uznany za zaginionego.
Nie tylko jednostki – całe oddziały rannych w akcji
Proceder nie dotyczy wyłącznie pojedynczych żołnierzy. Dziennikarze "Weter" udokumentowali przypadek z sierpnia 2025 roku, kiedy co najmniej 14 rannych żołnierzy z obwodu czelabińskiego wysłano do operacji szturmowej w rejonie wsi Nowoseliwka. Wszyscy byli w trakcie procesu zwalniania ze służby z powodu odniesionych obrażeń. Wśród nich znajdowali się mężczyźni z ranami rąk, poruszający się o kulach, a jeden z nich miał w czaszce metalową płytkę po trepanacji. Informacje o wysyłaniu do walki całych grup niezdolnych do walki żołnierzy potwierdzają także inne źródła, w tym rosyjscy blogerzy wojskowi.
Kontekst prawny i humanitarny: Dlaczego Rosja wysyła rannych na śmierć?
Działania rosyjskiego dowództwa stoją w rażącej sprzeczności z międzynarodowym prawem humanitarnym. Konwencje Genewskie jasno stanowią, że ranni żołnierze mają prawo do ochrony i opieki medycznej, a pozostawianie ich bez pomocy lub stwarzanie warunków narażających ich zdrowie jest zbrodnią wojenną.
Polecany artykuł:
W samej Rosji procedura orzekania o zdolności do służby jest regulowana przez przepisy o wojskowej komisji lekarskiej (WKK). To ten organ, na podstawie szczegółowych badań, decyduje o kategorii zdolności żołnierza. Praktyka opisana przez "Weter" pokazuje, że dowódcy często omijają te procedury lub ignorują orzeczenia komisji, wysyłając na front żołnierzy bez wymaganej zgody lekarzy. Działania te są motywowane prawdopodobnie ogromnymi stratami i problemami z uzupełnianiem stanu osobowego na froncie, co potwierdzają analizy Instytutu Badań nad Wojną (ISW).
Wysyłanie do ataku żołnierza o kulach, z wojskowego punktu widzenia, wydaje się bezsensowne. Jednak w realiach brutalnej strategii rosyjskiej armii, ma to swoją makabryczną logikę. Autor artykułu w "Forbes", David Hambling, oraz badacz ChrisO_wiki, wskazują na kilka możliwych przyczyn.
Niezdolny do efektywnej walki żołnierz pełni funkcję „mięsnej sondy” – staje się łatwym celem, a atakując go, Ukraińcy zdradzają swoje pozycje, co pozwala Rosjanom na ich precyzyjne zlokalizowanie i ostrzał artyleryjski. Kolejnym powodem jest oszczędność finansowa, ciężko ranny żołnierz, który kwalifikuje się do wysokiego odszkodowania, stanowi dla państwa duże obciążenie. Wysyłając go na pewną śmierć, problem zostaje „rozwiązany”, zanim zdąży złożyć wniosek o rekompensatę. Trzecią przyczyną jest skrajna biurokracja armii rosyjskiej. Dowódcy są rozliczani z utrzymania pełnych stanów osobowych w jednostkach, dlatego „zapychają” wakaty nawet ciężko rannymi żołnierzami, byle tylko liczby w dokumentach się zgadzały. Osoba, która jest w stanie technicznie utrzymać broń – nawet na wózku inwalidzkim – może zostać uznana za „zdolną do służby”
Problem, o którym się nie mówi, czyli inwalidzi
Rosja oficjalnie nie podaje danych dotyczących liczby żołnierzy zabitych i rannych w wojnie z Ukrainą. W październiku 2023 r. wiceminister pracy i zabezpieczenia społecznego Aleksiej Wowczenko poinformował, że 54% ciężko rannych rosyjskich żołnierzy miało amputowaną co najmniej jedną kończynę, a u jednej piątej z nich amputacji wymagała kończyna górna. Pod koniec 2024 roku wiceminister obrony Anna Ciwiłowa oszacowała łączną liczbę inwalidów wojennych na 110 000. Co ciekawe w oficjalnym przemówieniu wiceminister obrony Ciwiłowa powiedziała, że około 96% rannych żołnierzy wraca po hospitalizacji na front i że celem jest jak najszybsze osiągnięcie tego celu. Dodała, że jest to możliwe „dzięki modernizacji szpitali polowych”.
Weterani, którzy stracili na froncie kończyny, zamiast kompleksowej opieki, często spotykają się z biurokratyczną znieczulicą. Były oficer Nikita Tretiakow w rozmowie z Deutsche Welle opisuje przypadki, w których ciężko rannym odmawiano pracy z obawy o ich stan psychiczny. W internecie pojawiają się relacje o weteranach bez rąk i nóg, którzy żebrzą na ulicach, gdyż po utracie zdrowia stali się niepotrzebni.
Mimo jednak, że Kreml, ustami Władimira Putina, określa uczestników „specjalnej operacji wojskowej” mianem „nowej elity” Rosji, a państwowa propaganda stara się budować ich heroiczny wizerunek, to rzeczywistość brutalnie weryfikuje te narracje. Społeczeństwo, zamiast z otwartymi ramionami, często wita powracających żołnierzy z podejrzliwością i lękiem. Sondaż Centrum Lewady ujawnił, że blisko 40% Rosjan postrzega weteranów jako osoby psychicznie okaleczone i obawia się wzrostu przestępczości po ich powrocie.
Jak zauważa socjolożka Anna Kuleszowa w rozmowie z Deutsche Welle, w rosyjskim społeczeństwie stosunek do weteranów jest silnie spolaryzowany. Nie wszyscy są postrzegani jako bohaterowie, wielu traktuje się z podejrzliwością, wiedząc z doniesień medialnych i własnych doświadczeń o przypadkach przemocy wojskowych wobec cywilów. Te obawy nie są bezpodstawne. Dane pokazują gwałtowny wzrost brutalnej przestępczości z udziałem byłych żołnierzy.
Od początku pełnoskalowej inwazji w wojnie wzięło udział ponad 1,5 miliona Rosjan, a do kraju powróciły już setki tysięcy z nich. Wielu nosi nie tylko widoczne, fizyczne rany, ale także głębokie blizny psychiczne. Jednym z kluczowych wyzwań dla powojennej Rosji będzie reintegracja niepełnosprawnych żołnierzy.
Problem pogłębia fakt, że na front masowo rekrutowano skazańców z kolonii karnych, często winnych najcięższych zbrodni. Ich powrót do społeczeństwa, w połączeniu z traumą wojenną, tworzy wybuchową mieszankę. Niezależne rosyjskie media dokumentują tysiące przestępstw popełnionych przez weteranów, w tym setki zabójstw. Co istotne, rosyjskie sądy często traktują udział w wojnie jako okoliczność łagodzącą.
Zespół stresu pourazowego (PTSD), depresja i uzależnienie od alkoholu to plaga wśród powracających z frontu. Badanie przeprowadzone w jednym z moskiewskich szpitali psychiatrycznych wykazało, że u około połowy przyjętych żołnierzy zdiagnozowano PTSD. Wielu z nich cierpi na natrętne wspomnienia z pola walki. Psychiatrzy wskazują, że nadużywanie alkoholu stało się dominującą formą "samoleczenia".
Mimo ogromnej skali problemu, państwowy system pomocy psychologicznej w Rosji istnieje głównie w teorii. Brakuje profesjonalnej kadry, a sami żołnierze niechętnie szukają wsparcia, obawiając się niezrozumienia ze strony cywilnych specjalistów. W praktyce ciężar pomocy spoczywa na organizacjach charytatywnych, które są niewydolne wobec tak masowych potrzeb.
Władze rosyjskie, świadome potencjalnej destabilizacji, jaką niosą ze sobą powroty setek tysięcy straumatyzowanych i rozczarowanych weteranów, zdają się nie mieć realnego rozwiązania. Pozostawieni sami sobie, okaleczeni fizycznie i psychicznie, stają się problemem, który Rosja zamiata pod dywan, ryzykując społeczną katastrofę w nadchodzących latach.